wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 2

Siedziałam w salonie wpatrując się w jeden punkt, a mianowicie w wyłączony telewizor. Czyli to on szedł za mną. Też wpadł na ten pomysł czy co? I jeszcze te krzyki jakiegoś mężczyzny : 'Zostawcie ich!'. Reszty nie słyszałam, bo wybiegliśmy z fabryki.
- Powiedz mi, co ci przyszło do głowy, aby iść o tej porze za mamą?! - podniósł głos. Nigdy na mnie nie krzyczał. Aż tak się zdenerwował? Poczułam jak po moim policzku spływa pojedyńcza łza.
- Ciekawość? - odpowiedziałam pytaniem z pogardą wycierając mokre policzki rękawem. Po jego geście, wiedziałam, że chce znowu podnieść głos, ale tego nie zrobił.
- Ja ... Przepraszam, emocje. Po prostu nie wybaczyłbym sobie tego, jakby coś ci się stało. Dobrze wiesz, że jesteś moim oczkiem w głowie odkąd pierwszy raz zobaczyłem cię w szpitalu. Już wtedy wiedziałem, że chcę dla ciebie jak najlepiej, dlatego też robiłem wszystko co w mojej mocy, abym dużo zarabiał, abyś miała dzieciństwo i później powiedziałabyś słowo, a ta firma byłaby twoja. Myślałem, że mama cię wzięła ze sobą czy coś, no to szybko wyszedłem, zobaczyłem twoją sylwetkę i podążyłem za tobą. Chciałem cię dogonić, ale przed tobą była mama i ... I nie chciałem, żeby mnie zauważyła.
- Ty mówisz tak na serio? - nie mogłam dowierzać w jego słowa. Mama mówiła co innego o tacie.
- Tak, skarbie. - przytulił mnie. Woah, już zapomniałam jak to być przez niego przytulaną. Aż tak jest zapracowany? - W ogóle dziwię ci się, że na serio miałaś aż tyle odwagi.
- Też się dziwię tato. Ja też. Byłam ciekawa, to było odruchowo, nie przemyślałam, jakie mogłyby być tego konsekwencje. Emm, tato? - uniósł głowę - Pogadasz jutro z mamą?
- Jeśli będzie chciała, spróbuję, ale niczego nie obiecuję.
- Dziękuję.
- Idź już spać, jutro gdzieś cię zabiorę.
- Nie mogę.
- Czemu?
- Bo spałam, jak przyszłam ze szkoły.
- A nie obrazisz się, jak pójdę do klubu? Chcesz, możesz iść ze mną.
- Nie, dzięki. - odpowiedziałam lekko speszona. Mężczyzna poszedł się przebrać i po chwili wyszedł zostawiając mnie samą. Samą w dużym, pustym domu. Włączyłam program muzyczny w telewizorze tak, że słychać było prawie na pierwszym piętrze. Nie lubiłam, gdy panowała cisza. Czuję się wtedy jak w horrorze.
- Brzuch daje się we znaki. - wymamrotałam i poszłam do kuchni. Na taką osobę jak ja, jestem wiecznie głodna. Nie choruję na nic, po prostu jem i jem. Niby grubnę, niby nie. Mnie to już nie obchodzi. Pan Bóg dawno mnie opuścił. Nie to, że nie jestem wierząca. Chodzę na religię, ale ... No właśnie. Zawsze musi być to 'ale'.
Włączył czajnik z wodą, do kubka włożyłam torebeczkę z herbatą, a z lodówki wyjęłam dzisiejszy obiad. Równie dobrze mogłabym zamówić sobie pizzę, ale nie chce mi się czekać aż ją zrobią i przywiozą. Podgrzałam obiad w mikrofalówce. Po 3 minutach zajadałam się ciepłym jedzeniem popijając kęsy owocową herbatą.
Może mogłam iść do tego klubu? Pomimo że to nie w moim stylu ... Może coś by się stało fajnego? Poznałabym kogoś? Tsa, już to widzę. Ja i jakiś chłopak. Chyba w moim świecie, którego i tak nie mam. Kto by mnie chciał? Dziewczynę, która ma wiecznie problemy, bardzo niską samoocenę, pomimo że lubię się uczyć tak po części, i tak nie będę miała przyszłości, nawet jak tata przepisze mi tą firmę, nie będę mogła tego przyjąć. Kto by chciał 'szefa' co się tnie? Tak, ja Diana Pain się samookalecza. Niby pomaga, ale na kilka minut. Raz zaczęłam, później już nie mogłam przestać. Nawet bez powodu to robię. Można powiedzieć, że stało się to moim uzależnieniem. Czy rodzice wiedzą? Gdyby wiedzieli, nie wiem co by mi zrobili. Na pewno nie pogłaskaliby mnie i nie powiedzieliby 'Proszę, nie rób tego. Wszystko się ułoży.'. Pomimo że mnie 'kochają'.
Puste naczynia włożyłam do zmywarki. Spojrzałam na zegar ścienny. Wskazywał za 5 północ. Tak szybko mija czas? Chodź się przejść ... Dobrze ci to zrobi. 
W sumie, śpiąca jeszcze nie jestem, więc czemu nie? Może spotkam gdzieś wciętego tatę? Chociaż mam obawy, że coś się stanie.
- Nie idę! - krzyknęłam i uderzyłam ręką w blat. Zabolało. Idziesz... Nie! Taak...
Czy ze mną może być gorzej? Kłócę się właśnie z podświadomością, która jest dla mnie podła i podejrzana. W sumie, to mój mózg wariuje wraz z wyobraźnią. DOBRA. WYGRAŁAŚ. PÓJDĘ. Z niechęcią ubrałam buty, płaszcz do kolan, szal i kaptur. Spojrzałam ostatni raz w lustro. Żebym wróciła cała i zdrowa, Boże. Zamknęłam drzwi na klucz. Wolnym krokiem poszłam ... hmm no i gdzie tutaj pójść? Do parku? NIE. Może na miasto? Jest zawsze oświetlone. Więcej nie myśląc poszłam do centrum Holmes Chapel. Po jakiś minutach byłam na miejscu. Nawet robiło wrażenie. Lampki świąteczne jeszcze były porozwieszane. Wygląda romantycznie. A co lepsze, zdziwiło mnie, że jest bardzo dużo ludzi. Niektórzy gdzieś się spieszyli, inni szli spokojnie, byli wyluzowani. Mogłam stwierdzić, że czuję się bezpiecznie, gdyby nie pewna osoba. Nie potrafiłam określić jego wieku przez okulary i kaptur. Hm, okulary przeciwsłoneczne w zimę? Szedł w moim kierunku, miałam nadzieję, że nie do mnie. Czułam, jakby spoglądał na mnie przez te okulary. Swój wzrok przeniosłam na coś białego na rękawie. I znowu. I jeszcze raz. I jeszcze. Śnieg zaczął padać. Drobniutki śnieg. Uśmiechnęłam się, nie wiedziałam z jakiej przyczyny. Niestety mój tak jakby dobry humor przepadł, gdy poczułam, że w kogoś uderzyłam. Spojrzałam w górę. To był ten tajemniczy chłopak. Miał dziwny zarys twarzy, troszkę dłuższe loki, czy on ma sceniczny make-up?
- Uważaj jak chodzisz, smarkulo. - warknął przez co moje ciało aż zadrżało.
- J-ja .. Prze-przepraszam. Nie chciałłam. - jąkałam się.
- Zejdź mi z drogi. - popchnął mnie mocno, w skutek czego upadłam na mokrą ulicę. W ogóle nie zwrócił uwagi na to, że upadłam. Nie należał do tego typu ludzi, którzy zaprosiliby kogoś na herbatę w taką noc. Miał na sobie płaszcz aż do kolan tak samo jak ja ( ugh ), bardzo obcisłe czarne rurki i eleganckie zamszowe botki w żółtym kolorze. Próbowałam wstać, ale ciało nie współpracowało ze mną. Ciągle byłam w strachu, co by było gdyby ten ktoś był pijany?Może byłabym już zgwał ... Nie! Nie, nie i nie. Nawet tak nie myśl Diana. Czym prędzej wstałam i ruszyłam .. właściwie nie wiem gdzie. Do domu na razie nie idę. Mogłabym spotkać tego tajemniczego chłopaka, a nie chcę ryzykować. W ogóle nie lubię ryzykować. Jestem zazwyczaj cicha ... Chociaż od pewnego czasu staję się inna. To dobrze czy źle? Skoro dałam się zaprowadzić aż do tej fabryki...
Teraz bardziej zastanawiało mnie, do jakiego klubu chodzi tata. Mówił mi kiedyś... Night Club Pro... Night Club Pro? Gdzie on się ... Okej, już wiem!
Pomimo tego, iż mózg mówił, abym zawróciła, nie zrobiłam tego.
Już po niecałych 15 minutach byłam przed drzwiami klubu. Głośną muzykę słychać było nawet 4 ulice stąd. Nie widziałam żadnego ochroniarza. Chwyciłam klamkę. Wejść czy nie wejść?Wejść czy nie wejść? Mam mętlik.
- No idziesz czy nie?! - usłyszałam głosy za sobą. Nie zdążyłam się odwrócić, a już znalazłam się w środku klubu przez jakąś grupę napaleńców.
Gdy tylko przekroczyłam próg, do moich nozdrzy dobił się ten charakterystyczny smród alkoholu, spoconych ciał, narkotyków pewnie też i tony perfum zmieszanych ze sobą. W pierwszym momencie, chciało mi się zwymiotować. Później próbowałam się przyzwyczaić. Przedzierałam się przez te tłumy, aby dotrzeć do baru.
- Co podać? - usłyszałam głos barmana.
- Ym, na razie nic. - uśmiechnęłam się serdecznie. Ja tak potrafię? Po co tu przyszłaś? Nawet nie masz pieniędzy, idiotko. Zrobiłam wielkie oczy. Faktycznie, nie miałam przy sobie nic oprócz kluczy do domu.
- A teraz proszę o wielkie brawa dla Pain i Mons! - Pain? Pain?! Na pewno to nie moja mama, O nie.. Ona by się nigdy nie posunęła do czegoś takiego. W życiu! Dobrze ją znam. A może nie? Dostrzegałam osoby, które wchodzą na małą scenę. Kobiety, obydwie blondynki. Jedna miała włosy do pupy, a druga tak gdzieś na okolice ramion. Obydwie miały opalone ciało, wyzywającą koronkową bieliznę. Machały do wszystkich i rozglądały się. Długowłosa szepnęła coś do koleżanki obok przez co jej wzrok spoczął na mnie. Zamarłam. Nie. Wierzę. Własnym. Oczom. To uwierz. To była ona! To była mama! Jej wyraz twarzy był zakłopotany, nie wiedziała co ma robić. Miała rozpocząć pracę, ale tego nie zrobiła. Tylko stała i patrzyła prosto w moje oczy.
Już nie wytrzymałam. Przedzierając się przez tłumy dobrze bawiących się ludzi, wyszłam z tego pomieszczenia. Poczułam łzy wydobywające się z moich oczy i mróz. A ulice były lekko pokryte białym puchem. Zaczęłam biec w stronę domu. Wszędzie było biało, a łzy na dodatek zamazywały mi obraz. O makijaż się zbytnio nie przejmowałam. Jest ciemno, nikogo nie ma, a ja cała zapłakana. Na dworze zimno. Przycupnęłam na jednej z ławek w parku, kolana dałam pod brodę i rozglądałam się. Ujrzałam coś błyszczącego. Przyjrzałam się dokładniej, potrzaskane szkło. No dalej, na co czekasz? Wiem, że tego chcesz ... Nie wiem co mną zawładnęło. Trzęsącymi dłońmi wzięłam szkło i rękawem go wytarłam. Podwinęłam rękaw płaszczu. Nie obchodziło mnie to, że nie mam gdzie. Mogę to zrobić na bliznach...
Mocno ścisnęłam szkło do skóry i szybkim ruchem pociągnęłam w dół. Po chwili poczułam jak ciepła czerwona ciecz płynie po mojej ręce. Dopiero teraz dałam upust moim emocjom. Ból był niemiłosierny. Ciepło, które biło od rany mieszało się z zimnym powiewem, przez co jeszcze bardziej piekło.
Nie rozumiem. Mama tańczy na rurze? Ale czemu? Przecież wszystko było ok, nie? Aż tak się poniżyła? To nie może być prawda! Przestań kłamać. Dobrze wiesz, co widziałaś. To nie sen. Mnie też to czeka? Dlatego się wypytywała co chcę robić w przyszłości? Pytała się też, co sądzę o pracy w klubach. O jakie stanowisko jej chodziło ,nie wiem...




Jest drugi rozdział! :) Zastanawiałam się nad moim stylem pisania. Mieszam  czas przeszły z teraźniejszym, a pewnie łatwiej by wam było czytać w jednym czasie. Jeśli to, co teraz piszę wam nie przeszkadza, to mówcie.
Za błędy przepraszam.
Do następnego. xx

3 komentarze:

  1. Cudo...nie przejmj się czasem w jakim piszesz bo sie wyrobisz :)
    Weny!
    Zapraszam do siebie:
    directioner0202.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada sie ciekawie, myślę, że tata Diany tez cos kombinuje... albo do klubu poszedl tez podejrzewajac, ze bedzie tam jego źona... Hmm no zobaczymy, na dzisiaj musze na razie konczyc czytanie, bo nauka wzywa

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette