sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 20

Parkuję przed domem i szybko wychodzę rozglądając się dookoła. Chyba nikogo nie ms, ale trzeba pamiętać, że on jest wszędzie i wszystko wie, wszystko widzi i słyszy.
- Pospiesz się. - syczę do niej jak najciszej potrafię.
- Jak się denerwujesz to wyglądasz seksownie.. - oblizuje wargę, a moje oczy są jak pięciozłotówki. Jednak się otrząsam i ciągnę ją za sobą pod drzwi. - Nie widzisz, że są otwarte? - oznajmia, gdy widzi jak usiłuję przekręcić klucz w zamku.
Ale jak to otwarte? Przecież je zamykałem, zawsze zamykam dom. To chyba niemożliwe, żeby...
- O kurwa... - wparowuję do domu o mało co nie potykając się o własne nogi. Po mnie wbiega Diana uwieszając się na mojej szyi.
- No, no, no. Witaj, chłopcze. Miło cię widzieć, wiesz?
- Jesteś jego ojcem? - pyta się brunetka i wskazuje na mnie. Wybaczam jej, bo jest pod wpływem narkotyków.
- Nie. Jestem jego  bardzo dobrym przyjacielem, który bierze cię na wycieczkę.
- A on też idzie?
- Nie. - odpowiada krótko patrząc ze złością w moje oczy. Bierze Dianę za nadgarstek i zmierza ku drzwiom. Odwraca się na chwilę w moją stronę - In your home. - mówi i trzaska drzwiami. Przekręcam zamek i osuwam się na podłogę. Iyh to znaczy in your home.. Kurwa! Już kiedyś mnie tego skrótu uczył..
Uderzam pięścią o podłogę.
Po chwili ciszy słyszę pukanie do drzwi. Niechętnie się podnoszę i otwieram drzwi. Przede mną stoi jakaś kobieta po 40. Patrzy na mnie zszokowana.
- Harry... Harry Styles?
- Nie, nie ma takiego. Do widzenia. - chcę zamknąć drzwi przed jej nosem, ale szybko daje nogę między framugą, a drzwiami.
- Nie wierzę ci.. Spójrz na mnie i zobacz kogo widzisz.
- Nie muszę nawet spoglądać, żeby dostrzec dziwoląga. - tym razem udaje mi się zamknąć drzwi. Za dużo jak na jeden dzień, za dużo..
Zmierzam w stronę salonu, ale krzyki tej kobiety mi nie pozwalają...
- Jestem twoją matką! - .... a zwłaszcza to zdanie.
Otwieram drzwi i ze złością patrzę na nią.
- Nie mam matki, ani taty ani nikogo innego. Nie mam rodziny, więc spierdalaj stąd zanim ci coś zrobię. - syczę przez zęby. Kobieta szybko reaguje i odchodzi, a raczej ucieka biegiem. I to rozumiem. Zamykam, a raczej trzaskam drzwiami i idę do salonu. Z barku wyjmuję mocny alkohol i siadam na kanapę. Alkohol nie zdziała na twoje smutki...
*** Diana ***
Budzę się, a moja głowa pulsuje. Gdzieś jadę, ale nie jestem na siedzeniach. Leżę. Ręce i nogi mam związane, a na oczy mam założoną jakąś opaskę. Czy ja jestem w bagażniku? To jest jakiś psychopata! Przecież tutaj jest gorąco, ledwo co oddycham.
Nagle auto staje. Słyszę trzask drzwi, a po chwili ktoś otwiera bagażnik. Pierwsze co to biorę głęboki wdech i wydech, następnie mrużę oczy pod wpływem jasnego słońca, gdy ściąga mi opaskę z oczu. Mój wzrok dostosowuje się do jasności i mogę dostrzec, że Styles to nie on. Jakiś siwy mężczyzna odwiązuje mnie i szarpie mną z tego auta.
- Już Harry'ego nie zobaczysz, tak mi przykro. - mówi sarkastycznie i ciągnie mną do jakiegoś białego budynku. W środku jest bardzo ładnie. Białe ściany, beżowe meble i brązowe panele.
- Czy pokój 377 jest gotowy? - pyta jakąś recepcjonistkę.
- Tak, proszę pana. Wszystko o co pan prosił tam jest.
- Wyśmienicie. - klaszcze w dłonie i je przeciera. Jego takowy dobry humor nie trwa długo. Gdy spogląda na mnie, mogę zobaczyć w jego oczach nic innego jak nienawiść jeszcze gorszą niż tą, co widziałam u Harry'ego. - Masz być grzeczna, a nie będziesz karana, zrozumiano? - ciągnie mnie za włosy, gdy nie uzyskuje odpowiedzi - Zrozumiano? - pyta ostrzej, a ja kiwam głową czując jak zbierają mi się łzy.
Idziemy do windy. Widzę jak zaznacza piętro 9, a po chwili winda rusza na górę.
- Mam nadzieję, że pokój ci się spodoba. Mogę powiedzieć, że będziesz miała vipowski apartament. Nie wiem czy Styles ci coś mówił, ale wiesz gdzie teraz jesteś?
- W psychiat..Psychiatryku?
- Mądra dziewczynka. - mówi z zachwytem, a mi chce się płakać. Nie przypuszczałam, że ten dzień nadejdzie tak szybko. Styles mnie okłamał... Nie za 3 tygodnie, lecz teraz... A co ty myślałaś? Że powie ci prawdę? To jest bezlitosny morderca. Nie, nie myślałam tak...
Gdy winda się zatrzymuje, puszcza mnie pierwszą. Jaki dżentelmen..
- Tędy. - oznajmia i zaś mną ciągnie. Idziemy na sam koniec i otwiera duże drzwi. - Oh nie, nie, nie. To nie twój pokój, tylko mój. Muszę wziąć klucze do twojego apartamentu i możemy iść. -  patrzę za siebie, na korytarzu dominują takie same kolory co w holu.
Po kilku sekundach zostaję wypchnięta z pokoju i ciągnie mną na drugą stronę budynku. Otwiera duże metalowe drzwi i od razu czuję nieprzyjemny zapach. Jakby ktoś tam zdechł.
Mijam różne cele, niektóre puste, a w niektórych są obłąkani ludzie. Ta strona różni się całkowicie niż tamta pierwsza. Ale na co ja liczę? Że będę traktowana jak księżniczka?
- Oto twoje królestwo. - mówi otwierając celę. Zerkam do środka i nie ma tam nic oprócz łóżka i bardzo dużej drewnianej szafy. Słyszę zamykanie krat. Odwracam się i dochodzi do mnie fakt, że on mnie zamknął. Zamknął mnie w celi, w której śmierdzi stęchlizną. Nie chcę wiedzieć ani wyobrażać sobie, kto lub co było przede mną.
- Dlaczego.. - szepczę.
- Nie wiem dlaczego, ale jedyne co wiem na teraz to to, że masz być gotowa za 15 minut. W szafie masz sukienki i buty na obcasie. - mówi i odchodzi. Powoli otwieram szafę, a tam stos poukładanych sukienek, a na dole z pięć par obcasów. On chce ze mną zrobić dokładnie to samo, co Harry z moją mamą...
Upadam na kolana, twarz chowam w dłoniach i płaczę. Płaczę jak nigdy dotąd.Nie chcę tak skończyć, nie chcę, aby mój pierwszy raz tak wyglądał. Sama się do tego przyczyniłaś. Wcale, że nie! To nie moja wina! Ja nie jestem niczemu winna...
Mogę przysiąc, że słychać mnie w całym budynku.
- A ty nadal nie gotowa? No już! - wchodzi do celi, podnosi mnie i zaczyna rozbierać do bielizny. Szarpię się, ale to nic nie daje. Jedyne co mi zostało, to płakać i błagać o litość. Ubiera na mnie jakąś czarną obcisłą sukienkę, do tego czarne szpilki i wypycha z celi. Nie minęło nawet 10 minut i ma pretensje. W sumie, i tak bym tego nie zrobiła.
Idziemy w kierunku wind, wchodzimy do środka, a raczej to on wchodzi, bo mnie wpycha jak jakąś nic nie wartą rzecz. Staję tyłem przed nim i mogę przysiąc, że patrzy się na mój tyłek.  
- Twój koszmar zaraz się zacznie. Mam nadzieję, że ten dupek Styles przygotował cię psychicznie. Ale... Nawet jeśli tego nie zrobił, zapłaci mi czyjąś śmiercią. - szepcze mi do ucha, a ja mam ochotę jeszcze raz płakać.
 Po chwili winda zatrzymuje się w jeszcze gorszym miejscu. Wszędzie śmierdzi tu stęchlizną, na ściany są popękane, całe z grzybu. Gdzie ja trafiłam?
Włosy stają mi dęba, gdy dochodzą do mnie jakieś krzyki, płacz i dźwięki biczowania? Co oni tutaj robią?
- Nie martw się, twoje tortury będą gorsze. - czasami żałuję, że nie skończyłam ze sobą wcześniej. Teraz tylko się męczę, ale niee.. Diana chciała zobaczyć co ją spotka i nie zrobiła tego raz, a pożądnie tylko wymiękła!
Na końcu korytarza są metalowe drzwi na kłódkę. Kątem oka patrzę na porywacza, jego szyderczy uśmiech nie znika wcale. Masz powody do strachu. Pierwszy raz chyba zgodzę się z samą sobą. Strach? Mało powiedziane. Wolę, żeby Harry był moim porywaczem.
- Odwróć się. - odwracam głowę w jego stronę i od razu dostaję coś do twarzy. Później obraz się zamazuje.
***
Powoli otwieram oczy, co się stało? Próbuję wstać, ale dociera do mnie to, że jestem przywiązana do krzesła. W całym pomieszczeniu jest ciemno i mokro. Co jakiś czas kropelki wody kapią mi na głowę. Mam nadzieję, że to jest woda.
- Już się księżniczka obudziła? - unoszę głowę do góry i widzę tego całego szefa. Ręce ma schowane za plecami, pewnie coś trzyma - Mam dla ciebie kilka niespodzianek, ale najpierw należą ci się jakieś wytłumaczenia dlaczego tu jesteś, prawda? - zza pleców wyciąga srebrne klucze - Otóż... Na dzień dzisiejszy mogę ci powiedzieć tylko to, że zniszczę cię tak jak ty zniszczyłaś moją rodzinę.
- O.. O czym ty mówwi..
- Masz się do mnie zwracać na panie! - dostaję mocno w policzek.
- Nie niszczyłam niczyjjej jj rodzinny. ..
- Mylisz się.. I to bardzo. Wielu rzeczy jesteś nie świadoma, ale nie martw się. Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. A teraz czas, aby się zabawić. - mówi. Zapala światło i mogę dostrzec ten sam chytry uśmiech, jest podniecony. Przełykam ślinę, źle mi się robi na samą myśl, do czego może zaraz dojść. Kluczami otwiera inną szafę, a z niej wyjmuje duże pudło. Przez chwilę czegoś szuka w środka. Gdy znajduje tą rzecz, ręce daje za plecy i idzie w moim kierunku. Staje za mną. Nagle zakrywa mi oczy jakąś chustą, przez co nic nie widzę. Próbuję wyrywać się, ale to nic nie daje. Stukot jego butów słychać po całym pomieszczeniu. Nie wiem gdzie się teraz znajduje, co robi. Jedyne co mi zostaje to modlenie się.
- Mam nadzieję, że lubisz ostrą zabawę. - to jedno zdanie sprawia, że zaczynam panikować. Łzy moczą chustę, wiercę się na krześle, krzyczę ile mam sił w płucach, ale to i tak nie daje rezultatów. - Zamknij się wreszcie! - drugi raz dostaję w policzek, tym razem w lewy. To sprawia, że siedzę cicho. Od czasu do czasu wydaję z siebie cichy szloch. - A teraz powiedz, czy Styles cię dotykał w jakikolwiek sposób?
- Nnie..
- Nie, co?
- Nnniee dot-ttykał mmnie.
- Nie kłam! - warczy i dostaję porządnie w żebra z bicza. Piekielnie mnie to boli, gdzie jest Harry kiedy go potrzebuję? Sama nie wierzę, że o tym pomyślałam, ale ...- Powiedz prawdę!
- M.. Mówię prawwdę.. - kolejny raz dostaję, tym razem w brzuch. Nie wytrzymuję i z moich ust wypluwam krew. Jeśli chce mnie zabić to proszę bardzo! Nie musi się nade mną litować, niech zrobi to od razu.
- Ostatni raz się pytam.. Dotykał cię? - myślę chwilę nad wypowiedzi i przypomina mi się jeden moment. Uderzył mnie. A to też jakaś forma dotykania.
- Bił. - odpowiadam krótko.
- Bił, powiadasz? I ty mu się dałaś, mała suko! - obrywam mocno w plecy. Kolejny głośny szloch, kolejne mocne uderzenie.. Będą blizny gorsze od moich.. Z każdym biczowanym miejscem, czuję się słabsza. Upokarza mnie przed samą sobą i wstydzę się tego. Cholernie się wstydzę.
- Ja.. Ja pr.. - kaszlę krwią i nie potrafię się wysłowić.
- Ty, co?
- Prób.. Próbowwałł... Próbowałłamm ssię bbronić..
- Jakoś ci to nie wyszło, bo widzę siniaki. - już nie mówi, nie krzyczy tylko warczy, a do jednego bicza dodaje drugi i z podwójna siłą mnie biczuje. Krzyczę o pomoc najgłośniej jak mogę, płaczę.
Ostatni raz uderza w lewo biodro przez co upadam na podłogę wraz z krzesłem. Przed moimi oczami przemija całe moje życie. Wszystkie wzloty i upadki, dobre jak i te złe rzeczy, błędy życiowe i ktoś jeszcze.. Jakiś chłopak, a obok niego dziewczynka. To oni są w moich snach, ale ta dziewczynka. Ona to ja, ona jest mną. Ja jestem nią, a kim jest ten chłopczyk? Czuję, że tracę siły i zamykam oczy, czy na zawsze?
*** Harry ***
Mogę powiedzieć, że jestem zalany w trzy dupy. Tego mi brakowało - wolności, zero płaczu, stęków, jęków, krzyków - tylko ja i nit więcej. Ja, sam, w dużym domu. Cisza, spokój, nie muszę się martwić czy coś się psuje czy nie, czy ktoś chodzi na górze czy też nie, nic kompletnie nic mnie w tej chwili nie rusza i nie ruszy.
Włączam wieżę i od razu po całym pokoju, a nawet i domu roznosi się Metallica.

Mariah Carey - Without You 

Cała przyjemność pryska, gdy zamiast ciężkiej muzyki, zaczyna lecieć jakaś powolna. Nie wiem dlaczego, ale rozkładam się wygodnie na kanapie, zamykam oczy i rozmyślam. Znam tą piosenkę. To była ulubiona piosenka mojej mamy... Pamiętam jak mówiła, że tą piosenkę zadedykował jej Des, czyli mój ojciec. Próbował ją znowu zdobyć, bo popełnił błąd w ich związku. Przez 2 miesiące stał przed jej drzwiami i prosił ją o drugą szansę. Ich miłość na początku nie była za dobra. Mama była cichą, szarą myszką. Nie była za bardzo lubiana w szkole, natomiast tata na odwrót. Flirtował na okrągło, lecz pewnego dnia przez przypadek wpadł na nią na szkolnym dziedzińcu i od tamtej pory obiecywał sobie, że będzie jego. Anne - bo tak nazywa się moja matka - nie mogła uwierzyć, że ktoś taki jak Des, zwrócił na nią uwagę. Przy tej piosence też tańczyli na studniówce. Zostali parą balu, a także oficjalną parą.
Jak byłem mały, rodzice siadali na tarasie za domem i puszczali różne piosenki. Mama co chwila chciała tą. Gdy zapytałem się dlaczego ta piosenka jest tak bardzo dla niej wyjątkowa, opowiedziała mi wszystko. Cieszyłem się jej szczęściem i od tamtego momentu, także ta piosenka zaczynała być dla mnie jakaś ważna.
Tata za młodu też nie był święty jak ja, też popełniał błędy, ale to dzięki mamie się zmienił. Ożenił się z nią, założył rodzinę. Wszystko było wspaniale, do czasu, w którym odszedł od nas. Wtedy wszystko się zmieniło. Anne popadła w nałóg alkoholowy, moja starsza siostra - Gemma - była tak samo zszokowana jak ja, ale ona więcej rozumiała, ja miałem wtedy 7 lat.
Zanim się rozeszli, planowany był wyjazd nad morze. Umówili się tam ze swoimi przyjaciółmi poznanymi jeszcze wcześniej nad morzem. Za dużo  z takich wyjazdów nie pamiętam. Wiem, że na jednym z takich wycieczek, zgubiłem swój naszyjnik w zawieszką w kształcie papierowego samolotu.
Nie wiem kiedy pojedyncza łza spływa po moim policzku. Tego już za wiele! Wycieram słoną łzę, ale po chwili znowu to się dzieje. Łzy samowolnie spływają po mojej twarzy. A przed oczami jako obraz mam Dianę ale co ona ma do tego wszystkiego? Widzę ją płaczącą, tnąca się, cierpiącą, a najbardziej teraz, gdy jest w rękach mojego szefa.
Wstaję i podchodzę do komody pod telewizorem. Z jednej z szafek wyjmuje jej zdjęcie, które zostało zrobione tuż przed jej uprowadzeniem przeze mnie. Wracam z powrotem na miejsce i dokładnie patrzę na fotografię. Na jej twarzy widnieje sztuczny uśmiech. Gdy miałem okazję się jej przyglądać, nigdy nie była szczerze uśmiechnięta bądź szczęśliwa. Długie brązowe włosy są rozpuszczone. Gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że to jest zdjęcie z młodości mojej mamy. Jest tu do niej bardzo podobna, albo alkohol tak na mnie działa. Leciutki naszyjnik na jej szyi, jakiś sweter z długimi... Chwila, co? Naszyjnik... Taki sam naszyjnik jaki miałem ja. Tylko mój miał wyszczerbiony czubek jak na tym zdjęciu. To chyba niemożliwe, żeby.. Nie, to wszystko przez alkohol. Nie jesteś aż tak pijany, aby nie być świadom swoich uczuć. Jakich uczuć? Do niej? na jest nikim w porównaniu do mnie.
- Mylisz się, skarbie.
- Kto to powiedział?
- To tylko ja.. - odwracam głowę w prawo i widzę ją, moją rodzicielkę. Próbuję jej dotknąć, ale się nie da. Ona jest duchem? - Nie, nie jestem duchem. Jestem tylko twoja podświadomością.
- Jak.. Jak to?
- Chcę ci tylko udowodnić, że warto walczyć o to, na czym ci zależy. Walcz o nią. Walcz o Dianę.
- Ona jest dla mnie nikim.
- Nie wierzę ci. Jako twoja podświadomość  wiem, co mówię. Przecież wiesz, że z twoimi rodzicami było prawie tak samo. Teraz czas na powtórkę, ale w wykonaniu was.. Przemyśl to. Posłuchaj w końcu głosu własnego serca. - mówi i rozpływa się. Za dużo alkoholu, za dużo. Co mnie obchodzi jakaś dziewczyna? Nigdy nie miałem dziewczyny i się z tym cieszę, nigdy nie kochałem żadnej obcej dziewczyny.
Tylko, że ja tą dziewczynę znam od małego. Ona ma mój naszyjnik, to ona? Pierwsza myśl 'muszę dokładnie sprawdzić jej notatki'. Nie potykając się o własne nogi, idę do pokoju w którym była przez jakiś czas. Bez problemu znajduję jej laptopa, leży na  łóżku. Włączam go i po 3 minutach przeszukuję notatki. Każda jest podpisana, co ułatwia mi robotę.
Dziwne sny
Od jakiegoś czasu (czyli od dawna) mam dziwne sny.
Śni mi się dziewczynka, która poznaje jakiegoś chłopczyka. Ich matki zaprzyjaźniają się od razu.
Nie wiem dlaczego to mi się śni. Nigdy nie mogę zobaczyć ich twarzy. 
Może kiedyś znajdę odpowiedź na ten temat. 
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ta dziewczynka tak samo jak ja, ma łańcuszek. Zawieszką jest papierowy samolocik z lekko wyszczerbionym czubkiem. Dziwne, nie?
Inna sytuacja - kiedyś śniło mi się, że ta dziewczynka znowu spotyka tego chłopczyka w Holmes Chapel. Czemu akurat tu?
Miejsce było mi znane, więc tam poszłam. A następnie do jakiegoś domu, ale zastałam tam tylko dojrzałą kobietę po 40-stce. Czuć było od niej alkohol. Widać, kobieta nie panuje nad tym. 
Dalej nie czytam, tyle mi starczy. Zbiegam na dół, biorę telefon, wybieram numer i dzwonię.
- Will, musisz mi pomóc. - zamierzam ją wyciągnąć z tego piekła. 

No, I can't forget tomorrow,
When I think of all my sorrow,
When I had you there,
But then I let you go.
And now it's only fair that I should let you know,
What you should know.
I can't live,
If living is without you.


Najpierw WAŻNA wiadomość!
Od 1 do 15 sierpnia mnie nie będzie, gdyż wyjeżdżam za granicę, ale nie bójcie się - do końca lipca napiszę jeszcze jeden rozdział albo może dwa (?). To zależy od was, czy będziecie chcieli czy nie. Gdybym miała jakiś dostęp wifi za granicą, mogłabym spokojnie być tutaj, ale problem jest taki, że tam nie będzie żadnego internetu i o to mam ból. ;_;
Przypomnę wam jeszcze o tym. x
A teraz rzeczy co do rozdziału. Co sądzicie o tym rozdziale? Bo ja szczerze powiem, że jestem bardzo zadowolona z końca, z perspektywy Harry'ego. Myślałam, że zacznę ryczeć XD
A jak na was zadziałała ta historia? Czekam na wasze motywujące komentarze :)
10 komentarzy = next

8 komentarzy:

  1. Jej
    To jest piękne i przerażające!
    Bardzo liczę na to, że Hazz ją szybko uratuje!
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepsze fanfiction na świecie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział!
    Naprawdę! Mega!
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow. Dzisiaj tu trafiłam i powiem, że jest super ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Omg...MEGA!'Akcja się tak rozkręciła :D Czekamy na kolejny <3 / sally

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle się dzieje *.* Wierzę, że Harry ją uratuje. A więc, widzimy się przy następnym xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem za tym aby Diana poznala naprzyklad Louisa w tym całym psychiatruku i żeby on był ochroniarzem szefa i może się w niej zakochal czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette