sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 19

Budzę się z nieprzyjemnym bólem głowy. O Boże, co się wczoraj działo? To chyba niemożliwe, że aż tak dałam się ponieść, nie? Pamiętam tylko jedną lampkę wina, a co było dalej? Chyba nic głupiego nie zrobiłam.
Czuję czyjeś ręce na swoich biodrach i obawiam się najgorszego. Powoli odwracam się na drugą stronę i to, a raczej kogo widzę, zwala mnie z nóg. Jak poparzona wstaję przy okazji budząc Stylesa i sprawiając, że ból w mojej głowie wzrasta.
- Coo jest... Która godzina? Daj człowiekowi pospać jeszcze... - mamrocze. To chyba nie może być prawda, że ja i on.. No ten teges... Pomimo iż mam na sobie bieliznę to czuję się dziwnie, że mógł mnie upić, zgwałcić, później założyć bieliznę i jak gdyby nigdy nic pójść spać. To i tak nie usprawiedliwia faktu, bo i tak mnie rozbierał. Ciuchy same chyba ze mnie nie zeszły.
Robię głęboki wdech i wydech, zakładam wczorajsze ciuchy i jak najciszej schodzę na dół do kuchni. Włączam wodę na kawę, siadam na krześle, łokciami opieram się o blat, zamykam oczy i masuję skronie. Mój pierwszy w życiu kac, szkoda, że nic nie pamiętam, chociaż to nic w porównaniu w jakich warunkach byłam zmuszona wstać. Serio, wolę aby ktoś mnie zgwałcił niż obudzić się w jednym łóżku z nim. Może nic nie zaszło, bo mnie żadne miejsce nie boli? Chociaż nie wiem czy mogę być na 100% pewna.
Gdy czajnik oznajmia, że woda jest wystarczająco gorąca, nalewam do kubka wrzątek, a po chwili mieszam jego zawartość. Chwytam kubek za ucho i zmierzam w stronę wyspy. Słyszę chrząknięcie, a pod wpływem lekkiego strachu kubek wraz z zawartością upada na podłogę roztrzaskując się.
- Patrz co robisz! Nie widzisz?
- Ja.. jja..
- Tak ty! Człowiek ma kaca i jeszcze to! Nie można mieć normalnego poranka? - żeby uniknąć nieprzyjemnych zdarzeń, zaczynam zbierać pozostałości z naczynia. - Zostaw to, bo się skaleczysz. - chyba aż tak niezdarna to ja nie jestem. Nie wiem czy mam go posłuchać czy nie, dlatego też kontynuuję. Kątem oka dostrzegam jak kuca naprzeciwko mnie. Chwila nieuwagi i czuję jak coś ostrego wbija mi się w palec. - Mówiłem? Jak zwykle nie chcesz mnie słuchać. - brzmi to jak z jakiegoś tandetnego romansidła - Zostaw to, posprzątam. Chodź, opatrzę ci to.
- Nnie potrzebuję.
- Może wdać się jakaś skaza i co wtedy?
- Umrę. - wzruszam ramionami. Ile razy mam mówić, że nie chcę żyć? Nie mam po co! Już dawno straciłam sens życia.
- Właśnie, że nie możesz umrzeć. Muszę cię dostarczyć żywą i zdrową. A teraz chodź. - prowadzi mnie do łazienki na dole. Gestem ręki pokazuje mi, abym usiadła na sedesie. Robię to, bo nie chcę mu się sprzeciwiać. W czasie, gdy on szuka apteczki jak mniemam, rozglądam się po pomieszczeniu, a po chwili mój wzrok wbija się w jego ciało. Chcę patrzeć gdzie indziej, ale nie potrafię. Ugh, co się ze mną dzieje?
- Daj rękę. - jego głos wybija mnie z zamyśleń. O co on się pytał? Niestety nie dosłyszałam. Od czasu do czasu spoglądam na niego. Widząc moje zakłopotanie, bierze moją rękę. Czyli o to mu chodziło? Głupia, głupia, pjebana! Panuje dziwna cisza jak i atmosfera dla mnie, nie wiem jak z nim.
- Um.. Mogę się o cośś spytać? - jęcząca się Diana znowu powraca..
- Hm? - mruczy nie przerywając swojej roboty. Syczę, kiedy rana zostaje oblana wodą utlenioną. Ból to mój przyjaciel, więc nie mam się czego obawiać.
- Czy my.. wczorraj, no .. ten. te.. te-ten... my?  Bo my.. winno i tak myśla..myślałam, że..
- Nie! - wybucha śmiechem, a mi spada kamień z serca. - Nie mogę, bo by mnie szef zabił. Ale jak będziesz niegrzeczna.. - penetruje mnie całą -... może zmienię zdanie. - chowa szybko apteczkę i wychodzi bez słowa. Nie wiem czy mam płakać czy płakać czy co. Zamykam po cichu łazienkę i idę do swojego tymczasowego pokoju. Dosłownie opadam na to baardzo wygodne łóżko i łapię się za głowę, która ani na chwilę nie przestaje pulsować. Fajnie by było jakbym poszła spać, ale mi się nie chce. O dziwo pierwszy raz czuję się wyspana, albo nie aż tak zmęczona. Rozkładam się całym swoim ciałem na łóżku, zamykam oczy i leżę. Cisza, idealna cisza, której już dawni nie było. Iiiii nie będzie, bo do pokoju wchodzi on.
- Przyniosłem ci zimny żel i tabletkę na ból głowy. - wstaje do pozycji siedzącej. Kładzie na szafce nocnej rzeczy, które przyniósł i siada na brzegu łóżka. - Pierwszy kac, prawda? To był pierwszy i ostatni raz, kiedy mogłaś pić jakikolwiek alkohol, bo jak jesteś pijana to jesteś straszną gadułą. - śmieje się cicho. Czy ja o czymś nie wiem?
- A co ja wczorajj takiego mówił-łam, robiłłłam?
- Mówiłaś jaki to ja przystojny, seksowny. A jak skończyło się wino, sama poszłaś do kuchni w poszukiwaniu czegoś innego do picia. Pomimo moich sprzeciwów, roniłaś swoje. Dużo gadałaś, śmiałaś się. Nawet tańczyłaś jak leciała jakaś piosenka, którą tak wielce wielbisz. - nie.. On kłamie! Ale po co ma kłamać?
Chowam twarz w dłoniach czując jak moje policzki robią się czerwone. Że niby ja powiedziałam, że on jest przystojny? Nigdy więcej alkoholu! NIGDY.
- Nie masz się czego wstydzić. Bynajmniej wiem na czym stoję. - co to ma znaczyć? Do czego on zmierza? Mam się bać jeszcze bardziej? - No nic, ja cię tu na razie zostawiam. Później przyjdę sprawdzić czy przeszedł ci ból. - mówi i wychodzi delikatnie zamykając drzwi.
Biorę tabletkę do ust i popijam zimną wodą i przykładam do czoła zimny żel. Biorę jakąś przepaskę i obwiązuję tak, aby żel nie spadł. Sięgam po laptopa i włączam notatnik.
To znowu ja.
Dziwnie się czuję jak tak piszę. 
Jak jakiś psychopata. 
Jest jeszcze gorzej niż wczoraj, piłam. Rozumiesz to? Piłam, a co najlepsze - nic nie pamiętam. Kompletnie nic. 
Jest tylko kilka rzeczy, które usłyszałam od Niego. Nie wiem czy je zmyślił czy co, ale:
- mówiłam do Niego, że jest przystojny i seksowny
- cały czas mówiłam jak najęta
Nie wiem co o tym sądzisz. 
Jeszcze ta dzisiejsza pobudka.. Kac mnie dobija, wzięłam tabletkę, którą On mi przyniósł i zimny żel. 
Jedyne czego żałuję to to, że nie wiem jaki on wczoraj dla mnie był. Może mnie bił? Chociaż nie może, a po drugie widziałabym siniaki i wszystko by mnie bolało.
Czasami moje myśli mnie przerażają. 
Raz mówię albo myślę o Nim źle, bądź dobrze. 
Nie wiem co się ze mną dzieje, może to przez ten kac?
Zakrywam twarz w dłoniach, czuję jak łzy spokojnie płyną po moich policzkach. Nie chcę tego, nie..
Ale nie wiem czemu, chcę tu zostać. 
Całe życie, w tym domu. Z tą Jego dobrą stroną, nie złą. Tej drugiej się boję. 
Pomóż mi, proszę...
- Jestem taka słaba.. - szepczę. Biorę pierwszą lepszą poduszkę i rzucam przed siebie. Nie wiem co się ze mną dzieje, chyba za długo byłam spokojna. Za długo tłumiłam te emocje w sobie. Zamykam oczy i powoli oddycham. Kąpiel. To mi pomoże.
Pomału wstaję przytrzymując żel i zmierzam w stronę łazienki. Zamykam się na dwa zamki dla poczucia bezpieczeństwa. Rozbieram się do bielizny i odwracam się w stronę dużego lustra. To, co tu widzę to nic. Wrak samej siebie. Blada twarz, wystające kości, blada skóra, posiniaczone niektóre miejsca, blizny. Wszędzie blizny, które zostaną ze mną do końca. Kiedy ja się tak zapuściłam? Na sam mój widok, łzy po raz drugi cisną mi się do oczu. Dlaczego Bóg mnie tak nienawidzi? Podoba mi się tylko mój łańcuszek sięgający nad biust. Nigdy się z nim nie rozstaję, jest dla mnie ważny.
*** Harry ***
- I jak się miewa moja nowa zdobycz? 
- Bardzo dobrze, szefie. Za te 3 tygodnie będzie cała u szefa. - odpowiadam z kłamstwem. Ona nie czuję dobrze, zapewne teraz siedzi w swoim pokoju i płacze jak to ma w zwyczaju. 
- Cieszę się, że spełniasz moje warunki. Rób tak dalej, a może cię wynagrodzę. 
- Zawsze do usług. - uśmiecham się szyderczo do słuchawki chociaż wiem, że tego nie widzi. Gdyby tylko wiedział co ja mam w planach...
- Jeszcze do ciebie zadzwonię, miej telefon przy sobie. Pamiętaj, masz z nią niczego nie robić, nawet nie możesz jej dotknąć. Wiesz, że się dowiem tak czy siak. - rozłącza się, a ja swobodnie mogę opaść na kanapę. Coraz to bardziej mnie wnerwia. Kim on jest, żeby tak mną pomiatać? No dobra, jest moim szefem, kiedyś nawet byłem z nim w bardzo bliskich relacjach, jak ojciec z synem. Ale zmieniło się to, kiedy pierwszy raz zabiłem człowieka. Był to jego dłużnik, który z dnia na dzień zwlekał się z kasą za narkotyki. Oczywiście wahałem się, miałem zaledwie 17 lat. Bałem się, że coś nie wypali i mnie złapią. Jednak, gdy wszystko poszło zgodnie z planem, wszelki strach poszedł w niepamięć. Od tamtego dnia zabijam aż do teraz. Też od tamtego dnia, szef pochwalił mnie i był ze mnie dumny. Powiedział, że jestem na tyle dorosły, aby mógł dać mi kilku swoich ludzi i działać na swoją rękę, ale pod jednym warunkiem. Muszę wykonywać każde jego zlecenie, a będzie wszystko dobrze i po jego śmierci dostanę to wszystko. Ale on nie rozumie, że wychował coś więcej niż tylko człowieka. Ja chcę tej władzy teraz, nie później. Swoim ludziom nie mogę rozkazać zabicie go, bo by tego nie zrobili. Musiałbym uciekać i się chować przed nim, jeśli by się dowiedział. 
Najdziwniejsze i chyba najśmieszniejsze jest to, że nikt nie wie jak on się nazywa. Wiadomo tylko, że podaje się za kogoś kim tak naprawdę nie jest i żyje normalnie wśród ludzi. Nie wiem też jak wygląda. Zawsze jak gdzieś wychodzi, ma na twarzy specjalna maskę, że nawet nie wiesz, że ją ma. Ma rodzinę, która nie wie, że ma podwójne życie. Dlatego też jestem ostrożny, gdy gdzieś wychodzę. On może być wszędzie.
Dopijam kawę i wstaję przy okazji rozciągając się. Trzeba w końcu iść na siłownię. A to 'w końcu' będzie teraz, tylko co mam zrobić z tamtą na górze? Nie mogę jej zostawić, bo zastanę ją martwą. Dziwiłem się, że wczoraj sobie nic nie zrobiła. Weź ją ze sobą, co ci szkodzi? Podpowiada głos w mojej głowie. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale eh...
Wchodzę po schodach na górę kierując się w stronę do jej pokoju i wchodzę. Zastaję ją siedzącą na łóżku z laptopem na kolanach. Najwyraźniej jest tak pochłonięta tym pisaniem, że nie zwróciła uwagi na to, że tu jestem. 
- Ekhm.. - wystraszona spogląda na mnie zza laptopa szybko go zamykając. Dobrze wiedzieć, że tak na nią działam. - Jak tam głowa? Dobrze? - kiwa głową twierdząco, czyli tak (?) - Jedziesz ze mną na siłownię i bez marudzenia. Idź przebierz się w coś sportowego, a ja tu poczekam. No już, myk myk. - posłusznie wykonuje to o co ją proszę i po chwili znika w drzwiach łazienki. Wykorzystuję okazję i otwieram jej laptopa. Notatnik? To co, ona pisze? Przyglądam się temu dokładniej. Pisze tu jaka to ona jest słaba i bla bla bla, to mnie nie obchodzi. Same nuudy. Już zamierzam zamknąć urządzenie, lecz coś przykuwa moją uwagę. 
On jest potworem.
On jest moim postrachem.
 Boję się co mi może zrobić.
Już raz mnie uderzył. On jest pierwszą osobą, która podniosła na mnie rękę w ten sposób. Inni w szkole tylko mnie wyśmiewali, heh. Nawet nie wiem czemu. Co ja im takiego zrobiłam?
Co ja w ogóle zrobiłam, żeby mieć tak spieprzone życie? A w sumie nie dziwię się, bo kto by miał szacunek do kogoś takiego jak ja? 
Żałosne..
Zamykam szybko laptopa, gdy słyszę przekręcający się klucz. 
- No to jedziemy. - pcham ją, aby się ruszyła. Nie będę dla niej cały czas miły, kochany i opiekuńczy. To tylko gra, a ona jest zabawką, którą trzeba dostarczyć na czas. 
Wchodzimy do auta, odpalam silnik i po chwili znajdujemy się na jezdni. Nie wiem czemu, ale nie mogę przestać myśleć o tej notatce w jej laptopie. Walić to co o sobie napisała, mnie bardziej satysfakcjonuje to, że jestem jej postrachem, koszmarem. Boi się mnie. O to mi właśnie chodziło. Gdybym był podlejszy, mógłbym poudawać jakiegoś miłego chłopaka, a potem zmieszać ją z błotem. W sumie, co mnie powstrzymuje i kto mi broni? Zniszczysz jej psychikę, on zniszczy cię jeszcze bardziej. Bla bla bla, nie dowie się. Też zasługuję na coś od życia! A jej psychiki nie da się bardziej już zniszczyć.
- Byłaś już kiedyś na siłowni? - jestem dość niecierpliwy jak ktoś nie odpowiada mi na pytanie, ale muszę zrobić wyjątek. - Hm?
- Nnie. - ahh, lubię jak jest zawstydzona moją osobą i jak się jąka przeze mnie. To jest nawet podniecające. 
- No to spełnię twoje dotychczasowo niezrealizowane plany i marzenia. Poczujesz się jak nowo narodzona! I nie będziesz aż tak nieśmiała. Co ty na to? - kątem oka spoglądam na nią. Nie wiem czy jest zainteresowana tą rozmową. Chyba najciekawszym punktem teraz jest wszystko za szybą, nie ja. No ludzie! Każda napotkana przez przypadek dziewczyna marzy tylko, abym na nią spojrzał, a ona nic? Serio? Będę musiał ciężko nad nią popracować.
*** Diana ***
Nie powiem, że mnie nie dziwi jego zachowanie, bo bym oszukała samą siebie. Nie rozumiem go. Czemu muszę być z nim na tej siłowni? Chce się pochwalić jaką ma nową zdobycz? I, i czemu on jest taki miły? Tacy ludzie jak on się nie zmieniają, nigdy. Albo?
Mam wrażenie, że ta droga dłuży się i dłuży. Nawet cicha muzyka z radia nie pomaga ani widoki za oknem. Czuję jak moje powieki robią się cięższe. Zawsze jak jadę autem, nabiera mnie chęć spania. Niestety nie zdążam ich porządnie zamknąć, bo słyszę głos Stylesa informujący mnie, że jesteśmy na miejscu. Niechętnie wychodzę i pomijam jego narzekania, że miałam poczekać aż on sam otworzy mi drzwi. Wielki mi dżentelmen. Gdyby miał jakąkolwiek w sobie kulturę, nie podniósłby na mnie ręki. Ale czego ja od niego oczekuję? Że zostaniemy przyjaciółmi? Nie. Ja jestem tylko czymś, co ma być dostarczone do jego szefa. 
Idąc w stronę głównych drzwi, patrzę na zegar, który wisi na ścianie. Jest grubo po 15, a czuję się jakby był ranek. 
- Chodź za mną. - mówi i ciągnie mnie za rękę na salę, która jest ogromna. 
- No nie wierzę kto mnie zawitał! Kopę lat stary! - mówi jakiś mężczyzna na oko 30 lat do Stylesa. Unosi ręce do góry, aby poklepać go po plecach. Styles robi dokładnie to samo. 
- Fajnie cię widzieć. Skąd ja wiedziałem, że tu będziesz? Jak się masz? 
- Doskonale jak zawsze, a ty mi powiedz co za ślicznotkę przywiozłeś ze sobą, hm? - wystawia głowę zza ciała Stylesa i unosi jedną brew do góry oczekując odpowiedzi. Źle mi się robi na myśl, że powiedział o mnie 'ślicznotka'. 
- Kto? Ona? - wskazuje na mnie. Mogę wyczuć w wypowiedzi kpinę, którą chce ukryć. 
- Tak, ona. - ponagla z zachwytem. Zrezygnowany patrzy na mnie.
- To jest Diana, Diana to William, ale woli jak mówią na niego Will. - mówi to z takim zapałem, że można go wyczuć na kilometr. 
- Miło mi cię poznać, Diano. - podaje rękę, która z wahaniem ściskam. - Nie mówiłeś, że się z kimś spotkasz. Oh ty, flirciarzu. 
- Nie jesteśmy razem. - dodaje, a ja potwierdzam jego zdanie. Nawet mi się nie śni być z nim w związku.
- Dobra, czyli tak to się teraz nazywa? Pamiętaj, że tak samo mówiłeś o Rose. - patrzę na reakcje Stylesa i się dziwię. Całe jego ciało jest napięte, mocno zaciska pięści, mogę nawet dostrzec żyłkę na jego szyi. Co to za Rose? Kim ona jest dla niego, albo była? 
Gdy spojrzenia obu mężczyzn się krzyżują, Will daje mu wygrać. Podnosi ręce do góry i odchodzi. 
- Chodź. - szarpie mną w stronę jednego z katów. Gestem ręki pokazuje, abym swobodnie usiadła na ławce. - Nie wstydź się. - szepcze mi do ucha masując swoimi dłońmi moje ramiona. Siadam na ławce i ... I właśnie co teraz? Nie wiem co robić, nie lubię ćwiczyć. 
Kolana daję pod brodę i wpatruję się w spoconych ludzi. Nie mogę nigdzie znaleźć jego. Jak zwykle gdzieś znika.. Czemu się przejmujesz? Wcale tego nie robię. A jednak... Dajcie mi już spokój! 
- Idziesz ćwiczyć czy zostajesz? - unoszę głowę do góry i o mało co nie dostaję zgonu. Od chyba 2 tygodni Styles cały czas ubierał się elegancko, a teraz stoi przede mną w krótkich białych spodenkach, zwykłej koszulce i sportowych butach, a włosy spiął w mały kok. 
- Zostaję. - próbuje brzmieć pewnie, ale nie wychodzi mi to za bardzo. Co się ze mną zaś dzieje? Co chwila jestem kimś innym. 
- Czyli idziesz ze mną. - nie daje mi czasu na sprzeciw. Ciągnie mnie za sobą na podłogę - Połóż się na plecach. Nie bój się, i tak ci nic nie zrobię, bo są tutaj ludzie. - czyli jakbyśmy byli sami to by mi coś zrobił.. Zeby uniknąć jakichkolwiek komplikacji, robię to o co prosi. Po chwili jego ciało zwisa nade mną. - Teraz zamknij oczy i ich nie otwieraj dopóki ci nie powiem, dobrze. - brzmi to bardziej na rozkaz niż pytanie. Zamykam oczy i czekam, co będzie dziać się dalej. Jestem cała zesztywniała, czuję wzrok innych osób na nas i ich myśli 'Co to za dziwaki? Co oni robią?'. - Możesz otworzyć oczy. - powoli otwieram jedno oko, zaraz drugie i widzę jego twarz przybliżającą się do mojej. Zatrzymuje się, gdy stykamy się nosami. Po raz drugi mogę swobodnie przyjrzeć się jego twarzy. Idealny zarys szczęki, długie rzęsy, intensywna zieleń mieszana ze szmaragdem znajdują się w jego oczach, malinowe usta i rząd równych białych zębów. - Jak chcesz żebym cię pocałował to możesz mowić. - na jego słowa, schodzę ze wzrokiem niżej i od razu tego żałuje. Koszulka odsłania jego brzuch przez co widzę bardzo dużo tatuaży! - Lubię jak jesteś taka nieśmiała, to jest wtedy pociągające. - unosi swoje ciało do góry i po chwili znowu zgina łokcie. 
- Czemu tutaj mmuszę być? 
- Pomyślałem, że fajnie będzie mi się robić pompki. I dobrze myślałem. - uśmiecha się cwaniacko - Zrobię tylko 100 pompek, a pózniej ty spróbujesz. - nie umiem robić pompek. Tak, teraz myślicie, że jestem jakaś niezdarą, bo kto nie umie zrobić tak prostego ćwiczenia? Ja! - 1.. 2.. 3.. 4.. - dziwię się, że jemu się chce to robić, ale widać pózniej efekty tego - 25.. 26.. 27.. ..... 43.. - nie wiem jak on, ale ja bym się poddała po 5 pompkach - 96.. 97.. 98.. 99.. 90.. 91.. 
- Miało być 100! - krzyczę półszeptem.
- Nie umiesz chyba liczyć. - śmieje się - Ale skro chcesz... Teraz twoja kolej. - usadawia się obok mnie i czeka na mój ruch, ale co ja mam robić? 
- Nnie chcę.. 
- Jeśli nie umiesz to okej. Nauczę cię, to nic trudnego. Potrzeba tylko siły w rękach i ramionach. - skąd mam wziąć tą siłę? Z posiniaczonych i okaleczonych rąk? Z tych wystających kości? Prędzej się połamię. 
- Nnie dam rady..
- Pomogę ci. Ale najpierw musisz mi zaufać. Zaufasz? 
*** Harry ***
- Pomogę ci. Ale najpierw musisz mi zaufać. Zaufasz? - patrzy mi w oczy i zastanawia się co powiedzieć. Dobrze wie, że jeśli wybierze źle, to nie będzie odwrotu. Gdy zamierza już coś powiedzieć, niespodziewanie przychodzi Will i daje napoje, które wcześniej zamówiłem. Bingo. Teraz się zgodzi. Mam nadzieję, że dodał to, o co go prosiłem, bo jeśli nie - jest martwy.
- Dzięki. - pokazuje mu, żeby się pospieszył, bo tracę czas przez niego. - Masz napij się, bo pewnie jesteś bardziej zmęczona niż ja. - podaję jej dużą szklankę z 'sokiem pomarańczowym' i sam upijam łyk swojego napoju. 
- Zastanowiłaś się? - ponaglam ją. 
- Myślę.. Myślę, że mmogę ci zaufffać.. - taka słodka i łatwowierna. Ahhh... 
- No to zrobimy tak... Teraz ja się położę na plecach, a ty będziesz nade mną. Nie możesz się bać jak dam swoje ręce na twoje biodra. Będę cię podtrzymywał, żebyś nie upadła. Ty tylko uginasz łokcie w dół, a później je prostujesz, tak? - kiwa twierdząco głowa.
Kładę się na plecach i czekam, aż będzie nade mną. Nie powiem, nie mogę się doczekać tej 'współpracy'.
- Pomóc ci? - pytam, bo doskonale wiem, że nie da sama rady. Jest zbyt słaba i zbyt chuda, aby cokolwiek zrobić. Irytuje mnie, że cały czas kiwa głową zamiast odpowiedzieć bynajmniej jednym słowem.
Tak jak powiedziałem, chwytam ją za biodra i podtrzymuję, gdy jej kościste ciało znajduję tuż nad moim.
- Teraz lekko ugnij łokcie. O tak, właśnie tak. Nie zginaj kolan. Całym swoim ciałem pracuj. I teraz do góry i znowu w dół i do góry i tak cały czas.. 4.. 5.. 6..  Widzisz? Potrafisz robić pompki. - uśmiecham się lekko do niej, co odwzajemnia gest z podwójną radością. Cieszy się jak małe dziecko, które dostało swoją wymarzoną zabawkę.  Pomińmy fakt, że jej dopomagam.
- Patrz! Udało mi się! - śmieje się, a mnie ogarnia satysfakcja. Napój najwidoczniej działa. Dzięki ci William!
- Widzę, widzę. Obserwuję cię cały czas. Chcesz coś trudniejszego? - zależy mi, żeby wypiła ten napój cały, więc go jej podaję. Bez żadnego sprzeciwu wypija do dna. Zuch dziewczynka.
- A co?
- Może... - drapię się po brodzie i przyglądam się różnym ćwiczeniom - Hantle? Chodź, pokażę ci. To nie będzie tak ciężkie jak ci się zdaje. - idziemy w stronę hantli przy okazji normalnie rozmawiając. Nie najwidoczniej, lecz na pewno ten napój działa. I o to mi właśnie chodzi..
- Ja.. Nie wiem czy dam radę. - wydęła dolną wargę robiąc minę smutnego psa. Nie powiem, uroczo.
- Dasz radę. Tak samo mówiłaś przy pompkach i co było dalej? Zrobiłaś je. Tylko stań tutaj, resztą zajmę się ja. - robi to o co ją proszę. Idę po jakiś nieciężki metal i po chwili znajduję się za nią. Ręce w raz z hantlem daję przed dziewczynę przy okazji ją obejmując. - Teraz chwyć za ten prążek obok moich dłoni, ale od środka, nie od zewnątrz. No i ćwiczymy. - ta pozycja wymaga bliskości, więc przybliżam swoje ciało do jej. Czy tylko ja mam skojarzenia?
- Łatwo jest ćwiczyć w dwójkę. - stwierdza nie przerywając ruchów. Szkoda, że nie mogę jej uczyć innych rzeczy, bardziej przydatniejszych dla mnie, jeśli wiecie o co mi chodzi.
- Styles,  masz sms! - krzyczy Will i teraz mam ochotę go zabić. Przez niego, Diana przestała ćwiczyć.
- Czemu przestałaś?
- Dostałeś wiadomość. Idź ją sprawdzić, ja tu poczekam. - czasami ta dziewczyna mnie zaskakuje.
- Idziesz ze mną. Tutaj jest zbyt dużo napaleńców. - ciągnę ją ze sobą i po chwili znajdujemy się przy naszej ławce. Dianka, ahh, jak to pięknie brzmi 'Dianka'. A więc, Dianka siada na ławce i obserwuje każdy mój ruch. No no, schlebia mi to.
Wchodzę w wiadomość i zamieram.
Widzę was. Lepiej miej te łapy z dala od niej, bo srogo mi zapłacisz.
Szybko chowam telefon do kieszeni, łapię dziewczynę za rękę i jak najszybciej wychodzimy stąd. 
- Czemu wychodzimy? No ejjj, ja chcę wracać!
- Zamknij się wreszcie! - ryczę na nią. Mogę w jej oczach wyczytać strach, którego dawno nie widziałem. Czuję wibracje w kieszeni i wiem, że to druga wiadomość od szefa. 
A jeżeli się dowiem, że coś jej dosypałeś, zapłacisz mi swoim życiem. Pamiętaj, widzę cię cały czas. 
Czekam iyh.
IYH? Co to znaczy?Wsiadamy do auta i próbuję uformować oddech., Dyskretnie rozglądam się po okolicy, żadnej żywej duszy. Czasami czuję się jak w horrorze. 


Czy tylko ja mam banana na twarzy jak coś się dzieje z Dianą i Hazzą? *,* 
No to coś wiemy o jego szefie. Jak myślicie, co to znaczy IYH? Będą kłopoty? 
Nie wyrobiłam się z czasem, bo nie chciałam zostawiać tego rozdziału krótkiego, więc takie coś mi wyszło. Liczę na wasze miłe komentarze, bo strasznie motywują. :)
10 komentarzy = rozdział 20
Iiii zapraszam na moje nowe ff o Harry'm :
*notka została zaktualizowana*

10 komentarzy:

  1. Dianka- to mnie rozwaliło!
    Świetny rozdział.
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza :D
    Super rozdział (zresztą jak zawsze) ;D z niecierpliwością czekam na nexta <3 /sally

    OdpowiedzUsuń
  3. Chce nexta już!!! *-*/Zosia

    OdpowiedzUsuń
  4. Spędziłam cały dzień na przeczytaniu 19 rozdziałów. Jestem pozytywnie zaskoczona. Z niecierpliwością czekam na nexta !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło takie coś słyszeć, dziękuję .xx :)

      Usuń
  5. Strasznie się wciągnęłam ^^ Słodki rozdział jak dla mnie ;) Czekam na nexta i do zobaczenia ;*
    Buziaki xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny! Naprawdę! Dołączam się do obserwatorów i będę czytać!
    Zapraszam na nowy rozdział! + Dziękuję, za ten piękny dłuuugi komentarz, to naprawdę bardzo duuuużo dla mnie znaczy <3 Zapraszam na rozdział 24! Mam nadzieję, że skomentujesz :)
    http://you-are-my-property-honey.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, hej czy dalej wrzucasz rozdziały? Czekam na dalszą akcje! xx

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette