sobota, 9 maja 2015

Rozdział 17

 Przeczytajcie notkę pod rozdziałem, ważne! 

---------------------------------------------------------------------

- Wiem, ze znamy sie kilka dni, ale chce ci to dać. - chłopczyk ofiarowuje srebrny naszyjnik, na którym wisi medalik w kształcie papierowego samolociku. 
- Ale.. ja dla ciebie nic nie mam. 
- To nic nie skodzi. Mose kiedyś jak bede cie mijał i sobace ten nasyjnik to bede wiedział, ze to ty. 

Ja wiem, że śnię, jeśli to jest sen. Jestem ... nie wiem gdzie jestem. Nie ma tu innego dominującego koloru niż biały, to pomieszczenie jest wielkie. Nie widzę końca. A może ja umarłam? ON mnie zabił i teraz jestem w niebie? Albo raczej w piekle, bo do nieba idą tylko ci , co są posłuszni i wspaniali, a ja taka nie jestem. Pozostaje jeszcze czyściec albo izolatka?
Zamykam oczy, zaciskam pięści bardzo mocno. Próbuję się skupić, próbuję znaleźć się gdzieś indziej byle by nie być tu dłużej. 
Otwieram oczy i.... jestem w domu. Nie swoim, Jego domu. Jest kompletnie cicho, ale zaraz... Nie, nie jestem sama. Ktoś tu też jest.. Słyszę dźwięki dobiegające z drzwi do jak mniemam piwnicy. Po cichu podchodzę do celu hałasu i je otwieram. 
- No wejdź, skarbie. Czekałem na ciebie, wiesz? - całe moje ciało sztywnieje na ten głos. - Powiedziałem chodź tu! - podskakuję i nie wiem co robić. Pomału, powoli, stopień po stopniu.. Gdy jestem już wystarczająco nisko, drzwi się zamykają. Serce bije sto razy mocniej, gdy widzę różne narzędzia kuchenne jak i ogrodnicze. Od małego nożyka po sekator i worki na śmieci. 
- C-co tuu sie-się dziejj-je? - moje usta drżą niebezpiecznie. Chce mi się płakać, ale nie mogę. On chce, żebym się przełamała. 
- Oh, nic skarbie. Ja to zrobiłem dla naszego dobra.. 
- Słyszysz mnie? - kto to powiedział?
- Dla mojego dobra...
- Obudź się!
- Rozpoznajesz tą osobę? - postura Stylesa odsłania mi metalowy stół. Patrzę na niego z przerażeniem, a on jedynie zachęca mnie, abym podeszła bliżej. Przełykam głośno ślinę i podchodzę do stołu. - Wiesz kto to?
- Diana!
- Ty tego nie zrobiłeś.. Nie... Nie mogłeś... - szepczę zakrywając sobie usta ręką. On zabił mojego ojca. Całe jego ciało jest obdarte ze skóry, z wyjątkiem twarzy; pokroił go jak jakieś mięso na święta... 
- Owszem, zrobiłem. Teraz twoja kolei... 
- Obudź się do jasnej cholery! - obraz mi się zamazuje. Ostatnie co widzę to Jego idącego w moją stronę z piłą łańcuchową.
- Zostaw mnie! - krzyczę i szybko wstaję. Niestety upadam na podłogę. Nie wiem co to było. To było okropne! Nikomu nigdy nie życzę takiego czegoś. Ten sen był zbyt realny, wszystko było zbyt realne.
- Wszystko ok? - odwracam głowę w stronę człowieka, który przed chwilą mi się śnił. Idzie do mnie. Od razu czołgam się do kąta, kolana daje pod brodę.. Wybucham płaczem.. To on jest potworem, nie ja.. On spowodował śmierć mojej mamy, on posiatkował mojego ojca, ja będę następna. Z każdym jego krokiem w moją stronę, trzęsę się coraz bardziej. - To był tylko sen. Nic ci się nie dzieje. - gdy czuję jego dotyk na swoim kolanie, wzdrygam się i jak to możliwe, odsuwam się od niego w bok.
- Z-zabbijjjesz mn-nie.. - mówię półszeptem dławiąc się łzami.
- Co ty mówisz? Nie mogę, ej.. Co się dzieje? Co ci się śniło? - dopiero teraz czuję odwagę, aby móc spojrzeć na niego. Jego oczy są przerażone, ale na pewno wyglądają lepiej od moich teraz. Czym on się martwi? - Nie bój się. Jesteś tutaj bezpieczna, póki jesteś ze mną jesteś bezpieczna. - zbliża się do mnie i szybko mnie obejmuje.
- Proszę, zostaw mnie! Nie dotykaj mnie! Nie chcę! Nie zabijaj mnie! Proszę... - gdy tylko wzmacnia uścisk, moje oczy zalewają się już całkowicie łzami.
- Uspokój się! Nie chcę cię zabić. - przestaję się szarpać, bo to i tak nie ma sensu; jest za silny. - O właśnie, o to chodzi. Teraz weź głęboki wdech i wydech. - robię to co mówi. Gdy jest spokojny, jego głos jest o wiele milszy, milej się go słucha. - Powiesz mi co ci się śniło? - bez żadnego zastanowienia kiwam przecząco głową. - Spójrz na mnie jeszcze raz. - usadawia mnie na swoich kolanach i przekręca moją głowę do jego - Czy to ja jestem powodem twojego zachowania? Czy to ja byłem w twoim śnie? - kiwam lekko głową, na co on się lekko uśmiecha. On się nie zmienił, on udaje takiego miłego. On przyczynił się do śmierci mojej matki, a kto wie czy nawet nie i ojca? - Sorry, nie chciałem się uśmiechnąć, tylko to jest śmieszne... Dobrze wiesz, że ci nic nie zrobię, a jednak tak reagujesz.
*Harry*
Nie powiem, że nie satysfakcjonuje mnie to, że to ja jestem powodem jej koszmarów, ale z drugiej strony coś ją bardzo gnębi i tu już nie mówię o mnie tylko o śnie. Jestem tak cholernie ciekawski, o czym śniła, że gdybym tylko mógł sprawdzić, zrobiłbym to od razu.
- Powiesz coś jeszcze czy jednak nie? - kiwa przecząco po raz kolejny. Jak widać, jestem na straconej pozycji. Nic z niej nie wyciągnę. No nic, zostaje mi tylko doprowadzić ją do normalnego stanu, bo teraz jak na nią patrzę wygląda jakby z psychiatryka uciekła. Gdybym jej nie znał, bez zastanowienia tak bym stwierdził. Ale pytanie jak? Jak mam ją doprowadzić do normalności? Podstęp... Moje drugie ja mówi dobrze. Mogę poudawać przy niej najmilszego Harry'ego na jakiego mnie stać, a gdy wszystko z nią będzie okej, bajeczka się skończy. Może to trwać nawet rok, żeby tylko ją zniszczyć. Takie coś już raz robiłem w samolocie. Była wtedy taka naiwna i nadal jest.
- Chcesz coś do picia? - pytam głaszcząc górną część jej pleców. Wydaje ciche 'yhy', że ledwo co ją słyszę. - A co takiego?
- Herbat-ttę..
- Chcesz iść ze mną? Żebyś później nie myślała, że ci dodałem jakiejś trucizny czy coś. Chodź, pomogę ci wstać. - opieka nad nią będzie łatwa. To tak jak z dzieckiem, chociaż dzieckiem nigdy się nie opiekowałem.
Muszę ją podtrzymywać, bo nie potrafi samodzielnie ustać na nogach. - Dobra, to i tak nie ma sensu. - mówię i podnoszę ją. Jedną rękę daję pod tyłek, a drugą pod plecy. Przez chwile się szarpie, ale wie, że ze mną nie wygra. Ja tu dominuję, nie ona. Schodząc po schodach, jej ciało się napina, zaczyna się trząść. Co z nią nie tak? - Co ci?
- N-nic.. - będę żądał wyższej zapłaty od szefa. - Co-co tam jest? - wskazuje na małe, białe drzwi pod schodami.
- Piwni....- ledwo co kończę zdanie, a Diana już mi się wyrywa. Czyli tu chodzi o piwnicę i o mnie. - Śniło ci się coś z piwnicą? - pytam na cały dom, ale zero odpowiedzi. Do szału mnie zaraz doprowadzi, a to nie będzie miłe dla niej. Wchodzę do salonu, nic; łazienka, też; w kuchni słychać szloch, więc tam idę. Okrążam wysepkę i widzę ją siedzącą na ziemi.
- Zostaw to! - wyrywam jej z ręki nóż kuchenny. - Kompletnie ci odwaliło?! Nie możesz się zabić! - krzyczę po niej, nie zastanawiając się, że nie poprawiam jej stanu, lecz go pogarszam.
- Zabiłeś moją mamę, tatę, a teraz mnie chcesz! - krzyczy dławiąc się własnymi łzami.
Zamykam oczy i robię głębokie wdechy. Muszę się uspokoić.. Zrób to dla kasy.. Tak, tak też zrobię. Zauważam, że przez ten cały czas trzymam w ręce nóż, który jej zabrałem. Dlatego mówiła, że chcę i ją zabić. Potrząsam głową w celu pozbycia się dramatycznych scen związanych z dziewczyną i kucam przy niej. Najpierw ją próbuję uspokoić co mi za dobrze nie wychodzi, a po chwili przyciągam ją do siebie i usadawiam na kolanach. Kołyszę nami w przód i w tył, głaszczę jej plecy. Dziwi mnie jej zachowanie, bo bez żadnego sprzeciwu wtula się w mój tors mocząc przy tym moją ulubioną koszulę.. Nie denerwuj się, łzy mi nie pobrudzą koszuli.. Wypierze się. 
- Lepiej? - pytam po 5 minutach ciszy. Nie odpowiada tylko jeszcze bardziej tuli się do mnie.
- Hej, hej, bo mnie tu udusisz. - śmieję się, a ona reaguje spoglądając na mnie załzawionymi oczami. - No co?
- Tyy... ty się śmm-miejjesz... - mówi bardziej twierdząco niż pytająco.
- Ja też jestem człowiekiem...
- .... I maszyną do zabijania i gwałcenia.. - szepcze, a we mnie się już gotuje. W normalnych okolicznościach dostałaby w mordę jak wcześniej, ale nie teraz.  Nie mogę, muszę się powstrzymać.
- Ty niczego nie rozumiesz.. - mówię jeszcze ciszej patrząc przed siebie.
Nie wiem ile tak siedzimy, ale wiem, że czuję się coraz to bardziej niezręcznie. Nigdy nie trzymałem w ten sposób żadnej dziewczyny i to nie chodzi już o sytuacje taką i taką tylko ogółem.
- To chcesz tej herbaty czy nie? - lekko kiwa głową. Jestem zmuszony wstać ciągnąc ją za sobą. Usadawiam ją na jednym z krzeseł wokół wyspy i robię jej herbatę, a sobie kawę. Muszę się odstresować.
*Diana*
Ja.. Ja nie wiem co myśleć.. On mnie zaskoczył tym gestem. Krzyczał jak zobaczył nóż przy moim nadgarstku, tylko wtedy, a tak to przez cały ten czas jest milusi jak baranek. Może czasem zdarzy mu się powiedzieć coś groźniej, ale po chwili jest już ok. Nie wiem co mam o nim myśleć. Nie ważne jak się będzie zachowywał wobec mnie, to jest ten sam potwór co mnie uderzył, porwał. Jestem też ciekawa co on zamierza ze mną robić przez te niezliczone dni sam na sam.
Teraz jest tyłem do mnie. W tle gra cicha muzyka, dzięki czemu kołysze się na boki. Chce mi się aż śmiać.
- Możesz przestać się na mnie patrzeć? Ja wiem, że jestem seksowy, ale bez przesady. - śmieje się, i to jest kolejna rzecz, która mnie w nim zadziwia. Jak taka maszyna do zabijania i gwałcenia może się śmiać, normalnie żyć, wiedząc, że zabił tyle i tyle ludzi albo zgwałcił tyle i tyle kobiet.
Przenoszę swój wzrok na miskę pełną owoców, później na różne szafki, zmywarkę, okna, na wszystko patrzę tylko nie na niego. Choć go nie widzę to wiem, że on na mnie patrzy.
- Masz i pij. Jak się czujesz? - siada obok mnie, a ja czuję jak cała się spinam. Jest za blisko. I tak cię przytulał. Wtedy nie wiedziałam co robię i nadal nie wiem. Gdyby mi tak zależało, dawno bym się zabiła. Przecież to nic trudnego przejechać raz, a porządnie żyletką po nadgarstku, ale dlaczego tego nie robię tylko męczę się na tym świecie nie mając nikogo obok? - Odpowiesz czy nadal będziesz milczeć? - wzruszam ramionami i słyszę jego ciche westchnięcie.
- Co-co masz w piw-wnicy? - pytam szeptem patrząc na kubek z herbatą.
- Twój sen dotyczył piwnicy i mnie, tak? - gdy przez dłuższy czas nie odpowiadam, kontynuuje - Chcesz, to możemy iść zobaczyć. - patrzę na niego jak na jakiegoś głupka, którym i tak jest. - Spokojnie, będę przy tobie. - unosi ręce do góry w geście obronnym. - Idziemy? - pyta, wstaje z krzesła, wyciąga w moja stronę rękę i się lekko uśmiecha. On ma dołeczki. Za bardzo to do niego nie pasują.
Niezbyt przekonana chwytam jego dłoń, zeskakuję z krzesła i idę za nim w stronę miejsca, którego już nigdy nie będę lubić. Z każdym kolejnym krokiem robi mi się słabo, moje usta drżą tak samo jak i ciało. Styles to chyba wyczuwa, bo pociera kciukiem powierzchnię mojej dłoni. Moje myśli mnie przerastają. To nie prawda, ja żałuję, że poznałam kogoś takiego jak on!
- Gotowa? - kiwam przecząco głową. Nie czeka na nic tylko otwiera drzwi i wpycha mnie do środka. Zaczynam krzyczeć i chcę zawrócić, ale jest zbyt duży, abym mogła go uniknąć. Światło się zapala i wzdrygam się. Między moją, a jego twarzą są zaledwie 2 centymetry. Zamierzam coś powiedzieć, ale uniemożliwia mi to pocałunek. Chcę z nim walczyć, ale po co jak i tak przegram. Gdy uchylam lekko usta, Styles od razu wykorzystuje sytuacje i wpycha do środka swój język. Na początku się sprzeciwiam, ale później oddaję pocałunek. Nie wiem czemu.  Jesteś taka głupia..
Gdy odrywamy się od siebie, nie mogę złapać tchu. Spoglądam na niego, jego wyraz twarzy mówi sam za siebie. Podobało mu się to i na jednym takim incydencie nie poprzestanie. Tobie też się to podobało, tylko nie chcesz się do tego przyznać. 
- Podobało się? - nie wiem co odpowiedzieć. Jeśli powiem 'tak', zrobi to jeszcze raz, a jeśli powiem 'nie' będzie mi cały czas mówił, że kłamię i, że on wie, że chcę więcej.
- Czemmu? - wzrusza ramionami.
- Chciałaś zobaczyć piwnicę, więc chodź. - mówi jak gdyby nigdy nic. Tak po prostu zmienia temat ignorując to, co przed chwilą zaszło. Może dramatyzuję, bo ja jestem niczym, a on jest mordercą, ale tak czy owak jestem dziewczyną z uczuciami, których już w ogóle nie odróżniam, więc mam prawo być na niego wściekła, ale nie jestem. Nienawidzę go. - Jeśli myślałaś, że przechowuje tutaj trupy to się myliłaś. Już dawno zostałbym nakryty. Więc, skoro nie chcesz mi powiedzieć, co ci się dokładnie śniło, może pójdziemy na górę i obejrzymy coś? - gdybym teraz coś piła, wyplułabym to albo bym się krztusiła.
- Ja wollę iść do ppokoju. - czasami muszę przemyśleć to, co zamierzam powiedzieć. Chcę iść do pokoju pobyć sama, ale pan Styles tego ewidentnie nie rozumie. Sam wyraz jego twarzy wyraża to, czego nie powinien. Jego mózg inaczej to zinterpretował niż zamierzał. Jeśli w ogóle ma takie coś co nazywa się mózgiem.
- Pozwolisz bynajmniej, abym cię odprowadził? Obiecuję, że cię nie dotknę! Masz słowo gangstera. - szybko mnie odprowadzi i będę miała spokój.
Wychodzimy z tego okropnego miejsca. Szczerze, nawet tam nie spoglądałam.To wszystko co wydarzyło się w ciągu tych dni, tygodni; nie wiem ile to trwa - jest okropne, a zarazem śmieszne. Jeszcze do niedawna wypłakiwałam śmierć mamy, a teraz całowałam się z nim. Z tą samą osobą, z którą byłam zmuszona zostawić Holmes Chapel,, z osobą, która zabiła moich rodziców. Nie jestem pewna czy tata jeszcze żyje, ale wątpię w cuda. To jest ta sama osoba, co użyła przemocy wobec mnie, ta sama osoba co mnie całowała; trochę namiętnie, trochę bez uczuciowo, a najgorsze jest to, że ten potwór tak wspaniale całuje i oddałabym wiele, żeby jego usta znalazły się na moich po raz kolejny.


Szybko poszło, nie? Mimo, że nie było tyle komentarzy, ile miało być - dodałam, bo nie chciałam tego rozdziału trzymać nie wiadomo ile.
A teraz do rzeczy..
Trochę pozmieniałam wygląd bloga: zrobiłam ankietę i chciałabym, abyście ją wypełnili ''jestem ciekawa czy opłaca się pisać'', pod każdym rozdziałem możecie zaznaczyć słowo opisujące post i trochę dla przyjemności podczas czytania stworzyłam własną playlistę. Myślę, że mi wyszła, bo bazowałam się na spokojniejszych piosenkach 1D. ;)
Po drugie martwi mnie to, że dużo osób widzi dany post, a tak mało komentarzy. Ten kto ma też bloga, wie, że komentarze motywują do dalszej pracy, a szkoda zakończyć coś, co się zaczęło, bo to było jego pasją. Więc jeśli czytasz tego bloga, to zostaw tutaj komentarz.
Jeśli prowadzisz bloga, daj link w komentarzu pod tym postem, jak nie będę miała co robić to zajrzę i przeczytam. :)
Anonimy mogą się podpisywać swoimi userami z Twittera albo jak tam wolicie. x
7 komentarzy = 18 rozdział 

wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 16

- Stać! Nie ruszać się! Ręce do góry! - nie wiem co mam robić, pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Skąd się tu wzięła policja? Może to pomyłka? Albo w końcu złapali Stylesa? Bo do grzecznych to on nie należy.
- Schowaj się za mnie i trzymaj się mojej koszuli. - szepcze. Przytakuję chociaż i tak nie zobaczy tego gestu. Chwytam się końca koszuli, zamykam oczy, robię wdechy, wydechy, próbuję się uspokoić. Zazwyczaj to mi pomaga. - Panowie, po co te nerwy? My tylko spieszymy się na autobus, więc jeśli panowie nas przepuszczą... - robi kilka kroków do przodu, a ja razem z nim - ... Zapomnimy o całym tym zajściu. - chce zrobić kolejny krok, lecz się cofa, gdy obydwoje słyszymy huk wydobywający się z pistoletu. Zaciskam jeszcze bardziej oczy i spuszczam głowę tym samym opierając się czołem o plecy chłopaka.
- Zostajesz zatrzymany za gwałt i poderżnięcie gardła tym samym doprowadzając do zabójstwa. Ona też jako twoja wspólniczka, albo to twoja kolejna ofiara?- ciało Stylesa się napina. Zakrywa mnie całym sobą, zza obramówki spodni wyciąga pistolet. On też? Szybko i sprawnie wykonuje kilka strzałów, chwyta mnie za nadgarstek, który zaczyna boleć ze względu na rany i ciągnie mnie jak najdalej od tego zbiegowiska. I że to mu ujdzie wszystko na sucho? To Harry Styles, jemu wszystko wychodzi.Obracam się za siebie i widzę 3 leżące ciała najprawdopodobniej martwe i kogoś kto także biegnie w naszą stronę. Powinnam zareagować?
- Ktoś za nami biegnie. - ledwo co mówię, chociaż mam nadzieję, że to usłyszał, bo drugi raz się do niego nie odezwę. Odwraca głowę do tyłu.
- \Przyspiesz. - w-f to nie moja pasja, nie lubię ćwiczyć, co wiąże się z niefajnym ciałem. Mam niską samoocenę, wiem. Po części to on mi pomaga, bo ciągle trzyma mnie za nadgarstek.
Słyszę przekleństwo wydobywające się z ust Stylesa. Nie wiem o co chodzi dopóki nie wyjmuje telefonu. Gwałtownie wpycha mnie w jakąś ciemną  dróżkę. Serce bije sto razy mocniej, a nawet i więcej. Co on zamierza zrobić? Zatrzymuje się, gdy dobiegamy do jakiegoś parku. Styles siada i opiera się o murek. Stoję zdezorientowana i patrzę na niego. Gdy nasze spojrzenia się krzyżują, odwracam głowę w drugą stronę.
- Nasza znajomość tak szybko się nie zakończy. Jest mała zmiana planów. Dowiesz się w swoim czasie.- mam spędzić z nim jeszcze więcej dni? Wzdycham ciężko i rozglądam się dookoła. Ładnie tu nawet. - Czemu nie siadasz? Nie jesteś zmęczona? - drwi ze mnie, a ja zaciskam ręce w pięści. Lekki szum oznacza, że wstaje i podchodzi do mnie niebezpiecznie blisko. Chwyta mnie mocno za ramiona, obraca, przypiera do murka i patrzy mi w oczy. Odwracam wzrok, boję się spojrzeć mu w te parszywe tęczówki. - Mnie się nie ignoruje, zrozumiano? - syczy, a po moim ciele przechodzi niefajny dreszcz. - Spójrz na mnie. - nie czeka na moją reakcję, kieruje moją głową na wprost jego. Zaciskam mocno oczy, nie mogę. Nie mogę. - Otwórz te cholerne oczy. - mówi rozzłoszczony, a mnie jeszcze bardziej zalewa strach. Nikogo się tak nie boję jak jego. Łzy cisną mi się do oczu. Niech ten koszmar się już skończy, proszę.
Słyszę ciche westchnienie chłopaka, który rozluźnia uścisk. Nie powiem, szokuje mnie to. Chcę otworzyć oczy i zobaczyć co aktualnie zamierza zrobić, ale wtedy będzie tak jak przed chwilą. Czuję jak jego palce delikatnie głaszczą moje skronie, a za chwilę zamknięte powieki. Nie wiem co się dzieje, otwieram pomału oczy i zbyt szybko odnajduję jego. Jego intensywną zieleń dokładnie widać. Czemu tego wcześniej nie zauważyłam? Bo jesteś tchórzem? Uśmiecha się cwaniacko i z wyższością tylko po to, abym zwróciła uwagę na jego malinowe usta. Znowu spoglądam w jego oczy.
- Różnisz się od innych dziewczyn i to mi się podoba, bo.. - swoje usta zbliża do moich i składa lekki pocałunek - ... jesteś za bardzo naiwna i we wszystko wierzysz... - przejeżdża ręką po moim policzku nie przestając się we mnie wpatrywać - Szkoda tylko, że to nie ja decyduję o twojej przyszłości, bo wtedy nie usiadłabyś na tyłku przez miesiąc. Taka nieśmiała, niewinna, naiwna, może nawet ładna? I tak nie jesteś w moim stylu, złotko. Jesteś zbyt grzeczna i sorry bardzo, ale dziewczyny nie mam na długo, a zwłaszcza takiej co ma depresję. - unosi głowę do góry i prycha - W sumie to ja nigdy nie miałem dziewczyny i cieszę się z tego.
- Ciekawe co by powiedziała na to twoja matka.. Chyba też taka jest jak ty... - mamroczę cicho spuszczając wzrok. Czekaj, czy ja to właśnie powiedziałam? Głośno oddycham, czekam na jego reakcję.
- Ty jesteś naprawdę głupia. Jak śmiesz tak mówić na moją matkę?! - podnosi głos. Otwieram oczy i dostrzegam, że jego oczy są coraz to ciemniejsze, a jedną rękę podnosi do góry. On nie zamierza mnie uderzyć?
Czuję siarczyste uderzenie w policzek, przez co upadam na ziemię.Łzy spływają po mojej twarzy jak wodospad. Nikt nigdy nie podniósł na mnie ręki. Trzymam się za bolące i piekące miejsce, kolana daję pod brodę i płaczę. Nie zważam na to, czy ktoś nas mija czy nie, czy on mnie zostawił czy stoi tutaj dalej wściekły. On mnie zmienia na gorsze, już mnie zmienił. Nie chcę się do niego odzywać - robię to; nie chcę patrzeć na niego - robię to; nie chcę przy nim okazywać swojej bezsilności - robię to. Jestem beznadziejna. Może gdybym słuchała się rodziców, nie przejmowała się tym, że są pochłonięci bardziej pracą niż mną, wszystko wyglądałoby inaczej?
Rozmyty makijaż wycieram w rękaw bluzy, ręce trzęsą mi się bardziej niż się tego spodziewałam, nie potrafię złapać tchu, duszę się. Nerwowo przeczesuję włosy i spoglądam na tego potwora. Nic, zero. Nawet nie drgnął. Tylko patrzy na mnie jak na głupią.
Robi mi się słabo, obraz pomału mi się rozmazuje, a po chwili tracę siły i upadam całym swoim ciałem na trawę.
***
Jakieś światło co chwila mruga. Przymrużam oczy i ściskam jakiś materiał. Podnoszę głowę, otwieram oczy i pierwsze co widzę to zarys szczęki Stylesa. Głowę ma odwróconą do szyby auta. Obejmuje mnie lewym ramieniem, a prawą ręką trzyma telefon. Chyba zamówił taksówkę.
Mrugam parę razy i szybko odsuwam się od Stylesa.Zemdlałam? Chwila słabości i człowiek nie wie co się z nim dzieje jak zaśnie.
Styles uważnie na mnie patrzy, na każdy mój najdrobniejszy ruch. Ręką gładzi swoją brodę, a po chwili odwraca się do szyby. Obok mnie jest moja torba. I jego też. Sięgam do swojej i wyciągam telefon. Przeglądam się, na twarzy nie mam żadnego makijażu, jakim cudem? Czy on... On mi zmył makijaż? To niemożliwe, on i takie gesty? Już wiem do czego jest zdolny i niestety to nie jest przyjemna rzecz do wspominania. Kto wie co jeszcze może mi zrobić?
- Tak, zmazałem ci makijaż. Nie musisz dziękować. - przełykam gulę, którą mam w gardle, zagryzam nerwowo wargę. Mogę czuć się bezpiecznie, nie jesteśmy sami. Jest jeszcze kierowca. Wdech i wydech tak jak uczyła mama. - Wysiadamy. - mówi krótko, bierze swoje rzeczy i wychodzi z pojazdu. Robię to samo, chociaż wolałabym zostać w tym samochodzie. Idę za nim jak na skazanie; ręce i głowa spuszczone.
Dociera do mnie fakt, że straciłam swoją szansę na ucieczkę. Mogłam cicho poprosić kierowcę, żeby najszybciej jak potrafi odjechał. Z drugiej strony dociera do mnie także to, że ON zabił kobietę w samolocie, a jeszcze wcześniej zgwałcił. I to wszystko działo się, gdy ja spałam.
- Witaj w moich skromnych progach. - oznajmia dumnie. Kątem oka dostrzegam, że się uśmiecha.
Przede mną stoi duża biała willa z milionami okien. Ile on zarabia za zabójstwo i gwałt? - No chodź, nie krępuj się. - masuje mnie po plecach robiąc przy tym wielki mętlik w mojej głowie. Raz jest damskim bokserem, a raz zgrywa opiekuńczego mężczyznę na świecie. Pcha mnie powoli do drzwi, przeczekuję aż otwiera drzwi i gestem ręki pokazuje, abym weszła. Wdech i wydech tak jak cię uczyłam.
- Mama... - cicho mówię. Słyszałam ją przed chwilą w swoich myślach. Ukazał mi się jej obraz.
- Co jest? - pyta bez uczuciowo. W oczach formują mi się łzy. Ona żyje, ona żyje, ona tylko wyjechała.. - Zaś będziesz płakać?
- To przez ciebie.. - szepczę.
- Ale co? - pyta kompletnie rozbawiony.
- To przez ciebie moja mama nie żyje! - krzyczę i rzucam się na niego. Nie robi sobie z tym nic. Tylko stoi i się śmieje. W końcu łapie mnie za nadgarstki i daje je do góry, swoją nogą odtrąca moje nogi, przez co tracę równowagę. Kładzie mnie na ziemi i siada na mnie okrakiem. Chcę mu się wyrwać, ale nie mam jak. Jestem za słaba.
- Uspokój się! To nie ja ją zabiłem, to ona popełniła samobójstwo. Gdyby to ode mnie zależało, dawno byłaby zgwałcona i martwa, a ty i twój ojczulek nic byście nie wiedzieli. - zatyka mnie. On może też i mnie zgwałcić!
- Nie rób mi nic.. Proszę...
- Tak jak mówię, to nie ode mnie zależy co się będzie działo z twoją przyszłością, to nie ja cię upolowałem. Ja tylko spełniam prośbę szefa.- nie mogę sobie poradzić z wydarzeniami z przeszłości, a już mam przez kogoś zaplanowaną przyszłość. I to związaną z jeszcze gorszym mordercą, dilerem, gwałcicielem czy kim oni wszyscy są. Czemu przy nim czuję się jakimś wrakiem, śmieciem, najgorszą osobą jaka może istnieć na świecie? Ja się pytam czemu?


Jest pewnie dłuuuugo wyczekiwany rozdział. Przez jakiś czas niestety tak będzie, gdyż muszę poprawić geografię, ugh ugh ugh!! Jednak.. może coś zdziałam jak zobaczę, że wam zależy na dalszych losach Diany i Harry'ego, wtedy rozdział będzie szybciej. Co wy na to? xx
Za błędy przepraszam.
7 komentarzy = rozdział 
Theme by violette