piątek, 27 marca 2015

Rozdział 12

* Diana *
Sometimes.... Nie! We can do it.... Nie.... But I need you... Proszę.... You miss her but she doesn't know you... Nie prawda... Ona... Ona mnie... She forgot about you... Ona mnie zna.. Ona mnie zna.... Ona mnie nie zna....
Her life without you is like a happy day with sun.
Ona mnie pamięta... Obiecywała. Nie wierzę im! Oni chcą być się skupił na nauce, ale nie potrafię. Kocham ją...!!
Szybko podpieram się na łokciach, a oczy szeroko otwieram, lecz po chwili je przymrużam pod wpływem jasności, która panuje w pomieszczeniu. Wzdycham ciężko. Co to było? Co to był za sen? Jeśli mogę to uznać za sen.
Ale zaraz... Gdzie ja do cholery jestem?! Jakiś pokój. Jak się tu dostałam? Jedyne co pamiętam to ... O Boże..
- Mama.. Tata... - szepczę i zakrywam usta ręką. To był sen! O Boże. Zbyt realny. No tak, głupia ja. Heh. To był sen. Wdech i wydech. Wdech i wydech. Pewnie jesteśmy w jakimś hotelu, bo gdzie indziej? Ktoś chodzi za drzwiami. Pewnie tata jak zwykle. Szybko wstaję, otwieram drzwi i próbuję wyszukać gdzie jest salon. O Boże razy trzy. Zamieram. W salonie siedzi Harry popijając kawę i czytając coś w swoim telefonie. To nie był sen. To nie może być prawda.. To się nie mogło wydarzyć..
Stoję w progu cała sparaliżowana. Ciało nie pozwala mi na jakikolwiek ruch. W końcu odwraca swoją głowę w moją stronę, a jego twarz wyraża rozbawienie. Czym? Tym, że zabił mi mamę i nie wiem co się dzieje z tatą?
- Witaj Dianko. Jak się spało? - pyta, po czym wstaje, a ja uciekam do pokoju, w którym byłam wcześniej. Trzęsącymi rękami zamykam się na zamek w pokoju, a oczy automatycznie zaczynają łzawić. Zjeżdżam w dół po drzwiach i szlocham. Nie chcę umierać. A jak już to sama chcę się zabić. Muszę stąd uciec co nie będzie łatwe. Pewnie nie spuści mnie z oczu. I co mam teraz robić?
- Heeej, nie uciekaj mi. Nic ci przecież nie zrobię. - słyszę jego ochrypły głos za drzwiami - Jeśli się będziesz mnie słuchać, obiecuję, że nic ci nie zrobię. - obiecanki cacanki. Lepiej się go słuchaj dla twojego bezpieczeństwa. - Wiem, że tam jesteś, ale jeśli tak stawiasz sprawę to ok. Wychodzę i cię zamykam. Nawet nie próbuj, bo i tak nie uciekniesz. Jesteś skazana na mnie. - śmieje się, a po chwili słyszę trzask drzwiami. Nie jestem pewna czy wyszedł czy robi mnie w konia.
Nie wiem co myśleć o tym, nie wiem jak się czuję. Mam tysiące emocji ukrytych w sobie i nie potrafię ich nazwać. Niektóre są mi nowe. Coś jak pustka albo jakaś dziura, której nie dasz rady załatać, bo to co było dla ciebie cenne, odeszło. A wraz z tym odeszły plany na przyszłość, a przyszły myśli samobójcze i inne.
Wycieram oczy i policzki w rękaw, który zostaje ubrudzony. No tak, mam całkowicie rozmyty makijaż. Czołgam się do torby, którą zauważam pod jedną z mebli. Chwytam za suwak i ciągnę w prawo. Szybko przeszukuję każdy jej zakamarek sprawdzić, czy grzebał tutaj. Na szczęście nie. Jakiś mały plus.
Chyba nigdzie nie będę wychodzić. Znając życie, zamknął mnie tutaj na cztery spusty. Tak zawsze jest w filmach kryminalnych. Wyciągam kosmetyczkę, którą o dziwo zdążyłam spakować i idę w poszukiwaniu łazienki. W 'moim' pokoju jej nie ma, więc musi być gdzieś za drzwiami. Lekko otwieram drzwi i wychylam głowę. Cisza. Może faktycznie gdzieś poszedł? Popycham drzwi, które cicho skrzypią i szukam łazienki. Mieszkanie wygląda na baaardzo drogie.
Gdy udaje mi się znaleźć łazienkę, wchodzę do niej. Łazienka jest ogromna! Karmelowe kafelki na podłodze jak i na ścianach, a na nich co czwartą kafelkę oddziela brązowy pasek. Po lewej stronie znajduje się biała wanna, obok prysznic z radiem i hydro masażem, a po prawej umywalka, a nad nią półki i wielkie lustro. Toaleta jest w kącie. Są też powieszone czyste, ładnie pachnące, białe szlafroki i na dodatek miękkie w dotyku. Upewniam się, że jestem zamknięta, a następnie biorę jeden z ręczników do twarzy i podchodzę do umywalki. Spoglądam ostatni raz na ten rozmyty make-up. Z tego co wiem, to Halloween już było, co nie? Ale nawet bez kostiumu bym wygrała konkurs na najstraszniejszego potwora czy na najlepsze przebranie.
Puszczam ciepłą wodę, związuję włosy żeby mi nie przeszkadzały i obmywam dokładnie obmywam twarz. Wycieram się w ręcznik, nakładam krem, później fluid, puder, lekko modeluję brwi i maluję rzęsy.
- I tak nic nie pomogło. - mamroczę. Mam bardzo niską samoocenę, wiem.
Wychodzę z łazienki w celu wyszukania kuchni. Nie mogę przestać myśleć o tym co się stało w nocy. A gdzie Niall?! Jemu też coś zrobił? Mogłam się nie słuchać Nialla i nie iść do tego klubu, a jak już to mogłam go odprowadzić do mieszkania, a sama bym poszła do domu. Byłoby większe prawdopodobieństwo, że byłabym bezpieczniejsza. Z drugiej strony on już wtedy miał moich rodziców, więc by mnie to nie ominęło. Albo by ich zabił, a ja bym nic o tym nie wiedziała? Dowiedzieć się o śmierci rodziców od policjantów albo Harry'ego. Za kogo on w ogóle się uważa, że mam mu mówić 'pan Harold'? To są jakieś kpiny. Panie Boże, widzisz a nie grzmisz.
Udaje mi się znaleźć kuchnię. Wow. Jest bardzo nowoczesna. Zmywarka, piekarnik z kilkoma opcjami; nie wiem jakimi, wyspa, a na niej miska z owocami, lodówka, która ma małe drzwiczki i możesz brać jedzenie. Jeszcze są szafki i półki. W domu też tak mam, ale w teraz to co innego. Oh, poprawka - w domu też tak miałam. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze zobaczę swój dom...
Z lodówki wyciągam potrzebne składniki na jajecznicę. Bez dodatków. Nie mam jakoś sił. Zjem i .... I co? Co ja mogę robić sama w jakimś hotelu czy jego mieszkaniu czy co to jest. No nic. Odpowiedź jest prosta - nic. Tylko leżeć, spać, jeść i czekać na jakieś zbawienie. Potrząsam głową, żeby odepchnąć od siebie te myśli. Masz się skupić na śniadanie. Po szafkach szukam nie wielkiej patelni, którą od razu kładę na palnik.
- Czyżbyś szykowała dla nas jedzenie? - moje ciało od razu dostaje dreszczy i to nie jest fajne. Pomału się odwracam i widzę 'pana Harolda' opartego o framugę drzwi uśmiechającego się zawadiacko. Wszystko w środku mnie się skręca na sam jego widok, chyba zaraz zwymiotuję. Chyba nie mam już apetytu.
- Czemu nic nie mówisz? No ej, nic ci nie zrobię. Nie mogę. Ale jak mnie wkurwisz to może. - podchodzi do mnie wolnymi krokami na co ja okrążam wyspę. Niestety automatycznie zagradza mi drogę. Irytujesz mnie... - Nie uciekaj, skarbie. Koszmar dopiero się zaczął. - głośno przełykam ślinę. O co mu chodzi? Będzie jeszcze gorzej?
- Co... Co masz n-na myśli? - odważam się na jakiekolwiek słowa.
- Będziesz miała piekło, a nie życie. Szczegółów dokładnych nie znam, ale jedyne co ci mogę powiedzieć to to, że za nie długo będziesz pod opieką mojego szefa, który odda cię na jakiś czas do szpitala psychiatrycznego, gdzie poddasz się praniu mózgu. Tylko to wiem, więc się szykuj. Co będzie dalej mnie nie obchodzi. - wzrusza ramionami.
- C-co jja ci tak-k-kiego zrobbiłam?
- Ty? Nic. A w ogóle pozwoliłem ci pytać? - syczy - Już i tak sporo wiesz, chociaż że nie powinnaś. A teraz marsz grzecznie di pokoju i nie wychodź z niego. W sumie i tak cię sam zamknę. - prycha, bierze mnie za ramię i ciągnie do pokoju, w którym się obudziłam.
- Har...
- Mówiłem ci coś... Dla ciebie pan Harold. - warczy przez zęby. Cicho się śmieję miejąc nadzieję, że tego nie usłyszy, jednak się mylę. Uderza mnie w tył głowy i mocno pcha do środka pokoju przez co upadam na kolana. Zatrzaskuje drzwiami i zamyka mnie na klucz. Nie wierzę, on mnie uderzył. A czego się spodziewałaś? On spowodował śmierć twoich rodziców. Tata żyje.. Ja to czuję, w głębi serca czuję. Właśnie! Nagle dostaję olśnienia. Przecież telefon mam schowany w torbie! Jest szansa, że przeżyję; że odnajdę tatę i może będzie po części lepiej.
Wyciagam mojego iPhone'a i wystykuję numer na policję. To chyba najlepszy pomysł na jaki kiedykolwiek wpadłam! Przykładam urządzenie do ucha, po chwili słyszę sygnał, gdy nagle....


Nie wiedziałam, że tak szybko będą te komentarze, wow!! 
Osobiście nie jestem zadowolona z tego rozdziału i jest chyba zbyt krótki, ale ocenę pozostawiam wam tak samo jak i ilość komentarzy. To wy decydujecie ile ich będzie. :) ALE UWAGA! BEZ ŻADNEGO SPAMU, jak was proszę. 
Do następnego! 

środa, 25 marca 2015

Rozdział 11

* Kate *
W ciągu kilku sekund podejmuję decyzję. Nie wiem co się stanie później. Ze łzami w oczach pistoletem celuję w głowę nie Johna, nie mojej córki, nie tego bydlaka tylko w swoją. Waham się przez chwilę. Przymykam oczy, biorę wdech i wydech; ostatni raz spoglądam na moją rodzinę, którą zawsze kochałam i kochać będę. Pewnego dnia, Diana znajdzie odpowiedz na pytania 'Dlaczego ona to zrobiła?', 'Czemu postrzeliła siebie, a nie jego? Mogła to zrobić'.
- Nie rób tego! - słyszę płaczliwy krzyk Diany, ale jest już za późno. Naciskam na spust i po chwili czuję chwilowy okropny ból w mojej czaszce. Przed oczami widzę uśmiechniętą Dianę jako małego szkraba, a tuż obok niej szczęśliwą mnie i mojego męża. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli. Będę nad nimi czuwała.
Robi mi się ciemno przed oczami, co oznacza koniec życia.
Umieram ...
* Diana *
Zanoszę się bardzo głośnym płaczem, próbuję się wyrwać, ale uniemożliwiają mi sznury zawiązane na nadgarstkach i kostkach.
Nie mogę tego przyjąć do siebie. Czemu ona to zrobiła?!
- Ta-tato... - szepczę cicho spoglądając na niego. Tak samo jak ja jest wstrząśnięty tym co przed chwilą zobaczył. Kobieta, którą kochałam, kocham i kochać będę nie jest tutaj ze mną. Odeszła. Czemu ona? Co ona takiego zrobiła? Może nie była fair, ale to nie znaczy, że tak miało się stać! Co teraz będzie z tatą? Ze mną? Skończę jak ona? A tate zabiją?
Załzawionymi oczami spoglądam w stronę Harry'ego. Aż dostaję dreszczy, gdy wymawiam jego imię albo pomyślę o nim. Jest zdezorientowany, po mału przyswaja to, co ujrzał. Czyżby było mu smutno? Powinno, chociaż tacy ludzie jak on nie wiedzą co to skrucha.
Panuje cisza. Słyszę łkanie ojca, moje też. Tą jak dla mnie niezręczną ciszę przerywa jeden z ludzi 'pana Harolda'.
- Szefie, gliny jadą! Trzeba zwiewać!
- Zawieście go gdzieś jak najdalej. Róbcie z nim co chcecie, a ja zajmę się dziewczyną. - zaczynam jeszcze bardziej panikować, że ze spokojem odpowiada. On jest chory psychicznie! Chyba nawet bardziej niż ja! Wątpię w to. Mówi mój drugi głos.
Z każdym krokiem jest bliżej mnie. Co on ma zamiar ze mną zrobić? Co tamci zrobią ojcu? Przeżyje, prawda?
- Tato!! - krzyczę, szarpię, płaczę, gdy tylko czuję jego palce na moich ramionach.
- Zostaw ją dziwkarzu! - po tych słowach panuje cisza. Brunet odwraca głowę w jego stronę, podchodzi do niego z chytrym uśmieszkiem. Z kieszeni wyciąga mały scyzoryk, który szybko przecina lewy policzek taty.
- Nie rób mu tego! Weź mnie, ale jego zostaw! - żałuję tych słów. Tak cholernie żałuję. Tata jęczy z bólu, w oddali słychać syreny policyjne.
- Chodź mała. - szarpie mnie do góry, przerzuca przez ramię i tak o to w ten sposób ostatni raz widzę mojego rodzica, którego też straciłam.
- Zaparkowałem szefowi auto na tyłach! - oznajmia jeden z goryli. Gdy dźwięk syren policyjnych jest coraz bliżej, brunet przyspiesza. Po chwili czuję chłód.
- Masz być cicho, słuchać się mnie, a jeśli mi się sprzeciwisz, czekać cię będzie surowa kara. - przełykam głośno ślinę. Wpycha mnie na tylne siedzenia samochodu i przykłada coś do mojej twarz przez co staję się senna, a po chwili odpływam.
* Harry *
Uśmiecham się złowrogo do niej pomimo że tego nie widzi. Środki usypiające mogą działać na nią dzień, dwa, trzy, a może i więcej. Nie wiem. W każdym bądź razie, mam ją. Jak na razie jest moja. Oh, gdyby tylko wiedziała co ją czeka za piekło.
Siadam na miejscu kierowcy, odpalam silnik i z piskiem opon wyjeżdżam jak najdalej od tego miejsca. Co prawda nie boję się glin, ale wolę mieć ich daleko od siebie. Zwłaszcza jak mam Diankę. Ona może mnie spowalniać. Moje myśli przerywa dźwięk mojego telefonu. To on. Szef wszystkich szefów. Głupio to brzmi, prawda? On ma władzę nad każdym gangiem. A każdy gang ma swojego najlepszego przywódcę. Ja jestem jedym z nich. Wcześniejszy przywódca tego gangu zginął podczas wyścigu. Był najlepszy w tym co robił. Niestety jak się okazało, ktoś grzebał przy hamulcach w jego aucie i nie mógł wyhamować na ostrym zakręcie. Zginął na miejscu.
- Styles?! Do kurwy nędzy, jesteś tam?! - potrząsam głową.
- Tak, jestem szefie.
- I jak tam moja zdobycz? Masz już coś? - mogę sobie wyobrazić jak uśmiecha się z pożądania na sam widok nagiej Dianki.
- Część pierwsza 'Porwać dziewczynę' zakończona sukcesem. Śpi na tylnych siedzeniach. Dałem jej środki nasenne, dzięki którym nie będzie mi przez jakiś czas przeszkadzać.
- No no no, brawo Styles. Jestem z ciebie coraz bardziej dumny. Rób tak dalej, a może będziesz moją prawą ręką. - prycha i po chwili dodaje - Albo będę cię uważał za syna. - mocno zaciskam ręce na kierownicy. Nie chcę mieć ojca. Ani nikogo innego. Działam sam na własną rękę.
- Jaki jest dalszy ciąg planu? - pytam przerywając tą cholerną ciszę.
- Cały czas jedziesz do Londynu. Jak będziesz na miejscu, jedziesz do hotelu i jak gdyby nigdy nic meldujesz siebie i dziunię. Przeczekasz w tym hotely 2 lub 3 noce. Następnie jeden z moich ludzi podeśle ci kase za część pierwszą planu i inne rzeczy przydatne na długą podróż oraz mapę. Przekonasz się jaką jak ją dostaniesz. Zadzwoń jak będziesz na miejscu. Zrozumiałe wszystko?
- Tak, szefie.
- To się cieszę. Widzimy się w Los Angeles. - śmieje się i się rozłącza. Czeka mnie wielka podróż.
Ale nawet się cieszę, że to ja spełniam tą jego zachciankę. Dzięki temu mam okazję, aby mu się 'podlizać'. Wystarczy tylko odpowiedni moment, odpowiedni dzień i godzina, a to ja mógłbym być szefem wszystkich szefów jak i ich gangów. Co mam na myśli? Otóż to proste... Chcę raz na zawsze pozbyć się tego gnoja. Może i sprawił, że mam życie takie jakie mam, ale dzięki niemu zarabiam. Może nielegalnie, ale zarabiam. Kasa jest. Można powiedzieć, że w ten sposób mu się odwdzięczę.
Włączam GPS, nastawiam kierunek Londyn i po chwili znajduję się na autostradzie, gdzie mogę jechać 150km/h, a nawet i więcej. Nikt mi nie zabroni. Wiem też, że nic się nie stanie. Ja to czuję, ja to wiem. Jestem pewny czynów, które robię. Seks, alkohol, narkotyki, wyścigi i adrenalina - tak mogę opisać swoje życie. 
*** 
Jestem wyczerpany, brak mi sił. Całą noc piłem energy drinki i jadłem dużo słodyczy. Coś czuję, że trzeba będzie iść na siłownię. Najpierw masa, potem rzeźba czy jak to się tam mówi. 
Parkuję na hotelowym parkingu, ostatni raz patrzę do tyłu. Śpi jak małe bezbronne dziecko. Tylko, że to dziecko nie jest aż tak święte i musi być ukarane. Wysiadam i zamykam auto kluczykami. Musi być po części bezpieczna, bo gdyby coś się jej stało, mój szef nie byłby zadowolony. 
Idę w stronę obrotowych drzwi wejściowych, a po chwili znajduję się w głównym holu, gdzie roi się od zabieganych ludzi albo szczęśliwych rodzin. Ugj, gardze takimi ludźmi. Niby na początku ich rodzice się kochają, ale dopiero po kilku latach dobrego małżeństwa, wszystko się pieprzy. Potrząsam głową, żeby przestać myśleć o takich błachostkach i udaję się do recepcji. Teraz najgorsza rzecz w tym wszystkim - udawanie miłego.
- Dzień dobry. Chciałbym się dowiedzieć czy dysponują państwo jakimś większym apartamentem? Najlepiej jak najwyżej, żeby było cichutko jeśli to nie problem. - uśmiecham się przez co ukazują mi się dołeczki w policzkach, których tak bardzo nienawidzę. Kobieta przytakuje głową w geście 'dzień dobry' i zaczyna szukać coś w komputerze. Po niedługim czasie się odzywa.
- Jest jeden wolny apartament z łazienką, dużym balkonem, długim korytarzem, trzema pokojami, dużą kuchnią i dużym salonem. 
- Idealnie. - mówię bardziej do siebie niż do kobiety przede mną - Biorę ten pokój.
- Ile osób?
- Ja i moja przyszła narzeczona. Na kilka dni. -  po chwili kobieta daje mi jakiś świstek do uzupełnienia i podpisania. Jej data urodzenia? Zmyślam. Nie takie rzeczy się robiło. 
- Jeszcze poproszę państwa karty. 
- Wie pani ... - drapię się po karky udając lekko zmieszanego - Ja mam, ale moja dziewczyna nie, no bo... Może pani nie wierzyć, ale ona miała tylko babcię, która umarła kilka dni temu w pożarze i nie ma nic. Z wyjątkiem mnie. Więc bardzo proszę o zrozumienie. Zamierzamy zrobić jej nowe dokumenty, ale najpierw chcę, aby się uspokoiła i odpoczęła. Teraz właśnie śpi w samochodzie, bo za dużo się u niej teraz dzieje. - ja tu chcę Oscara panie i panowie! 
- Przykro mi. Dobrze, rozumiem. Przyjaciółka mojej mamy też tak miała. Składam najszczerze kondolencje. Proszę, to karta do apartamentu. 
- Dziękuję. Pani to anioł. - mówię, próbuję się uśmiechnąć jak najszczerzej i wracam do pojazdu. Gdy znajduję się na miejscu, otwieram auto i pierwsze co biorę to telefon i chowam go do tylnych kieszeni spodni. Teraz czas na nią. Otwieram drzwi i pomału ją wyciągam mówiąc 'Oj, ty mój śpioszku' albo 'Moja piękna śpiąca królewna', żeby nie wzbudzić jakich kolwiek podejrzeń wśród ludzi obok mojego auta jak i tych w hotelu. 
Szukam wolnej windy, a gdy taka jest, wchodzę do niej wraz z dziewczyną na rękach. Ile ona waży? Ja pierdole... Ze 100 kg. Wiem, jestem okrutny. Co na to poradzę? Jakie masz dzieciństwo taką masz przyszłość. 
Winda się zatrzymuje i idę w kierunku pokoju z numerem 629. Gdy znajduję odpowiednie drzwi, próbuję je otworzyć co nie jest łatwe, gdy musisz podtrzymywać jedną ręką dziewczynę. 
Apartament robi lekkie wrażenie, chociaż bywałem w lepszych. Szukam jednego z tych trzech pokoi i układam małą na łóżku. Zostawiam ją samą w celu przyniesienia jej torby i moich rzeczy. 
- Suńcie się. - warczę na małe bachory, które zagradzają mi drogę. Te tylko patrzą się na mnie, a zaraz biegną z krzykiem. Fajnie wiedzieć, że się mnie boją. To daje mi satysfakcję z tego, że to ja mam władzę, a nie oni. Ugh, nienawidzę dzieci pomimo że ja sam nim byłem. W dzisiejszych czasach są za bardzo rozpieszczone. 
Szybko znajduję się przy aucie. 
- Muszę sobie kupić jakieś nowe auto.. - mamroczę sam do siebie. Z bagażnika wyciągam torby i na wszelki wypadek pistolet, który szybko chowam za obramówkę spodni. Zakluczam auto i ponownie idę do budynku, windy i na 10 piętro. Gdy winda staje i się otwiera, idę długim korytarzem, skręcam w prawo i jeszcze w lewo i jestem u siebie. Rozglądam się czy nikogo nie ma. Trzeba być ostrożnym i uważnym. Wchodzę do środka i szybko zamykam drzwi. Swoją torbę kładę na łóżku w moim pokoju, a jej torbę rzucam u niej pod szafę. 
No to zabawa się zaczęła....


Tadamm! Jest i rozdział 11.
Chciałabym podziękować za ponad 2160 wejść! ❤ Dziękuję wam bardzo. :)
Przypominam o hasztagu #DianaHarryStylesFanfictionPL
5 komentarzy = next 

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 10

* anonim *
Ona jest taka piękna. Taka sama jak kiedyś, ale jeszcze ładniejsza. Zastanawia mnie z kim ona jest? Dokładnie to nie mogę zobaczyć kto to taki. 
Niestety znika mi z oczu. 

Nie wiem co robić. Nie wiem nawet po co tutaj przyszedłem/przyszłam. Wychodzę z klubu i idę przed siebie. Mijam różne domu. W niektórych światła są jeszcze zapalone, a w niektórych ludzie chyba śpią. Cicho wszędzie. Żadnej żywej duszy oprócz mnie. Nagle do moich uszu dociera pisk opon. Jakiś duży, czarny samochód zatrzymuje się przed domem. Z niego wychodzi młoda dziewczyna, a zaraz po niej chłopak. Chowam się za krzakami. Oni nie wyglądają na parę zakochanych. Nie mogę dostrzec co ten chłopak ma w dłoni. Coś średniego. Telefon? Portfel? Później dziewczyna znika z mojego punktu widzenia pod gwałtownym pchnięciem do środka. 
Skradam się pod okno. Mam nadzieję, że coś usłyszę, chociaż jedyne co do mnie dociera to niewyraźne krzyki i ... płacz? Co tam się dzieje? Gdyby nie alkohol, może miałbym/miałabym jakąś przewagę? Na chwilę dźwięki cichną. Modlę się, żeby nie sprawdzali czy ktoś ich podsłuchuje. Na szczęście tak się nie dzieje. 
- Dla ciebie pan Harold! - krzyczy chłopak. Harold? Harry. Tak, to on. Na pewno! Nie zdążam się mu przyjrzeć, bo zaś znikają w aucie i odjeżdżają. 
Co to miało być? 
* Diana *
Jedziemy. Gdzie? Nie wiem i chyba nie chcę. Jest ciemno, zimno, moje oczy są napuchnięte, lewy nadgarstek jeszcze piecze. Co się dzieje? 
Nie umiem nawet racjonalnie myśleć. Dałam mu te papiery i co mam w zamian? Nic. Miał dać mi spokój. Mi, i mojej rodzinie. Rodzice... Gdzie oni się podziewają? Co on im zrobił albo zrobi? Kim w ogóle jest ten cały Harry? Kazał mi nawet spakować 3 pary rurek, kilka koszulek, bieliznę, szczoteczkę do zębów, szczotkę do włosów, zestaw do makijażu i inne rzeczy,ale po co? Gdzie on mnie zabiera? Tyle pytań i zero odpowiedzi. 
Gdy się pakowałam, miałam tylko 15 minut. Na szczęście zdążyłam spakować 3 malutkie żyletki. To muszę mieć ze sobą choćby nie wiem co i w jakiej sytuacji bym byłam. Schowałam je w najmniejszą kieszonkę torby. 
Dopiero teraz czuję, że łzy spływają po mojej twarzy po raz kolejny. Jestem bezsilna, chociaż to nie żadna nowość. Ale teraz przeszywa mnie trochę inne uczucie. Jakbym była sama, jakbym nie miała nikogo, jakbym grała w jakimś tandetnym horrorze. Nie wiem jak to określić. 
Boję się, w żołądku mnie skręca na negatywne myśli dotyczące tego, co ma się zdarzyć albo co może. Kulę się pod wpływem lekkiego zimna. Robię to bardzo powoli, aby nie skupiał się na mnie. Już i tak starczy, że czuję jak od czasu do czasu patrzy na mnie. Chce mi się krzyczeć, płakać, uciekać. Wszystko na raz. Ale jak mam uciec z auta, które jest w ruchu? Jak mam krzyczeć, skoro się boję, że coś mi zrobi, że i on będzie krzyczał. Jak mam płakać, skoro nie mam z czego? Wszystko wypłakałam, tak mi się zdaje. 
Pojazd skręca w znaną mi drogę. To jest ta sama droga, która mama szła, gdy ją śledziłam. Czemu fabryka? Oh.. Za dużo się dzieje, aby nornalnie myśleć i funkcjonować jeśli w ogóle potrafię funkcjonować. 
- Jesteśmy. - mówi szorstko nie patrząc na mnie - Czekaj tu. - dodaje i wychodzi z auta. Po chwili znajduje się po mojej stronie, otwiera drzwi i szarpie mną. Jestem bez sił. Trzyma moje ramie bardzo mocno. Muszę dorównywać mu kroku. 
- Masz być cicho, jasne? - mówi i wchodzimy do fabryki, w której miałam okazję być. Od razu przytrzymuje mnie, a dwóch innych mężczyzn podchodzi do nas, zakleja mi usta i zawiązuje ręce z tyłu oraz nogi. Próbuję się szarpać, ale to i tak nic nie daje. Jego ręce wędrują na moje biodra, chwyta mnie w pasie i podrzuca przez ramie. Mój obraz nie jest za bardzo wyraźny, bo łzy cisną mi się do oczu. 
- Nie szarp się, albo cię rzucę na podłogę. - jeśli wcześniej uważałam, że w szkole mam piekło, zmieniam zdanie. Szkoła to teraz jakieś niebo w porównaniu do tego, co teraz się dzieje. Mija jakieś kilka sekund i słyszę wystraszony, zapłakany, troskliwy głos taty. 
- Diana! - krzyczy, a ja na jego słowa zaczynam się szarpać. - Zostaw ją!
- Oh, dobrze. - zrzuca mnie z jego ramienia przez co mam dość solidny upadek z podłogą. 
- Nic ci nie zrobił? Jesteś cała? Gdzie jest mama? - próbuje do mnie podejsć. Tak samo jak ja jest przywiązany. 
- Zapomniałbym. - słyszę jego ochrypły głos i kroki zbliżające się do mnie. Po chwili kuca przy mnie i szybko odrywa taśmę z moich ust. Wstaje, odwraca się i gdzieś wychodzi. 
- Diano? - odwracam głowę w stronę taty - Nie martw się. Wyciagnę naś stąd i mamę też. Obiecuję. - czemu nie wierzę w jego słowa? Czemu nie mam promyczka nadziei jak on, że wszystko będzie dobrze, że wszystko wróci do normy.
- T-tato? - odważam wydusić jakieś słowo.
- Tak? Co się dzieje? - widać gołym okiem, że bardzo się przejmuje. Każde moje słowo dociera do niego bardzo szybko, aby szybko mi odpowiedzieć albo spytać mnie o coś. 
- On... Ja... On mi kazał... Papiery... Ja to... Mu dałam... Prze-przepraszam. - jąkam się.
- Ale o co chodzi? Co mu dałaś? Jakie papiery?
- Bo... - biorę głęboki wdech i wydech ledwo co powstrzymując łzy - Pamiętasz jak pytałam cię o fffirmę? On mi to kazał zrobić. Kazał mi ... Kazał wykraść jedną z tych umów ii. I... 
- Ciii... Nie martw się. Pogadamy o tym, ale nie teraz. - jego postawa mnie zaskakuje. 
- Musiałam.. Przeprasszam. On chciał was za... Za... - to słowo nie wychodzi z moich ust. Nie potrafię tego powiedzieć. Ledwo przechodzi mi przez gardło. 
- Dobrze, już spokojnie. Ja ciebie też przepraszam, za wszystko. Że nie byłem przy tobie, gdy dorastałaś, że nie byłem wspaniałym ojcem jakiego chciałaś, przepraszam za to, że przeze mnie tutaj jesteśmy. Powinniśmy teraz być w domu, w trójkę, razem się śmiejąc, opowiadając różne historie, oglądając filmy, pytać ciebie czy masz kogoś, a później ty będziesz się denerwować, ale po chwili by ci przeszło i ogółem tak powinno być. Przepraszam. - otwieram lekko usta, a oczy rozszerzam jeszcze bardziej. Czuję dziwne ukłucie. Jakby jakaś pustka została przywrócona do życia, bo wszyscy o niej zapomnieli przez dłuższy czas. 
- Jakie to wzruszające. Doprawdy. - prycha Harry wchodząc do dużego pomieszczenia, w którym się znajdujemy. - Mam coś dla was. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Kate? Chodź tu do nas. - co? Kate? Mama? O Boże. 
Zza jego pleców wychodzi bardzo dobrze znana mi sylwetkę ze spuszczoną głową i rękami z tyłu. 
- Kate! - krzyczy tata i próbuje wstać, ale upada. Kobieta podnosi głowę i spogląda ojcowi w oczy. Mogę dostrzec co między nimi jest. Ból, złość, smutek, cierpienie, pożądanie, chęć płakania i przebaczenia, żal, ogromna tęsknota. Nigdy tego u nich nie widziałam. Jej wzrok zniża się do mojego. Mam rozchylone usta, jestem cała w szoku tak jak ona. Jej oczy patrzą na mnie błaganym przebaczeniem. Mówi bezdźwięczne 'przepraszam', tak wnioskuję z ruchów jej ust. 
- A więc, nie będę obijał w bawełnę. Przejdę do rzeczy i w skrócie.. Ta o to piękna dama jest moją niewolnicą. Mogę nawet powiedzieć, że jest czasami moją prywatną dziwką. - prycha podle, a ja spoglądam na ojca, który aż kipi ze złości, która się w nim zbiera. - Jej najukochańszy mąż nie przejmował się nią, ja ją zadawalałem. I mam nadzieję, że tak nadal będzie. Ale jej mąż jest dość sprytny i można powiedzieć, że mnie prawie przechytrzył. - głowę odwraca w stronę taty - Myślisz, że nie widziałem tej małej kamerki?
- Jakiej kamerki?! - oburza się mama. 
- Twój kochany mąż chciał się dowiedzieć, gdzie pracujesz, więc postanowił, że schowa ci kamerkę w spodnie, a ty nic nie wiedziałaś do teraz. - śmieje się - I on i ty się naraziliście. Złamałaś moje zasady. Mnie nigdy się nie bije. W ten sposób obydwoje narażacie teraz życie waszej pięknej i cholernie seksownej córki. Więc postanowiłem, że Dianka pójdzie do szpitala psychiatrycznego, gdy Kate zabije Johna. - co on powiedział? Ona ma go zabić? Nie wierzę. To musi być kolejny z moich koszmarów, które wyglądają realnie. Oczy mnie jeszcze bardziej bolą. Widzę w jej oczach wahanie, jest zdezorientowana, musi przyswoić co się wokół niej dzieje, co musi zrobić. Wyłania swoje dłonie zza pleców. Cała się trzęsie, a w jednej z nich trzyma mały pistolet. Celuje bronią w głowę. Teraz do mnie dociera fakt, co ona zamierza zrobić.
- Nie rób tego! - krzyczę ile sił mam w płucach, ale jest już za późno.


Rozdział pewnie krótki, nie umiem go określić, bo piszę na apce bloggera. Przypominam o hasztagu #DianaHarryStylesFanfictionPL
Oraz
czytam=komentuje  :) to motywuje 

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 9

Za niecałą godzinę Niall ma przyjść po mnie. Ugh. Ugh. I ugh. Pobędę tam z jakąś godzinę albo dwie, a później wyjdę pod pretekstem, że źle się czuję. Pewnie nie będą mnie zatrzymywać, bo Harry będzie pijany w trzy dupy, Niall może mniej, ale będzie.
Muszę zacząć się szykować pomimo że mój mózg, moje ciało i moje nerey odmawiają mi tego.
Idę w kierunku mojej garderoby, zapalam światło i grzebię w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego dla mojego ciała. Blizny nie mogą wyjść na zewnątrz. Gruby brzuch także, chociaż nie wiem skąd go mam. Nigdy nie narzekałam na swoje ciało pod tym względem, ale tak się wydaje. A przecież nic nie jadłam dzisiaj takiego szczególnego. Pytanie czy ja w ogóle coś jadłam.
Potrząsam głową, aby pozbyć się tych myśli, a zająć się innymi. W co by się tu ubrać? Normalnie to bym się nie przejmowała, ale muszę zachować ostrożność, bo Bóg wie co może mnie spotkać. Jak na przykład przerzucę włosy z jednego ramienia na drugi powodując, że stanę się obiektem pijanych mężczyzn, a tego bym nie chciała.
Po niedługim czasie wybieram czarne rurki, beżowy sweter do ud i idę do łazienki. Myć się nie muszę, bo wcześniej to zrobiłam. Szybko zamieniam ciuchy na nowe, a stare rzucam do kosza na pranie. Podchodzę do umywalki i wypuszczam głośno powietrze. Obmywam twarz, a następnie nakładam jasny fluid, puder, maluję grubo rzęsy, lekko podkreślam swoje brwi i nakładam różowy błyszczyk. Rozczesuję swoje długie, brązowe włosy i pozostawiam je rozpuszczone. Chyba nie wyglądam na kogoś kto może odstraczać ludzi. Hmm, miejmy taką nadzieję. Wychodzę do pokoju i wzrokiem szukam telefonu. Gdy go znajduję, chowam do tylnej kieszeni spodni. Zdziwia mnie fakt, bo ani mama ani tata nie dają oznak życia. Coś im się stało? Oh, oby nie.
Moje myśli zostają przerwane przez pukanie do drzwi. Spoglądam szybko na zegar, czyli Niall już jest. Idę w kierunku hałasu, a po chwili otwieram drzwi i widzę uśmiechniętą twarz blondyna. Jaki uroczy...
- Heej. - wita się ze mną.
- Cześć.
- Gotowa?
- Myślę, że tak. - mówię. Szybko zakładam płaszcz i szal i wychodzę z domu zamykając go na klucz. Dostrzegam duże czarne auto. Harry też jest? Oby nie. Oby nie. Wolę go spotkać w klubie, gdzie jest dużo ludzi niż tutaj.
- Spokojnie, pożyczył mi. On będzie czekał na nas na miejscu. - wyprzedza mnie. Pewnie musiał zauważyć moje lekkie zakłopotanie. - Proszę, wsiadaj. - otwiera przede mną drzwi. Ostrożnie wchodzę do środka, nie chcę nic zepsuć. A moje zdolności łamagi zawsze coś sknują. Śledzę chłopaka wzrokiem nawet, gdy zajmuje miejsce kierowcy. Zapinamy pasy, włącza silnik i odjeżdżamy. Żebym wróciła do swojego domu. Żebym wszystko kontrolowała co się wokół mnie będzie działo. Panuje niezręczna cisza w samochodzie nie wliczając cicho płynącej muzyki AC/DC. Czemu nic nie mówi? Z chęcią bym coś powiedziała, ale po pierwsze nie jestem osobą zbytnio gadatliwą, po drugie jestem wstydliwa, chociaż po części tego po mnie nie widać, a po trzecie nigdy nie miałam do czynienia z chłopakami. W szkole nikt z płci męskiej nie zwraca na mnie uwagi, jak już to tylko po to, aby wytknąć mnie palcem, gdy przemieszczam się po korytarzu. Nawet nie zauważam kiedy Niall parkuje auto na tyłach klubu.
- Czemu tutaj? - pytam cicho.
- Harry powiedział, żeby tutaj zaparkować, bo przed klubem wychodzą pijani ludzie i nie wiadomo co im strzeli do głowy. - przytakuję głową na znak, że rozumiem. Wysiadamy z pojazdu. Czekam, aż dorówna mi kroku i razem idziemy w stronę tylnego wejścia. Tam już czeka Harry. Na samą myśl o nim albo, gdy ktoś powie jego imkę robią mi się ciarki. A to nie fajne.
- Masz i dzięki. - odzywa się Niall wręczając mu kluczyki i idąc dalej jakby był pewny, że idę za nim.
- Witaj, Diano. - szepcze do mnie z tym podłym uśmieszkiem. Nic nie odpowiadam, po prostu będę cicho co do niego. Wolałabym żeby jakiś pijak mnie zaczepił niż miałabym coś do niego powiedzieć.
- Czyli tak chcesz się zabawić, dobrze. Rozumiem, ale pamiętaj jedno. Niall nie będzie cały czas przy tobie. - odgarnia kosmyk moich włosów za ucho i idzie dalej. Podążam za nim, gdy w oddali widzę Nialla.
- Coś nie tak? - pyta mnie na ucho.
- Nie, wszystko dobrze. Nie przejmuj się.
- Ale jakby co to wiesz. - uśmiecham się lekko do niego, na co odwzajemnia uśmiech. - Chodź, bo zimno mi się zaczyna robić. - mówi, a ja posłusznie go słucham i wchodzimy do środka. To pewnie jest jakieś zaplecze. Idziemy dalej, aż docieramy do metalowych drzwi. Harry z łatwością je otwiera i ruszamy dalej. To już klub. Czuję zapach alkoholu, spoconych ciał, papierosów, narkotyków też chyba.
- Chodźcie za mną! - krzyczy Harry pod wpływem głośnej muzyki. Prowadzi nas do kąta, w którym były 2 fotele i jedna duża kanapa. Siadam obok Nialla, który jest zajęty rozmawianiem z naszym drugim towarzyszem. Niektórzy dziwnie spoglądają w naszą stronę, a zwłaszcza na Harry'ego. Tak jakby mieli w oczach strach, ból, złość, zdziwienie, niektórzy nawet spoglądali na mnie ze współczyciem, ale czemu? Przed czym? Przed nim? Przecież jestem bezpieczna, co nie?
- Chcesz coś do picia? - pyta Niall.
- Um.. Em... Wodę. - odpowiadam zakłopotana i właśnie dociera do mnie, że zaś zostanę z nim na jakiś czas sama.
- Tylko to? - kiwam głową - Okej. - wzrusza ramionami i odchodzi, a ja przeklinam w duchu.
- Mówiłem, że nie będzie cały czas z tobą. - prycha - Szybko go zagadałem, nawet ja zapomniałem, że z nami jesteś. Musisz się rozluźnić. - mówi i przybliża się bliżej mnie. Próbuję na niego spojrzeć, ale nie potrafię. Jego zielone oczy są zbyt hipnotyzujące. Tylko w nie spojrzysz, a już jesteś jego. Jesteś na każde jego żądanie. Czuję, że nawet teraz tymi tęczówkami patrzy na mnie, co jest dziwne.
- Nie udawaj takiej niedostępnej. Tak czy inaczej się do mnie odezwiesz, uwierz mi. - stukam paznokciami o moje kolana, a wzrok mam całkiem odwrócony od jego twarzy, rozglądam się po pomieszczeniu. Wszędzie są dziewczyny z miniówkami i bluzkami z niskim dekoltem, a niektóre w ogóle go nie mają. Nigdy bym się nie pokazała w staniku przed nikim. Nawet jakby mi zapłacono duże pieniądze. A płeć męska tańczy obok tych dziewczyn. One coś do nich mówią, ale ci nie słuchają tylko gapią się bezczelnie w ich dekolt, a nawet je dotykają. Nie muszę mówic jak ich znajomość się skończy. Nagle w tłumie dostrzegam kobietę po 40, ma brązowe włosy, które opadają jej na ramiona kaskadami. Znajoma sylwetka, ale twarzy nie widzę. Przez chwilę jeszcze ją penetruję wzrokiem, aż znika w tłumie. W tym samym czasie przychodzi Niall. Uff.
- Proszę. - podaje mi szklankę z wodą.
- Dziękuję. - odpowiadam krótko i upijam łyk. Czuję orzeźwienie. Przez tą całą atmosferę tylu ciał i zapachów mieszających się ze sobą, robi mi się nie dobrze i gorąco. Czy są tu jakieś okna?
- Hej, Niall! Zobacz, tam są fajne dziunie. Idziemy? - Niall patrzy na mnie i zamierza coś powiedzieć, ale mu przerywam.
- Idź, mną się nie przejmuj. - mamroczę unikając kontaktu wzrokowego z nim.
- Będę za chwilę. - oznajmia i odchodzi z Harry'm. I tak o to zostaję sama. Oczywiście, że chciałabym, aby został, ale nie mogę. Co by wtedy sobie o mnie pomyślał? Plus jest taki, że jest w zasięgu wzroku. Jest odwrócony do mnie tyłem, ale chyba czuje, że się na niego gapię, bo co jakiś czas przekręca swoją głowę o 90 stopni, aby kątem oka sprawdzić czy faktycznie tak jest. Do stolika podchodzi kelner z trzema szklankami, kładzie je i odchodzi. Dziwne.
- To dla nas. - mówi blondyn biorąc jedną z nich - Harry zaraz przyjdzie, coś poszedł załatwić. Cały on, wiecznie ma jakieś sprawy do załatwienia. - wzdycha i kontynuuje - Ale jest w porządku. Albo ja o czymś nie wiem.
- Od kiedy się znacie? - pytam dla zabicia czasu.
- Oh, nie wiem, ale bardzo długo. Jego tata miał firmę z moim wujkiem i ciocią i pewnego dnia i mnie i jego wzięto na jakieś spotkanie. Z kuli tego, że się nam nudziło, zaczęliśmy rozmawiać. Był wtedy taki śmieszny. Miał burzę loków na głowie, nie tak jak teraz. Był zawsze pomocny, ale w wieku 7 lat jego rodzice się rozwiedli. Przez jakiś czas nie mieliśmt kontaktu, później było już lepiej chociaż zauważyłem, że się zmienił. Nie był tym samym Harry'm co kiedyś i przeczuwam, że nadal tak jest. Ale wolę się nie mieszać w jego życie.
- A jego rodzice żyją?
- Myślę, że tak. Jego tata wyjechał do Londynu, a co do mamy to nie wiem gdzie teraz jest. Może tutaj w Holmes Chapel, a może gdzieś indziej? Nie wiem, ale wiem, że żyje. - przytakuję, bo serio nie wiem co powiedzieć.
Wszyscy muszą mieć firmy? Moi rodzice mają firmę, Nialla ciocia i wujek, a Harry'ego tata też.
Postanawiam wzjąć szklankę z inną cieczą i upijam łyk. To pepsi z whisky. Mam nadzieję, że to jest whisky, bo nie przepadam za bardzo za napojami z klubów czy restauracji. Nie wiadomo co ci mogą dolać do napoju. Czy jakiejś trucizny czy co im tam wpadnie do głowy.
- Jak się bawicie? - pyta Harry lekko już wstawiony. Gdzie on był? Tak wyglądają jego sprawy? Aha.
- Dobrze. Ohoo haha. Widać, już się gdzieś do kogoś przyłączyłeś, tak?
- Za dobrze mnie znasz, by kłamać. - odpowiada żartobliwie. Z nudów wyciągam telefon. Na szczęście jestem przygotowana z baterią, która ma 100%. Załamuję się jak wyświetlacz pokazuje mi 23:43. Nie wiem czemu to robię, ale biorę drink i wypijam go do dna.
- Um ... Diana? - kieruje się do mnie Niall.
- Tak?
- Chcesz ... Zatańczyć? - pyta, a jego oczy wyrażają strach, że się nie zgodzę. Ten drink był za mocny. Czuję jak całe moje ciało przeszywa alkohol, jak moje policzki robią się czerwone. Przytakuję głową, a na jego twarzy tworzy się szeroki uśmiech. Gwałtownie wstaje i podaje mi rękę, którą chwytam i idziemy razem na parkiet. W między czasie zauważam, że jestem obserwowana przez pana Harry'ego. On działa mi na nerwy.
Muszę skupić się teraz na tańch. Nie wiem czemu się zgodziłam. Może to ten alkohol, który bezbronnie pływa w mojej krwi. Jak na złość DJ musiał puścić wolniejsza piosenkę w skutek czego, ręce Nialla wędrują na dolną część moich pleców przez co się wzdrygam.
- Nie bój się. Jesteś bezpieczna. - szepcze, a moje mięśnie o dziwo się rozluźniają. Nie zostaję mu dłużna i oplatam swoje dłonie wokół jego karku. I tak kołyszemy się w rytm wolnej piosenki.
* oczami Nialla *
Kto by pomyślał, że tak łatwo pójdzje. Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem, wiedziałem, że muszę ją bardziej poznać, a teraz proszę! Tańczę chyba z najładniejszą dziewczyną na tej planecie. Jest taka cicha, tajemnicza, a ja chciałbym odkryć jej prawdziwy charakter. Zobaczyć jaka jest naprawdę. Tylko jedno mnie martwi. Czemu zawsze staje się nieobecna przy Harry'm? Na razie nie zamierzam jej o to pytać. Wierzę, że ona sama mi to powie jak będzie chciała. Nie chcę na nią naciskać, bo może się wystraszyć i odejdzie, a tego nie chcę.
- Kiedy wyjeżdżasz? - słyszę jej głos przemawiający do mnie.
- Nie wiem, a czemu pytasz? Już chcesz się mnie pozbyć? - żartuję, chociaż obawiam się, że może powiedzieć 'tak'. Ale ona taka nie jest, nie powie nic od tak prosto z mostu, prosto w oczy.
- Nie. - waha się przez chwilę - Tak pytam. Nawet cieszę się, że cię poznałam. - na mojej twarzy gości szeroki uśmiech skierowany do dziewczyny.
- Ja też się cieszę, że cię poznałem. - te słowa utkwią mi chyba w pamięci. Jest taka urocza.
* oczami Harry'ego *
Co on wyprawia? On wszystko niszczy! Niall jest jednak dupkiem. Zrobię wszystko, żeby ona była po mojej stronie czy tego chce czy nie. Gdy tylko patrzę na nich, rozmawiających i śmiejących się, czuję, że przegram, ale.. Heh. Ja nigdy nie przegrywam. Nie bez powodu nazywam się Harry Styles i nie bez powodu jestem szefem najgroźniejszego gangu. A na Dianie chcę się zemścić za to, co próbowała zrobić mi jej matka. Złamała moje zasady. Gdyby nie ja, ona byłaby nikim. Nie miałaby doświadczenia w tym co robi. To nawet zabawne.
Ale z drugiej strony jestem wdzięczny Niallowi za to, że ma taki dobry kontakt z Dianą. Dzięki niemu, mogę mieć ją szybciej niż przypuszczałem. Mogę ją mieć nawet zaraz i tak będzie...
* oczami Diany *
Kompletnie nie wiem co się dzieję. Gdy siadamy na kanapie sprawdzam godzinę. Teraz czas szybko leci. Jest po 1. O Boże, to ile czasu my tańczyliśmy? Niall już coś mamroczy, natomiast Harry wydaje się nieobecny. Sprawia wrażenie zamyślonego. Albo mi się wydaje, albo blondyn jest bardziej pijany niż on. Miało być na odwrót. 
- Może czas iść do domu, co? - proponuję Niallowi.
- Chyba masz ra... Rację. - jąka się, ma czkawkę. Czyli koniecznie trzeba iść.
- Czyżbyś chciała pomocy? - pyta ochrypłym głosem. Chcę, ale nie od ciebie. Ugh...
Kiwam niechętnie głową. Obydwoje wstajemy z miejsca. Upewniam się, że mam ze sobą klucze i telefon, a następnie próbuję dźwignąć Nialla do góry. Ustać umie, ale lepiej go asekurować. Ja z jednej strony, on z drugiej i tak idziemy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Nie jest łatwo przedostać się przez ten tłum, który co chwilę się powiększa. Jestem ciekawa jak ja jutro pójdę do ... O kurwa. Jaka ja jestem głupia! Brawo, Diano. Właśnie poszłaś do klubu, a jutro masz szkołę. Jesteś naprawdę mądra.
Gdy wychodzimy z głównego pomieszczenia, droga staje się łatwiejsza. Szybo docieramy do samochodu. Usadawiamy Nialla z tyłu. Ledwo próbuję zapiąć mu pas, a on już przechyla się na bok i zasypia. Jaki on słodki jak śpi. Niechętnie zajmuję miejsce obok kierowcy.
- Najpierw odwieziemy Nialla, a potem do mnie, nie? - on chce mnie zmiękczyć. Chce, abym coś do niego powiedziała. Nie czeka na odpowiedź tylko zapala silnik i z piskiem opon odjeżdżamy. Zdaję sobie z tego sprawę, że wszyscy piliśmy, więc nie powinniśmy jechać, ale jak na razie wszystko jest OK. Odwracam głowę do szyby. Za wiele nie widzę przez ciemność, która panuje na zewnątrz, a latarnie nie dają za dobrego oświetlenia. I tak lepsze to niż wysłuchiwanie go.
- Jesteśmy na miejscu. - oznajmia wyrywając mnie z zamyśleń.
- Co? Oh, dobra. Dzięki ci wielkie. - zaspany głos Nialla to od dzisiaj mój ulubiony głos. On nie jest ciebie wart. Wiem. Nikt nie jest mnie wart. Ale pomyśleć mogę.
- Pomóc ci dojść do pokoju? - widać, Harry'ego to wszystko bawi.
- Nieeee.. Nie musisz. Jedyne co to obiecaj mi, że Diana dojedzie bezpiecznie do domu. - niee. Tylko nie to. Proszę was, ludzie! Nie!
- O to możesz być spokojny. - przełykam gulę w gardle i czuję jak moje mięśnie się napinają.
- Dzięki stary. Jutro się zdzwonimy. Nara. Pa, Diana. - mówi i wychodzi trzaskając drzwiami. No to koszmar się zaczął.
- Gdzie mieszkasz? - pyta. Pff, on doskonale wie, gdzie mieszkam. - Jeśli nic nie powiesz, będziesz zmuszona spać u mnie.
- Ty dobrze w-wiesz gdzie. - mówię w ogóle nie patrząc na niego. Po raz drugi odjeżdża z piskiem opon. W ogóle nie zwraca na mnie uwagi, jest skupiony na drodze. Modlę się w duchu, aby to był mój dom.
- Mam do ciebie sprawę. - przerywa ciszę, która była lepsza od tego zdania.
- J-jaką?
- Możesz mi nie wierzyć, ale to ja jestem ... - chwile się waha, a auto staje przed moim domem. - ... Twoim koszmarem. - szybko dotarliśmy do ... CO ON POWIEDZIAŁ? Jakim koszmarem? Zaraz, zaraz. To on jest tym co chce umowy z firmy mojego ojca? Nie wierzę, to się nie dzieje naprawdę. To musi być sen! Musi, musi, musi.
- Wiedziałem, że tak zareagujesz. - jego ton jest dość podejrzanje spokojny - A więc moja droga... - wyciąga z kieszeni ... O kurwa kurwa kurwa.. Wyciąga z kieszeni pistolet. - Masz być grzeczną dziewczynką. Teraz razem pójdziemy do twojego domu po te dokumenty i pojedziesz ze mną do twoich rodziców. - ostatnie zdanie powoduje, że moje oczy łzawią, a po chwili czuję jak łzy spływają po moich policzkach chociaż tego nie chcę. - Oh, nie płacz. Może nic im się nie stanie jeśli będziesz się mnie słuchać. A teraz wyskakuj z auta, ale to już! - krzyczy. Szybko wychodzę z pojazdu. Chcę faktycznie mu uciec, ale od razy go słyszę.
- Nie próbowałbym na twoim miejscu. - i zastygam. Co ja mu zrobiłam? Co on ode mnie jeszcze będzie wymagał? Chwyta mnie mocno za nadgarstek. Syczę cicho z bólu. Zgniata moje blizny. - Otwieraj! - drugą wolną ręką wyjmuję klucze i przekręcam je w zamku. Automatycznie zostaję popchnięta w głąb domu. - A teraz marsz na góre po umowy albo zrobię coś czego będziesz ty żałować. - mam odwagę spojrzeć mu w oczy. Są ciemne, pełne grozy, złości, pożądania.
Ja nie chcę umierać.


Oh tak wiem wiem. Obiecywałam, że będzie się dziać w tym rozdziale, ale chcę was przetrzymać w niecierpliwości. :D Myślę, że zrozumiecie. 
A tak ogółem to jak wrażenia? Jak myślicie, co będzie dalej? ^^

środa, 11 marca 2015

Rozdział 8

- Harry! Jak miło cię widzieć! - krzyczy Niall z szerokim uśmiechem. Ja nadal nie mogę pojąć tego. Przecież on mi mówił, że to się nazywa Marcel, nie jakiś Harry! Nie mogę też przestać gapić się na jego hipnotyzujące zielone tęczówki. To chyba jedyny jego plus jak na razie.
- Witaj Niall. - ściskają się, a ja czuję się dziwnie - Witaj, Diano. - do mnie mówi szorstko. Co ja mu zrobiłam? Nie odzywam się, nawet nic nie wspomnę na to jak perfidnie mnie okłamał. Sam mi mówił kiedyś, że nie lubi kłamców. Prycham, na jego słowa i od razu tego żałuję. Siada obok mnie, a Niall na przeciwko nas. Przełykam gulę, którą mam w gardle.
- Co cię tutaj sprowadza? - pyta blondyna.
- Chciałem cię odwiedzić, dowiedzieć się co u ciebie słychać. Dawno się nie widzieliśmy. - oni obydwaj całkowicie się różnią. Niall jest gadatliwy, pełny energii, natomiast Harry/Marcel, eh. Nie wiem jak na niego mówić. On jest typem człowieka cichego, tak mi się zdaje. Nie znam go i wolę go nie poznawać. 
- Przepraszam, muszę odebrać. Zapomniałem zadzwonić do mamy. - mówi Niall i odchodzi. Tylko nie to. Niech mnie nie zostawia samej i to jeszcze z nim.
- A więc ... - zaczyna - Jesteś pewnie ciekawa czemu tobie przedstawiłem się jako Marcel, tak? - nie odpowiadam. Nie chcę. Jestem ciekawa, ale też nie chcę się pogrążać. - Odpowiedz. - dodaje szorstkim głosem przez co dostaję dreszczy.
- N-nie... Nie j-jestem.
- Chyba jednak jesteś. Mogę ci powiedzieć, ale nie tutaj.
- N ... Nie. Dziękii.
- Ależ nalegam.
- Nie. - odpowiadam krótko. Jego oczy są ciemniejsze.
- Mi się nie odmawia. - przybliża swoją twarz do mojego ucha i syczy - Nigdy. Co byś powiedziała na spacer zaraz po tym jak pożegnamy się z Niallem. - bardziej to brzmi jak stwierdzenie niż pytanie - Pamiętaj co ci przed chwilą mówiłem.
- Okej? - wzdycham ciężko.
- Spójrz na mnie. - bierze moją twarz w jego dłonie zmuszając mnie, abym na niego spojrzała. Mimo że dzielą nas jakieś 4 cm, to czuję jego oddech na sobie, czuję jego perfumy. Zmusza mnie też, żebym spojrzała na jego oczy. Poddaję się.
Jego oczy ... Ciemniejsza zieleń niż na początku, jego oczy ... Tak jakbym je już gdzieś widziała. Albo go z kimś mylę tylko z kim? Jak ja nie mam znajomych.
- Jesteś taka ładna. - gładzi mój policzek swoją ręką.
* oczami Harry'ego *
Wydajecsię taka niewinna, zagubiona, cicha, ale ja wiem, że jakby chciała byłaby inna. Nie dziwię jej się. Gdybym miał matkę dziwkę, a ojca pracoholika też bym się tak zachowywał, ale ja umiem walczyć o swoje i teraz jestem tym kim jestem. Wcale tego nie żałuję. Każdy jest na moje zawołanie, bo się mnie boją. A Diana jest moim następnym celem. Zajmie stanowisko mamusi, jeśli ta nie spełni tego o co ją prosiłem.
- Okej, jestem. Sorry, że tyle gadałem, ale matka jak to matka. Zawsze się będzie martwić. - słyszę głos Nialla przez co odsuwam się od dziewczyny.
- Nie ma sprawy. - uśmiecham się łagodnie. Cały czas czuję jej wzrok na sobie. Jest ciekawa mojej osoby. Chce mnie poznać, a się boi. I słusznie, niech się boi.
- Co tam u ciebie słychać?
- Wszystko po staremu. Chyba nic się nie zmieniło, oprócz tego, że jesteśmy starsi i dojrzalsi. A jak z tobą?
- Też tak mogę powiedzieć, tylko nie uważam czy dojrzałem. Z wyglądu może, ale rozum nadal taki jaki był wcześniej. - zaśmiewam się na jego słowa - Wy się znacie? - wskazuje na mnie i na Dianę.
- Tak. - wyprzedzam ją. Niall patrzy pytająco na nią.
- Po części. - mamrocze cicho. Wzruszam ramionami, gdy spoląda na mnie.
* oczami Nialla *
Obecna atmosfera jest niezręczna. Czuję, że między Harry'm, a Dianą coś jest. Wolę nie pytać, żeby nie było.
- Pójdziemy dzisiaj do jakiegoś klubu, stary? - pytam.
- Dopiero po 22. Wcześniej jestem zajęty. A może ty też byś z nami poszła, co? - pyta Dianę. W jej oczach mogę dostrzec strach. Przed czym? Przed nim? Przede mną?
- Raczej nie. - odpowiada totalnie zamieszana.
- Czemu? Będzie fajnie. Rozluźnisz się i w ogóle.
- Jeśli nie chce, nie zmuszaj jej. - przerywam mu, na co obydwoje patrzą na mnie. Harry wywraca oczami, a Diana się lekko uśmiecha do mnie. To ma oznaczać dziękuję? Chyba można tak to powiedzieć.
- To ja będę lecieć. Widzimy się o 22 pod Night Club Pro, dobrze? - kiwnąłem głową na znak, że rozumiem.
- Do zobaczenia Diano. Cześć Niall. - mówi i wychodzi. Okej, to było dziwne.
- O co mu chodzi? - pytam.
- Ale, że co masz na myśli?
- Czemu on taki jest wobec ciebie?
- Nie wiem. Nie znam go. Kilka razy wpadłam na niego, a później pojawiał się tak znikąd. Tam gdzie ja byłam, on też. Tak jakby mnie śledził.
- Miał trudne dzieciństwo.
- Ale to nie powód, żeby nękać ludzi.
- Nie wiem czy można to nazwać nękaniem. Ale jeśli coś ci zrobi to mi powiedz, a z nim sobie pogadam. - na moje słowa wkrada jej się delikatny uśmiech.
- Chyba nie będzie takiej potrzeby.
- Tylko mówię. Gdzie teraz się wybierasz?
- Do domu. Jakoś orzeżwiałam tym krótkim spacerem.
- Dałabyś się odprowadzić? - zapada cisza. Diana myśli co ma odpowiedzieć.
- Jasne. - odpowiada z wahaniem. Przecież nic jej nie zrobię. Ja nawet muchy bym nie skrzywdził.
* oczami Diany *
Co mam myśleć? Nie wiem. To wszystko mnie przytłacza. To spotkanie z nim, które nie miało prawa zaistnieć. Niall jeszcze ujdzie, jest inny niż on. Wesoły, gadatliwy, śmieszny. Jeszcze stanął za mną, gdy grzecznie odmawiałam Harry'emu. Nadal mnie dziwi fakt, że chce iść do tego sameg klubu co kiedyś zobaczyłam prawdopodobnie swoją matkę.
Wstajemy, zakładamy swoje kurtki.
- Ja płacę i nie odmawiam sprzeciwu. - mówi Niall z uśmiechem i stawia na stół daną kwotę. Wychodzimy z lokalu. Kieruję go w stronę mojego domu.
- Na jak długo tu jesteś? - pytam.
- Szczerze to sam nie wiem. Na tyle ile mi czas pozwoli.
- Jaki czas? - głupie pytanie ..
- Będę tutaj aż mama nie będzie do mnie wydzwaniać i się martwić czemu nie ma mnie tak długo i do czasu, w którym zacznie brakować mi pieniędzy.
- Mam nadzieję, że na długo. - uśmiecham się. Czasami chcę ugryźć się w język, ale nie potrafię. - To tutaj. - mówię i staję przed posesją. Zdecydowanje za szybko minął czas powrotny.
- Okej. Czyli na pewno nie chcesz iść do tego klubu z nami? - z nami czyli z tobą i Harry'm? - Ze mną? - druga opcja mi bardziej pasowała, ale to nie znaczy, że go nie będzie.
- Ja ... Ale .. Ale obiecasz mi jedno?
- Co?
- Że nie będziesz się zbytnio oddalał. - mówię coraz ciszej, a głowę mam spuszczoną. Pierwszy raz interesują mnie moje buty.
- Oczywiście. - przytula mnie co mnie bardzo zdziwia. Sztywnieję. Musi to chyba czuć bo od razu się cofa.
- Przepraszam. - mówi zakłopotany drapiąc się po karku.
- Nic się nie stało.
- Tooo .... 21:30?
- G-gdzie?
- Tutaj? - kiwam głową i już po chwili znikamy z wzajemnego punktu widzenia i wchodzę do domu.
- Jest tu ktoś? - cisza. Czyli zaś jestem zdana na siebie. Udaję się do kuchni w celu znalezienia jakiejś kartki. Gdy rodzice wychodzą, zostawiają mi kartke i też pieniądze, bo jak uważają 'zamów sobie coś co będziesz chciała' i w ten sposób mi nie ufają. Nie chcą, żebym gotowała, żebym nie spaliła domu. Żałosne, nie? W ich oczach nadal będę małą dziewczynką, której i tak do końca nie znają. Rozglądam się po pomieszczeniu i nigdzie tego nie widzę.
Dobra okazja, aby wziąć papiery, które uratują ci dupsko. Potrząsam głową. Mam jeszczeee .. 20 godzin. Zdecydowanie za szybko ten czas leci. Nie teraz. Nie mam pewności gdzie dokładnie jest ojciec. Może poszedł do sklepu i zaraz będzie? Wolę nie ryzykować. Mogę zamknąć drzwi od środka, ale wtedy będą podejrzenia. Jakby to wyglądało: najpierw wypytuję się o firmę i papiery, później gdzieś znikam i zaś wracam do domu, zamykam się od środka tylko po to, żeby wziąć umowy i ponownie zniknąć.
Czemu też zgodziłam się pójść do klubu? Bawić się nie będę, pić też. To nie w moim guście. Nie jestem typem imprezowicza. Wolałabym siedzieć sama w moim pokoju i nic nie robić.
***
Zegar wskazuje, że trzeba się szykować. Nie chcę, ale muszę. Obydwoje wiedzą gdzie mieszkam, a najgorsze jest to, że nie ma ani mamy ani taty. Gdzie oni są?! I ja mam tak po prostu iść sobie do klubu i uśmiechać się sztucznie, udawać, że dobrze się bawię wiedząc, że nie ma rodziców w domu, że nie wiem co się z nimi dzieje. Czuję się jak w jakimś tanim horrorze albo w programie gdzie to wrabiają ludzi. To jakaś ukryta kamera czy co?
Dobra, są dorośli, wiedzą co robią. Chyba. Zmieniam co chwila temat, ja chyba źle się czuję.
Staram się nie myśleć o tym wszystkim co działo się przez te ostatnie dni, ale nie mogę. Nie potrafię. Nie wiem co zrobić. Cokolwiek nie wiem. Czemu ja? Co ja takiego zrobiłam? Okej, to że moje życie jest spieprzone to wiem, ale niech mnie nikt nie dobija jeszcze bardziej jeśli się da.



Na początku chciałabym was przeprosić, że późno dodaję ten rozdział. Pewnie spodziewaliście się czegoś lepszego, ale cała akcja będzie rozgrywać się w następnym rozdziale.
Jakbyście też mogli to komentujcie. To motywuje, serio. :)
Trzecia i chyba ostatnia sprawa to taka, że możecie 'spamować' pytaniami bądź różnymi uwagami na Twitterze pod hasztagiem #DianaHarryStylesFanfictionPL

Theme by violette