środa, 11 marca 2015

Rozdział 8

- Harry! Jak miło cię widzieć! - krzyczy Niall z szerokim uśmiechem. Ja nadal nie mogę pojąć tego. Przecież on mi mówił, że to się nazywa Marcel, nie jakiś Harry! Nie mogę też przestać gapić się na jego hipnotyzujące zielone tęczówki. To chyba jedyny jego plus jak na razie.
- Witaj Niall. - ściskają się, a ja czuję się dziwnie - Witaj, Diano. - do mnie mówi szorstko. Co ja mu zrobiłam? Nie odzywam się, nawet nic nie wspomnę na to jak perfidnie mnie okłamał. Sam mi mówił kiedyś, że nie lubi kłamców. Prycham, na jego słowa i od razu tego żałuję. Siada obok mnie, a Niall na przeciwko nas. Przełykam gulę, którą mam w gardle.
- Co cię tutaj sprowadza? - pyta blondyna.
- Chciałem cię odwiedzić, dowiedzieć się co u ciebie słychać. Dawno się nie widzieliśmy. - oni obydwaj całkowicie się różnią. Niall jest gadatliwy, pełny energii, natomiast Harry/Marcel, eh. Nie wiem jak na niego mówić. On jest typem człowieka cichego, tak mi się zdaje. Nie znam go i wolę go nie poznawać. 
- Przepraszam, muszę odebrać. Zapomniałem zadzwonić do mamy. - mówi Niall i odchodzi. Tylko nie to. Niech mnie nie zostawia samej i to jeszcze z nim.
- A więc ... - zaczyna - Jesteś pewnie ciekawa czemu tobie przedstawiłem się jako Marcel, tak? - nie odpowiadam. Nie chcę. Jestem ciekawa, ale też nie chcę się pogrążać. - Odpowiedz. - dodaje szorstkim głosem przez co dostaję dreszczy.
- N-nie... Nie j-jestem.
- Chyba jednak jesteś. Mogę ci powiedzieć, ale nie tutaj.
- N ... Nie. Dziękii.
- Ależ nalegam.
- Nie. - odpowiadam krótko. Jego oczy są ciemniejsze.
- Mi się nie odmawia. - przybliża swoją twarz do mojego ucha i syczy - Nigdy. Co byś powiedziała na spacer zaraz po tym jak pożegnamy się z Niallem. - bardziej to brzmi jak stwierdzenie niż pytanie - Pamiętaj co ci przed chwilą mówiłem.
- Okej? - wzdycham ciężko.
- Spójrz na mnie. - bierze moją twarz w jego dłonie zmuszając mnie, abym na niego spojrzała. Mimo że dzielą nas jakieś 4 cm, to czuję jego oddech na sobie, czuję jego perfumy. Zmusza mnie też, żebym spojrzała na jego oczy. Poddaję się.
Jego oczy ... Ciemniejsza zieleń niż na początku, jego oczy ... Tak jakbym je już gdzieś widziała. Albo go z kimś mylę tylko z kim? Jak ja nie mam znajomych.
- Jesteś taka ładna. - gładzi mój policzek swoją ręką.
* oczami Harry'ego *
Wydajecsię taka niewinna, zagubiona, cicha, ale ja wiem, że jakby chciała byłaby inna. Nie dziwię jej się. Gdybym miał matkę dziwkę, a ojca pracoholika też bym się tak zachowywał, ale ja umiem walczyć o swoje i teraz jestem tym kim jestem. Wcale tego nie żałuję. Każdy jest na moje zawołanie, bo się mnie boją. A Diana jest moim następnym celem. Zajmie stanowisko mamusi, jeśli ta nie spełni tego o co ją prosiłem.
- Okej, jestem. Sorry, że tyle gadałem, ale matka jak to matka. Zawsze się będzie martwić. - słyszę głos Nialla przez co odsuwam się od dziewczyny.
- Nie ma sprawy. - uśmiecham się łagodnie. Cały czas czuję jej wzrok na sobie. Jest ciekawa mojej osoby. Chce mnie poznać, a się boi. I słusznie, niech się boi.
- Co tam u ciebie słychać?
- Wszystko po staremu. Chyba nic się nie zmieniło, oprócz tego, że jesteśmy starsi i dojrzalsi. A jak z tobą?
- Też tak mogę powiedzieć, tylko nie uważam czy dojrzałem. Z wyglądu może, ale rozum nadal taki jaki był wcześniej. - zaśmiewam się na jego słowa - Wy się znacie? - wskazuje na mnie i na Dianę.
- Tak. - wyprzedzam ją. Niall patrzy pytająco na nią.
- Po części. - mamrocze cicho. Wzruszam ramionami, gdy spoląda na mnie.
* oczami Nialla *
Obecna atmosfera jest niezręczna. Czuję, że między Harry'm, a Dianą coś jest. Wolę nie pytać, żeby nie było.
- Pójdziemy dzisiaj do jakiegoś klubu, stary? - pytam.
- Dopiero po 22. Wcześniej jestem zajęty. A może ty też byś z nami poszła, co? - pyta Dianę. W jej oczach mogę dostrzec strach. Przed czym? Przed nim? Przede mną?
- Raczej nie. - odpowiada totalnie zamieszana.
- Czemu? Będzie fajnie. Rozluźnisz się i w ogóle.
- Jeśli nie chce, nie zmuszaj jej. - przerywam mu, na co obydwoje patrzą na mnie. Harry wywraca oczami, a Diana się lekko uśmiecha do mnie. To ma oznaczać dziękuję? Chyba można tak to powiedzieć.
- To ja będę lecieć. Widzimy się o 22 pod Night Club Pro, dobrze? - kiwnąłem głową na znak, że rozumiem.
- Do zobaczenia Diano. Cześć Niall. - mówi i wychodzi. Okej, to było dziwne.
- O co mu chodzi? - pytam.
- Ale, że co masz na myśli?
- Czemu on taki jest wobec ciebie?
- Nie wiem. Nie znam go. Kilka razy wpadłam na niego, a później pojawiał się tak znikąd. Tam gdzie ja byłam, on też. Tak jakby mnie śledził.
- Miał trudne dzieciństwo.
- Ale to nie powód, żeby nękać ludzi.
- Nie wiem czy można to nazwać nękaniem. Ale jeśli coś ci zrobi to mi powiedz, a z nim sobie pogadam. - na moje słowa wkrada jej się delikatny uśmiech.
- Chyba nie będzie takiej potrzeby.
- Tylko mówię. Gdzie teraz się wybierasz?
- Do domu. Jakoś orzeżwiałam tym krótkim spacerem.
- Dałabyś się odprowadzić? - zapada cisza. Diana myśli co ma odpowiedzieć.
- Jasne. - odpowiada z wahaniem. Przecież nic jej nie zrobię. Ja nawet muchy bym nie skrzywdził.
* oczami Diany *
Co mam myśleć? Nie wiem. To wszystko mnie przytłacza. To spotkanie z nim, które nie miało prawa zaistnieć. Niall jeszcze ujdzie, jest inny niż on. Wesoły, gadatliwy, śmieszny. Jeszcze stanął za mną, gdy grzecznie odmawiałam Harry'emu. Nadal mnie dziwi fakt, że chce iść do tego sameg klubu co kiedyś zobaczyłam prawdopodobnie swoją matkę.
Wstajemy, zakładamy swoje kurtki.
- Ja płacę i nie odmawiam sprzeciwu. - mówi Niall z uśmiechem i stawia na stół daną kwotę. Wychodzimy z lokalu. Kieruję go w stronę mojego domu.
- Na jak długo tu jesteś? - pytam.
- Szczerze to sam nie wiem. Na tyle ile mi czas pozwoli.
- Jaki czas? - głupie pytanie ..
- Będę tutaj aż mama nie będzie do mnie wydzwaniać i się martwić czemu nie ma mnie tak długo i do czasu, w którym zacznie brakować mi pieniędzy.
- Mam nadzieję, że na długo. - uśmiecham się. Czasami chcę ugryźć się w język, ale nie potrafię. - To tutaj. - mówię i staję przed posesją. Zdecydowanje za szybko minął czas powrotny.
- Okej. Czyli na pewno nie chcesz iść do tego klubu z nami? - z nami czyli z tobą i Harry'm? - Ze mną? - druga opcja mi bardziej pasowała, ale to nie znaczy, że go nie będzie.
- Ja ... Ale .. Ale obiecasz mi jedno?
- Co?
- Że nie będziesz się zbytnio oddalał. - mówię coraz ciszej, a głowę mam spuszczoną. Pierwszy raz interesują mnie moje buty.
- Oczywiście. - przytula mnie co mnie bardzo zdziwia. Sztywnieję. Musi to chyba czuć bo od razu się cofa.
- Przepraszam. - mówi zakłopotany drapiąc się po karku.
- Nic się nie stało.
- Tooo .... 21:30?
- G-gdzie?
- Tutaj? - kiwam głową i już po chwili znikamy z wzajemnego punktu widzenia i wchodzę do domu.
- Jest tu ktoś? - cisza. Czyli zaś jestem zdana na siebie. Udaję się do kuchni w celu znalezienia jakiejś kartki. Gdy rodzice wychodzą, zostawiają mi kartke i też pieniądze, bo jak uważają 'zamów sobie coś co będziesz chciała' i w ten sposób mi nie ufają. Nie chcą, żebym gotowała, żebym nie spaliła domu. Żałosne, nie? W ich oczach nadal będę małą dziewczynką, której i tak do końca nie znają. Rozglądam się po pomieszczeniu i nigdzie tego nie widzę.
Dobra okazja, aby wziąć papiery, które uratują ci dupsko. Potrząsam głową. Mam jeszczeee .. 20 godzin. Zdecydowanie za szybko ten czas leci. Nie teraz. Nie mam pewności gdzie dokładnie jest ojciec. Może poszedł do sklepu i zaraz będzie? Wolę nie ryzykować. Mogę zamknąć drzwi od środka, ale wtedy będą podejrzenia. Jakby to wyglądało: najpierw wypytuję się o firmę i papiery, później gdzieś znikam i zaś wracam do domu, zamykam się od środka tylko po to, żeby wziąć umowy i ponownie zniknąć.
Czemu też zgodziłam się pójść do klubu? Bawić się nie będę, pić też. To nie w moim guście. Nie jestem typem imprezowicza. Wolałabym siedzieć sama w moim pokoju i nic nie robić.
***
Zegar wskazuje, że trzeba się szykować. Nie chcę, ale muszę. Obydwoje wiedzą gdzie mieszkam, a najgorsze jest to, że nie ma ani mamy ani taty. Gdzie oni są?! I ja mam tak po prostu iść sobie do klubu i uśmiechać się sztucznie, udawać, że dobrze się bawię wiedząc, że nie ma rodziców w domu, że nie wiem co się z nimi dzieje. Czuję się jak w jakimś tanim horrorze albo w programie gdzie to wrabiają ludzi. To jakaś ukryta kamera czy co?
Dobra, są dorośli, wiedzą co robią. Chyba. Zmieniam co chwila temat, ja chyba źle się czuję.
Staram się nie myśleć o tym wszystkim co działo się przez te ostatnie dni, ale nie mogę. Nie potrafię. Nie wiem co zrobić. Cokolwiek nie wiem. Czemu ja? Co ja takiego zrobiłam? Okej, to że moje życie jest spieprzone to wiem, ale niech mnie nikt nie dobija jeszcze bardziej jeśli się da.



Na początku chciałabym was przeprosić, że późno dodaję ten rozdział. Pewnie spodziewaliście się czegoś lepszego, ale cała akcja będzie rozgrywać się w następnym rozdziale.
Jakbyście też mogli to komentujcie. To motywuje, serio. :)
Trzecia i chyba ostatnia sprawa to taka, że możecie 'spamować' pytaniami bądź różnymi uwagami na Twitterze pod hasztagiem #DianaHarryStylesFanfictionPL

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Jeśli się postaram to wieczorem w niedziele. :)

      Usuń
  2. Rozdział fajny, ale mogłabys bardziej opisywac niektore rzeczy i pisac dluzsze rozdzialy? ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka naklejka!
    Zostałaś nominowana do LIBSTER AWARDS!!!!
    Wszystkich szczegóły są na moim blogu (czyt. Libster Awards część pierwsza, czyli moja)
    link: directioner0202.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette