wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 21

*** Diana ***
Budzę się w łóżku. Nie mogę się w ogóle ruszyć, nawet najmniejszy ruch sprawia mi największy ból. Od razu łzy cisną mi się do oczu. Lecz pomimo tego kłucia, za wszelką cenę próbuję się podnieść. Gdy mi się to udaje, patrzę na kołdrę - jest cała czerwona przez rany, które mi zrobiono kilka godzin temu, albo kilka dni temu? Nie mam pojęcia ile spałam, ale za krótko. Nadal czuję się śpiąca, a o bólach już nie wspomnę, bo nie ma co narzekać na to samo cały czas.
Lekko odkrywam moje ciało spod kołdry i mam drugi powód do rozpaczy. Pierwszym była krew dla ścisłości i rany, które wcale nie zamierzają się goić. Natomiast teraz mam w głowie wszystkie możliwe czarne scenariusze. Jak się okazuje, jestem kompletnie naga! Nie chcę chyba wiedzieć co się działo podczas gdy spałam, bo bym padła trupem. Dziwię się, że jeszcze tego nie zrobiłam.
- Jak się czujesz? - pyta damski głos. Niechętnie odwracam głowę i piorunuję ją wzrokiem. - Przepraszam, głupie pytanie. - macha ręką w górze i podaje mi tackę z jedzeniem - normalnym jedzeniem. Oby nie zatrutym. Przez chwilę wpatruję się w kobietę i mam dziwne ukucia i nie mówię tu o ranach. Ona przypomina mi mamę... Takie same zarysy twarzy, trochę ciemniejsza cera, duże i ciemne brązowe oczy - kolejny ideał, któremu nigdy nie dorównam.
Podciągam się do góry i chwytam talerz z jedzeniem. Niestety jestem bez sił, żeby cokolwiek zrobić, bo to, co trzymałam przed chwilą znajduje się właśnie na podłodze i kołdrze. Czuję wielkie zakłopotanie. Szybko chowam twarz w dłoniach bojąc się jej reakcji. Jestem już na wszystko przewrażliwiona i to nie wróży niczemu dobremu i fajnemu.
- Boisz się mnie? Nie masz czego, ja nie jestem taka jak on.
- To dlaczeggo się ggo słuchhasz?
- Dobrze mi płaci. - odpowiada wzruszając ramionami, a ja zbieram odwagę i siły, aby się zaśmiać.Wszystkim zależy na pieniądzach, nic nie robią bezinteresownie. Nawet Harry Styles porwał mnie i się mną po części bawił tylko dla pieniędzy. - Ale jeśli przychodzi co do czego, to pomogę. - kontynuuje.
- Pomóc? To pomóż mi stąd wyjść. - mówię już stanowczo.
- To niestety niemożliwe. - wtrąca się tyran większy niż Styles. - Możesz już iść, dość tej paplaniny.
- Już mnie nie ma. - mówi i wychodzi ze spuszczoną głową. To zabawne jak jeden człowiek może mieć władzę nad innymi.
- Jak się czujesz, księżniczko? - pyta siadając na brzegu łóżka. Od tej chwili słowo 'księżniczka' dla mnie nie istnieje, to obrzydliwe.
Gdy jego ręka wchodzi pod kołdrę, jak poparzona podskakuję w bok tym samym upadając na podłogę. Syczę z bólu, łzy cisną mi się do oczu, okropnie piecze.
- Oj głupiutka Diana. Chodź, mam dla ciebie niespodziankę. Sprawi ci przyjemność. - mocno chwyta mnie za łokieć i ciągnie w innym kierunku niż ostatnio. Co on ma na myśli mówiąc 'sprawi ci przyjemność'? Chyba nie mówi tu o TYM. On przecież nie może, nie nie nie! - Z tego co mi wiadomo, jesteś dziewicą, a co w związku z tym? Jesteś niedoświadczona w takich sprawach. - wchodzimy do jakiegoś mniejszego pomieszczenia i zapala światło, a moje serce przestaje bić. To jest sala tortur i nie tylko! - Masz 21 lat, prawda? Czy to nie jest odpowiedni wiek na znalezienie pracy, znalezieniu chłopaka, założenia rodziny, zbudowania domu? Oh, zaraz zaczekaj. Ty nie masz takiej możliwości! - śmieje się, dając teatralnie swoją rękę na brzuchu. - Gdy byłem w twoim wieku, miałem to wszystko, a teraźniejsza młodzież to co? Tylko internet im w głowie i jakieś selfie. A o stosunkach seksualnych dowiadują się albo przez internet albo od znajomych. Ja cię wszystkiego nauczę po kolei. - nic nie robię, pozwalam mu, aby związał mnie na krześle jak wcześniej. - Pięknie wyglądasz w tych bliznach i ranach i krwi. - Boże, on jest psychiczny! Ale o co mu chodzi? Skąd on to... O nie.. Nie, nie, nie! Jestem w samej bieliźnie! Nie! - Zanim przejdziemy do zabawy, opowiem ci, co do czego służy. Z biczem się zaprzyjaźniłaś ostatnio, więc was nie muszę przedstawiać.
*** Harry ***
- Czekaj, bo nic z tego nie rozumiem. - Will chwyta się za głowę, chwilę myśli i kontynuuje - Z tego co mi powiedziałeś, mam myśleć tak, że nie lubisz jej, a chcesz ją uratować, tak?
- Taa.. - odpowiadam beznamiętnie.
- To nie ma sensu! Skoro jej nie lubisz, po co masz ją ratować? Miej wyjebane, a będzie ci dane.
- Tylko to nie takie proste...
- Jak to nie? Styles, nie gadaj, że kapcaniejesz! Powiedziałeś mi, że szef kazał ci ją porwać, przetrzymać przez ileś tam dni czy tygodni, a potem miałeś ją oddać w jego ręce i w czym tu problem? Skoro sam ją wziął, to chyba lepiej, nie? Nie będziesz musiał się z nią użerać jeszcze trzy tygodnie. A i tak szybko o niej zapom...
- Właśnie, że nie! - wybucham nie mogąc słuchać jego zdań na ten temat - Właśnie, że o niej nie zapomnę! Ona.. Ja ... Znaczy ja ją znam... Od małego dziecka..
- Skąd ty to niby wiesz?
- Ugh.. - biorę jej fotografię i pokazuję Willowi - Spójrz. Co ona ma na szyi?
- Um... Skórę?
- Jesteś tak tępy, że nie wiem czy się śmiać czy płakać.
- Wiem. - obydwoje się śmiejemy, ale po chwili nabieramy poważne miny.
- Naszyjnik, MÓJ naszyjnik
- Twój miał wygięty czubek.
- Tak samo jak ten tu.
- Nie rozumiem, zawsze mówiłeś, że go zgubiłeś. Dlaczego?
- Bo nigdy nie przypuszczałem, że tą dziewczynkę z nad morza znajdę. Rozumiesz?
- Aaaa... Nie, nie rozumiem. - ja chyba zaraz popełnię samobójstwo...
- To jak? Pomożesz mi?
- Ty się jeszcze pytasz? No jasne, że tak! - jedno zdanie, a może wywołać u człowieka jakąś tam radość. - Ale jest jeden warunek.
- Jaki zaś warunek?
- Musisz przyznać, że..
- O nie, nie. Na pewno nie..
- Tak, tak, tak, bo inaczej się opóźnimy ze wszystkim. To jak będzie? Tylko pamiętaj, z uczuciami.
- Nienawidzę cię. - syczę przez zęby, a po chwili mój ton robi się cichszy - Lubię ją...
- Co? Bo nie słyszę?
- Lubię ją..
- Czekaj, muszę to nagrać. - z kieszeni wyjmuje telefon, włącza na nim dyktafon i mówi - Ty kogo co?
- Lubię ją.
- Kogo?
- Lubię Dianę! - warczę.
- O to mi chodziło, stary. - klepie mnie po plecach. Czasami mam ochotę się zabić za jego głupotę.
*** Diana ***
 - I jak? Podniecona większością tych zabawek? Któraś cię zainteresowała? - patrzę na niego z przerażeniem To jest totalny psychol! Niewyżyty seksoholik! Dręczyciel, wiecznie pragnący bliskości ze strony drugiej osoby i nie mówię tu o miłości tylko o sprawach łóżkowych. Nie zamierzam sobie wyobrażać co on robi z umarłymi kobietami, dziećmi, a być może i mężczyznami. Wolę, aby moim porywaczem był Harry bez dwóch zdań! On chyba nie ma takiego pokoju! Nigdy nic nie wiadomo.. Niech te głosy dadzą mi spokój, błagam...Bynajmniej raz...
- Chodź do mnie mała na kolana i baluj ze mną do samego rana! - zaczyna śpiewać. Podchodzi do mnie od tyłu i swoim kroczem ociera się o moje plecy. Znowu płaczę, nie wytrzymam tak dłużej. Niech zrobi ze mną co chce, nie będę się mu stawiać, bo i tak by zrobił to co chce, a po drugie też te moje próby obrony nic by nie dały. Muszę się pogodzić z faktem, że swoje życie skończę jak prostytutka, albo nawet i gorzej. Nigdy sobie tego nie wybaczę, mama i tata by tak nie chcieli. Gdyby któreś z nich żyło, ratowałoby mnie.
Ciszę, która tutaj panuje przerywają ciche stęki i jęki, mogę się domyślić nawet kogo. Chwyta mój podbródek i unosi całkiem do góry. Zachłannie usiłuje mnie całować. Usta ściskam w wąską linię i nie daję mu spełnić jego zachcianki.
- Tak się bawimy, co? No to zaraz twoje usta będą zmuszone pracować. Ale obawiam się, że włosy będą ci przeszkadzać. - chwyta je od tyłu i słyszę tylko jeden dźwięk ucinania ich. - Nie ma za co. Miałaś tak wspaniałe włosy, Diano.Ładnie ci we włosach do ramion. Zaraz wracam, Kitty. - Kitty. Mama tak do mnie mówiła. Skąd on to wie?
Rozglądam się po pokoju, jest nieprzyjemna cisza, w powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach, że aż zbiera mi się na wymioty.
- Zabawimy się troszkę. - oznajmia wchodząc do pomieszczenia i zakładając lateksowe rękawiczki - Co wolisz najpierw? Pobawimy się w lekarzy? Oczywiście ja będę cię badał, każdy centymetr twojego ciała. - drugie zdanie wręcz szepcze mi do ucha i dalej mówi - Albo w grzesznicę, a kto nią będzie? - unosi brwi do góry. Patrzę na niego z litości, ale wiem, że i tak to nie zadziała - Odpowiadaj! - dostaję siarczyste uderzenie w policzek.
- J..jja.
- Za niedługo będziesz bardziej odważna, kwestia czasu. - moje włosy, które zapuszczałam 3 lata teraz są chowane do czarnego worka, by po chwili zostały wyrzucone przez okno. Ponownie wiąże jakąś szmatę na moje oczy i pomimo mojego sprzeciwu wkłada coś do ust, że nie mogę zamknąć buzi. To coś ma jakąś dziurę na środku, bo swobodnie mogę mogę wsadzić tam język. Jest to coś metalowego, ale po co mi to? Ciszę przerywa dźwięk odpinanego rozporka. O nie, czyli to coś, co mam w ustach służy do... Do robienia loda? Ewidentnie jesteś jak twoja matka. 
 - Za niedługo będziesz o to prosić.
*** Harry ***
- Jesteś pewny, że to tutaj? - pytam nerwowo przeczesując włosy nie wiem który już raz w ciągu godziny.
- Czy w takich sprawach kiedyś we mnie zwątpiłeś?
- No nie.
- Więc i teraz uwierz. To tak, ja pierwszy wchodzę i zagaduję tam ekspedientkę, później robię aferę, że coś się pali i..
- Pamiętaj o tym dymie. - przypominam mu, na co kontynuuje.
- Tak, tak. Pamiętam. Później wyjdę z budynku dając ci tym samym znak, że droga czysta. Masz tutaj mapę budynku. Twoja luba powinna być gdzieś po tej stronie. - wskazuje na zachodnią stronę budynku z wielkim bananem na twarzy.
- Jeśli cię ta luba interesuje to weź ją sobie, proszę bardzo.
- Ona jest twoja. - mówi i wychodzi wciąć nasz plan w rzeczywistość. Bezczynnie patrzę się przed siebie. Czemu ja to robię? Przecież ja jestem Harry Styles, nie ratuję ludzi tylko ich porywam, wykorzystuję i zabijam bez fatygowania się. No, może tak robię z kobietami, ale mężczyznom nie daję jakieś specjalnej taryfy ulgowej. Jeśli któryś bardzo mi podpadnie, nie ma zmiłuj się.
Kątem oka dostrzegam Willa. Daje mi znak, że mogę wejść. Wychodzę z auta, zamykam go na klucz i biegnę do środka. Razem kierujemy się na część zachodnią tego budynku. Rozdzielamy się. Ja biegnę w lewo, a Will w prawo. Jakby któryś z nas znalazł Dianę, ma dać temu drugiemu sygnał poprzez telefon. Biegam jak głupi patrząc do każdej celi, ale jej nie widzę.
I tak chyba z godzinę, albo i dwie sprawdzam każdy zakamarek tego instytutu. Ostatnie piętro, dziewiąte. Oby była gdzieś tutaj, bo już mam dość. Jestem cały zdyszany i spocony. Już dawno tak nie biegałem, ale chyba zacznę.
Czuję wibracje w kieszeni spodni. Patrzę na wyświetlacz telefonu i szybko odbieram, kiedy widzę imię swojego znajomego.
- Gdzie ona jest? - niemalże krzyczę.
- Szukaj metalowych drzwi numer dwadzieścia jeden na dziewiątym piętrze.
- Już biegnę. - rozłączam się i w pośpiechu biegnę. Gdy z nim przed chwilą rozmawiałem, słyszałem damskie krzyki, a męskie sapanie. Oby to nie było to o czym myślę. Odnajduję dane mi drzwi i Willa przed nimi.
- Są tam. Ona chyba robi mu.. No ten tego... Loda. - czuję jak wszystkie mięśnie jak i ciało się napina, a palce formuję w pięści i wchodzę do środka z wielkim hukiem. Musi najpierw do mnie dotrzeć co tu się dzieje. Szef wpychający swojego fiuta do ust Diany wbrew jej woli. Ma nawet specjalny do tego sprzęt. Pomieszczenie wskazuje na to, że to sala tak zwanych zabaw.
- O, proszę kto tu zawitał. Chcesz się dołączyć? Tak samo jak twój kolega? - zapina rozporek, a ja od razu rzucam się na niego z pięściami wyklinając na niego i mówiąc to, co tłumiłem w sobie przez trzy lata. Na chwilę poprzestaję swoich czynów, odwracam się na oszołomionego Willa.
- No weź ją stąd i uciekajcie, a nie patrz się! - jak na zawołanie, odwiązuje ją z tych wszystkich sznurów i opaski i wychodzą, Przez moment Diana patrzy na mnie ze strachem w oczach tak samo jak z innymi mieszanymi uczuciami. Niestety dostaję cios w nos i muszę oderwać od niej wzrok.Teraz całą swoją uwagę skupiam na nim.
*** Diana ***
Pan Bóg chyba mnie wysłuchał. W pierwszym momencie, gdy usłyszałam jego głos, sama nie wierzyłam w to, ale po chwili, gdy go zobaczyłam... Znalazłam nadzieję na lepsze jutro.
Na razie to biegnę za Willem do auta, a gdy znajdujemy się w środku, odpala pojazd i z piskiem opon odjeżdża tym samym uciekając przed goniącymi nas pracownikami. Ciszę w samochodzie przerywa mój cichy szloch. Jestem prawie naga, można powiedzieć, byłam molestowana, boję się co będzie dalej i boję się też o Harry'ego.
- Wszystko okej? Coś cię boli? - cieszę się, że z tyłu jest nieco ciemniej, nie widzi mojego ciała.
- Gdzie.. Gddzie jest Harrrry?
- Za niedługo powinien być, nie martw się. Nic mu się nie stanie. Wie co robi. - próbuje mnie pocieszać, ale na marne. Lekko trzęsę się z zimna, pomimo że w aucie jest pokojowa temperatura. Na dworze jest ciepło, a w aucie działa klimatyzacja. Okno jednak jest otwarte przez co dwie różnice temperatur mieszają się ze sobą.
- Gdzzie mmmy jesteśmmy?
- Na pewno blisko, aby Harry tutaj dotarł. Nieopodal szpitala, czyli w lesie. O, patrz! Już biegnie. - patrzę przez szybę i faktycznie, biegnie i jest cały we krwi. Wchodzi na przednie siedzenie i mówi, aby Will szybko stąd odjechał. Ponownie, z piskiem opon odjeżdżamy jeszcze głębiej w las.
- Nic ci nie jest? Boli cię coś? Jak się czujesz? Chcesz jeść? Pić? - zasypuje mnie milionami pytań i po prostu szczęka mi opada. Nie wiem co on ode mnie chce. Faktycznie, chciałam, żeby mnie uratował, ale.. Właśnie, ale co?
Zatrzymujemy się po kilkunastu minutach dość szybkiej jazdy. Styles gwałtownie wychodzi z auta i zaczyna wyklinać. Will próbuje go uspokoić.
- Kurwa, to przeze mnie!
- Stary, to nie twoja wina. Ważne, że go załatwiłeś, nie? Teraz jest bezpieczna.
- Właśnie, że nie. W pewnym momencie mnie obezwładnił, okładał pięściami i uciekł. Cienias.
- Teraz liczy się ona. - szturcha go w ramię, a Styles jak poparzony otwiera drzwi z mojej strony. Jego mina mówi sama za siebie, nie jest zadowolony z tego widoku. Siedzę skulona i patrzę fotel przede mną. Brzydzę się sobą. W ustach nadal mam ten paskudny smak. Czuję ich wzrok na sobie. Chowam twarz w kolanach i płaczę nawet nie zwracając uwagi na nich. Jestem bezsilna.
- Czemu jej nie dałeś jakiejś koszuli? - pyta zdenerwowany Styles.
- Myślałem, że coś ma sobie.
- Zorientuj się, gdzie jesteśmy. - mówi nieco łagodniej - Przesuń się. - nie czeka na moją reakcję tylko przesuwa mnie w lewo. Gdy dotyka moje ciało, podskakuję na myśl, że to mógł być jego szef. - Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy. - to zdanie wyprowadza mnie z równowagi i tracę nad sobą kontrolę.
- Nie zrobisz mi krzywdy? Powiedział to ten, co jeszcze parę dni temu krzyczał na mnie, bił mnie, bawił się moimi uczuciami będąc raz miłym, a raz złym i ty mi teraz mówisz, że nic mi nie zrobisz?! Żartujesz sobie, prawda? Co to? Jakaś ukryta kamera? Pewnie zaraz wyskoczy ten twój szef i wszyscy w trójkę weźmiecie mnie zgwałcicie, a potem zabijecie, a co! Kto wam zabroni? Ja? Ja nic nie mogę, stanowię najniższy poziom społeczny! - nie wiedząc co jeszcze mam powiedzieć, znowu zanoszę się donośnym płaczem.  Czuję jak próbuje mnie objąć, ale się wyrywam - Nie dotykaj mnie! Zostaw mnie! Po co mnie ratowałeś?! Żeby ponownie się nade mną znęcać?! Zostaw mnie zboczeńcu, pedofilu, kobieciarzu, morderco! - wyklinam na niego, a on nic sobie z tego nie robi, tylko nadal próbuje mnie uspokoić. Poddaję się, zamyka mnie w szczelnym uścisku, a kolejna fala łez wylewa się na jego białą koszulę.

. Nie wiem co ja właśnie robię, nie myślę racjonalnie.
- Już spokojnie. Nic ci nie grozi.
- Jak to nic mi nie grozi?! Ty mi grozisz! Jesteś mordercą! Gwałcicielem! A w piwnicy przechowujesz trupy, żeby później pociąć ich na kawałki! - próbuję go bić, ale ja jak to ja, nie wychodzi mi. Zaczyna się śmiać, a mnie ogarnia zażenowanie. To i tak nic nie da.
- Uspokój się, ciiii. - zaczyna nami kołysać - Ugh, masz. Ubierz to. - ściąga z siebie koszulę i podaje mi. Nie chcesz mieć przecież na sobie koszuli mordercy, prawda? Na tą myśl usta formuję w wąską linię. Nie chcę, ale też nie chcę siedzieć tu i marznąć, pomimo że na dworze jest upał.
- Mogę cię na chwilę prosić? - Styles delikatnie mnie odstawia i wychodzi z pojazdu. W międzyczasie zakładam jego koszulę i z drugiej strony po cichu wychodzę. Słyszę jak zawzięcie gestykulują, więc bez problemu mogę uciec w środek lasu. Biegnę ile mam sił w nogach, ile mi płuca pozwalają.
- Hej! Czekaj! Gdzie ty uciekasz? - słyszę nawoływanie za mną. Odwracam się na chwilę i widzę Stylesa biegnącego za mną. Ma idealny tors pokryty tatuażami. Tak mnie rozprasza, że nie patrzę gdzie biegnę i wpadam w kolczaste krzaki. Mogę przysiąc, że słychać mnie na cały las. - Czemu uciekłaś? Głupie pytanie, nie dziwię się tobie. Chodź, bo.. - gdy wydostaje mnie z krzaków, jego oczy od razu patrzą na moje ciało. Próbuję się zakryć, ale uniemożliwia mi to - Co on ci zrobił... Zdejmuj koszulę. - sam to robi i tego widoku chyba się nie spodziewał. Zakrywa usta ręką i szybko mnie ubiera.
- Zostaw mmnie.. - mamroczę.
- Nie, nie teraz. Musisz odpocząć. Wracamy do Holmes Chapel, gdy tylko odpoczniesz. Musisz nabrać sił. - bierze mnie na ręce i prowadzi do samochodu. Dziwię się, że potrafi unieść tak grubą osobę jak ja. Usadawia mnie obok siebie na tylnych siedzeniach. Daje znak Willowi, że może jechać. Delikatnie zapinam pas, ale niestety uciska mnie przez co wszystkie rany mnie pieczą. Ostatnie co czuję to niemiłosierny głód, a po chwili zasypiam.


No toooo, co myślicie? Wiem, zjebałam ten rozdział, ale ocenę pozostawiam wam.
Jak osądzacie zachowanie Harry'ego? Czemu on jest taki czuły i opiekuńczy wobec Diany? To chyba niemożliwe, żeby od tak zmienił swoje zachowanie przez wspomnienia, nie? Bo jeśli się mylę to mnie poprawiajcie. ;)
WAŻNE!!
Niepokoi mnie ilość komenatarzy pod ostatnim rozdziałem.. Dodaje ten post bo nie było nic dodawane przez miesiąc i mam nadzieje, że to ostatni raz..
10 komentarzy = next! ( tym razem bez taryfy ulgowej ) 
P.S. Ktoś tu jeszcze jest?
Nie wiem dlaczego pokazuje mi złą datę jak jest 12 sierpień ;/

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 20

Parkuję przed domem i szybko wychodzę rozglądając się dookoła. Chyba nikogo nie ms, ale trzeba pamiętać, że on jest wszędzie i wszystko wie, wszystko widzi i słyszy.
- Pospiesz się. - syczę do niej jak najciszej potrafię.
- Jak się denerwujesz to wyglądasz seksownie.. - oblizuje wargę, a moje oczy są jak pięciozłotówki. Jednak się otrząsam i ciągnę ją za sobą pod drzwi. - Nie widzisz, że są otwarte? - oznajmia, gdy widzi jak usiłuję przekręcić klucz w zamku.
Ale jak to otwarte? Przecież je zamykałem, zawsze zamykam dom. To chyba niemożliwe, żeby...
- O kurwa... - wparowuję do domu o mało co nie potykając się o własne nogi. Po mnie wbiega Diana uwieszając się na mojej szyi.
- No, no, no. Witaj, chłopcze. Miło cię widzieć, wiesz?
- Jesteś jego ojcem? - pyta się brunetka i wskazuje na mnie. Wybaczam jej, bo jest pod wpływem narkotyków.
- Nie. Jestem jego  bardzo dobrym przyjacielem, który bierze cię na wycieczkę.
- A on też idzie?
- Nie. - odpowiada krótko patrząc ze złością w moje oczy. Bierze Dianę za nadgarstek i zmierza ku drzwiom. Odwraca się na chwilę w moją stronę - In your home. - mówi i trzaska drzwiami. Przekręcam zamek i osuwam się na podłogę. Iyh to znaczy in your home.. Kurwa! Już kiedyś mnie tego skrótu uczył..
Uderzam pięścią o podłogę.
Po chwili ciszy słyszę pukanie do drzwi. Niechętnie się podnoszę i otwieram drzwi. Przede mną stoi jakaś kobieta po 40. Patrzy na mnie zszokowana.
- Harry... Harry Styles?
- Nie, nie ma takiego. Do widzenia. - chcę zamknąć drzwi przed jej nosem, ale szybko daje nogę między framugą, a drzwiami.
- Nie wierzę ci.. Spójrz na mnie i zobacz kogo widzisz.
- Nie muszę nawet spoglądać, żeby dostrzec dziwoląga. - tym razem udaje mi się zamknąć drzwi. Za dużo jak na jeden dzień, za dużo..
Zmierzam w stronę salonu, ale krzyki tej kobiety mi nie pozwalają...
- Jestem twoją matką! - .... a zwłaszcza to zdanie.
Otwieram drzwi i ze złością patrzę na nią.
- Nie mam matki, ani taty ani nikogo innego. Nie mam rodziny, więc spierdalaj stąd zanim ci coś zrobię. - syczę przez zęby. Kobieta szybko reaguje i odchodzi, a raczej ucieka biegiem. I to rozumiem. Zamykam, a raczej trzaskam drzwiami i idę do salonu. Z barku wyjmuję mocny alkohol i siadam na kanapę. Alkohol nie zdziała na twoje smutki...
*** Diana ***
Budzę się, a moja głowa pulsuje. Gdzieś jadę, ale nie jestem na siedzeniach. Leżę. Ręce i nogi mam związane, a na oczy mam założoną jakąś opaskę. Czy ja jestem w bagażniku? To jest jakiś psychopata! Przecież tutaj jest gorąco, ledwo co oddycham.
Nagle auto staje. Słyszę trzask drzwi, a po chwili ktoś otwiera bagażnik. Pierwsze co to biorę głęboki wdech i wydech, następnie mrużę oczy pod wpływem jasnego słońca, gdy ściąga mi opaskę z oczu. Mój wzrok dostosowuje się do jasności i mogę dostrzec, że Styles to nie on. Jakiś siwy mężczyzna odwiązuje mnie i szarpie mną z tego auta.
- Już Harry'ego nie zobaczysz, tak mi przykro. - mówi sarkastycznie i ciągnie mną do jakiegoś białego budynku. W środku jest bardzo ładnie. Białe ściany, beżowe meble i brązowe panele.
- Czy pokój 377 jest gotowy? - pyta jakąś recepcjonistkę.
- Tak, proszę pana. Wszystko o co pan prosił tam jest.
- Wyśmienicie. - klaszcze w dłonie i je przeciera. Jego takowy dobry humor nie trwa długo. Gdy spogląda na mnie, mogę zobaczyć w jego oczach nic innego jak nienawiść jeszcze gorszą niż tą, co widziałam u Harry'ego. - Masz być grzeczna, a nie będziesz karana, zrozumiano? - ciągnie mnie za włosy, gdy nie uzyskuje odpowiedzi - Zrozumiano? - pyta ostrzej, a ja kiwam głową czując jak zbierają mi się łzy.
Idziemy do windy. Widzę jak zaznacza piętro 9, a po chwili winda rusza na górę.
- Mam nadzieję, że pokój ci się spodoba. Mogę powiedzieć, że będziesz miała vipowski apartament. Nie wiem czy Styles ci coś mówił, ale wiesz gdzie teraz jesteś?
- W psychiat..Psychiatryku?
- Mądra dziewczynka. - mówi z zachwytem, a mi chce się płakać. Nie przypuszczałam, że ten dzień nadejdzie tak szybko. Styles mnie okłamał... Nie za 3 tygodnie, lecz teraz... A co ty myślałaś? Że powie ci prawdę? To jest bezlitosny morderca. Nie, nie myślałam tak...
Gdy winda się zatrzymuje, puszcza mnie pierwszą. Jaki dżentelmen..
- Tędy. - oznajmia i zaś mną ciągnie. Idziemy na sam koniec i otwiera duże drzwi. - Oh nie, nie, nie. To nie twój pokój, tylko mój. Muszę wziąć klucze do twojego apartamentu i możemy iść. -  patrzę za siebie, na korytarzu dominują takie same kolory co w holu.
Po kilku sekundach zostaję wypchnięta z pokoju i ciągnie mną na drugą stronę budynku. Otwiera duże metalowe drzwi i od razu czuję nieprzyjemny zapach. Jakby ktoś tam zdechł.
Mijam różne cele, niektóre puste, a w niektórych są obłąkani ludzie. Ta strona różni się całkowicie niż tamta pierwsza. Ale na co ja liczę? Że będę traktowana jak księżniczka?
- Oto twoje królestwo. - mówi otwierając celę. Zerkam do środka i nie ma tam nic oprócz łóżka i bardzo dużej drewnianej szafy. Słyszę zamykanie krat. Odwracam się i dochodzi do mnie fakt, że on mnie zamknął. Zamknął mnie w celi, w której śmierdzi stęchlizną. Nie chcę wiedzieć ani wyobrażać sobie, kto lub co było przede mną.
- Dlaczego.. - szepczę.
- Nie wiem dlaczego, ale jedyne co wiem na teraz to to, że masz być gotowa za 15 minut. W szafie masz sukienki i buty na obcasie. - mówi i odchodzi. Powoli otwieram szafę, a tam stos poukładanych sukienek, a na dole z pięć par obcasów. On chce ze mną zrobić dokładnie to samo, co Harry z moją mamą...
Upadam na kolana, twarz chowam w dłoniach i płaczę. Płaczę jak nigdy dotąd.Nie chcę tak skończyć, nie chcę, aby mój pierwszy raz tak wyglądał. Sama się do tego przyczyniłaś. Wcale, że nie! To nie moja wina! Ja nie jestem niczemu winna...
Mogę przysiąc, że słychać mnie w całym budynku.
- A ty nadal nie gotowa? No już! - wchodzi do celi, podnosi mnie i zaczyna rozbierać do bielizny. Szarpię się, ale to nic nie daje. Jedyne co mi zostało, to płakać i błagać o litość. Ubiera na mnie jakąś czarną obcisłą sukienkę, do tego czarne szpilki i wypycha z celi. Nie minęło nawet 10 minut i ma pretensje. W sumie, i tak bym tego nie zrobiła.
Idziemy w kierunku wind, wchodzimy do środka, a raczej to on wchodzi, bo mnie wpycha jak jakąś nic nie wartą rzecz. Staję tyłem przed nim i mogę przysiąc, że patrzy się na mój tyłek.  
- Twój koszmar zaraz się zacznie. Mam nadzieję, że ten dupek Styles przygotował cię psychicznie. Ale... Nawet jeśli tego nie zrobił, zapłaci mi czyjąś śmiercią. - szepcze mi do ucha, a ja mam ochotę jeszcze raz płakać.
 Po chwili winda zatrzymuje się w jeszcze gorszym miejscu. Wszędzie śmierdzi tu stęchlizną, na ściany są popękane, całe z grzybu. Gdzie ja trafiłam?
Włosy stają mi dęba, gdy dochodzą do mnie jakieś krzyki, płacz i dźwięki biczowania? Co oni tutaj robią?
- Nie martw się, twoje tortury będą gorsze. - czasami żałuję, że nie skończyłam ze sobą wcześniej. Teraz tylko się męczę, ale niee.. Diana chciała zobaczyć co ją spotka i nie zrobiła tego raz, a pożądnie tylko wymiękła!
Na końcu korytarza są metalowe drzwi na kłódkę. Kątem oka patrzę na porywacza, jego szyderczy uśmiech nie znika wcale. Masz powody do strachu. Pierwszy raz chyba zgodzę się z samą sobą. Strach? Mało powiedziane. Wolę, żeby Harry był moim porywaczem.
- Odwróć się. - odwracam głowę w jego stronę i od razu dostaję coś do twarzy. Później obraz się zamazuje.
***
Powoli otwieram oczy, co się stało? Próbuję wstać, ale dociera do mnie to, że jestem przywiązana do krzesła. W całym pomieszczeniu jest ciemno i mokro. Co jakiś czas kropelki wody kapią mi na głowę. Mam nadzieję, że to jest woda.
- Już się księżniczka obudziła? - unoszę głowę do góry i widzę tego całego szefa. Ręce ma schowane za plecami, pewnie coś trzyma - Mam dla ciebie kilka niespodzianek, ale najpierw należą ci się jakieś wytłumaczenia dlaczego tu jesteś, prawda? - zza pleców wyciąga srebrne klucze - Otóż... Na dzień dzisiejszy mogę ci powiedzieć tylko to, że zniszczę cię tak jak ty zniszczyłaś moją rodzinę.
- O.. O czym ty mówwi..
- Masz się do mnie zwracać na panie! - dostaję mocno w policzek.
- Nie niszczyłam niczyjjej jj rodzinny. ..
- Mylisz się.. I to bardzo. Wielu rzeczy jesteś nie świadoma, ale nie martw się. Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. A teraz czas, aby się zabawić. - mówi. Zapala światło i mogę dostrzec ten sam chytry uśmiech, jest podniecony. Przełykam ślinę, źle mi się robi na samą myśl, do czego może zaraz dojść. Kluczami otwiera inną szafę, a z niej wyjmuje duże pudło. Przez chwilę czegoś szuka w środka. Gdy znajduje tą rzecz, ręce daje za plecy i idzie w moim kierunku. Staje za mną. Nagle zakrywa mi oczy jakąś chustą, przez co nic nie widzę. Próbuję wyrywać się, ale to nic nie daje. Stukot jego butów słychać po całym pomieszczeniu. Nie wiem gdzie się teraz znajduje, co robi. Jedyne co mi zostaje to modlenie się.
- Mam nadzieję, że lubisz ostrą zabawę. - to jedno zdanie sprawia, że zaczynam panikować. Łzy moczą chustę, wiercę się na krześle, krzyczę ile mam sił w płucach, ale to i tak nie daje rezultatów. - Zamknij się wreszcie! - drugi raz dostaję w policzek, tym razem w lewy. To sprawia, że siedzę cicho. Od czasu do czasu wydaję z siebie cichy szloch. - A teraz powiedz, czy Styles cię dotykał w jakikolwiek sposób?
- Nnie..
- Nie, co?
- Nnniee dot-ttykał mmnie.
- Nie kłam! - warczy i dostaję porządnie w żebra z bicza. Piekielnie mnie to boli, gdzie jest Harry kiedy go potrzebuję? Sama nie wierzę, że o tym pomyślałam, ale ...- Powiedz prawdę!
- M.. Mówię prawwdę.. - kolejny raz dostaję, tym razem w brzuch. Nie wytrzymuję i z moich ust wypluwam krew. Jeśli chce mnie zabić to proszę bardzo! Nie musi się nade mną litować, niech zrobi to od razu.
- Ostatni raz się pytam.. Dotykał cię? - myślę chwilę nad wypowiedzi i przypomina mi się jeden moment. Uderzył mnie. A to też jakaś forma dotykania.
- Bił. - odpowiadam krótko.
- Bił, powiadasz? I ty mu się dałaś, mała suko! - obrywam mocno w plecy. Kolejny głośny szloch, kolejne mocne uderzenie.. Będą blizny gorsze od moich.. Z każdym biczowanym miejscem, czuję się słabsza. Upokarza mnie przed samą sobą i wstydzę się tego. Cholernie się wstydzę.
- Ja.. Ja pr.. - kaszlę krwią i nie potrafię się wysłowić.
- Ty, co?
- Prób.. Próbowwałł... Próbowałłamm ssię bbronić..
- Jakoś ci to nie wyszło, bo widzę siniaki. - już nie mówi, nie krzyczy tylko warczy, a do jednego bicza dodaje drugi i z podwójna siłą mnie biczuje. Krzyczę o pomoc najgłośniej jak mogę, płaczę.
Ostatni raz uderza w lewo biodro przez co upadam na podłogę wraz z krzesłem. Przed moimi oczami przemija całe moje życie. Wszystkie wzloty i upadki, dobre jak i te złe rzeczy, błędy życiowe i ktoś jeszcze.. Jakiś chłopak, a obok niego dziewczynka. To oni są w moich snach, ale ta dziewczynka. Ona to ja, ona jest mną. Ja jestem nią, a kim jest ten chłopczyk? Czuję, że tracę siły i zamykam oczy, czy na zawsze?
*** Harry ***
Mogę powiedzieć, że jestem zalany w trzy dupy. Tego mi brakowało - wolności, zero płaczu, stęków, jęków, krzyków - tylko ja i nit więcej. Ja, sam, w dużym domu. Cisza, spokój, nie muszę się martwić czy coś się psuje czy nie, czy ktoś chodzi na górze czy też nie, nic kompletnie nic mnie w tej chwili nie rusza i nie ruszy.
Włączam wieżę i od razu po całym pokoju, a nawet i domu roznosi się Metallica.

Mariah Carey - Without You 

Cała przyjemność pryska, gdy zamiast ciężkiej muzyki, zaczyna lecieć jakaś powolna. Nie wiem dlaczego, ale rozkładam się wygodnie na kanapie, zamykam oczy i rozmyślam. Znam tą piosenkę. To była ulubiona piosenka mojej mamy... Pamiętam jak mówiła, że tą piosenkę zadedykował jej Des, czyli mój ojciec. Próbował ją znowu zdobyć, bo popełnił błąd w ich związku. Przez 2 miesiące stał przed jej drzwiami i prosił ją o drugą szansę. Ich miłość na początku nie była za dobra. Mama była cichą, szarą myszką. Nie była za bardzo lubiana w szkole, natomiast tata na odwrót. Flirtował na okrągło, lecz pewnego dnia przez przypadek wpadł na nią na szkolnym dziedzińcu i od tamtej pory obiecywał sobie, że będzie jego. Anne - bo tak nazywa się moja matka - nie mogła uwierzyć, że ktoś taki jak Des, zwrócił na nią uwagę. Przy tej piosence też tańczyli na studniówce. Zostali parą balu, a także oficjalną parą.
Jak byłem mały, rodzice siadali na tarasie za domem i puszczali różne piosenki. Mama co chwila chciała tą. Gdy zapytałem się dlaczego ta piosenka jest tak bardzo dla niej wyjątkowa, opowiedziała mi wszystko. Cieszyłem się jej szczęściem i od tamtego momentu, także ta piosenka zaczynała być dla mnie jakaś ważna.
Tata za młodu też nie był święty jak ja, też popełniał błędy, ale to dzięki mamie się zmienił. Ożenił się z nią, założył rodzinę. Wszystko było wspaniale, do czasu, w którym odszedł od nas. Wtedy wszystko się zmieniło. Anne popadła w nałóg alkoholowy, moja starsza siostra - Gemma - była tak samo zszokowana jak ja, ale ona więcej rozumiała, ja miałem wtedy 7 lat.
Zanim się rozeszli, planowany był wyjazd nad morze. Umówili się tam ze swoimi przyjaciółmi poznanymi jeszcze wcześniej nad morzem. Za dużo  z takich wyjazdów nie pamiętam. Wiem, że na jednym z takich wycieczek, zgubiłem swój naszyjnik w zawieszką w kształcie papierowego samolotu.
Nie wiem kiedy pojedyncza łza spływa po moim policzku. Tego już za wiele! Wycieram słoną łzę, ale po chwili znowu to się dzieje. Łzy samowolnie spływają po mojej twarzy. A przed oczami jako obraz mam Dianę ale co ona ma do tego wszystkiego? Widzę ją płaczącą, tnąca się, cierpiącą, a najbardziej teraz, gdy jest w rękach mojego szefa.
Wstaję i podchodzę do komody pod telewizorem. Z jednej z szafek wyjmuje jej zdjęcie, które zostało zrobione tuż przed jej uprowadzeniem przeze mnie. Wracam z powrotem na miejsce i dokładnie patrzę na fotografię. Na jej twarzy widnieje sztuczny uśmiech. Gdy miałem okazję się jej przyglądać, nigdy nie była szczerze uśmiechnięta bądź szczęśliwa. Długie brązowe włosy są rozpuszczone. Gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że to jest zdjęcie z młodości mojej mamy. Jest tu do niej bardzo podobna, albo alkohol tak na mnie działa. Leciutki naszyjnik na jej szyi, jakiś sweter z długimi... Chwila, co? Naszyjnik... Taki sam naszyjnik jaki miałem ja. Tylko mój miał wyszczerbiony czubek jak na tym zdjęciu. To chyba niemożliwe, żeby.. Nie, to wszystko przez alkohol. Nie jesteś aż tak pijany, aby nie być świadom swoich uczuć. Jakich uczuć? Do niej? na jest nikim w porównaniu do mnie.
- Mylisz się, skarbie.
- Kto to powiedział?
- To tylko ja.. - odwracam głowę w prawo i widzę ją, moją rodzicielkę. Próbuję jej dotknąć, ale się nie da. Ona jest duchem? - Nie, nie jestem duchem. Jestem tylko twoja podświadomością.
- Jak.. Jak to?
- Chcę ci tylko udowodnić, że warto walczyć o to, na czym ci zależy. Walcz o nią. Walcz o Dianę.
- Ona jest dla mnie nikim.
- Nie wierzę ci. Jako twoja podświadomość  wiem, co mówię. Przecież wiesz, że z twoimi rodzicami było prawie tak samo. Teraz czas na powtórkę, ale w wykonaniu was.. Przemyśl to. Posłuchaj w końcu głosu własnego serca. - mówi i rozpływa się. Za dużo alkoholu, za dużo. Co mnie obchodzi jakaś dziewczyna? Nigdy nie miałem dziewczyny i się z tym cieszę, nigdy nie kochałem żadnej obcej dziewczyny.
Tylko, że ja tą dziewczynę znam od małego. Ona ma mój naszyjnik, to ona? Pierwsza myśl 'muszę dokładnie sprawdzić jej notatki'. Nie potykając się o własne nogi, idę do pokoju w którym była przez jakiś czas. Bez problemu znajduję jej laptopa, leży na  łóżku. Włączam go i po 3 minutach przeszukuję notatki. Każda jest podpisana, co ułatwia mi robotę.
Dziwne sny
Od jakiegoś czasu (czyli od dawna) mam dziwne sny.
Śni mi się dziewczynka, która poznaje jakiegoś chłopczyka. Ich matki zaprzyjaźniają się od razu.
Nie wiem dlaczego to mi się śni. Nigdy nie mogę zobaczyć ich twarzy. 
Może kiedyś znajdę odpowiedź na ten temat. 
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ta dziewczynka tak samo jak ja, ma łańcuszek. Zawieszką jest papierowy samolocik z lekko wyszczerbionym czubkiem. Dziwne, nie?
Inna sytuacja - kiedyś śniło mi się, że ta dziewczynka znowu spotyka tego chłopczyka w Holmes Chapel. Czemu akurat tu?
Miejsce było mi znane, więc tam poszłam. A następnie do jakiegoś domu, ale zastałam tam tylko dojrzałą kobietę po 40-stce. Czuć było od niej alkohol. Widać, kobieta nie panuje nad tym. 
Dalej nie czytam, tyle mi starczy. Zbiegam na dół, biorę telefon, wybieram numer i dzwonię.
- Will, musisz mi pomóc. - zamierzam ją wyciągnąć z tego piekła. 

No, I can't forget tomorrow,
When I think of all my sorrow,
When I had you there,
But then I let you go.
And now it's only fair that I should let you know,
What you should know.
I can't live,
If living is without you.


Najpierw WAŻNA wiadomość!
Od 1 do 15 sierpnia mnie nie będzie, gdyż wyjeżdżam za granicę, ale nie bójcie się - do końca lipca napiszę jeszcze jeden rozdział albo może dwa (?). To zależy od was, czy będziecie chcieli czy nie. Gdybym miała jakiś dostęp wifi za granicą, mogłabym spokojnie być tutaj, ale problem jest taki, że tam nie będzie żadnego internetu i o to mam ból. ;_;
Przypomnę wam jeszcze o tym. x
A teraz rzeczy co do rozdziału. Co sądzicie o tym rozdziale? Bo ja szczerze powiem, że jestem bardzo zadowolona z końca, z perspektywy Harry'ego. Myślałam, że zacznę ryczeć XD
A jak na was zadziałała ta historia? Czekam na wasze motywujące komentarze :)
10 komentarzy = next
Theme by violette