środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 14

Przeczytajcie notke pod rozdziałem! :)
------------------------------
Harry Styles. Styles Harry. Harold... Czy mi się zdaje czy ja go skądś kojarzę? Nieee, pewnie nie... A może? Sama już nie wiem.. Głowa zaczyna mnie boleć od tego ciągłego myślenia.
Nie wiem ile minęło odkąd jestem zamknięta w pokoju. 2 bądź 3 dni? Tak gdzieś około. Mój codzienny rytuał polega na wstawaniu, ogarnięciu się, próbowaniu zjeść czegoś co i tak mi nie wychodzi. Jak już to Styles zamawia dwie pizze. Bardzo twórcze... No i oczywiście na spaniu. Czasami może włączę telewizję, żeby posłuchać co się dzieje na świecie. Jak mam być szczera, to czuję się jak jakaś świnka morska, która tylko je, pije, załatwia się i śpi. Tak mogę opisać swój nowy styl życia.
Styles... Co do niego, jest zwykłym dupkiem. Od początku wiedziałam, że coś z nim jest nie tak. Myśli, że wszystko może. Jak on to uznał chyba wczoraj 'Ja mam swoje zasady i ich się trzymam. Reszta mnie nie obchodzi.'. Skoro reszta go nie obchodzi, jakby zareagował na wieść, że coś złego przytrafiło się jego rodzinie. Jeśli ją w ogóle ma. Gdybym miała takiego syna, najprawdopodobniej bym się go wyrzeczyła. Albo zabił swoją rodzinę albo wyrzucili go z domu albo on odszedł albo faktycznie się go wyrzeczyli. I która propzycja jest prawidłowa?
Nagłą ciszę przerywa dźwięk przekręcanych kluczy. Od razu patrzę w tamtą stronę, gdzie po chwili zza drzwi wyłania się postać Harry'ego. Nie wiem co on ma takiego w sobie, że wszystkie moje mięśnie się napinają, a serce bije z prędkością światła.
- Pakuj się. Jedziemy. - oschły jak i lekko ochrypły głos chłopaka odbija się echem w moich uszach.
- Gdzie jedziemy? - dziwię się, że bez żadnego trudu wypowiadam te słowa.
- Nie ważne. Masz 10 minut. - trzaska drzwiami, a ja ciężko wzdycham.
Zaraz, parę dni temu wspominał coś o Los Angeles.. Tam jedziemy? Taki kawał drogi? Geografia zawsze była, jest i będzie moją słabością. Tam w LA jest ciepło czy zimno?
Wstaję z łóżka, rozciągam się rozluźniając w ten sposób ciało i udaję się w kierunku torby, która niechlujnie leży w kącie.  Nie dbając o porządek w niej, wrzucam wszystko do środka. Rozglądam się po pomieszczeniu i upewniam się, że wszystko mam. Telefon i słuchawki chowam do kieszeni spodni. Dziwię się, że takie rzeczy mam przy sobie. Czy nie ma tak, że tacy ludzie jak on zabierają wszystko porwanym ludziom? Że ja nawet nie próbuje działać, uciekać, że jeszcze jestem spokojna i nie panikuję. Czyżby cisza przed burzą?
- Chodź już. - warczy.. Boże, co ja mu zrobiłam pytam się chyba po raz milionowy. Jakby nie mógł wziąć kogoś innego tylko mnie!
Żeby nie sprawiać dla niego kolejnych problemów, posłusznie biorę torbę i wychodzę zamykając za sobą drzwi. Puszcza mnie pierwszą w drzwiach. Jaki dżentelmen, patrzcie no go! Zamyka cały apartament i mnie wyprzedza szturchając. Skończyła się chwilowa dobroć. Co ty sobie myślałaś? Że od tak zmieni stosunek co do ciebie? Głupia Diana... Nawet tego nie chcę.
- Dziękujemy i zapraszamy ponownie. - mówi na oko 30-letni mężczyzna i puszcza mi oczko.
- Ona jest moja, więc wara od niej. - słyszę jego głos i ciągnie mnie za rękę w stronę wyjścia. Przy okazji spoglądam na mężczyznę przepraszającym wzrokiem, na co przytakuje lekko.
Idziemy na tyły hotelu. Czy on zawsze musi parkować inaczej niż normalni ludzie? Zaraz, nie.. Wróć... On nie jest normalny.
- Daj swoją torbę. - grzecznie mu podaje, a on jak gdyby nigdy nic rzuca nią do bagażnika. To się nazywa mieć tupet. - Siadaj z przodu. Muszę mieć cię na oku. - wchodzimy w tym samym czasie do pojazdu, zapinamy pasy i wyjeżdżamy spod hotelu. A teraz gdzie jedziemy? Na lotnisko? Do LA?
- Opowiedz mi coś o sobie. Chcę wiedzieć o tobie więcej niż dotychczas. - że co? Co ja mam mu niby powiedzieć? - Pewnie się zastanawiasz co mogę o tobie wiedzieć, prawda? Otóż... Nazywasz się Diana Sophia Pain, urodziłaś się 15 lipca 1994 w Holmes Chapel. Tego dnia była cholerna burza i tak przez 3 kolejne lata w dniu twoich urodzin. Przez te wydarzenia, boisz się burz i piorunów. Niby cicha, nieśmiała, skryta w sobie, a ja widzę odważną i seksowną dziewczynę. Masz bulimię, tniesz się. Czasami miałaś myśli samobójcze. Nie masz znajomych, uważasz się za najgorszą osobę świata i muszę się z tym zgodzić. - prycha, a ja patrzę na niego z niedowierzaniem. Prawie wszystko się zgadza oprócz jedzenia. Nie mam bulimii! Fakt, nie jestem wielką fanką jedzenia, ale nigdy go nie zwracam. Jestem cicha, czasami mi coś odwala. Tobie zawsze coś odbija. - I masz zaburzenia psychiczne. Słyszysz głosy o których ponoć tylko ty wiesz, lecz tak nie jest. - skąd on tyle wie na mój temat? Kto mu powiedział? Mama? Nie, ona napewno nie. Chciała mnie przed nim bronić, prawda? Albo jednak nie.. Nie mówiłam mamie o tych głosach w mojej głowie. Sama nawet nie chcę przyjąć tego do wiadomości, że mogę być chora psychicznie.
Czuję jak auto się zatrzymuje co nie powiem dziwi mnie to bo minęło z 10-15 minut odkąd ruszyliśmy. Patrzę przed siebie i widzę długi rząd aut przed nami. No pięknie, jesteśmy w korku. Los nie jest po mojej myśli.
- Los jest po mojej myśli. - uśmiecha się patrząc w to samo miejsce co ja. Czy on czyta mi w myślach? - Powiesz coś czy mam cię zmusić? - mówi już ze złością. Oho, rozzłościłam demona!
- Coś.. - mamroczę z nadzieją, że tego nie usłyszy. Mylę się. Spuszcza wzrok na kierownicę, aby po chwili spojrzeć na mnie. Jego tęczówki są ciemne, pełne złości. Swoją prawą ręką obejmuje moje obydwa policzki i je mocno zaciska, a ja wydaję cichy jęk.
- Nie zadzieraj ze mną ja ci radzę. - spuszcza wzrok na wysokość moich piersi. Oblizuje usta i przygryza dolną wargę. Co to ma być? - A więc zapytam się ciebie jeszcze raz... Powiesz coś? - no dalej.. Muszę coś powiedzieć. Zdejmuje rękę, a ja czuję ulgę.
- Nie mam bu-bulimii.. - wysilam się na jakiekolwiek słowa. Wiem, że teraz to dla niego oznacza, że się poddałam.
- Ja wiem swoje. Czemu się tniesz? Tylko nie mów, że przez rodzinę, bo to miałaś normalne. - w jego głosie mogę dostrzec smutek? Nie przesadzaj, tacy jak on nie wiedzą co to uczucia. A tak w ogóle to wolę określenie 'samookaleczanie' niż 'cięcie się'.
- Przez nich. - wzdycha głośno, a pojazd powoli się porusza. Jest całkiem skupiony na autach przed nami. - Gdzie jedzzziemy? - zdobywam się na odwagę, wow! Co się z tobą dzieje? Nie wiem..
- Brawo.. Chcesz nawiązać ze mną kontakt. - śmieje się. Nie, nie, nie! To nie tak ma być. - Otóż, jedziemy na lotnisko do Los Angeles, gdzie będzie czekał na nas mój szef. Jak tylko będziesz chciała to mogę cię przelecieć w kabinie w samolocie na poże...
- Nigdy, a zwłaszcza z tobą! - wybucham nagle. Czekam na jego reakcję. Ten tylko się zaśmiewa z cicha. Oddycham z ulgą, która nie trwa długo.
Gwałtownie skręca w prawo i się zatrzymuje.
- Na mnie się nie krzyczy. - mówi ze złością, a zarazem i spokojem. To tak się da?
- Czemu nie jeddziesz? - zaraz pewnie pożałuję tych słów, bo może odebrać to jako rozkaz. Brawa dla mnie. Styles patrzy na mnie z rozbawieniem. Co ja takiego śmiesznego powiedziałam?
- Jesteśmy na lotnisku. Czekaj tu. Nie wychodź. - wychodzi z samochodu, obkrąża je i po chwili znajduje się obok drzwi po mojej stronie. Otwiera je i wyciąga rękę. Czy ja śnie? Czy to jakiś żart? Powoli odpinam pas bezpieczeństwa i chwytam jego rękę. Co ja do cholery robię?! Z bagażnika bierze nasze torby. O dziwo nie daje mi mojej i kierujemy się w stronę wejścia na lotnisko.
- Masz tu klucze. Za tydzień widzę Gemmę z powrotem. - kogo? Kto to jest Gemma? Jego dziewczyna?
- Masz to jak w banku! Tam gdzie zaparkowałeś, tam będzie stać jak wrócisz. 'Gemma' będzie czekać. - mówi jakiś chłopak robiąc cudzysłów w powietrzu, na co się uśmiecham.
- Wal się. - odpyskuje mu Styles z rozbawieniem. Czyli może być dla kogoś miły? - Chodź za mną. Tylko się nie zgub. - aż taką niezdarą nie jestem, nie?
Idziemy w stronę bramek, gdzie następnie nasza dwójka jak i nasze torby zostają sprawnie przeszukane czy nie mamy narkoryków czy Bóg wie czego. Ja mam czyste konto, nie to co osobnik obok mnie...
- Czyści. Następni! - zostaję popchnięta przez bramkę o mało co nie wpadając na plecy Stylesa.
- Wystarczy powiedzieć, że na mnie lecisz. Nie dziwię ci się. Gdybym był tobą, też bym marzył o mnie. - odwraca się do mnie na pięcie. Wiem, że to mówiłam, ale on ma z 2 metry jak nic! A jego wysportowane ciało można z łatwością dostrzec poprzez przebijający się materiał koszuli. I te zielone oczy. Może i hipnotyzują, ale ja wolę niebieski kolor tęczówek, takie jakie ma Niall.
O kurwa... Sztywnieję. Przez ten cały zament zapomniałam o Niallu! O cholera i co teraz? Bo oprócz paniki nic nie potrafię zdziałać. Mój telefon..
- Albo go wyłączysz, albo włącz tryb samolotowy. - ignoruję go. To, że nigdy nie leciałam samolotem nie usprawiedliwia mnie, że nie wiem co mam robić. - Chodź już, bo mnie spowalniasz. - ściska mnie mocno za nadgarstek i ciągnie za sobą. Krzywię się, bo z każdym krokiem jego chwyt staje się mocniejszy. On to robi specjalnie czy co.
Mija z 40 minut, gdy wchodzimy do samolotu. Nigdy nie przypuszczałam, że to może tyle zająć!
- Bilety poproszę. - mówi jakaś kobieta. Styles wyciąga z portfela (wow) dwa kawałki papieru i nasze paszporty. Nie obchodzi się bez tanich zalotów do Loczka. Co? Loczek? Serio głosie? Przepuszcza mnie jak na dżentelmena przystało i kieruje mną w odpowiednie miejsce.
- To tutaj. Nasze miejsca. Idź pierwsza. - siadam obok okna i nawet się cieszę. Gdy tylko wylądujemy obiecuję sobie, że zadzwonię do Nialla, ale ciekawe jak skoro nie mam jego numeru. Brawo po raz kolejny!
Włączam tryb samolotowy, wchodzę w muzykę, zakładam słuchawki do uszu i zamykam oczy. Może coś mi się przyśni? Ten chłopczyk wydaje się być nawet ładny. Moja wyobraźnia...
- Dobranoc, skarbie. Piekło się zaraz zacznie. - szepcze mi do ucha najpierw wyjmując jedną słuchawkę, a po chwili moje mięśnie się napinają pod dotykiem jego ust na swojej szyi i ustach. Otwieram oczy. Jak zwykle rozradowany. Mi nie jest do śmiechu. Ale ma miękkie usta..
- Śpij dobrze. - całuje mnie po raz ostatni i przgryza moją dolną wargę.
No teraz to na pewno nie zasnę. Chcę jeszcze raz...


I tak oto jest kolejny rozdział! Coraz bliżej tego tajemniczego szefa... ^^ Jak myślicie, co będzie z Niallem? 
Wpadłam ns pomysł, aby założyć drugiego bloga z fanfiction ale o.. Uwaga.... O Neymarze! Więc jeśli ktoś jest zainteresowany to tutaj macie bloga. To też wiąże się z dodatkową robotą, więc spodziewajcie się rozdziałów trochę później .xx
*motywacja*
next = 5komentarzy :)

6 komentarzy:

  1. O Boże cudny juz nie mogę się doczekać *,*

    @hazza_bitsch

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuper *.* czekam na następny nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej
    Świetny blog, bardzo wciągający!
    Czekam na kolejny rozdział!

    Zapraszam do siebie, mam nadzieję, że wpadniesz i skomentujesz!

    saveyoutonight-louistommo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette