środa, 25 marca 2015

Rozdział 11

* Kate *
W ciągu kilku sekund podejmuję decyzję. Nie wiem co się stanie później. Ze łzami w oczach pistoletem celuję w głowę nie Johna, nie mojej córki, nie tego bydlaka tylko w swoją. Waham się przez chwilę. Przymykam oczy, biorę wdech i wydech; ostatni raz spoglądam na moją rodzinę, którą zawsze kochałam i kochać będę. Pewnego dnia, Diana znajdzie odpowiedz na pytania 'Dlaczego ona to zrobiła?', 'Czemu postrzeliła siebie, a nie jego? Mogła to zrobić'.
- Nie rób tego! - słyszę płaczliwy krzyk Diany, ale jest już za późno. Naciskam na spust i po chwili czuję chwilowy okropny ból w mojej czaszce. Przed oczami widzę uśmiechniętą Dianę jako małego szkraba, a tuż obok niej szczęśliwą mnie i mojego męża. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli. Będę nad nimi czuwała.
Robi mi się ciemno przed oczami, co oznacza koniec życia.
Umieram ...
* Diana *
Zanoszę się bardzo głośnym płaczem, próbuję się wyrwać, ale uniemożliwiają mi sznury zawiązane na nadgarstkach i kostkach.
Nie mogę tego przyjąć do siebie. Czemu ona to zrobiła?!
- Ta-tato... - szepczę cicho spoglądając na niego. Tak samo jak ja jest wstrząśnięty tym co przed chwilą zobaczył. Kobieta, którą kochałam, kocham i kochać będę nie jest tutaj ze mną. Odeszła. Czemu ona? Co ona takiego zrobiła? Może nie była fair, ale to nie znaczy, że tak miało się stać! Co teraz będzie z tatą? Ze mną? Skończę jak ona? A tate zabiją?
Załzawionymi oczami spoglądam w stronę Harry'ego. Aż dostaję dreszczy, gdy wymawiam jego imię albo pomyślę o nim. Jest zdezorientowany, po mału przyswaja to, co ujrzał. Czyżby było mu smutno? Powinno, chociaż tacy ludzie jak on nie wiedzą co to skrucha.
Panuje cisza. Słyszę łkanie ojca, moje też. Tą jak dla mnie niezręczną ciszę przerywa jeden z ludzi 'pana Harolda'.
- Szefie, gliny jadą! Trzeba zwiewać!
- Zawieście go gdzieś jak najdalej. Róbcie z nim co chcecie, a ja zajmę się dziewczyną. - zaczynam jeszcze bardziej panikować, że ze spokojem odpowiada. On jest chory psychicznie! Chyba nawet bardziej niż ja! Wątpię w to. Mówi mój drugi głos.
Z każdym krokiem jest bliżej mnie. Co on ma zamiar ze mną zrobić? Co tamci zrobią ojcu? Przeżyje, prawda?
- Tato!! - krzyczę, szarpię, płaczę, gdy tylko czuję jego palce na moich ramionach.
- Zostaw ją dziwkarzu! - po tych słowach panuje cisza. Brunet odwraca głowę w jego stronę, podchodzi do niego z chytrym uśmieszkiem. Z kieszeni wyciąga mały scyzoryk, który szybko przecina lewy policzek taty.
- Nie rób mu tego! Weź mnie, ale jego zostaw! - żałuję tych słów. Tak cholernie żałuję. Tata jęczy z bólu, w oddali słychać syreny policyjne.
- Chodź mała. - szarpie mnie do góry, przerzuca przez ramię i tak o to w ten sposób ostatni raz widzę mojego rodzica, którego też straciłam.
- Zaparkowałem szefowi auto na tyłach! - oznajmia jeden z goryli. Gdy dźwięk syren policyjnych jest coraz bliżej, brunet przyspiesza. Po chwili czuję chłód.
- Masz być cicho, słuchać się mnie, a jeśli mi się sprzeciwisz, czekać cię będzie surowa kara. - przełykam głośno ślinę. Wpycha mnie na tylne siedzenia samochodu i przykłada coś do mojej twarz przez co staję się senna, a po chwili odpływam.
* Harry *
Uśmiecham się złowrogo do niej pomimo że tego nie widzi. Środki usypiające mogą działać na nią dzień, dwa, trzy, a może i więcej. Nie wiem. W każdym bądź razie, mam ją. Jak na razie jest moja. Oh, gdyby tylko wiedziała co ją czeka za piekło.
Siadam na miejscu kierowcy, odpalam silnik i z piskiem opon wyjeżdżam jak najdalej od tego miejsca. Co prawda nie boję się glin, ale wolę mieć ich daleko od siebie. Zwłaszcza jak mam Diankę. Ona może mnie spowalniać. Moje myśli przerywa dźwięk mojego telefonu. To on. Szef wszystkich szefów. Głupio to brzmi, prawda? On ma władzę nad każdym gangiem. A każdy gang ma swojego najlepszego przywódcę. Ja jestem jedym z nich. Wcześniejszy przywódca tego gangu zginął podczas wyścigu. Był najlepszy w tym co robił. Niestety jak się okazało, ktoś grzebał przy hamulcach w jego aucie i nie mógł wyhamować na ostrym zakręcie. Zginął na miejscu.
- Styles?! Do kurwy nędzy, jesteś tam?! - potrząsam głową.
- Tak, jestem szefie.
- I jak tam moja zdobycz? Masz już coś? - mogę sobie wyobrazić jak uśmiecha się z pożądania na sam widok nagiej Dianki.
- Część pierwsza 'Porwać dziewczynę' zakończona sukcesem. Śpi na tylnych siedzeniach. Dałem jej środki nasenne, dzięki którym nie będzie mi przez jakiś czas przeszkadzać.
- No no no, brawo Styles. Jestem z ciebie coraz bardziej dumny. Rób tak dalej, a może będziesz moją prawą ręką. - prycha i po chwili dodaje - Albo będę cię uważał za syna. - mocno zaciskam ręce na kierownicy. Nie chcę mieć ojca. Ani nikogo innego. Działam sam na własną rękę.
- Jaki jest dalszy ciąg planu? - pytam przerywając tą cholerną ciszę.
- Cały czas jedziesz do Londynu. Jak będziesz na miejscu, jedziesz do hotelu i jak gdyby nigdy nic meldujesz siebie i dziunię. Przeczekasz w tym hotely 2 lub 3 noce. Następnie jeden z moich ludzi podeśle ci kase za część pierwszą planu i inne rzeczy przydatne na długą podróż oraz mapę. Przekonasz się jaką jak ją dostaniesz. Zadzwoń jak będziesz na miejscu. Zrozumiałe wszystko?
- Tak, szefie.
- To się cieszę. Widzimy się w Los Angeles. - śmieje się i się rozłącza. Czeka mnie wielka podróż.
Ale nawet się cieszę, że to ja spełniam tą jego zachciankę. Dzięki temu mam okazję, aby mu się 'podlizać'. Wystarczy tylko odpowiedni moment, odpowiedni dzień i godzina, a to ja mógłbym być szefem wszystkich szefów jak i ich gangów. Co mam na myśli? Otóż to proste... Chcę raz na zawsze pozbyć się tego gnoja. Może i sprawił, że mam życie takie jakie mam, ale dzięki niemu zarabiam. Może nielegalnie, ale zarabiam. Kasa jest. Można powiedzieć, że w ten sposób mu się odwdzięczę.
Włączam GPS, nastawiam kierunek Londyn i po chwili znajduję się na autostradzie, gdzie mogę jechać 150km/h, a nawet i więcej. Nikt mi nie zabroni. Wiem też, że nic się nie stanie. Ja to czuję, ja to wiem. Jestem pewny czynów, które robię. Seks, alkohol, narkotyki, wyścigi i adrenalina - tak mogę opisać swoje życie. 
*** 
Jestem wyczerpany, brak mi sił. Całą noc piłem energy drinki i jadłem dużo słodyczy. Coś czuję, że trzeba będzie iść na siłownię. Najpierw masa, potem rzeźba czy jak to się tam mówi. 
Parkuję na hotelowym parkingu, ostatni raz patrzę do tyłu. Śpi jak małe bezbronne dziecko. Tylko, że to dziecko nie jest aż tak święte i musi być ukarane. Wysiadam i zamykam auto kluczykami. Musi być po części bezpieczna, bo gdyby coś się jej stało, mój szef nie byłby zadowolony. 
Idę w stronę obrotowych drzwi wejściowych, a po chwili znajduję się w głównym holu, gdzie roi się od zabieganych ludzi albo szczęśliwych rodzin. Ugj, gardze takimi ludźmi. Niby na początku ich rodzice się kochają, ale dopiero po kilku latach dobrego małżeństwa, wszystko się pieprzy. Potrząsam głową, żeby przestać myśleć o takich błachostkach i udaję się do recepcji. Teraz najgorsza rzecz w tym wszystkim - udawanie miłego.
- Dzień dobry. Chciałbym się dowiedzieć czy dysponują państwo jakimś większym apartamentem? Najlepiej jak najwyżej, żeby było cichutko jeśli to nie problem. - uśmiecham się przez co ukazują mi się dołeczki w policzkach, których tak bardzo nienawidzę. Kobieta przytakuje głową w geście 'dzień dobry' i zaczyna szukać coś w komputerze. Po niedługim czasie się odzywa.
- Jest jeden wolny apartament z łazienką, dużym balkonem, długim korytarzem, trzema pokojami, dużą kuchnią i dużym salonem. 
- Idealnie. - mówię bardziej do siebie niż do kobiety przede mną - Biorę ten pokój.
- Ile osób?
- Ja i moja przyszła narzeczona. Na kilka dni. -  po chwili kobieta daje mi jakiś świstek do uzupełnienia i podpisania. Jej data urodzenia? Zmyślam. Nie takie rzeczy się robiło. 
- Jeszcze poproszę państwa karty. 
- Wie pani ... - drapię się po karky udając lekko zmieszanego - Ja mam, ale moja dziewczyna nie, no bo... Może pani nie wierzyć, ale ona miała tylko babcię, która umarła kilka dni temu w pożarze i nie ma nic. Z wyjątkiem mnie. Więc bardzo proszę o zrozumienie. Zamierzamy zrobić jej nowe dokumenty, ale najpierw chcę, aby się uspokoiła i odpoczęła. Teraz właśnie śpi w samochodzie, bo za dużo się u niej teraz dzieje. - ja tu chcę Oscara panie i panowie! 
- Przykro mi. Dobrze, rozumiem. Przyjaciółka mojej mamy też tak miała. Składam najszczerze kondolencje. Proszę, to karta do apartamentu. 
- Dziękuję. Pani to anioł. - mówię, próbuję się uśmiechnąć jak najszczerzej i wracam do pojazdu. Gdy znajduję się na miejscu, otwieram auto i pierwsze co biorę to telefon i chowam go do tylnych kieszeni spodni. Teraz czas na nią. Otwieram drzwi i pomału ją wyciągam mówiąc 'Oj, ty mój śpioszku' albo 'Moja piękna śpiąca królewna', żeby nie wzbudzić jakich kolwiek podejrzeń wśród ludzi obok mojego auta jak i tych w hotelu. 
Szukam wolnej windy, a gdy taka jest, wchodzę do niej wraz z dziewczyną na rękach. Ile ona waży? Ja pierdole... Ze 100 kg. Wiem, jestem okrutny. Co na to poradzę? Jakie masz dzieciństwo taką masz przyszłość. 
Winda się zatrzymuje i idę w kierunku pokoju z numerem 629. Gdy znajduję odpowiednie drzwi, próbuję je otworzyć co nie jest łatwe, gdy musisz podtrzymywać jedną ręką dziewczynę. 
Apartament robi lekkie wrażenie, chociaż bywałem w lepszych. Szukam jednego z tych trzech pokoi i układam małą na łóżku. Zostawiam ją samą w celu przyniesienia jej torby i moich rzeczy. 
- Suńcie się. - warczę na małe bachory, które zagradzają mi drogę. Te tylko patrzą się na mnie, a zaraz biegną z krzykiem. Fajnie wiedzieć, że się mnie boją. To daje mi satysfakcję z tego, że to ja mam władzę, a nie oni. Ugh, nienawidzę dzieci pomimo że ja sam nim byłem. W dzisiejszych czasach są za bardzo rozpieszczone. 
Szybko znajduję się przy aucie. 
- Muszę sobie kupić jakieś nowe auto.. - mamroczę sam do siebie. Z bagażnika wyciągam torby i na wszelki wypadek pistolet, który szybko chowam za obramówkę spodni. Zakluczam auto i ponownie idę do budynku, windy i na 10 piętro. Gdy winda staje i się otwiera, idę długim korytarzem, skręcam w prawo i jeszcze w lewo i jestem u siebie. Rozglądam się czy nikogo nie ma. Trzeba być ostrożnym i uważnym. Wchodzę do środka i szybko zamykam drzwi. Swoją torbę kładę na łóżku w moim pokoju, a jej torbę rzucam u niej pod szafę. 
No to zabawa się zaczęła....


Tadamm! Jest i rozdział 11.
Chciałabym podziękować za ponad 2160 wejść! ❤ Dziękuję wam bardzo. :)
Przypominam o hasztagu #DianaHarryStylesFanfictionPL
5 komentarzy = next 

5 komentarzy:

  1. fajny rozdział :) Ale Harry jest wredny *__*

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże jaki ten rozdział jest super *-* Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette