niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 3

Uwaga! Ten rozdział jest trochę inny. Czyli, że piszę go tylko w jednym czasie - teraźniejszym. Mam nadzieję, że jest lepiej.
Miłego czytania!


Wchodzę do domu. Drzwi są otwarte, co mnie dziwi i lekko straszy. Pomału i po cichu idę do salonu. Nikogo nie ma. Idę do kuchni. Nic. Łazienka też. Cały parter jest pusty. Gdy jestem w połowie drogi na schodach, słyszę chrapanie z sypialni dla gości. Całe moje ciało się trzęsie na myśl, że ktoś obcy jest u mnie w domu. Czyli wraca ta stara Diana - wiecznie płochliwa. Otwieram drzwi i wychyla głowę. Na łóżku śpi nie kto inny jak tata. Czuć alkohol na całe pomieszczenie. Zamykam drzwi i idę do swojego pokoju. Kładę się. Spoglądam na godzinę. Jest 2:37. Usypiam....
- Nie zapomnis o mie? - mówi mała dziewczynka do chłopczyka, którego zna od tych wakacji, a ich mamy mają dużo tematów do obgadania. 
- Zawse bede o tobie pamietał. A ty o mie? - odpowiada po czym złącza ich rączki.
- Tes. Ale obiecujes, ze sie kiedyś spotkamy?
- Tak. - przytulają się. Dziewczynka jak i chłopczyk płaczą z cicha. Dziewczynka nigdy nie zapomni jego magicznego koloru oczu, w które mogłaby patrzeć cały czas. Natomiast chłopczyk nigdy nie zapomni jej pięknego uśmiechu. 
Kochają się, ale o tym nie wiedzą. Są za mali, aby wiedzieć co to jest za uczucie. Ponoć małe dzieci kochają naprawdę. Kochają prawdziwym uczuciem niż dorośli. Oni właśnie tak mają. 
Niestety nadszedł czas rozłąki. Dziewczynka całuje chłopczyka szybko w kącik jego ust, zaśmiewa się i odchodzi w stronę swojej mamy. Chłopczyk wpatruje się przez chwilę w sylwetkę małej dziewczynki i także odchodzi. 
I do teraz się nie spotkali....
Przewracam się na drugi bok dokładniej przykrywając się kołdrą. Unoszę powieki do góry wyszukując zegar. Jest dopiero po 10, a ja nadal śpiąca. Zamykam oczy i ponownie chcę zasnąć, ale tata mi przerywa.
- Hej, córciu? Wstałaś już? - mruczę - O, to dobrze! A więc, pakuj się szybko, schodź na dół, zjesz śniadanie i jedziemy! - wychodzi. Gdzie jedziemy?! Tylko nie to, proszę cię Boże... Nie mam sił na nic. Ale na ile? Po co?
Z wielkim grymasem na twarzy wstaję, ale po chwili upadam pod wpływem bólu. Wszystko mnie boli. Tyłek pewnie od wczorajszego upadku przez tajemniczego nieznajomego, nogi od biegania, oczy od płaczu, głowa od emocji i ręka ...
Ponawiam próbę wstania. Muszę przytrzymać się stolika, aby nie upaść.
Biorę czyste ciuchy, idę do łazienki zamykając się przy tym na klucz. Rozbieram się i wchodzę pod prysznic, odkręcam wodę i pozwalam swojemu ciału na to, aby kropelki zimnawej cieczy ochłodziły mnie. Może to dziwne, ale wolę wodę zimną bądź letnią niż gorącą. Namydlam ciało, po chwili spłukuję się tak jak włosy z szamponu. Owijam się dużym miękkim ręcznikiem, a na głowę ręcznik tworząc rak zwany turban. Spoglądam w lustro po raz pierwszy dzisiaj. Oczy całe czerwone i opuchnięte, wory pod oczami, gdzieniegdzie resztki rozmazanego makijażu na policzkach i na powiekach.
- Gorzej wyglądać się już nie ma! - krzyczę. Myję twarz, kremuję ją i robię lekki makijaż. Tak zwany no make-up look, żeby bynajmniej zakryć te worki pod oczami, chociaż wątpię czy to coś pomoże.
Gdy uznaję, że poprawiłam swój wygląd chociaż troszeczkę i upewnia się, że nie widać blizn, mogę iść na dół.
- Dzień dobry! - wita mnie mama. Odmachuję jej niepewnie. Dopóki to wszystko się nie wyjaśni, nie chcę mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego i w ogóle. W kuchni jest tata. Dobra okazja, aby porozmawiać o mamie. Oby nie słyszała.
- Najpierw chcę się ciebie spytać, gdzie jedziemy?
- Na weekend w góry.
- Mama też?
- Nie. - odpowiada tak jakbym spytała się o jego datę śmierci.
- Czemu?
- Mama ma nocki, zapomniałaś? - jego ton zaczyna mnie pomału irytować.
- Ale spokojnie, dam sobie radę. Wy jedźcie i się bawcie. - weszła do kuchni rodzicielka i przytula mnie. Nie odwzajemniam gestu. Myśl, co te ręce wczoraj robiły, co mogły dotykać przeraża mnie. Siadam na stołku przy wyspie. Kątem oka mogę spostrzec , że tata całuje mamę w usta i wychodzi. Dziwne, bo jeszcze niecałe 3 minuty temu mówił o niej tonem dość nietypowym.
- Od kiedy jesteście pogodzeni? - przerywam tą niezręczną ciszę.
- Doszliśmy do wniosku, że nie warto się dalej kłócić o jakieś błahostki. Powiedziałam mu całą prawdę i zrozumiał. Nie drąż już tego tematu.
- Czemu? Mam prawo wiedzieć, ja także się martwię. Jestem przecież waszą córką, nie?
- Diana, to nie tak. Ty niczego nie rozumiesz.
- Tak samo jak wcz.. - waham się i nie dokańczam zdania.
- Tak samo jak .... ?
- Ty tego nie zrozumiesz. - odgryzam się jej i idę do pokoju. Nie cierpię się kłócić z mamą czy tata.Ale czasami sytuacja tego wymaga.
- Pakujesz się?! - krzyczy tata z innego pokoju. Kurde, myślałam, że zapomniał.
- Oczywiście! - odpowiadam mu i wyciągam jakąś torbę z szafy, a zaraz po wybieram ubrania, no tak. Ty jest chyba problem każdej dziewczyny. Co by tutaj zabrać? Co spakować, a co nie? Nie lubię tego. Biorę jedną parę czarnych rurek, 3 koszulki, 3 pary majtek i 3 pary skarpetek. Zawsze biorę 'na zapas'. Później kosmetyki i inne pierdoły nie zapominając o narzędziu zbrodni. Bez niej nie przeżyję. Durne uzależnienie. Biorę jeszcze telefon, słuchawki i ładowarkę. Hm, jestem gotowa. Tak sądzę.
Z torbą na ramieniu, wychodzę z pokoju zamykając go na klucz. Prywatność. Nie lubię jak ktoś wchodzi do mojego pokoju bez mojej zgody, czy bez mojej wiedzy.
- Jestem gotowa. - mamroczę, na co tata szybko się podnosi i podchodzi do mnie.
- To super! Możemy już jechać. - mówi i bierze moją jak i jego torbę. Coś przeczuwam, że ten weekend będzie bardzo, ale to bardzo męczący.
- Jakby co to dzwoń. - mówię do mamy i wychodzę. Siadam w miękkim skórzanym fotelu z tyłu, włączam muzykę i próbuję zasnąć.
* oczami Kate *
Pojechali, będę miała czas, aby wszystko przemyśleć. Na przykład to, co było dzisiejszej nocy. Nie jestem do końca pewna, czy to była ona czy nie. A pytać się nie chcę. Gdyby się okazało, że to nie ona, przy okazji bym się wygadała. Nie mogę jej nic mówić, chcę ją chronić, nawet jak to grozi moją śmiercią. A co do Johna, okłamałam go. Powiedziałam tylko, że szef jest bardzo wymagający i dla niego liczy się dokładność. W sumie, mój szef jest taki, ale powiedziałam, że on jest szefem jakiś biurowców. Całe szczęście, że nie pytał się jakich.Niestety jest tak, że posądza mnie o zdradę, a to ewidentna bzdura! Kocham go nad życie. Nigdy nie wyobrażam sobie kogoś innego na jego miejscu, a te kłótnie, mam nadzieję, że nic poważnego. Że po jakimś czasie wróci to wszystko do formy. Nadzieja matką głupich.
Dzwoni telefon. Szybko podążam w stronę wydobywającego się dźwięku. Patrzę na wyświetlacz. To on. Koszmar wszystkich koszmarów. Mój 'szef'.
- Tak? - odbieram.
- Pojechali? - pyta od razu.
- Tak, jakieś 2 minuty temu.
- Mam nadzieję, że wszystko wzięli. Bo nie chcę, aby widzieli ciebie podczas roboty.
- C-co masz na myśli? - jąkam się.
- A to, że zaraz u ciebie będziemy z klientem. Przyszykuj wszystko. Wino, a najlepiej czysta wódka + to co zawsze dla adrenaliny. - rozłączył się. Głośno wzdycham i idę przygotować pokój gościnny. Zasłaniam rolety, dokładnie układam pościel wraz z poduszkami. Idę do kuchni po dwie lampki i wódkę. A z torebki wyjmuję mały woreczek i z tym idę do pokoju, który przed chwilą przygotowywałam. Kładę rzeczy na szafce nocnej i wychodzę się przebrać w strój, którego osobiście nienawidzę. Wciskam się w dość skąpy strój z koronką. Zakładam na to zwykłe ciuchy. Słyszę dzwonek do drzwi. Momentalnie serce zaczęło bić szybciej, czasami miałam wrażenie, że staje. Wolnym krokiem idę do drzwi. Patrzę przez lukę, już jest. Jego okulary przeciwsłoneczne zawsze mnie przerażają. Ponoć nikt nigdy nie widział jego oczu. I chyba nie chcę być tą pierwszą.
Otwieram drzwi.
- Kate, to jest twój klient. Mam nadzieję, że obsłużysz pana jak najlepiej. - mówi po czym idzie w stronę swojego czarnego Range Rovera i odjeżdża ostatni raz spoglądając na mnie.
- Mam nadzieję, że się postarasz. Dużo zapłaciłem. Nie spieprz tego. - syczy, wchodzi do domu, zamyka za sobą drzwi na klucz i zaczyna mną rządzić....
* oczami Diany *
Obudziłam się, ponieważ czuję, że auto stoi. Rozglądam się za szybą, jesteśmy na stacji. Taty nie ma w środku. Pewnie poszedł sobie coś kupić, albo się załatwić. Spoglądam na telefon, gdy dociera do mnie fakt, że muzyka nie gra. Rozładowany.
- Pięknie. - mamroczę do siebie i wychodzę zaczerpnąć świeżego powietrza. Głęboko zaczerpuję powietrza i po chwili je wypuszczam.
- O, śpiąca królewna już wstała. - zaśmiewa się ojciec, na co ja wymuszam uśmiech na mojej twarzy.
- Ale i tak się nie wyspałam.
- Ty byś tylko spała i spała. - ty byś tylko się cięła i cięła. Kurwa, a było tak doskonale! Moja podświadomość się przebudziła. Witamy. Nie kpij sobie ze mnie, bo pożałujesz. Ja chyba potrzebuję tego psychiatryka, tak mi odwala, że mówię już sama do siebie! - Dobra, właź. Zostało nam jeszcze do przejechania 70 km. Chodź teraz do przodu, bo zaś zaśniesz z tyłu.
- Eh, ok. - nigdy nie siedzę z przodu. Może jak byłam mała, to wtedy chciałam, ale teraz nie. Nie lubię tego uczucia, jak gdzieś stoimy na światłach, a przechodnie stoją i patrzą się na przednie siedzenia i kto na nich siedzi.
Usiadłam na miejscu pasażera obok kierowcy i po chwili ruszyliśmy w dalszą podróż.
- Tato?
- Tak?
- Co ci mama mówiła?
- A co mi miała mówić?
- Widziałam jak ją pocałowałeś rano, więc to oznacza, że jesteście pogodzeni, prawda?
- Nie do końca.
- Jak to? Mama mówiła co innego.
- Co ci niby mówiła?
- Że nie warto się już kłócić, powiedziała ci wszystko, a ty to zrozumiałeś. A jaka jest twoja wersja?
- Taka sama jak jej. - odpowiada stanowczo. Dobrze wiem, że kłamie. Zawsze rozpoznam jak ktoś kłamię, może dlatego, że znam się na ludziach.
- Kłamiesz.
- Nie.
- Tak tato i weź przestań. Powiedz mi, proszę. - mówię całkiem skruszona na myśl, czy jak mi powie, to ta wiadomość zaboli czy nie.
- Dobrze! Ale nie gadaj matce, że ci powiedziałem. Mówiła, że jej szef jest bardzo wymagający i dla niego liczy się dokładność, porządek, a jeśli coś zrobisz źle, automatycznie cię zwalnia. Zadowolona?
- Tak. - nie. Przecież dobrze wiem, że mama go okłamała. Otwieram lekko buzię, aby coś powiedzieć, ale się wycofuję. To jeszcze nie ta pora, aby mówić mu, co takiego widziałam w klubie. Może kiedy indziej, jeśli nastanie taka okazja. A jeśli nie to trudno.
Przez resztę drogi milczę. Skoro on nie chce też drążyć tego tematu... Nic na to nie poradzę. Sama się dowiem. Przestań zgrywać taką twardą. I tak wszyscy wiemy, że jesteś tchórzem, pozerem, nic nie wartym gównem....
Ma rację. Jestem tchórzem, nawet jakbym chciała próbować udawać. Zaciskam ręce w pięści, ale gdy czuję ból szybko rozluźniam mięśnie.
- Nad czym tak myślisz? Wysiadaj, już jesteśmy. - mówi, na co ja wzdrygam się. Wychodzę z pojazdu i moim oczom ukazuje się bardzo duży hotel. No, do tanich to on nie należy. Ale czego spodziewać się po tacie. W końcu to biznesmen. - I jak? Robi wrażenie, prawda? - nie odpowiadam tylko potakuję głową. - A w środku jest jeszcze lepiej. Chodź i się przekonaj. - pcha mnie do dużych obrotowych drzwi. Mało by brakowało, a bym się uderzyła w czoła przez te drzwi.
W środku było jak w bajce! Serio, chociaż bajki już dawno straciły dla mnie sens, tak samo jak moje życie.
- Dzień dobry, witamy w hotelu Prestige. - mówi jakiś stary mężczyzna, gdy wchodzimy do holu. Potakujemy na znak, że także życzymy mu dobrego dnia.
- Dzień dobry. Składałem tutaj rezerwację. - mówi tata do wysokiej brunetki. Gorszym plastikiem nie da się być niż lalka barbie, serio.
- Nazwisko? - pyta próbując wypowiedzieć to seksownie, chociaż jej się to nie udaje. Cicho się zaśmiewam.
- Pain. John Pain.
- Już, chwileczkę ... Ah, tak! Jest, duży apartament z widokiem na góry i strumyki, tak?
- Tak.
- Proszę, to państwa klucz. - mówi po czym daje mojemu tacie dwa klucze. Jak myślę, jeden dla mnie.
- Teraz zobaczysz, co to bogactwo. - ta, on zawsze chce 'na bogato'. Dla niego nie liczy się ile kasy wyda, ważne, aby czuł się jak król. Zarabia tyle tej kasy, że mógłby sobie tyłek podcierać banknotami. Wjeżdżamy winda na ostatnie piętro. Tata przekręca klucz w zamku i wchodzimy do środka.
- Wow. - to jedyne co mogę w tej chwili wypowiedzieć.
- W twojej sypialni jest już torba, idź się wypakować. - posłusznie poszłam do pokoju, w którym miałam nocować tą noc. Wchodzę i okazuje się, że sypialnia jest prawie tak wielka jak przedpokój. A na łóżku widnieje moja torba. Szybko wyjmuję ładowarkę i podłączam do gniazdka, a następnie telefon do ładowania. Wybieram numer do mamy i dzwonię.
Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sygnał. Czwarty.... Nie odbiera. Pewnie coś robi i nie słyszy, albo ma wyciszony dźwięk jak zwykle.
Ciekawe, co jest ważniejsze niż otrzymanie dobrej nowiny, że jej córka z ojcem dotarli cali i zdrowi na miejsce. Sama mówiła, abym jej oznajmiła, że dotarliśmy na miejsce i nic nam nie się stało.


Wiem, zdjęcie nie na miejscu, ale cóż... Zaczęłam pisać ten rozdział jeszcze dzisiaj grubo po 18, więc takie coś mi wyszło, tylko dlatego, aby nie zostawiać was samych bez trzeciego rozdziału i to jeszcze o naszym solenizancie! ♥ Nie wierze, że on ma 21 lat na karku. Hazza zawsze będzie tym dzieciakiem z X-Factor. ♥
Kolejny pojawi się w środę albo w czwartek. Rozdziały będą częściej, bo zaczynam ferie.
Mam nadzieję, że wam się podoba tak samo jak nowy wygląd. :)
Za błędy przepraszam. xx

1 komentarz:

Theme by violette