czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 13

Przykładam urządzenie do ucha, po chwili słyszę sygnał, gdy nagle...
- Przepraszamy, ale ten numer został przez ciebie zablokowany. Nie możesz wykonywać połączeń. - szlag mnie tu zaraz weźmie! Jak to nie mogę wykonywać połączeń?! Od kiedy?!
Rzucam telefonem w kąt w ogóle się nie przejmując, że może być potrzaskany. Moja jedyna deska ratunku właśnie utonęła. Jakim cudem? Kto... O nie.. Jednak grzebał w mojej torbie... Mógł zobaczyć moje rzeczy..
- Żyletki... - nasłuchuję się czy nie jest gdzieś w okolicach moich drzwi. Gdy jestem pewna, po raz kolejny rzucam się na torbę jak jakieś dzikie zwierze na swoją nową zdobycz. Czemu musze być tak naiwna?
Kamień spada mi z serca, gdy widzę małe, metalowe, srebrne ostrza. Może zabrać mi ubrania, kosmetyki, telefon, ale to muszę mieć zawsze przy sobie. Dalej, zrób to... Dłużej tak nie pociągniesz. Wiem, że tego chcesz..
Biorę głęboki wdech i wydech i przykładam małe ostrze do skóry pod nadgarstkiem. Naciskam na wybrane miejsce i ciągnę żyletkę w dół rozcinając skórę. Po chwili małe czerwone kropelki krwi spokojnie spływają po mojej dłoni. W tym samym miejscu jeszcze kilka razy przecinam ranę coraz to głębiej. Tylko raz zdarzyło mi się być prawie po drugiej stronie. Zrobiłam o jeden ruch za dużo naciskając żyletką głębiej. Gdyby nie mój umysł, nie byłoby mnie tutaj. Coś mnie wtedy natchnęło, żeby dać sobie drugą szansę i co mam w zamian? Piekło z tyranem, który zabiera mnie gdzieś do kogoś, do jakiegoś psychiatryka?
Czuję jak moje powieki stają się cięższe, a po chwili zasypiam...
* Harry *
Dziwne.... Jeszcze przed chwilą było słychać jakieś kroki w pokoju panny Pain, lecz nagle ucichło wszystko. Co ona zaś robi? Wzdycham i z niechęcią wstaję z nawet wygodnej kanapy i kieruję się do jej pokoju. Otwieram drzwi kluczem i wchodzę do środka. Rozglądam się po pomieszczeniu i swoim wzrokiem napotykam śpiącą dziewczynę. Wzruszyłbym ramionami, gdyby nie mała kałuża krwi znajdująca się obok jej ręki. Momentalnie znajduję się obok niej. W jednej ręce trzyma żyletkę, a drugą  ma całą we krwi. O Boże... Jakie ona ma głębokie cięcia. Szybko sprawdzam puls.
- Kurwa... - zaklinam.. Na szczęście żyje. Gdyby ona była martwa, chyba popełniłbym samobójstwo. Bez niej żywej nie mam po co jechać do tego Los Angeles. Jest za ważna dla mojego szefa. Nie wiem co ona ma takiego w sobie albo co takiego zrobiła, że on ją chce i szczerze mnie to nie obchodzi. Mam ją dostarczyć żywą. Nawet nie byłaby zdolna odebrać sobie życia, jest zbyt tchórzliwa.
Łapię jej ramiona i ciągnę w stronę łóżka, a po chwili nią rzucam na pościel przez co lekko odbija się w górę. Jej ciało bez tych blizn jest meeeega pociągające. Gdyby mnie nic nie trzymało, rżnąłbym ją ile miałbym sił, a potem zabił jak każdą. Ups, taki już jestem. Życie mnie tak nauczyło. Ciakaw jestem czy ta nowa rana jest spowodowana przeze mnie? Heh, fajnie by było. Jeśli tak, już mam pewność, że się mnie boi i dobrze. Każdy się boi Harry'ego Stylesa. Zostawiam ją samą z tym bałaganem i wychądzę. Tym razem nie zamykam jej na klucz. Muszę ją mieć na oku. Musi żyć. Może mieć pocięte ręce, nawet nogi, brzuch, może być posiniaczona, może się głodować, ale musi być dostarczona żywa. A może po psychiatryku, chce ją sprzedać? Ciekawe za ile by poszła. Jakaś fajna sumka by była, ale to by zależało od tego, co o niej by powiedzieli. Może poszedłbym na tą aukcję i ją kupił? Wtedy byłaby tylko moja, niczyja więcej. Ahhh..... Może już niedługo?
* Diana *
C'mon c'mon, tell me a lie.
C'mon c'mon, tell me that everything will be fine.
Mała dziewczynka i mały chłopczyk nucili sobie wymyślane przez nich rymowanki. Siedzieli w piasku podziwiając zachód słońca, a ich mamy były tuż za nimi. To był ich 3 dzień odkąd się poznali przez przypadek na plaży. To wszystko przez piłkę plażową... Chłopczyk odbijał sobie wtedy z jego mamą piłkę. Jego mama odbiła za wysoko i za daleko, aby chłopczyk mógł spokojnje złapać, więc był zmuszony pobiec za piłką, która trafiła w dziewczynkę. Później tylko ta dwójka odbijała piłkę. Byli pochłonięci sobą nawzajem. Czy to mogła być miłość?
Czuję nad sobą i pod sobą miękki materiał. Moje powieki są zbyt ciężkie, abym mogła je podnieść. Jest mi zbyt wygodnie, ale jednocześnie jestem zbyt zmęczona i wyczerpana z energii na jakikolwiek ruch.
Do moich uszu dobiega szelest. Olewam to, myśląc, że wiatr przerzuca papier albo mi się zdaje. Niestety i to nie pomaga, bo ktoś specjalnie kaszle, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. Otwieram szeroko oczy, siadam po turecku na łóżku i od razu spoglądam w drzwi. Otwarte, a w nich opiera się Harry. Patrzę to na niego, to na zakrwawione miejsce obok torby i myślę jakim cudem ja się znalazłam w łóżku? To niemożliwe, żeby pan Harold mnie sam przeniósł. Za dobrze go nie znam, a wiem do czego jest zdolny. Czuję się dziwnie i niekomfortowo wiedząc, że ktoś wie o moich .... O szlag.... On o tym wie.
- Spokojnie, nie wziąłem ci tych żyletek. To nie mój interes. Tylko masz to po sobie posprzątać. Nie chcę mieć dodatkowych kłopotów... Czekaj.. - mówi szorstko i wychodzi, a po chwili wraca z tacą jedzenia? - Masz to zjeść. Musisz mieć energię na to, co cię czeka. - uśmiecha się lekko i zadziornie po czym wychodzi zostawiając mnie całkiem zdezorientowaną.
Spoglądam na prowiant.. Brzuch daje się we znaki, ale nie jestem przekonana co do tego gestu. Mógł coś dosypać do kawy, albo do jajecznicy. Wolę słyszeć burczenie mojego brzucha niż później cierpieć z bólu, bo coś mnie zżera od środka i nie mówię już o pustce, która towarzyszy mi od kilku godzin. Jestem wyczerpana, a tak kawa za bardzo kusi. I to jeszczd kawa waniliowa - jedna z moich ulubionych kaw.
Z drugiej strony miło, że pomyślał o mnie i zrobił mi jedzenie. Chciał umilić mi ostatnie momenty z nim, abym dobrze go wspominała zanim zacznie się koszmar i odda mnie w inne ręce zapewne gorsze niż jego. Czujecie ten sarkazm?
- Tak.. Dziewczyna żyje, jest z nią wszystko w porządku.. Co? Nie... Wiem, że się mnie boi i niech tak pozostanie. Szefie... - tutaj sję zacina - Daj mi 5 dni i będziesz ją miał całą, zdrową. Nie, jeszcze go nie było. - kogo? - Co?! Mam ją ze sobą zabrać?! Po co? Będzie mnie tylko spowalniać i w każdej chwili może mi uciec. - z kim on rozmawia? - Ale... - chyba jego rozmówca się rozłączył, bo wyklina na niego. Drzwi z wielkim hukiem się otwierają przez co cofam się do tyłu.
- Masz 10 minut na ogarnięcie się. Ubierz coś ładnego, nie chcę żebyś narobiła mi wstydu. - wzdycha, gdy widzi, że nie tknęłam jedzenia - Zjemy coś na mieście. - mówi bardziej do siebie niż do mnie. Wychodzi zostawiając drzwi otwarte.
Mam tylko 10 minut, mam się ubrać ładnje, żeby nie było wstydu? To ja powinnam się wstydzić, że go poznałam!
Ugh.. Czasu nie cofnę. Wstaję, biorę czarne rurki, białą koszulę z rękawami do łokci. Szybko zdejmuję tamte ubrania i kłade je niechlujnie na łóżku, a zakładam świeże. Robię tylko drobne poprawki przy make-upie, rozczesuje włosy.
- Chodź już! - warczy. Może obmyślę jakiś plan ucieczki? Chociaż wątpię, żeby mi się udało uciec od niego. On jest jak jakiś bumerang. Rzucasz nim jak najdalej i najwyżej, a dwa razy szybciej wraca do ciebie. Ciekawe gdzie mnie zabiera....
***
Od ponad 20 minut stoimy w odludnionym miejscu w parku, a od 5 minut Harry się niecierpliwi. Na kogo czekamy? Tak czy owak ten spóźnialski działa mu na nerwy, widać to na kilometr. A ja muszę marznąć. Szczerze? Wolę siedzieć zamknięta na tysiące spustów w czterech ścianach niż stać tutaj i marznąć. Nawet nie rozumiem tego, że miałam skę jakoś uporządkować, a i tak mam płaszcz. Gdzie tu logika? Moje przemyślenia przerywa ochrypły głos bruneta.
- No nareszcie! Ile mam kurwa czekać?! - wrzeszczy - Nienawidze jak ktoś się spóźnia.
- Taaa, też się cieszę, że cię widzę. - ten ktoś wywraca oczami i wyciąga białą kopertę. - Najpierw pokaż dziewczynę, później kasa. - jak na zawołanie zostaję popchnięta dość mocno do przodu przez co prawie upadam na tors nieznajomego. - No, no, no... Ładna jesteś, wiesz? - dotyka mój policzek, a ja szybko się odsuwam - Oh, przepraszam. Gdzie moje maniery, nie? Heh.... Jestem Stave, a ty pewnie ta Diana Pain, racja? Oh, zazdroszczę ci. Gdybym to ja wykonywał misję szefa, już dawno by nas tu nie było. Co chwila dostawałaby przyjemności ode mnie. - mówiąc fo przybliża się do mnie, na co ja automatycznie cofam się do tyłu i stykam z ciałem Harry'ego. Pewnie dostrzega w moich oczach wielkie przerażenie.
- Zostaw ją, albo odstrzele ci łeb. - syczy mój jakże to wielki obrońca.
- Spokojnie, ja się tylko z nią droczę.
- To lepiej tego nie rób.
- Dobra. - prycha - Masz tu część działki. - podaje mu kopertę - Do zobaczenia Styles, żegnaj skarbie. - odchodzi. Czyli nasz Harry ma na nazwisko Styles? Jak styl, ale w liczbie mnogiej? Ciekawe jak dobrze zna się na modzis i stylu. W końcu nie na daremno ma to nazwisko, nie?
- Dupek.. - syczy. Spoglądam na niego. Jest o głowę wyższy ode mnie, ma bardzo wyrazisty zarys szczęki, malinowe usta, zadbana cera, zielone oczy no i loki. Nie wyglądają na typowo układane. Założę się, że je tylko przeczesuje raz rano i już po kłopocie. Gdyby tak spojrzeć, wydaje się ładny. O BOŻE. Co ja gadam? Ktoś, kto mnie uprowadził ma być ładny? Coś ci się pomyliło.
- Długo tak będziesz na mnie patrzeć? - pyta z lekkim rozbawieniem. No w chuj śmieszne.. - Widziałem, że nic nie zjadłaś. Aż tak mi nie ufasz? Oh... Gdyby to ode mnie zależało, dawno bym to zrobił, ale nie mogę. Na razie... - ostatnie zdanie zbija mnie z tropu. Miałam to usłyszeć czy nie? - W takim razie, żeby nie było, że ci nie daję jeść idziemy do restauracji. - nawet cieszę się, że akurat tam idziemy. Będzie dużo ludzi, będę miała pewność, że nie mieszał nic w daniach.
Wolnym krokiem idę za nim. Moim oczom ukazuje się Big Ben. Czyli jesteśmy w Londynie?! Wziął mnie do Londynu? Nigdy tutaj nie byłam.. Zawsze chciałam tu przyjechać, zamieszkać z dala od Holmes Chapel, gdzie mam nieprzyjemne wspomnienia.
- Panie przodem. - mówi Stol... Nie, Styles.. Mówi Styles otwierając przede mną szklane drzwi restauracji. Wywracam oczami na jego gest i od razu tego żałuję. Mocno zaciska rękę na moim prawym ramieniu.
- Nigdy. Tak. Nie. Rób. Nienawidzę tego. - syczy i wpycha mnie do środka. Zajmujemy stolik jak najdalej od tego zamieszania, które tutaj panuje. Kątem oka spoglądam na Styusa.. Stylesa! Ugh.. Przysięgam, że gdybym go nie znała, uznałabym, że jest albo modelem albo projektantem mody albo obydwoma na raz. Jest ubrany w identyczne czarne rurki, białą koszulę na guziki i rękawami do łokcia i obydwoje mamy brązowe botki. No to pięknie....
- Uroczo państwo wyglądają. Widać, że zakochani. - wzdycha jakaś staruszka. Czuję się dziwnie... Gdyby tylko mogła znać prawdę....
- Dziękujemy. Kocham ją całym swoim sercem i nie wyobrażam sobie życia bez niej. - w co on pogrywa?
- Życzę szczęścia. - gdy kobieta odwraca się od nas, Styles piorunuje ją wzrokiem. Brawo, Diana! Pamiętasz jego nazwisko.  Widać, nie podobało mu się to tak samo jak mi to po co to pogrążał?
Chwilę po, gdy zajmujemy miejsca pojawia się kelnerka. Gdy tylko widzi Harry'ego, poprawia swoją koszulkę ciągnąc ją w dół. Gosh... Ona nawet nie ma piersi!
- Co państwo zamawiają?
- Dwa razy sałatkę grecką. - mówi oschle do niej, ale ona nie zdaje się tego zauważyć.
- Czy coś do picia?
- Białe wino i tak na przyszłość, nie eksponuj czymś czego i tak nie masz. - śmieje się, na co oburzona tleniona blondynka odchodzi. Próbuję się nie śmiać, ale nie wychodzi mi to.
- Ty masz lepsze piersi od niej. - mówi, a ja o mało co nie krztuszę się własną śliną. Nie wierzę, że to powiedział. A jednak..

Wiem, wiem.. Katastrofa jakaś. Nic się zbytnio nie dzieje, nie miałam pomyślu na ten rozdział. Muszę jakoś przyspieszyć akcję. :D
Jeśli komentujesz z anonima, to podpisz się, ok? Chcę wiedzieć, kto moje wypociny czyta. ;_;
Z jednej strony cieszę się, bo ponad 200 osób przejrzało rozdział 12, lecz z drugiej strony jak na taką liczbę było 5 komentarzy. ;////
Zależy mi na tym blogu i chciałabym go pociągnąć do końca.
7 komentarzy = next 

8 komentarzy:

  1. Przyjemnie się czyta, czekam na kolejny rozdział :)
    Jeśli masz ochotę po wpadnij do mnie one-direction-4u.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przejmuj się :) Akcja w końcu się rozwinie. Zniecierpliwona czekam na 14! :*
    Vicki xo

    OdpowiedzUsuń
  3. Obiecuje że bede komentowac :D
    Rozdział suupi! Chce nn! Nw jak sie podpisac xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej! Przepraszam, że dopiero teraz, ale mam urwanie głowy i zbytnio i tak nie mam czasu na komentowanie...
    Rozdział moim zdaniem świetny! Nie wiem, dlaczego Ty uważasz inaczej. Mimo iż nie dzieje się tu żadna wielka akcja. Przecież nie zawsze musi się coś dziać! :D
    Z niecierpliwością czekam na next! ♥
    Życzę duużo weny ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette