piątek, 20 marca 2015

Rozdział 10

* anonim *
Ona jest taka piękna. Taka sama jak kiedyś, ale jeszcze ładniejsza. Zastanawia mnie z kim ona jest? Dokładnie to nie mogę zobaczyć kto to taki. 
Niestety znika mi z oczu. 

Nie wiem co robić. Nie wiem nawet po co tutaj przyszedłem/przyszłam. Wychodzę z klubu i idę przed siebie. Mijam różne domu. W niektórych światła są jeszcze zapalone, a w niektórych ludzie chyba śpią. Cicho wszędzie. Żadnej żywej duszy oprócz mnie. Nagle do moich uszu dociera pisk opon. Jakiś duży, czarny samochód zatrzymuje się przed domem. Z niego wychodzi młoda dziewczyna, a zaraz po niej chłopak. Chowam się za krzakami. Oni nie wyglądają na parę zakochanych. Nie mogę dostrzec co ten chłopak ma w dłoni. Coś średniego. Telefon? Portfel? Później dziewczyna znika z mojego punktu widzenia pod gwałtownym pchnięciem do środka. 
Skradam się pod okno. Mam nadzieję, że coś usłyszę, chociaż jedyne co do mnie dociera to niewyraźne krzyki i ... płacz? Co tam się dzieje? Gdyby nie alkohol, może miałbym/miałabym jakąś przewagę? Na chwilę dźwięki cichną. Modlę się, żeby nie sprawdzali czy ktoś ich podsłuchuje. Na szczęście tak się nie dzieje. 
- Dla ciebie pan Harold! - krzyczy chłopak. Harold? Harry. Tak, to on. Na pewno! Nie zdążam się mu przyjrzeć, bo zaś znikają w aucie i odjeżdżają. 
Co to miało być? 
* Diana *
Jedziemy. Gdzie? Nie wiem i chyba nie chcę. Jest ciemno, zimno, moje oczy są napuchnięte, lewy nadgarstek jeszcze piecze. Co się dzieje? 
Nie umiem nawet racjonalnie myśleć. Dałam mu te papiery i co mam w zamian? Nic. Miał dać mi spokój. Mi, i mojej rodzinie. Rodzice... Gdzie oni się podziewają? Co on im zrobił albo zrobi? Kim w ogóle jest ten cały Harry? Kazał mi nawet spakować 3 pary rurek, kilka koszulek, bieliznę, szczoteczkę do zębów, szczotkę do włosów, zestaw do makijażu i inne rzeczy,ale po co? Gdzie on mnie zabiera? Tyle pytań i zero odpowiedzi. 
Gdy się pakowałam, miałam tylko 15 minut. Na szczęście zdążyłam spakować 3 malutkie żyletki. To muszę mieć ze sobą choćby nie wiem co i w jakiej sytuacji bym byłam. Schowałam je w najmniejszą kieszonkę torby. 
Dopiero teraz czuję, że łzy spływają po mojej twarzy po raz kolejny. Jestem bezsilna, chociaż to nie żadna nowość. Ale teraz przeszywa mnie trochę inne uczucie. Jakbym była sama, jakbym nie miała nikogo, jakbym grała w jakimś tandetnym horrorze. Nie wiem jak to określić. 
Boję się, w żołądku mnie skręca na negatywne myśli dotyczące tego, co ma się zdarzyć albo co może. Kulę się pod wpływem lekkiego zimna. Robię to bardzo powoli, aby nie skupiał się na mnie. Już i tak starczy, że czuję jak od czasu do czasu patrzy na mnie. Chce mi się krzyczeć, płakać, uciekać. Wszystko na raz. Ale jak mam uciec z auta, które jest w ruchu? Jak mam krzyczeć, skoro się boję, że coś mi zrobi, że i on będzie krzyczał. Jak mam płakać, skoro nie mam z czego? Wszystko wypłakałam, tak mi się zdaje. 
Pojazd skręca w znaną mi drogę. To jest ta sama droga, która mama szła, gdy ją śledziłam. Czemu fabryka? Oh.. Za dużo się dzieje, aby nornalnie myśleć i funkcjonować jeśli w ogóle potrafię funkcjonować. 
- Jesteśmy. - mówi szorstko nie patrząc na mnie - Czekaj tu. - dodaje i wychodzi z auta. Po chwili znajduje się po mojej stronie, otwiera drzwi i szarpie mną. Jestem bez sił. Trzyma moje ramie bardzo mocno. Muszę dorównywać mu kroku. 
- Masz być cicho, jasne? - mówi i wchodzimy do fabryki, w której miałam okazję być. Od razu przytrzymuje mnie, a dwóch innych mężczyzn podchodzi do nas, zakleja mi usta i zawiązuje ręce z tyłu oraz nogi. Próbuję się szarpać, ale to i tak nic nie daje. Jego ręce wędrują na moje biodra, chwyta mnie w pasie i podrzuca przez ramie. Mój obraz nie jest za bardzo wyraźny, bo łzy cisną mi się do oczu. 
- Nie szarp się, albo cię rzucę na podłogę. - jeśli wcześniej uważałam, że w szkole mam piekło, zmieniam zdanie. Szkoła to teraz jakieś niebo w porównaniu do tego, co teraz się dzieje. Mija jakieś kilka sekund i słyszę wystraszony, zapłakany, troskliwy głos taty. 
- Diana! - krzyczy, a ja na jego słowa zaczynam się szarpać. - Zostaw ją!
- Oh, dobrze. - zrzuca mnie z jego ramienia przez co mam dość solidny upadek z podłogą. 
- Nic ci nie zrobił? Jesteś cała? Gdzie jest mama? - próbuje do mnie podejsć. Tak samo jak ja jest przywiązany. 
- Zapomniałbym. - słyszę jego ochrypły głos i kroki zbliżające się do mnie. Po chwili kuca przy mnie i szybko odrywa taśmę z moich ust. Wstaje, odwraca się i gdzieś wychodzi. 
- Diano? - odwracam głowę w stronę taty - Nie martw się. Wyciagnę naś stąd i mamę też. Obiecuję. - czemu nie wierzę w jego słowa? Czemu nie mam promyczka nadziei jak on, że wszystko będzie dobrze, że wszystko wróci do normy.
- T-tato? - odważam wydusić jakieś słowo.
- Tak? Co się dzieje? - widać gołym okiem, że bardzo się przejmuje. Każde moje słowo dociera do niego bardzo szybko, aby szybko mi odpowiedzieć albo spytać mnie o coś. 
- On... Ja... On mi kazał... Papiery... Ja to... Mu dałam... Prze-przepraszam. - jąkam się.
- Ale o co chodzi? Co mu dałaś? Jakie papiery?
- Bo... - biorę głęboki wdech i wydech ledwo co powstrzymując łzy - Pamiętasz jak pytałam cię o fffirmę? On mi to kazał zrobić. Kazał mi ... Kazał wykraść jedną z tych umów ii. I... 
- Ciii... Nie martw się. Pogadamy o tym, ale nie teraz. - jego postawa mnie zaskakuje. 
- Musiałam.. Przeprasszam. On chciał was za... Za... - to słowo nie wychodzi z moich ust. Nie potrafię tego powiedzieć. Ledwo przechodzi mi przez gardło. 
- Dobrze, już spokojnie. Ja ciebie też przepraszam, za wszystko. Że nie byłem przy tobie, gdy dorastałaś, że nie byłem wspaniałym ojcem jakiego chciałaś, przepraszam za to, że przeze mnie tutaj jesteśmy. Powinniśmy teraz być w domu, w trójkę, razem się śmiejąc, opowiadając różne historie, oglądając filmy, pytać ciebie czy masz kogoś, a później ty będziesz się denerwować, ale po chwili by ci przeszło i ogółem tak powinno być. Przepraszam. - otwieram lekko usta, a oczy rozszerzam jeszcze bardziej. Czuję dziwne ukłucie. Jakby jakaś pustka została przywrócona do życia, bo wszyscy o niej zapomnieli przez dłuższy czas. 
- Jakie to wzruszające. Doprawdy. - prycha Harry wchodząc do dużego pomieszczenia, w którym się znajdujemy. - Mam coś dla was. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Kate? Chodź tu do nas. - co? Kate? Mama? O Boże. 
Zza jego pleców wychodzi bardzo dobrze znana mi sylwetkę ze spuszczoną głową i rękami z tyłu. 
- Kate! - krzyczy tata i próbuje wstać, ale upada. Kobieta podnosi głowę i spogląda ojcowi w oczy. Mogę dostrzec co między nimi jest. Ból, złość, smutek, cierpienie, pożądanie, chęć płakania i przebaczenia, żal, ogromna tęsknota. Nigdy tego u nich nie widziałam. Jej wzrok zniża się do mojego. Mam rozchylone usta, jestem cała w szoku tak jak ona. Jej oczy patrzą na mnie błaganym przebaczeniem. Mówi bezdźwięczne 'przepraszam', tak wnioskuję z ruchów jej ust. 
- A więc, nie będę obijał w bawełnę. Przejdę do rzeczy i w skrócie.. Ta o to piękna dama jest moją niewolnicą. Mogę nawet powiedzieć, że jest czasami moją prywatną dziwką. - prycha podle, a ja spoglądam na ojca, który aż kipi ze złości, która się w nim zbiera. - Jej najukochańszy mąż nie przejmował się nią, ja ją zadawalałem. I mam nadzieję, że tak nadal będzie. Ale jej mąż jest dość sprytny i można powiedzieć, że mnie prawie przechytrzył. - głowę odwraca w stronę taty - Myślisz, że nie widziałem tej małej kamerki?
- Jakiej kamerki?! - oburza się mama. 
- Twój kochany mąż chciał się dowiedzieć, gdzie pracujesz, więc postanowił, że schowa ci kamerkę w spodnie, a ty nic nie wiedziałaś do teraz. - śmieje się - I on i ty się naraziliście. Złamałaś moje zasady. Mnie nigdy się nie bije. W ten sposób obydwoje narażacie teraz życie waszej pięknej i cholernie seksownej córki. Więc postanowiłem, że Dianka pójdzie do szpitala psychiatrycznego, gdy Kate zabije Johna. - co on powiedział? Ona ma go zabić? Nie wierzę. To musi być kolejny z moich koszmarów, które wyglądają realnie. Oczy mnie jeszcze bardziej bolą. Widzę w jej oczach wahanie, jest zdezorientowana, musi przyswoić co się wokół niej dzieje, co musi zrobić. Wyłania swoje dłonie zza pleców. Cała się trzęsie, a w jednej z nich trzyma mały pistolet. Celuje bronią w głowę. Teraz do mnie dociera fakt, co ona zamierza zrobić.
- Nie rób tego! - krzyczę ile sił mam w płucach, ale jest już za późno.


Rozdział pewnie krótki, nie umiem go określić, bo piszę na apce bloggera. Przypominam o hasztagu #DianaHarryStylesFanfictionPL
Oraz
czytam=komentuje  :) to motywuje 

4 komentarze:

  1. Penie później będzie z harrym hah to nic żejej mama to jego dziwka

    OdpowiedzUsuń
  2. Extra rozdział czekam na next. Zapraszam na mojego bloga i jak masz czas to skomentuj --->http://love-is-stronger-than-death.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette