piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 7

* oczami Kate *
Zaglądam ostatni raz do pokoju Diany. Chyba śpi. Zamykam drzwi, idę po torebkę i wychodzę. Spieszę się, szef nie toleruje spóźnialskich. Za ... 40 minut muszę być na miejscu. Boję się, dziwne nie? Stara kobieta boi się. On jest moim strachem, lękiem. A jego pomysły ... Ponoć kiedyś kazał komuś zabić jego matkę, bo jak uznał 'stwarzała problem dla wszstkich', a czy faktycznie żyje? Nie mam pojecia. Tak się zamyślam, że nie zauważam, że jestem na miejscu. Widzę jak idzie w moją stronę. Nerwowo stukam palcami w kolana.
- Oh, już jesteś. - słyszę jego głos przez co moje ciało dostaje dreszczy. Siada obok mnie na małej ławeczce. - Chcesz się czegoś napić? Tutaj nie daleko jest mała kawiarnia. - kiwam przecząco głową. - Dobrze, nie to nie. A więc, domyślasz się czemu chciałem się z tobą spotkać?
- Mam coś zrobić. Nie wiem co, nie wiem po co. Po prostu.
- Mądra kobietka. - zagryzam wargę na jego słowa.
- Co mam zrobić, abyś dał jej spokój? - pytam stanowczo i pewnie. Nigdy nie mówię do niego w ten sposób.
- Nie bądź taka w gorącej wodzie kąpana. Ale skoro tak to cię ciekawi możemy przejść do rzeczy. Chodź. - mówi i podaje mi rękę. Sama wstaję i idziemy, właściwie to nie wiem gdzie. - Musisz kogoś zabić. - staję i się nie ruszam. ŻE CO MAM DO KURWY NĘDZY ZROBIĆ? Zabić? Ja? On przecież wie, że tego nie zrobię! On ... Specjalnie to robi.... Zamierzam coś powiedzieć, ale przerywa - Gdyby mi nie zależało, już dawno byś nie żyła jak pozostałe. A wiem, że dla Dianki zrobisz wszystko. - Dianki?
- Cz-czemu ja? - czuję jak spływa mi pojedyńcza łza - Czemu. - mówię półszeptem.
- To oczywiste. Gdy tylko pierwszy raz cię zobaczyłem, wiedziałem, że masz coś takiego w sobie, co kusiło mnie, abym cię zatrudnił do swoich potrzeb i nie tylko. Wiedziałem już w tamtym momencie, że będziesz dobrą niewolnicą i nie sprzeciwisz mi się. Zawsze miałem słabość do starszych kobiet. Mówiłem im to, a one wolały umierać. - zaśmiewa się pod nosem - Próbowały mnie bić. Dobrze wiesz, że mnie się nie dotyka, prawda? A one najwidoczniej zapomniały moich zasad, więc je ukarałem.
- Dało się inaczej..
- Nie zrozumisz mnie, Kate. Jeśli bym je inaczej ukarał i później je zwolnił, one od razu poszłyby na komisariat i by mnie zaś szukali. W sumie, nadal mnie szukają, ale jakoś im to nie wychodzi. Tak to już jest, jak wraca się późnym wieczorem i nie wiadomo co może cię spotkać. Ty masz najlepiej, więc nie marudź. - syczy i dodaje - Masz zabić go. - pokazuje mi zdjęcie faceta. O nie. To nie jest byle jaki mężczyzna, to mój mąż.
- Nigdy! - krzyczę i odsuwam się od niego.
- Ależ czemu? Musisz, albo coś złego się przytrafi się twojej ślicznej córeczce. On ma zbyt wiele podejrzeń. Musisz go zabić. - chwyta mnie za nadgarstek i ciągnie w duże zarośla, gdzie nikt nas nie widzi. Oddalamy się od parku, aż jesteśmy na trawie, a wokól są drzewa i krzaki. - Nikt nas nie usłyszy. A więc? Jak będzie?
- Nie zrobię te...
- Masz to zrobić.
- Bo jak nie to co?
- To sam osobiście go zabiję, a może nawet i dziewczynę. - nie wytrzymuję, zanoszę się ogromnym płaczem. Zniżam się w dół, a po chwili siedzę na ziemi.
- Zrobię wwszysstko tylko nnie to. Pp-proszę.. - kuca przy mnie i mocno chwyta mnie za szczękę. Zachłannie mnie całuje, a po chwili czuję jak siada na mnie okrakiem i całym swoim ciałem przypiera mnie do ziemi. Teraz mnie zdziwia fakt, że tutaj nie ma śniegu. - Robimy to teraz. Tu. Jasne? - nie odpowiadam. Zimno mi się robi jak rozbiera mnie z kurtki, szalika, bluzy. Gdyby mu się chciało, uprawiałby seks w smażalni ryb albo w Nando's.
Mam pewien pomysł, który da się zrealizować, ale nie tu. Popamięta mnie ten gnojek ....
* oczami Diany *
Budzę się pod wpływem trzasku. Zasnęłam?
- Diana?! - tata. Słyszę kroki idące w stronę mojego pokoju. Sprawnie, szybko i po cichu wchodzę do szafy z ubraniami. Zdążam, bo już po chwili drzwi do mojego pokoju otwierają się.
- Dia ... Eh, nie ma jej. Hm, dobrze wiedzieć, że tutaj była. - zamyka drzwi. Jeszcze przez chwilę siedzę w szafie dla pewności. Nie chcę, żeby prawił mi kazania, mówił jak to się martwił. Nie lubię tego. Normalne życie, czy o tak wiele proszę?
Pomału otwieram drzwi szafy, wychylam głowę, cisza. Cicho zamykam drzwi na klucz. Nie mam pewności czy jestem sama w domu. Czy gdzieś wyszedł czy nie. Znowu kładę się na łóżko. Nie wiem co ze sobą zrobić, po prostu nie wiem.Gdybym miała jakiś znajomych, wyszłabym z nimi. Może wtedy normalnie bym funkcjonowała? Może gdybym miała jakiś przyjaciół bądź tylko przyjaciela, przyjaciółkę nie byłabym teraz taka ponura, przybita. Może tego zbytnio po mnie nie widać, staram się to ukryć. Jak to jest mieć przyjaciół? Jak to jest? Ty nigdy tego nie doświadczysz. Nawet jak będziesz zakochana. Jeśli taki dzień nadejdzie. Ja? Zakochana? To nigdy nie nastanie. Wolę być forever alone, niż być raniona. I tak nie zrobiłoby to na mnie wielkiej różnicy. Jestem przyzwyczajona do bólu, cierpienia, smutku. Cisza, która panuje w pomieszczeniu zostaje przerwana przez dźwięk telefonu. Dostaję smsa od jakiegoś nieznanego numeru.
'Od: Nieznany. 
Jak się dzisiaj czujesz? :)'
Pierwsza myśl - kto to jest? Nie znam tego numeru...
'Od: Diana.
Kim ty jesteś?'
Długo nie czekam na odpowiedź, która mnie bardzo dziwi. 
'Od: Nieznany.
Twoim koszmarem skarbie  :) Ale nie bój się, na razie nic ci nie grozi. I nie będzie jeśli zrobisz coś o co cię poproszę.'
To z pewnością głupi żart. Ktoś sobie ze mnie żarty robi/ Ale zaraz zaraz. Jak? Nikomu ze szkoły nie dawałam numeru. Bo nie mam z nimi kontaktu, po prostu mnie unikają. Są wobec mnie tak, jakbym była powietrzem. Więc skąd mieliby mój numer?
'Od: Nieznajomy.
Nie martw się. Twojej rodzinie nic nie będzie, jeśli w ciągu 24 godzin nie dostarczysz mi konkretnych umów na temat bankowców z firmy twojego ojca.'
Jakich umów? Kim on jest do cholery! Czemu ja? Może to jakaś pomyłka? 
'Od; Diana.
Kim ty jesteś do jasnej cholery?'
'Od: Nieznajomy. 
Mówiłem ci już kim jestem. Twoim koszmarem, Diano. Wiem, że twój ojciec ma tak samo jak pracuje w bardzo dobrych i bogatych firmach i tylko on ma umowy na grube miliony. Więc masz całą dobę na to, aby mi te papiery załatwić. Nie wiem jak, mnie to nie obchodzi. Jutro masz się zjawić w Cetral Park przy fontannie o północy z tymi umowami. ALE PAMIĘTAJ. Jeśli spróbujesz się wykręcić, jeśli komuś powiesz o tych smsach , ty albo twoi rodzice tego srogo pożałują. A tutaj daję ci zdjęcie twojej mamy. Zrobiłem je przed chwilą jak śpi. :)
Miłego dnia, dziubku.' 
Otwieram mms. Momentalnie z oczu zaczynają lecieć mi łzy. Na tym zdjęciu znajduje się moja mama! Śpi na jakiejś kanapie. Co on jej zrobił?! W co ta kobieta się wplątała?? 
Muszę szybko załatwić te umowy. O Jezu. Żeby nic jej nie było. Skoro mam się czegoś dowiedzieć o tych umowach, muszę rozmawiać z tatą. 
Nie wierzę, że to dzieje się naprawdę. Mam tylko 24 godziny, czyli muszę zacząć od już. Przeklinam na siebie w duchu za to, że istnieję. Powolnym krokiem idę do jego biura. Przełykam głośno ślinę, pukam i wchodzę. 
- Tato? 
- Diana? - spogląda na mnie zza biurka - Córciu, córeczko! Skarbie, tak się o ciebie martwiłem! Nigdy więcej tego nie rób! - jego głos jest przepełniony smutkiem, a oczy złością. Tak mi się zdaje.
- Przepraszam. - bąkam. chce coś powiedzieć, ale mu przerywam - Mam do ciebie pewną sprawę.
- Jaką?
- Na temat firmy. - jego wyraz twarzy od razu się poprawia. Widać, uszczęśliwiam go na razie.
- Nawet nie wiesz jak moje serce się raduje. - i wolę nie wiedzieć. Żałuję, że go o to zapytałam. Równie dobrze mogę poszperać w jego rzeczach chociaż to nie wypada, ale nie. Ja mądra musiałam pytać. Siadam na kanapie przy małym szklanym stoliczku. - Więc o co konkretnie chodzi?
- No bo ... Tak jakoś wyszło i ... - nie wiem jak zacząć rozmowę, lecz po chwili układam sobie odpowiedni dialog - ... I chciałabym się trochę dowiedzieć o pracy mojego ojca o ile mogę/ - wymuszam sztuczny uśmiech.
- Oczywiście, że możesz. Nawet się ostatnio zastanawiałem kiedy mógłbym z tobą na ten temat porozmawiać. Więc co chciałabyś wiedzieć? - Źle robisz.. Zastanów się nad tym co robisz. Później już nie będzie odwrotu. Wiem co robię. 
- Może zaczniesz od stanowisk? Jakie są? 
- Pierwszy etap to sekretarka. Twoim zadaniem to porządkowanie różnych umów i innych dokumentów według daty, tematu i robienie kawy dla kilku pracowników oraz rozpowszechnianie firmy na różne billboardy, strony internetowe. - szczerze? Nie słucham go. Tylko sprawiam wrażenie jakby mnie to interesowało. Gorzej jak zapyta mnie o coś co powiedział. Jeszcze wspomina mi o kontrahentach, z którymi ma podpisane kilka umów i dzięki którym ta firma jest jedną z kilku najlepszych. 
- A masz te umowy przy sobie? 
- Owszem mam, ale nie wszystkie. Część trzymam tutaj, a część w biurowcu. 
- Mogę zerknąć na nie okiem? 
- Dobrze tylko to ma być pomiędzy nami. Nikomu nie możesz powiedzieć, dobrze?
- Dobrze. - w jednej z szuflad biurka wyjmuje duży czerwony segregator i stawia go na stoliczku. 
- Możesz je wyjąć, ale ostrożnie. 
- Będę uważać. - przeglądam każdą kartkę dokładnie. Szukam tej, na której będzie coś napisane o bankach. Jeśli taką tutaj posiada. Tak! Znajduję to.  - A ta umowa jest na co? - śmiało pytam. Mężczyzna bierze ode mnie kartkę A4 i mówi:
- Ta umowa jest podpisana przez bardzo dobrze płacące bankowce. Dzięki nim możemy wzbić się jak nigdy dotąd! Grube 5 milionów może być nasze, tylko trzeba jeszcze kilku konsultacji z nimi i z naradą. A wtedy można działać. 
- Wow. - jestem w szoku. Nigdy nie przypuszczałam, że taka zwykła kartka podpisana przez kogoś może mieć wartość aż 5 milionów! To żyła złota. Tak mi się wydaje, bo nie wiem ile tata zarabia co miesiąc. Wiem, że bardzo dużo. Zapamiętuję gdzie chowa segregator. Dolna szafka po lewej stronie.
- Idę się przejść. - mówię i wychodzę całkowicie z domu. Jak zwykle, rozglądam się wokoło. Moją uwagę przykuwa duży, czarny Range Rover z ciemnymi szybami z tyłu. Omijam pojazd kątem oka zerkając czy ktoś siedzi w środku. Widzę tylko męską sylwetkę. Wyciągam telefon sprawiając wrażenie jakbym się przeglądała, lecz próbuję dostrzec kto tam siedzi. Zatyka mnie. To jest Marcel? Rozpoznaję te dziwne okulary, loki wystające zza zielonej czapki. Sprawia wrażenie skupionego. Nie zatrzymuj się. Idź przed siebie. Zamierzam posłuchać mojej podświadomości i idę jak najdalej. Ostatni raz patrzę w odbicie. Jego szyderczy uśmiech przyprawia mnie o dreszcze.
Szybkim krokiem idę w centrum Holmes Chapel. Jest dziwna cisza, czuję się obserwowana, a nie widzę żadnej żywej duszy.
Krzyżuję ręce pod wpływem lekkiego mrozu. Co on robił pod moim domem?
* oczami Marcela *
Widzę ją. Widzę, że jest zaniepokojona. Zobaczyła mnie poprzez telefon. Uśmiecham się szyderczo przez co jeszcze bardziej się boi. Wiem to. Wiem, kiedy ktoś się boi.
Oj, zobaczysz co to ból i smutek, skarbie ...
* oczami Diany *
Decyduję się, że przejdę się do parku. Nie wiem co to miejsce ma takiego w sobie, ale lubię tu chodzić. Patrzę czy nic nie jedzie i przechodzę przez pasy. Spuszczam głowę, zamykam oczy. Oddycham zimnym powietrzem.
- Diana ... - słyszę swoję imię z naciskiem na 'n'. Pewnie mi się zdaje - Ból ... Cierpienie ... - rozglądam się po wszystkich stronach. Nikogo nie ma. To tylko wyobraźnia.
Potykam się o coś twardego i czekam, aż moje ciało zetknie się z ziemią, ale tak się nie stało. Jakieś silne ręce mnie łapią. Modlę się, aby to nie był Marcel.
- Nic ci nie jest? - pyta jakiś chłopak z nutką przerażenia.
- N-nie. Jest dobrze. - staję na równe nogi i teraz mogę zobaczyć kto nie pozwolił mi upaść. Wysoki blondyn, cudne niebieskie oczy, zaczerwienione policzki od mrozu, który panuje. Słodko tak wygląda.
- Na pewno? - uśmiecha się pokazując szereg białych ząbków.
- T-tak. - jąkam się.
- Jak masz na imię?
- D-Diana, a ty? - nie wiem czemu się jąkam. Czy z zimna czy ze wstydu?
- Niall. - Niall ... Ładne imię dla uroczego chłopaka. Mówi coś, ale myślami jestem gdzieś indziej.
- Co? Um ... Przepraszam, nie słuchałam cię przez chwilę. - czuję jak staję się czerwona na twarzy nie ze względu na mróz. Chłopak śmieje się.
- Pytam czy chcesz się przejść? - kiwam twierdząco głową i ruszamy. Wydaje się być miły, zabawny, a może nawet ładny jak dla mnie?
- Skąd jesteś? Na pewno nie stąd. Słyszę akcent.
- Przyleciałem tutaj z Irlandii, żeby odwiedzić kumpla. A ty z Holmes Chapel?
- Tak.  - po mojej krótkiej odpowiedzi panuje przez chwilę cisza. Może nawet dobrze? Nie będę się przed nim upokarzać.
- Mogłabyś mi pomóc? - lekko się denerwuję na jego pytanie.
- A w ... W czym? Jak?
- Znasz Harry'ego Stylesa?
- Harry Styles? Nie, nie znam. A mógłbyś mi go opisać?
- Hm ... Wysoki brunet z lokami, ma duuużo tatuaży, opalone ciało, ochrypły głos, zielone oczy. Nosi bardzo obcisłe rurki i różne koszule i kapelusze, a czasaki zwykłe bluzy i czapki. Zazwyczaj jak jest na dworze w takie zimno ma płaszcz i pantofle męskie. Nie wiem co jeszcze. - śmieje się. Chwilę myślę. Dochodzi do mnie fakt, że prawie wszystko zgadza się z wyglądem Marcela. A może tego Harry'ego? Chociaż Niall nie wygląda na kogoś, kto mógłby zadawać się z dziwnymi osobami.
- Nie, nie kojarzę. Przepraszam. - spuszczam głowę.
- Za co? - dziwi się.
- No ... Że tobie nie pomogłam.
- Nic się nie stało. - uśmiecha się szeroko, gdy kątem oka patrzę na niego - Dasz się wziąć na kawę? - pyta i toruje mi drogę. Przez chwilę się zastanawiam. Tak czy nie?
- Okej. - wzdycham ciężko.
- I nie bądź taka nieśmiała. - gdyby to było łatwe. - A powiesz mi gdzie jest jakaś fajna kawiarnia? - zaśmiewam się na jego słowa. Zaprasza mnie na kawę, a nie wie gdzie pójść.
- Chodź za mną.
- Dobrze. - mówi i idzie do tyłu. Patrzę na niego z pytającym wyrazem twarzy - No co? Mówiłaś, że mam iść za tobą. To idę.- wyszczerza się.
- W sensie, że obok mnie. - znowu się cicho uśmiecham. Czekam aż dorówna mi kroku i idziemy do najbliższej kawiarni.
- Ile masz lat? - pytam sama nie wiem czemu.
- 22, a ty?
- 21. Jesteś Irlandczykiem czy tylko mieszkasz w Irlandii?
- Irlandczykiem. Co ty taka ciekawska?
- Chcę coś o tobie wiedzieć. - sama się dziwię czemu zadałam te pytania. Może, że Niall jest pierwszą osobą, przy której czuję się ... Swobodniej? Lepiej? Nie wiem jak to nazwać. Co się ze mną dzieje?
- W takim razie ja też chciałbym coś o tobie wiedzieć. - no to będzie trudno.
I tak jakoś przez całą drogę pytamy siebie nawzajem o różne rzeczy. Wydaje się być wrażliwym, uczuciowym, sympatycznym chłopakiem. Ale jak co do czego trzeba to umie się wkurzyć. Sam mi to mówił przed chwilą.
- O czym tak myślisz? - pyta mnie nagle. Szlag. Nagle moje myśli przywołały tego jego kolegę, który nie daje mi spokoju.
- Co? Um ... O niczym. O, patrz! Kawiarnia. - całe szczęście znajdujemy się pod budynkiem. Niall już nic nie mówi. Wchodzimy do środka i zajmujemy stolik w przytulnym kącie. Po chwili przychodzi kelnerka.
- Co państwu podać?
- Kawę mrożoną poproszę. - mówię.
- Ja to samo. - kobieta zapisuje nasze zamówienia i odchodzi.
Między nami jest dość nietypowa cisza. Przez chwilę mogę powiedzieć, że na nowo się wstydzę. Zabawne. Wstydzę się kogoś, komh odpowiadałam na pytania o sobie. Cieszę się, że nie pytał mnie o rodzinę i szkołę.
* oczami Nialla *
Diana. Diana, Diana, Diana. To imię cały czas chodzi mi po głowie, nie wiem dlaczego. Ładne imię dla bardzo ładnej dziewczyny. Zauważam, że jest nieśmiała jak na początku.
- Masz chłopaka? - pytam i od razu gryzę się w język. Ciekawe co sobie teraz o mnie pomyśli. Jej oczy robią się większe na to pytanie.
- N-nie. - odpowiada spuszczając ze mnie wzrok - A ty dziewczynę?
- Nie. Czemu taka ładna dziewczyna nie ma chłopaka? Nie rozumiem. - oh, serio Niall?! Chyba ją tym onieśmielił. Jej policzki są lekko czerwone. Otwiera usta, aby coś powiedzieć, ale się wycofuje. Wzrusza ramionami.
- Proszę, o to państwa zamówienie. - mówi kelnerka i podaje nam nasze mrożone kawy z bitą śmietaną na górze, posypką z czekolady i do tego brązowa słomka. Upijam łyk i uśmiecham się do niej. Nieśmiało odwzajemnia gest. Jest taka skryta w sobie, a zarazem mogłaby rozmawiać bez końca.
- Coś zrobiłem źle? - pytam. Brunetka robi śmieszny grymas przez co śmieję się z cicha.
- Czemu tak sądzisz?
- Jesteś taka cicha, może nawet zawstydzona chociaż nie wiem czym. Ale to dodaje ci uroku. - próbuję ją trochę rozluźnić.
- Nic nie zrobiłeś. - śmieje się. Przez chwilę mogę patrzeć w jej piękne piwne oczy. Nagle Diana zmienia punkt wzroku. Jej twarz wyraża strach. Przed czym? Odwracam się próbując zobaczyć co ją tak zdziwiło. Patrzę na chłopaka, który rozgląda się za wolnym miejscem. Znam go.
* oczami Diany *
Nawet fajnie się rozmawia z Niallem gdyby nie moje zachowanie. Ugh.. Jego niebieskie oczy są takie pię....Nie! Ja tak nie myślę. Nie chcę. Nie mogę. Ale ... Nigdy nie widziałam kogoś z takim niebieskimi tęczówkami jak ... Jak ocean.
Moją uwagę przykuwa znajoma mi sylwetka, która wchodzi do kawiarni. Kamienieję, gdy okazuje się, że to Marcel. Albo Harry? Mam nadzieję, że dowiem się wkrótce prawdy. Niall chyba zauważa moje zakłopotanie, bo odwraca się i szuka przyczyny mojego zachowania. Zauważa nas i podchodzi do naszego stolika z tym swoim uśmieszkiem.
- Harry? - pyta Niall, na co brunet ściąga okulary.
O kurde ....


No to na początku wielkie PRZEPRASZAM, że musieliście tyle czekać. Chyba było warto. ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ. 
Dużo z was ma pewnie blogi i wiecie, że każdy komentarz motywuje, więc zostawcie jakiś ślad po sobie.
A trzecia sprawa to taka, że pojawia się nowa postać! :)

Niall Horan, 22 lata.
Dawny kumpel Harry'ego, z którym rozstał się kilka lat temu. Obecnie nie wie czym zajmuje się Harry. Dowie się tego niebawem. Niestety na drodze ich znajomości staje Diana, która kompletnie zawraca Niallowi w głowie. 
Jak wam się podoba nowa postać? Wiem, mało twórcze, ale jego rola odwinie się w pewnym momencie ..
Za błędy przepraszam! 

1 komentarz:

  1. Niall mi jakos tutaj nie pasuję. ale zobaczymy co bedzie dalej :)
    Dawaj szybko nn ! :*

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette