wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 2

Siedziałam w salonie wpatrując się w jeden punkt, a mianowicie w wyłączony telewizor. Czyli to on szedł za mną. Też wpadł na ten pomysł czy co? I jeszcze te krzyki jakiegoś mężczyzny : 'Zostawcie ich!'. Reszty nie słyszałam, bo wybiegliśmy z fabryki.
- Powiedz mi, co ci przyszło do głowy, aby iść o tej porze za mamą?! - podniósł głos. Nigdy na mnie nie krzyczał. Aż tak się zdenerwował? Poczułam jak po moim policzku spływa pojedyńcza łza.
- Ciekawość? - odpowiedziałam pytaniem z pogardą wycierając mokre policzki rękawem. Po jego geście, wiedziałam, że chce znowu podnieść głos, ale tego nie zrobił.
- Ja ... Przepraszam, emocje. Po prostu nie wybaczyłbym sobie tego, jakby coś ci się stało. Dobrze wiesz, że jesteś moim oczkiem w głowie odkąd pierwszy raz zobaczyłem cię w szpitalu. Już wtedy wiedziałem, że chcę dla ciebie jak najlepiej, dlatego też robiłem wszystko co w mojej mocy, abym dużo zarabiał, abyś miała dzieciństwo i później powiedziałabyś słowo, a ta firma byłaby twoja. Myślałem, że mama cię wzięła ze sobą czy coś, no to szybko wyszedłem, zobaczyłem twoją sylwetkę i podążyłem za tobą. Chciałem cię dogonić, ale przed tobą była mama i ... I nie chciałem, żeby mnie zauważyła.
- Ty mówisz tak na serio? - nie mogłam dowierzać w jego słowa. Mama mówiła co innego o tacie.
- Tak, skarbie. - przytulił mnie. Woah, już zapomniałam jak to być przez niego przytulaną. Aż tak jest zapracowany? - W ogóle dziwię ci się, że na serio miałaś aż tyle odwagi.
- Też się dziwię tato. Ja też. Byłam ciekawa, to było odruchowo, nie przemyślałam, jakie mogłyby być tego konsekwencje. Emm, tato? - uniósł głowę - Pogadasz jutro z mamą?
- Jeśli będzie chciała, spróbuję, ale niczego nie obiecuję.
- Dziękuję.
- Idź już spać, jutro gdzieś cię zabiorę.
- Nie mogę.
- Czemu?
- Bo spałam, jak przyszłam ze szkoły.
- A nie obrazisz się, jak pójdę do klubu? Chcesz, możesz iść ze mną.
- Nie, dzięki. - odpowiedziałam lekko speszona. Mężczyzna poszedł się przebrać i po chwili wyszedł zostawiając mnie samą. Samą w dużym, pustym domu. Włączyłam program muzyczny w telewizorze tak, że słychać było prawie na pierwszym piętrze. Nie lubiłam, gdy panowała cisza. Czuję się wtedy jak w horrorze.
- Brzuch daje się we znaki. - wymamrotałam i poszłam do kuchni. Na taką osobę jak ja, jestem wiecznie głodna. Nie choruję na nic, po prostu jem i jem. Niby grubnę, niby nie. Mnie to już nie obchodzi. Pan Bóg dawno mnie opuścił. Nie to, że nie jestem wierząca. Chodzę na religię, ale ... No właśnie. Zawsze musi być to 'ale'.
Włączył czajnik z wodą, do kubka włożyłam torebeczkę z herbatą, a z lodówki wyjęłam dzisiejszy obiad. Równie dobrze mogłabym zamówić sobie pizzę, ale nie chce mi się czekać aż ją zrobią i przywiozą. Podgrzałam obiad w mikrofalówce. Po 3 minutach zajadałam się ciepłym jedzeniem popijając kęsy owocową herbatą.
Może mogłam iść do tego klubu? Pomimo że to nie w moim stylu ... Może coś by się stało fajnego? Poznałabym kogoś? Tsa, już to widzę. Ja i jakiś chłopak. Chyba w moim świecie, którego i tak nie mam. Kto by mnie chciał? Dziewczynę, która ma wiecznie problemy, bardzo niską samoocenę, pomimo że lubię się uczyć tak po części, i tak nie będę miała przyszłości, nawet jak tata przepisze mi tą firmę, nie będę mogła tego przyjąć. Kto by chciał 'szefa' co się tnie? Tak, ja Diana Pain się samookalecza. Niby pomaga, ale na kilka minut. Raz zaczęłam, później już nie mogłam przestać. Nawet bez powodu to robię. Można powiedzieć, że stało się to moim uzależnieniem. Czy rodzice wiedzą? Gdyby wiedzieli, nie wiem co by mi zrobili. Na pewno nie pogłaskaliby mnie i nie powiedzieliby 'Proszę, nie rób tego. Wszystko się ułoży.'. Pomimo że mnie 'kochają'.
Puste naczynia włożyłam do zmywarki. Spojrzałam na zegar ścienny. Wskazywał za 5 północ. Tak szybko mija czas? Chodź się przejść ... Dobrze ci to zrobi. 
W sumie, śpiąca jeszcze nie jestem, więc czemu nie? Może spotkam gdzieś wciętego tatę? Chociaż mam obawy, że coś się stanie.
- Nie idę! - krzyknęłam i uderzyłam ręką w blat. Zabolało. Idziesz... Nie! Taak...
Czy ze mną może być gorzej? Kłócę się właśnie z podświadomością, która jest dla mnie podła i podejrzana. W sumie, to mój mózg wariuje wraz z wyobraźnią. DOBRA. WYGRAŁAŚ. PÓJDĘ. Z niechęcią ubrałam buty, płaszcz do kolan, szal i kaptur. Spojrzałam ostatni raz w lustro. Żebym wróciła cała i zdrowa, Boże. Zamknęłam drzwi na klucz. Wolnym krokiem poszłam ... hmm no i gdzie tutaj pójść? Do parku? NIE. Może na miasto? Jest zawsze oświetlone. Więcej nie myśląc poszłam do centrum Holmes Chapel. Po jakiś minutach byłam na miejscu. Nawet robiło wrażenie. Lampki świąteczne jeszcze były porozwieszane. Wygląda romantycznie. A co lepsze, zdziwiło mnie, że jest bardzo dużo ludzi. Niektórzy gdzieś się spieszyli, inni szli spokojnie, byli wyluzowani. Mogłam stwierdzić, że czuję się bezpiecznie, gdyby nie pewna osoba. Nie potrafiłam określić jego wieku przez okulary i kaptur. Hm, okulary przeciwsłoneczne w zimę? Szedł w moim kierunku, miałam nadzieję, że nie do mnie. Czułam, jakby spoglądał na mnie przez te okulary. Swój wzrok przeniosłam na coś białego na rękawie. I znowu. I jeszcze raz. I jeszcze. Śnieg zaczął padać. Drobniutki śnieg. Uśmiechnęłam się, nie wiedziałam z jakiej przyczyny. Niestety mój tak jakby dobry humor przepadł, gdy poczułam, że w kogoś uderzyłam. Spojrzałam w górę. To był ten tajemniczy chłopak. Miał dziwny zarys twarzy, troszkę dłuższe loki, czy on ma sceniczny make-up?
- Uważaj jak chodzisz, smarkulo. - warknął przez co moje ciało aż zadrżało.
- J-ja .. Prze-przepraszam. Nie chciałłam. - jąkałam się.
- Zejdź mi z drogi. - popchnął mnie mocno, w skutek czego upadłam na mokrą ulicę. W ogóle nie zwrócił uwagi na to, że upadłam. Nie należał do tego typu ludzi, którzy zaprosiliby kogoś na herbatę w taką noc. Miał na sobie płaszcz aż do kolan tak samo jak ja ( ugh ), bardzo obcisłe czarne rurki i eleganckie zamszowe botki w żółtym kolorze. Próbowałam wstać, ale ciało nie współpracowało ze mną. Ciągle byłam w strachu, co by było gdyby ten ktoś był pijany?Może byłabym już zgwał ... Nie! Nie, nie i nie. Nawet tak nie myśl Diana. Czym prędzej wstałam i ruszyłam .. właściwie nie wiem gdzie. Do domu na razie nie idę. Mogłabym spotkać tego tajemniczego chłopaka, a nie chcę ryzykować. W ogóle nie lubię ryzykować. Jestem zazwyczaj cicha ... Chociaż od pewnego czasu staję się inna. To dobrze czy źle? Skoro dałam się zaprowadzić aż do tej fabryki...
Teraz bardziej zastanawiało mnie, do jakiego klubu chodzi tata. Mówił mi kiedyś... Night Club Pro... Night Club Pro? Gdzie on się ... Okej, już wiem!
Pomimo tego, iż mózg mówił, abym zawróciła, nie zrobiłam tego.
Już po niecałych 15 minutach byłam przed drzwiami klubu. Głośną muzykę słychać było nawet 4 ulice stąd. Nie widziałam żadnego ochroniarza. Chwyciłam klamkę. Wejść czy nie wejść?Wejść czy nie wejść? Mam mętlik.
- No idziesz czy nie?! - usłyszałam głosy za sobą. Nie zdążyłam się odwrócić, a już znalazłam się w środku klubu przez jakąś grupę napaleńców.
Gdy tylko przekroczyłam próg, do moich nozdrzy dobił się ten charakterystyczny smród alkoholu, spoconych ciał, narkotyków pewnie też i tony perfum zmieszanych ze sobą. W pierwszym momencie, chciało mi się zwymiotować. Później próbowałam się przyzwyczaić. Przedzierałam się przez te tłumy, aby dotrzeć do baru.
- Co podać? - usłyszałam głos barmana.
- Ym, na razie nic. - uśmiechnęłam się serdecznie. Ja tak potrafię? Po co tu przyszłaś? Nawet nie masz pieniędzy, idiotko. Zrobiłam wielkie oczy. Faktycznie, nie miałam przy sobie nic oprócz kluczy do domu.
- A teraz proszę o wielkie brawa dla Pain i Mons! - Pain? Pain?! Na pewno to nie moja mama, O nie.. Ona by się nigdy nie posunęła do czegoś takiego. W życiu! Dobrze ją znam. A może nie? Dostrzegałam osoby, które wchodzą na małą scenę. Kobiety, obydwie blondynki. Jedna miała włosy do pupy, a druga tak gdzieś na okolice ramion. Obydwie miały opalone ciało, wyzywającą koronkową bieliznę. Machały do wszystkich i rozglądały się. Długowłosa szepnęła coś do koleżanki obok przez co jej wzrok spoczął na mnie. Zamarłam. Nie. Wierzę. Własnym. Oczom. To uwierz. To była ona! To była mama! Jej wyraz twarzy był zakłopotany, nie wiedziała co ma robić. Miała rozpocząć pracę, ale tego nie zrobiła. Tylko stała i patrzyła prosto w moje oczy.
Już nie wytrzymałam. Przedzierając się przez tłumy dobrze bawiących się ludzi, wyszłam z tego pomieszczenia. Poczułam łzy wydobywające się z moich oczy i mróz. A ulice były lekko pokryte białym puchem. Zaczęłam biec w stronę domu. Wszędzie było biało, a łzy na dodatek zamazywały mi obraz. O makijaż się zbytnio nie przejmowałam. Jest ciemno, nikogo nie ma, a ja cała zapłakana. Na dworze zimno. Przycupnęłam na jednej z ławek w parku, kolana dałam pod brodę i rozglądałam się. Ujrzałam coś błyszczącego. Przyjrzałam się dokładniej, potrzaskane szkło. No dalej, na co czekasz? Wiem, że tego chcesz ... Nie wiem co mną zawładnęło. Trzęsącymi dłońmi wzięłam szkło i rękawem go wytarłam. Podwinęłam rękaw płaszczu. Nie obchodziło mnie to, że nie mam gdzie. Mogę to zrobić na bliznach...
Mocno ścisnęłam szkło do skóry i szybkim ruchem pociągnęłam w dół. Po chwili poczułam jak ciepła czerwona ciecz płynie po mojej ręce. Dopiero teraz dałam upust moim emocjom. Ból był niemiłosierny. Ciepło, które biło od rany mieszało się z zimnym powiewem, przez co jeszcze bardziej piekło.
Nie rozumiem. Mama tańczy na rurze? Ale czemu? Przecież wszystko było ok, nie? Aż tak się poniżyła? To nie może być prawda! Przestań kłamać. Dobrze wiesz, co widziałaś. To nie sen. Mnie też to czeka? Dlatego się wypytywała co chcę robić w przyszłości? Pytała się też, co sądzę o pracy w klubach. O jakie stanowisko jej chodziło ,nie wiem...




Jest drugi rozdział! :) Zastanawiałam się nad moim stylem pisania. Mieszam  czas przeszły z teraźniejszym, a pewnie łatwiej by wam było czytać w jednym czasie. Jeśli to, co teraz piszę wam nie przeszkadza, to mówcie.
Za błędy przepraszam.
Do następnego. xx

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 1

Szare pochmurne niebo zbierało się nad Holmes Chapel. Mogę wywnioskować, że zaraz będzie padać. Z ciężką torbą na ramieniu szłam do domu po 'pracowitym' dniu w szkole. Nie chciałam wracać, bo rodzice jak zwykle się kłócą. Tata mówi, że to przez mamę, a mama twierdzi, że przez tatę. Ja uważam, że to wina obydwojga. Gdy byłam małą dziewczynką, mama cały czas się mną opiekowała, a tata był wiecznie zapracowany. Gdy byłam nieco starsza, mama także znalazła pracę, ale szybko się z niej zwolniła. Tak było do teraz. Od 2 czy 3 miesięcy zaś ma pracę, która wymaga codziennej pracy. Wychodzi o 4 nad ranem, a wraca po 22. W sumie, nie dziwię się tacie.
Droga zeszła mi bardzo szybko rozmyślając o rodzicach. Otworzyłam drzwi spodziewając się ciszy.
- Zdradzasz mnie i ewidentnie ci się to udaje! - wykrzyknął ojciec na zapłakaną mamę.
- To nie prawda! Po prostu mam taką pracę!
- Skoro to nie prawda, może powiedziałabyś mi, gdzie pracujesz? - jego ton zrobił się milszy? Cisza przed burzą?
- Nie mogę. - odpowiedziała zrezygnowana. Czy ona coś ukrywa? Wyszłam zza rogu do kuchni. Natychmiast ucichli.
- Cz-czemu nie jesteście w pracy? - spytałam.
- Ja wziął urlop. Pójdziemy gdzieś do klubu ... - nie ma to jak iść do klubu z tatą, w ogóle nie lubie chodzić na imprezy - ... Albo pojedziemy gdzieś na weekend.
- A ty? - zwróciłam się do rodzicielki.
- Mam teraz nocki. - nocki? Nigdy nie chodziła do pracy w nocy. Powiedziałam krótkie 'aha' i udałam się schodami w górę do swojego pokoju. Oczywiście, gdy zniknęłam z zasięgu ich wzroku, znowu się kłócili. I tak jest codziennie ...
Rzuciłam torbę w kąt i położyłam się na łóżku z myślą, że jutro spędzię weekend spokojnie.
* kilka godzin później *
Przetarłam oczy i spojrzałam na zegar. Było po 20. Ogarnęłam się szybko i zeszłam na dół. Mama jeszcze była i o dziwo nie słyszałam żadnych wyzwisk z jej strony do taty.
- Za ile wychodzisz? - spytałam.
- Za 2 godziny, a co?
- Nie nic. Tak pytam. - zdaje mi się, albo mama się czymś stresuje. Nie zawracał jej głowy, poszłam do taty do salonu i razem z nim zaczęłam oglądać wiadomości.
- Dzisiaj w wiadomościach usłyszą państwo o kolejnych trzech zabójstwach spowodowanych w Holmes Chapel. - mama jak na zawołanie znalazła się przy nas z przerażeniem - Jedno z nich w parku, a dwa kolejne w opuszczonej fabryce zabawek. Były to 3 dziewczyny. 15-latka i 20-latki. Niestety policja nie znalazła żadnych rzeczy oprócz krwi i martwych ciał, a sprawców do tej pory nie znaleziono. To na chwilę obecną, wszystko. A teraz przejdźmy do ... - mama wyłączyła telewizor, na co ja i tata spojrzeliśmy na nią jak na głupią.
- Co? - spytała oschle - Nie chcę, żeby Diana się bała czy martwiła. - ja zawsze się martwię, a zwłaszcza boję mamusiu.
- Nie mam przecież 5 lat ... - odrzekłam przewracając oczami.
- A słyszałaś w jakim wieku były te dziewczyny? 15 i 20 lat. Twój wiek! Nie chcę, żeby coś ci się stało. - gada jakby była coś wspólnegk z tą sprawą. A może? Nie no... Mama chyba taka nie jest. Przytuliłam ją, aby jej złość trochę opadła.
- Nie musisz przypadkiem iść do 'pracy'? - spytał ojciec naciskając głosem na 'iść' i 'pracy'.
- Owszem muszę. - wyszła do przedpokoju ubierać buty i żakiet. Popatrzyłam na tatę złowrogo, a on jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się do mnie i poszedł na górę. Wyszła. Bez zastanowienia ubrałam buty, płaszcz i po cichu wyszłam z domu, żeby tata nie słyszał. Próbowałam dostrzec mamę w tej ciemności, która panowała. Nie wspomniałam? Była zima. Ale bez śniegu.  Znalazłam ją! Szybko maszerowała w ciemniejsze miejsca. Ruszyłam za nia, tak, aby mnie nie usłyszała. Gdy się odwracała, chowałam się jeśli to było możliwe. Ale zastanawia mnie jedna rzecz - czego ona się boi? Jakby ktoś ją śledził. Szukała coś w torebce. Po chwili wyjęła najprawdopodoniej telefon i coś szukała, pisała, patrzyła. Nie wiem. Chwilę po, dostałam smsa. 'Kocham Cię. xx'. Co to miało znaczyć? Nigdy nie dostaję takich wiadomości od niej i to o takiej porze! Mam się martwić? Najwyraźniej tak.  
Odpisałam jej 'Coś się dzieje? Ja ciebie też.'. Długo nie czekałam na odpowiedź 'Nie, nic się nie dzieje. Idź spać, jutro się zobaczymy.' i schowała telefon mówiąc 'może'.
- Czemu ona idzie w stronę opuszczonej fabryki, gdzie były zabójstwa? - wyszeptałam sama do siebie. Cień ... Zobaczyłam cień, który był za mną. Zamknęłam oczy, zrobiłam głęboki wdech i wydech, otworzyłam oczy i odwróciłam się. Nikogo nie było. 
To tylko twoja wyobraźnia, głuptasie.
Miejmy taką nadzieję.
Minęłam dosyć duży płot z bramą, a strach, który we mnie panował był nie do opisania. Miałam złe myśli na temat 'pracy' mamy. Weszła do budynku po raz ostatni rozglądając się. Patrzyła w moją stronę. Wzruszyła ramionami i zniknęła. Na moje szczęście nie zamknęła ogromnych metalowych drzwi, które były lekko zardzewiałe. Zrobiłam to co ona i po chwili znalazłam się w opuszczonym budynku. Schowałam się w kącie za drewnianymi skrzynkami z których było widać stare, zniszczone lalki. Dziwię się sobie, że miałam tyle odwagi, aby pójść za mamą. Bynajmniej wiem, gdzie mama pracuje, jeśli mogę to tak nazwać. Czy ja się powtarzam?
- Mam nadzieję, że nikt cię nie śledził. - usłyszałam męski głos. A może mama jest coś wwinna? Nie oddała kasy ?
- N-n-nie. Nikt. - odpowiedziała. Po jej wypowiedzi mogłam stwierdzić, że to co robi, to nie jest jakaś praca. Mam już mętlik. Kobieta była wystraszona, zagubiona. Czyżby drugie oblicze ukazała? Od świętej pamięci babci, wiedziałam, że za młodu mama była ciekawska, cały czas miała kłopoty. Fakt faktem, rodzicielka była bardzo piękną blondynką ze szczypłą sylwetką jak i cerą. I że ona nie jest modelką? Jednym zdaniem - zawsze miała powodzenie u mężczyzn. Nawet tych, którzy mieli żony i dzieci. Czasami aż zastanawiam się, czy jestem jej córką czy nie. Ona to odzwierciedlenie mnie.
- Masz to, o co cię proszono?
- J-jja ttak. - z torebki wyjęła jakieś papiery, a później woreczki z czymś w środku.
- Wszystko się zgadza? - spytał patrząc to na papiery, to na woreczki.
- Myślę, że tak.
- Ty nie masz myśleć. Ty masz być pewna. - wysyczał przez zęby - Już do roboty!
Kobieta szyblo ruszyła w stronę innych drzwi i po chwili zniknęła z mojego pola widzenia tak samo jak tajemniczy mężczyzna.
Szlag... Nie pomyślałam o tym wcześniej. Jak zwykle. I jak ja mam teraz wyjść?? Boję się, że jak wyjdę, albo będę próbować się wydostać, zauważą mnie. Nawet nie wiem kto to był, do czego jest zdolny. Może to jest ten jeden co zabił te 3 dziewczyny? NIE NIE NIE. Szybko wyrzuciłam tą myśl z głowy.
Przez chwilę wpatrywałam się w ciemne zakamarki. Wydawało mi się, że ktoś na mnie patrzy, ogółem, że ktoś mnie cały czas obserwuje. Zaraz, czy tutaj są kamery? Oby nie. Po co marnować kamery w takim miejscu? Nie no, ok. Jestem spokojna, jestem spokojna, jestem .... Nie jestem spokojna!
Nagle ktoś zakrył mi usta i oczy. Próbowałam się wydostać, ale byłam za słaba. Mamo, gdzie jesteś? Obiecywałaś, że będziesz ze mną...
- Spokojnie, to tylko ja.... - tym kimś okazał się nie kto inny jak ......




Przepraszam, że trzeba było tyle czekać i, że jest taki krótki. Drugi rozdział będzie dłuższy i o niebo lepszy, bo sama uważam, ze ten rozdział mi nie wyszedł.
Za wszelkie błędy przepraszam. xx
:')

środa, 14 stycznia 2015

Prolog

Diana Pain nie wiedziała czym zajmowała się jej matka do czasu, w którym postanowiła ją śledzić. Żałuje tej decyzji, bo teraz nie ma nic, nie ma nikogo. Jest uwięziona w jego świecie, świecie groźnego chłopaka z lokami i szmaragdowymi oczami.



Jest prolog ! :D Trochę krótki, ale nie wiedziałam jak to ująć, aby był dłuższy.
Mam nadzieję, że bynajmniej troszkę was coś zaciekawiło.
Rozdział pierwszy jest w trakcie pisania....

wtorek, 13 stycznia 2015

Bohaterowie :

Główni bohaterowie :

Harry 'Harold' Edward Styles, 20 lat :
Urodzony 1 lutego 1994 roku w Holmes Chapel. Gdy był mały, jego rodzice się rozwiedli, przez co jego mama zaczęła pić. Z siostrą też nie miał za dobrego kontaktu. Jego siostra - Gemma - opuściła się w nauce przez sytuację, które panowała w domu. Gdy miał 15 lat, wstąpił do najgroźniejszego gangu. Harold z czasem stawał się coraz lepszy w to, co robi czyli w sprzedaży narkotyków, handel dziećmi, prostytutkami, bezbronnymi dziewczynami napotkanymi przez przypadek, branie udziałów w nielegalnych walkach, hazard. Po śmierci pierwszego szefa, to on został przywódcą gangu.

Diana Pain, 20 lat :
Urodzona 15 lipca 1994 roku także w Holmes Chapel. Pochodzi z zamożnej rodziny, niczego jej nie brak, Może oprócz miłości. Nie tylko od rodziców, ale chciałaby mieć kogoś, kto ją zrozumie, zostanie z nią na zawsze. Jej rodzice, pomimo że kochają dziewczynę, wiecznie się kłócą, przez co dziewczyna zamyka się sama w sobie, nie mówi nikomu o swoich problemach. Nie wytrzymując tych wszystkich zdarzeń, Diana od pewnego czasu samookalecza się. Myślała, że to pomoże. Jedyne co się zmienia, to jej ciało, gdzie przybywa coraz więcej blizn.

Bohaterowie poboczni :

Anne Cox :
Rodzicielka Harry'ego i Gemmy. Zagubiona kobieta, która po rozwodzie z jej byłym mężem wlewa alkohol w swój organizm. Dzieci, które nadal kocha, zostawiły ją. Nie wiedziała, co się z nimi dzieje, gdzie są, czy żyją.

Gemma Styles :
Córka Anne, siostra Harry'ego z którym nie miała nigdy dobrego kontaktu, zawsze się kłócili. Tylko ona wiedziała, czym zajmuje się jej brat. 
John Pain:
Ojciec Diany. Od jakiegoś czasu źle dogaduje się ze swoją żoną, gdyż posądza ją o zdradę, przez co w domu panuje bardzo napięta atmosfera.  Pracuje jako szef kilku bogatych nieruchomości. 

Kate Pain :
Matka Diany, żona Johna. Mąż myśli, że ona go zdradza, przez co powoduje ciągłe awantury. Najbardziej na świecie kocha Dianę, dla niej poświęci nawet własne życie. Kobieta wraca późnymi wieczorami bardzo często, przez co staje się tajemnicza.



Za wszeeeelkie błędy bardzo przepraszam. :*
Mam nadzieję, że polubicie to ff. :)
Prolog pojawi się jutro. xx



















Theme by violette