czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 1

Szare pochmurne niebo zbierało się nad Holmes Chapel. Mogę wywnioskować, że zaraz będzie padać. Z ciężką torbą na ramieniu szłam do domu po 'pracowitym' dniu w szkole. Nie chciałam wracać, bo rodzice jak zwykle się kłócą. Tata mówi, że to przez mamę, a mama twierdzi, że przez tatę. Ja uważam, że to wina obydwojga. Gdy byłam małą dziewczynką, mama cały czas się mną opiekowała, a tata był wiecznie zapracowany. Gdy byłam nieco starsza, mama także znalazła pracę, ale szybko się z niej zwolniła. Tak było do teraz. Od 2 czy 3 miesięcy zaś ma pracę, która wymaga codziennej pracy. Wychodzi o 4 nad ranem, a wraca po 22. W sumie, nie dziwię się tacie.
Droga zeszła mi bardzo szybko rozmyślając o rodzicach. Otworzyłam drzwi spodziewając się ciszy.
- Zdradzasz mnie i ewidentnie ci się to udaje! - wykrzyknął ojciec na zapłakaną mamę.
- To nie prawda! Po prostu mam taką pracę!
- Skoro to nie prawda, może powiedziałabyś mi, gdzie pracujesz? - jego ton zrobił się milszy? Cisza przed burzą?
- Nie mogę. - odpowiedziała zrezygnowana. Czy ona coś ukrywa? Wyszłam zza rogu do kuchni. Natychmiast ucichli.
- Cz-czemu nie jesteście w pracy? - spytałam.
- Ja wziął urlop. Pójdziemy gdzieś do klubu ... - nie ma to jak iść do klubu z tatą, w ogóle nie lubie chodzić na imprezy - ... Albo pojedziemy gdzieś na weekend.
- A ty? - zwróciłam się do rodzicielki.
- Mam teraz nocki. - nocki? Nigdy nie chodziła do pracy w nocy. Powiedziałam krótkie 'aha' i udałam się schodami w górę do swojego pokoju. Oczywiście, gdy zniknęłam z zasięgu ich wzroku, znowu się kłócili. I tak jest codziennie ...
Rzuciłam torbę w kąt i położyłam się na łóżku z myślą, że jutro spędzię weekend spokojnie.
* kilka godzin później *
Przetarłam oczy i spojrzałam na zegar. Było po 20. Ogarnęłam się szybko i zeszłam na dół. Mama jeszcze była i o dziwo nie słyszałam żadnych wyzwisk z jej strony do taty.
- Za ile wychodzisz? - spytałam.
- Za 2 godziny, a co?
- Nie nic. Tak pytam. - zdaje mi się, albo mama się czymś stresuje. Nie zawracał jej głowy, poszłam do taty do salonu i razem z nim zaczęłam oglądać wiadomości.
- Dzisiaj w wiadomościach usłyszą państwo o kolejnych trzech zabójstwach spowodowanych w Holmes Chapel. - mama jak na zawołanie znalazła się przy nas z przerażeniem - Jedno z nich w parku, a dwa kolejne w opuszczonej fabryce zabawek. Były to 3 dziewczyny. 15-latka i 20-latki. Niestety policja nie znalazła żadnych rzeczy oprócz krwi i martwych ciał, a sprawców do tej pory nie znaleziono. To na chwilę obecną, wszystko. A teraz przejdźmy do ... - mama wyłączyła telewizor, na co ja i tata spojrzeliśmy na nią jak na głupią.
- Co? - spytała oschle - Nie chcę, żeby Diana się bała czy martwiła. - ja zawsze się martwię, a zwłaszcza boję mamusiu.
- Nie mam przecież 5 lat ... - odrzekłam przewracając oczami.
- A słyszałaś w jakim wieku były te dziewczyny? 15 i 20 lat. Twój wiek! Nie chcę, żeby coś ci się stało. - gada jakby była coś wspólnegk z tą sprawą. A może? Nie no... Mama chyba taka nie jest. Przytuliłam ją, aby jej złość trochę opadła.
- Nie musisz przypadkiem iść do 'pracy'? - spytał ojciec naciskając głosem na 'iść' i 'pracy'.
- Owszem muszę. - wyszła do przedpokoju ubierać buty i żakiet. Popatrzyłam na tatę złowrogo, a on jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się do mnie i poszedł na górę. Wyszła. Bez zastanowienia ubrałam buty, płaszcz i po cichu wyszłam z domu, żeby tata nie słyszał. Próbowałam dostrzec mamę w tej ciemności, która panowała. Nie wspomniałam? Była zima. Ale bez śniegu.  Znalazłam ją! Szybko maszerowała w ciemniejsze miejsca. Ruszyłam za nia, tak, aby mnie nie usłyszała. Gdy się odwracała, chowałam się jeśli to było możliwe. Ale zastanawia mnie jedna rzecz - czego ona się boi? Jakby ktoś ją śledził. Szukała coś w torebce. Po chwili wyjęła najprawdopodoniej telefon i coś szukała, pisała, patrzyła. Nie wiem. Chwilę po, dostałam smsa. 'Kocham Cię. xx'. Co to miało znaczyć? Nigdy nie dostaję takich wiadomości od niej i to o takiej porze! Mam się martwić? Najwyraźniej tak.  
Odpisałam jej 'Coś się dzieje? Ja ciebie też.'. Długo nie czekałam na odpowiedź 'Nie, nic się nie dzieje. Idź spać, jutro się zobaczymy.' i schowała telefon mówiąc 'może'.
- Czemu ona idzie w stronę opuszczonej fabryki, gdzie były zabójstwa? - wyszeptałam sama do siebie. Cień ... Zobaczyłam cień, który był za mną. Zamknęłam oczy, zrobiłam głęboki wdech i wydech, otworzyłam oczy i odwróciłam się. Nikogo nie było. 
To tylko twoja wyobraźnia, głuptasie.
Miejmy taką nadzieję.
Minęłam dosyć duży płot z bramą, a strach, który we mnie panował był nie do opisania. Miałam złe myśli na temat 'pracy' mamy. Weszła do budynku po raz ostatni rozglądając się. Patrzyła w moją stronę. Wzruszyła ramionami i zniknęła. Na moje szczęście nie zamknęła ogromnych metalowych drzwi, które były lekko zardzewiałe. Zrobiłam to co ona i po chwili znalazłam się w opuszczonym budynku. Schowałam się w kącie za drewnianymi skrzynkami z których było widać stare, zniszczone lalki. Dziwię się sobie, że miałam tyle odwagi, aby pójść za mamą. Bynajmniej wiem, gdzie mama pracuje, jeśli mogę to tak nazwać. Czy ja się powtarzam?
- Mam nadzieję, że nikt cię nie śledził. - usłyszałam męski głos. A może mama jest coś wwinna? Nie oddała kasy ?
- N-n-nie. Nikt. - odpowiedziała. Po jej wypowiedzi mogłam stwierdzić, że to co robi, to nie jest jakaś praca. Mam już mętlik. Kobieta była wystraszona, zagubiona. Czyżby drugie oblicze ukazała? Od świętej pamięci babci, wiedziałam, że za młodu mama była ciekawska, cały czas miała kłopoty. Fakt faktem, rodzicielka była bardzo piękną blondynką ze szczypłą sylwetką jak i cerą. I że ona nie jest modelką? Jednym zdaniem - zawsze miała powodzenie u mężczyzn. Nawet tych, którzy mieli żony i dzieci. Czasami aż zastanawiam się, czy jestem jej córką czy nie. Ona to odzwierciedlenie mnie.
- Masz to, o co cię proszono?
- J-jja ttak. - z torebki wyjęła jakieś papiery, a później woreczki z czymś w środku.
- Wszystko się zgadza? - spytał patrząc to na papiery, to na woreczki.
- Myślę, że tak.
- Ty nie masz myśleć. Ty masz być pewna. - wysyczał przez zęby - Już do roboty!
Kobieta szyblo ruszyła w stronę innych drzwi i po chwili zniknęła z mojego pola widzenia tak samo jak tajemniczy mężczyzna.
Szlag... Nie pomyślałam o tym wcześniej. Jak zwykle. I jak ja mam teraz wyjść?? Boję się, że jak wyjdę, albo będę próbować się wydostać, zauważą mnie. Nawet nie wiem kto to był, do czego jest zdolny. Może to jest ten jeden co zabił te 3 dziewczyny? NIE NIE NIE. Szybko wyrzuciłam tą myśl z głowy.
Przez chwilę wpatrywałam się w ciemne zakamarki. Wydawało mi się, że ktoś na mnie patrzy, ogółem, że ktoś mnie cały czas obserwuje. Zaraz, czy tutaj są kamery? Oby nie. Po co marnować kamery w takim miejscu? Nie no, ok. Jestem spokojna, jestem spokojna, jestem .... Nie jestem spokojna!
Nagle ktoś zakrył mi usta i oczy. Próbowałam się wydostać, ale byłam za słaba. Mamo, gdzie jesteś? Obiecywałaś, że będziesz ze mną...
- Spokojnie, to tylko ja.... - tym kimś okazał się nie kto inny jak ......




Przepraszam, że trzeba było tyle czekać i, że jest taki krótki. Drugi rozdział będzie dłuższy i o niebo lepszy, bo sama uważam, ze ten rozdział mi nie wyszedł.
Za wszelkie błędy przepraszam. xx
:')

4 komentarze:

Theme by violette