niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 6

- Kiiim tyy jesteś? - pyta po raz drugi. Patrzy się we wszystkie strony tylko nie na mnie. 
- Jaaa, chyba pomyliłam domu, przepraszam, że marnuję pani czas. - mówię i zamierzam iść, ale kobieta łapie mnie za rękaw.
- Pro-proszę wejść.
- Um, nie. Może innym razem.
- Ależ proszę. - mówi i wpycha mnie do środka szybko zamykając drzwi na klucz. To psycholka jakaś! - Kawki? Herbatki? A może coś mocniejszego?
- Nie, dziękuję. Ja na serio się spieszę, musiałam pomylić domy, przepraszam jeszcze raz za najście.
- Nic się nnie stało. Sorry za bałagan, nie miałam czasu aby posprzątać. - bo pewnie piłaś. Kobieta chwiejnym krokiem idzie gdzieś, a po chwili przychodzi z dwoma lampkami i czerwonym winem. Zabierzcie mnie stąd! Pomimo bałaganu jaki tutaj panuje, jest zadbana. Szkoda tylko, że pije. Gdyby nie to, może nie byłaby samotna? O ile jest.
- No chodź, nie wstydź się. Masz i pij. Zapomnij o wszystkich problemach, które cię przytłaczają i mów. Co cię tutaj znosi? - czy ona nic nie rozumie? Mówię jej, że musiałam pomylić domy. Pijani ludzie nie myślą. Powiedzmy.
- Mówię, że pomyliłam domy, nie?
- Dobrzee, rozumiem cię. Napij się, powiedz jak masz na imię..
- Um, nie dziękuję. Nie piję. D-diana. - jąkam się. Widzę ją pierwszy raz, nawet nie chcę jej poznawać, a ona jest taka nachalna...
- Anne.. Zaraz, czekaj. Diana? - kob... Anne dostaje tak jakby nagłego olśnienia?
- Um, tak. A coś się stało?
- Nie nic. Znaczy, może pomyślisz, że jestem dziwna, ale - bo jesteś - miewam prorocze sny już od bardzo dawna. I, i ostatnio śniło mi się, że spotkam dziewczynę z długimi brązowymi włosami o imieniu Diana. Takie ładne imię, Diana. Ah, czy my się kiedyś przypadkiem nie spotkałyśmy?
- Wydaje mi się, że nie - mogę od razu stwierdzić, że świrem. Albo może jest psychicznie chora? Tak jak ty. :) 
- Zaczekaj tu na mnie, dobrze? - mówi i idzie na górę. Wykorzystuję tą chwilę i szybko próbuję otworzyć drzwi, co nie jest zbytnio łatwe. Panikuję jeszcze bardziej, gdy słyszę jej głos. Udaje mi się, gwałtownie wybiegam z tego strasznego pomieszczenia.
- Widzę, że lubisz na mnie wpadać. - słyszę ten głos. Zaś, zaś on? Zdaje mi się, że to on śledzi mnie, a nie ja jego.
- M-Marcel? - jąkam się. Jego głos był miły. Aż podejrzane.
- Co ty tam robiłaś? - syczy. A było tak miło ...
- J-ja, szukałam kogoś. Pppomyliłam domy, chciałłam iśc, ale-e .. ale mnie wciągnęła do środka, chciała dać mi alkohol, ale ...
- Dobra, dość. Przestań już mówić i chodź. - gdzie ja mam iść? Za nim? Boże, czasami żałuję, że wpadam na tak bezsensowne pomysły przez co wynikają takie sytuacje, spotkania jak te. - Gdzie mieszkasz? Lepiej będzie jak pójdziesz do domu. -
- Gdzieś. - bąkam i jednocześnie żałuję, że to powiedziałam.
- Słuchaj no.. - syczy i przypiera mnie do płotu - Bądź grzeczną dziewczynką i słuchaj się mnie, bo jak nie to pożałujesz. Zrozumiano?
- Nikt nie każe ci mnie odprowadzać.
- Prawo każe, a ja nie lubię nieładu. Więc zamknij się i chodź. Gdzie mieszkasz?
- The Mall Road Street 56396. - odpowiadam bez sił. Nie chcę sobie zaszkodzić, ale wiem, że teraz popełniłam jeszcze większy błąd podając mu mój adres zamieszkania. Nie znam go, nie wiem do czego jest zdolny, jaką ma przeszłość.
- Powiedz mi coś o sobie. - mówi.
- C-c-co?
- Kogo szukasz?
- N-nikogo..
- Nie kłam. - warczy - Nie lubię kłamców. - nie zdążyłam pomyśleć o nim, a już znajdujemy się pod moim domem. Jak ostatnio, znika bez śladów.
Wzruszam ramionami i wchodzę do domu.
- Kto to był? - pyta mnie matka. Myślałam, że ona śpi.
- K-kolega. - mówię i zamierzam iść do siebie, ale mi na to nie pozwala.
- Jak ma na imię?
- Marcel.
- Nie kłam. - na te słowa zaciskam ręce w pięści - Zawsze jak się ciebie pytam czy kogoś masz, ty odpowiadasz, że nie, bo jak uważasz, nie lubisz ludzi. - czemu zawsze musisz mieć rację mamo?
- Nie kłamię. To jest Marcel, znajomy ze szkoły. Idę do siebie, nie przeszkadzaj mi. Cześć. - odwracam się na pięcie i idę do siebie zamykając się na klucz jak zawsze. Biorę żyletkę i nacinam lekko skórę. Po chwili wgłębiam tą rzecz. Uspokajam się, biorę głębokie wdechy i wydechy. Czuję chwilową ulgę.
* oczami Kate *
Ona kłamie. Ja wiem kim on był. To nie był Marcel, to był mój szef. Ale jak? Kiedy? Przecież mówił, że jak wszystko będę dobrze robić, to nie będzie zbliżać się do rodziny,  a zwłaszcza do mojej jedynej córki. Dobrze wie, że ona jest dla mnie wszystkim. Co ja źle zrobiłam? Nie byłam wystarczająca? Przecież sam odmówił wczorajszej nocy! Eh, niestety nikt mu nie przemówi do rozsądku. Nawet kumple. Teraz na bank już nie zasnę. Jestem cała roztrzęsiona tym co widziałam przed chwilą. Wiem, że tego będę żałować, ale nie zostawię tak tego. Biorę telefon i dzwonię do niego.
- Oooo, a cóż to się stało, że panna Kate do mnie dzwoni? Mam nadzieję, że to coś ważnego, bo marnujesz mi mój bezcenny czas. - jeśli bezcenny czas to dla niego palenie, picie i patrzenie na kobiety tańczącego dla niego to ja jestem jakaś święta.
- Masz ją zostawić. - mówię stanowczo.
- Ale ko.... Ooo, widziałaś nas? Piękną masz córkę. Fajnie byłoby poczuć swojego kutasa w jej buzi. - aż chce mi się wymiotować. Jak on tak może! Kogo tu oszukiwać, on może wszystko.
- Zrobię wszystko co zechcesz, ale zostaw ją. Proszę. - mówię płaczliwym głosem. Nie wytrzymuję nerwowo.
- Bądź o 13 w Central Parku sama. Chyba jest coś co możesz zrobić. - rozłącza się. Aż się boję. Dlaczego godziłam się na to wszystko? Mogłam być ten współwłaścicielem jednej z firm mojego męża. Patrzę na godzinę w telefonie. Wskazuje dopiero 9. Idę do kuchni wziąć tabletki nasenne, nastawiam budzik na około 12 i próbuję zasnąć.
* oczami Johna *
- Diana? Diana? Gdzie jesteś? Diana! - wołam ją nadaremno. Zniknęła, nie wiem gdzie jest. Aż tak wrażliwa jest? Nigdy nie przypuszczałem, że podniesienie na nią głosu może dojść do takich konsekwencji. A może gdzieś się tylko schowała? Bez obaw John, nie panikuj. Nic jej nie jest, na pewno.Chociaż pomału tracę co do tego zmysły. Dzwonię cały czas do niej i do matki - obydwie nie odbierają. Może powinienem przemyśleć moje zachowanie? Co wiem, ile wiem na temat Diany? Gdyby tak się przyjrzeć to nie za wiele. Najczęściej była obok niej Kate, gdy ja pracowałem.
Rozglądam się wszędzie, po wszystkich ludziach, samochodach, sklepach. Kate się zabije jak jej powiem, że nie ma naszego dziecka. Tak jakby zniknęła, stała się niewidzialna. Chociaż czuję jej wzrok, jak mnie skądś obserwuje. Jestem totalnym dupkiem.
* oczami Diany *
 Powoli dochodzę do siebie, próbuję sobie wszystko dokładnie ułożyć co jest wielkim trudem. Byłoby o wiele lepiej, gdyby nie moja ciekawość, chwilowa odwaga i inne wady. Tak, dla mnie to są wady. Zalet w ogóle nie mam. Nie ma człowieka idealnego.
Przewracam się na drugi bok w próbie ułożenia się najwygodniej jak tylko umiem. Wzdycham ciężko. Patrzę na godzinę, jest równa 10. Jak ten czas się dłuży. A z każdą sekundą coraz bardziej mi się nudzi. Bawię się żyletką jeżdżąc nią po pościeli tak, aby nie zrobić żadnej dziury.
 I guess now it's time
For me to give up, I feel it's time.



Tak więc, od jutro zaś mam szkołę, więc nie wiem ile będę miała czasu na pisanie na blogach, ale się postaram. :)
Uzbroicie się w cierpliwość. x

3 komentarze:

  1. szkoda ze taki krotki
    czekam na kolejny :)
    @luvmynajler

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładnie, natomiast odrobinę za mało słów oficjalnych :) ale jest zajebiście 5/5 xD

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette