wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 21

*** Diana ***
Budzę się w łóżku. Nie mogę się w ogóle ruszyć, nawet najmniejszy ruch sprawia mi największy ból. Od razu łzy cisną mi się do oczu. Lecz pomimo tego kłucia, za wszelką cenę próbuję się podnieść. Gdy mi się to udaje, patrzę na kołdrę - jest cała czerwona przez rany, które mi zrobiono kilka godzin temu, albo kilka dni temu? Nie mam pojęcia ile spałam, ale za krótko. Nadal czuję się śpiąca, a o bólach już nie wspomnę, bo nie ma co narzekać na to samo cały czas.
Lekko odkrywam moje ciało spod kołdry i mam drugi powód do rozpaczy. Pierwszym była krew dla ścisłości i rany, które wcale nie zamierzają się goić. Natomiast teraz mam w głowie wszystkie możliwe czarne scenariusze. Jak się okazuje, jestem kompletnie naga! Nie chcę chyba wiedzieć co się działo podczas gdy spałam, bo bym padła trupem. Dziwię się, że jeszcze tego nie zrobiłam.
- Jak się czujesz? - pyta damski głos. Niechętnie odwracam głowę i piorunuję ją wzrokiem. - Przepraszam, głupie pytanie. - macha ręką w górze i podaje mi tackę z jedzeniem - normalnym jedzeniem. Oby nie zatrutym. Przez chwilę wpatruję się w kobietę i mam dziwne ukucia i nie mówię tu o ranach. Ona przypomina mi mamę... Takie same zarysy twarzy, trochę ciemniejsza cera, duże i ciemne brązowe oczy - kolejny ideał, któremu nigdy nie dorównam.
Podciągam się do góry i chwytam talerz z jedzeniem. Niestety jestem bez sił, żeby cokolwiek zrobić, bo to, co trzymałam przed chwilą znajduje się właśnie na podłodze i kołdrze. Czuję wielkie zakłopotanie. Szybko chowam twarz w dłoniach bojąc się jej reakcji. Jestem już na wszystko przewrażliwiona i to nie wróży niczemu dobremu i fajnemu.
- Boisz się mnie? Nie masz czego, ja nie jestem taka jak on.
- To dlaczeggo się ggo słuchhasz?
- Dobrze mi płaci. - odpowiada wzruszając ramionami, a ja zbieram odwagę i siły, aby się zaśmiać.Wszystkim zależy na pieniądzach, nic nie robią bezinteresownie. Nawet Harry Styles porwał mnie i się mną po części bawił tylko dla pieniędzy. - Ale jeśli przychodzi co do czego, to pomogę. - kontynuuje.
- Pomóc? To pomóż mi stąd wyjść. - mówię już stanowczo.
- To niestety niemożliwe. - wtrąca się tyran większy niż Styles. - Możesz już iść, dość tej paplaniny.
- Już mnie nie ma. - mówi i wychodzi ze spuszczoną głową. To zabawne jak jeden człowiek może mieć władzę nad innymi.
- Jak się czujesz, księżniczko? - pyta siadając na brzegu łóżka. Od tej chwili słowo 'księżniczka' dla mnie nie istnieje, to obrzydliwe.
Gdy jego ręka wchodzi pod kołdrę, jak poparzona podskakuję w bok tym samym upadając na podłogę. Syczę z bólu, łzy cisną mi się do oczu, okropnie piecze.
- Oj głupiutka Diana. Chodź, mam dla ciebie niespodziankę. Sprawi ci przyjemność. - mocno chwyta mnie za łokieć i ciągnie w innym kierunku niż ostatnio. Co on ma na myśli mówiąc 'sprawi ci przyjemność'? Chyba nie mówi tu o TYM. On przecież nie może, nie nie nie! - Z tego co mi wiadomo, jesteś dziewicą, a co w związku z tym? Jesteś niedoświadczona w takich sprawach. - wchodzimy do jakiegoś mniejszego pomieszczenia i zapala światło, a moje serce przestaje bić. To jest sala tortur i nie tylko! - Masz 21 lat, prawda? Czy to nie jest odpowiedni wiek na znalezienie pracy, znalezieniu chłopaka, założenia rodziny, zbudowania domu? Oh, zaraz zaczekaj. Ty nie masz takiej możliwości! - śmieje się, dając teatralnie swoją rękę na brzuchu. - Gdy byłem w twoim wieku, miałem to wszystko, a teraźniejsza młodzież to co? Tylko internet im w głowie i jakieś selfie. A o stosunkach seksualnych dowiadują się albo przez internet albo od znajomych. Ja cię wszystkiego nauczę po kolei. - nic nie robię, pozwalam mu, aby związał mnie na krześle jak wcześniej. - Pięknie wyglądasz w tych bliznach i ranach i krwi. - Boże, on jest psychiczny! Ale o co mu chodzi? Skąd on to... O nie.. Nie, nie, nie! Jestem w samej bieliźnie! Nie! - Zanim przejdziemy do zabawy, opowiem ci, co do czego służy. Z biczem się zaprzyjaźniłaś ostatnio, więc was nie muszę przedstawiać.
*** Harry ***
- Czekaj, bo nic z tego nie rozumiem. - Will chwyta się za głowę, chwilę myśli i kontynuuje - Z tego co mi powiedziałeś, mam myśleć tak, że nie lubisz jej, a chcesz ją uratować, tak?
- Taa.. - odpowiadam beznamiętnie.
- To nie ma sensu! Skoro jej nie lubisz, po co masz ją ratować? Miej wyjebane, a będzie ci dane.
- Tylko to nie takie proste...
- Jak to nie? Styles, nie gadaj, że kapcaniejesz! Powiedziałeś mi, że szef kazał ci ją porwać, przetrzymać przez ileś tam dni czy tygodni, a potem miałeś ją oddać w jego ręce i w czym tu problem? Skoro sam ją wziął, to chyba lepiej, nie? Nie będziesz musiał się z nią użerać jeszcze trzy tygodnie. A i tak szybko o niej zapom...
- Właśnie, że nie! - wybucham nie mogąc słuchać jego zdań na ten temat - Właśnie, że o niej nie zapomnę! Ona.. Ja ... Znaczy ja ją znam... Od małego dziecka..
- Skąd ty to niby wiesz?
- Ugh.. - biorę jej fotografię i pokazuję Willowi - Spójrz. Co ona ma na szyi?
- Um... Skórę?
- Jesteś tak tępy, że nie wiem czy się śmiać czy płakać.
- Wiem. - obydwoje się śmiejemy, ale po chwili nabieramy poważne miny.
- Naszyjnik, MÓJ naszyjnik
- Twój miał wygięty czubek.
- Tak samo jak ten tu.
- Nie rozumiem, zawsze mówiłeś, że go zgubiłeś. Dlaczego?
- Bo nigdy nie przypuszczałem, że tą dziewczynkę z nad morza znajdę. Rozumiesz?
- Aaaa... Nie, nie rozumiem. - ja chyba zaraz popełnię samobójstwo...
- To jak? Pomożesz mi?
- Ty się jeszcze pytasz? No jasne, że tak! - jedno zdanie, a może wywołać u człowieka jakąś tam radość. - Ale jest jeden warunek.
- Jaki zaś warunek?
- Musisz przyznać, że..
- O nie, nie. Na pewno nie..
- Tak, tak, tak, bo inaczej się opóźnimy ze wszystkim. To jak będzie? Tylko pamiętaj, z uczuciami.
- Nienawidzę cię. - syczę przez zęby, a po chwili mój ton robi się cichszy - Lubię ją...
- Co? Bo nie słyszę?
- Lubię ją..
- Czekaj, muszę to nagrać. - z kieszeni wyjmuje telefon, włącza na nim dyktafon i mówi - Ty kogo co?
- Lubię ją.
- Kogo?
- Lubię Dianę! - warczę.
- O to mi chodziło, stary. - klepie mnie po plecach. Czasami mam ochotę się zabić za jego głupotę.
*** Diana ***
 - I jak? Podniecona większością tych zabawek? Któraś cię zainteresowała? - patrzę na niego z przerażeniem To jest totalny psychol! Niewyżyty seksoholik! Dręczyciel, wiecznie pragnący bliskości ze strony drugiej osoby i nie mówię tu o miłości tylko o sprawach łóżkowych. Nie zamierzam sobie wyobrażać co on robi z umarłymi kobietami, dziećmi, a być może i mężczyznami. Wolę, aby moim porywaczem był Harry bez dwóch zdań! On chyba nie ma takiego pokoju! Nigdy nic nie wiadomo.. Niech te głosy dadzą mi spokój, błagam...Bynajmniej raz...
- Chodź do mnie mała na kolana i baluj ze mną do samego rana! - zaczyna śpiewać. Podchodzi do mnie od tyłu i swoim kroczem ociera się o moje plecy. Znowu płaczę, nie wytrzymam tak dłużej. Niech zrobi ze mną co chce, nie będę się mu stawiać, bo i tak by zrobił to co chce, a po drugie też te moje próby obrony nic by nie dały. Muszę się pogodzić z faktem, że swoje życie skończę jak prostytutka, albo nawet i gorzej. Nigdy sobie tego nie wybaczę, mama i tata by tak nie chcieli. Gdyby któreś z nich żyło, ratowałoby mnie.
Ciszę, która tutaj panuje przerywają ciche stęki i jęki, mogę się domyślić nawet kogo. Chwyta mój podbródek i unosi całkiem do góry. Zachłannie usiłuje mnie całować. Usta ściskam w wąską linię i nie daję mu spełnić jego zachcianki.
- Tak się bawimy, co? No to zaraz twoje usta będą zmuszone pracować. Ale obawiam się, że włosy będą ci przeszkadzać. - chwyta je od tyłu i słyszę tylko jeden dźwięk ucinania ich. - Nie ma za co. Miałaś tak wspaniałe włosy, Diano.Ładnie ci we włosach do ramion. Zaraz wracam, Kitty. - Kitty. Mama tak do mnie mówiła. Skąd on to wie?
Rozglądam się po pokoju, jest nieprzyjemna cisza, w powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach, że aż zbiera mi się na wymioty.
- Zabawimy się troszkę. - oznajmia wchodząc do pomieszczenia i zakładając lateksowe rękawiczki - Co wolisz najpierw? Pobawimy się w lekarzy? Oczywiście ja będę cię badał, każdy centymetr twojego ciała. - drugie zdanie wręcz szepcze mi do ucha i dalej mówi - Albo w grzesznicę, a kto nią będzie? - unosi brwi do góry. Patrzę na niego z litości, ale wiem, że i tak to nie zadziała - Odpowiadaj! - dostaję siarczyste uderzenie w policzek.
- J..jja.
- Za niedługo będziesz bardziej odważna, kwestia czasu. - moje włosy, które zapuszczałam 3 lata teraz są chowane do czarnego worka, by po chwili zostały wyrzucone przez okno. Ponownie wiąże jakąś szmatę na moje oczy i pomimo mojego sprzeciwu wkłada coś do ust, że nie mogę zamknąć buzi. To coś ma jakąś dziurę na środku, bo swobodnie mogę mogę wsadzić tam język. Jest to coś metalowego, ale po co mi to? Ciszę przerywa dźwięk odpinanego rozporka. O nie, czyli to coś, co mam w ustach służy do... Do robienia loda? Ewidentnie jesteś jak twoja matka. 
 - Za niedługo będziesz o to prosić.
*** Harry ***
- Jesteś pewny, że to tutaj? - pytam nerwowo przeczesując włosy nie wiem który już raz w ciągu godziny.
- Czy w takich sprawach kiedyś we mnie zwątpiłeś?
- No nie.
- Więc i teraz uwierz. To tak, ja pierwszy wchodzę i zagaduję tam ekspedientkę, później robię aferę, że coś się pali i..
- Pamiętaj o tym dymie. - przypominam mu, na co kontynuuje.
- Tak, tak. Pamiętam. Później wyjdę z budynku dając ci tym samym znak, że droga czysta. Masz tutaj mapę budynku. Twoja luba powinna być gdzieś po tej stronie. - wskazuje na zachodnią stronę budynku z wielkim bananem na twarzy.
- Jeśli cię ta luba interesuje to weź ją sobie, proszę bardzo.
- Ona jest twoja. - mówi i wychodzi wciąć nasz plan w rzeczywistość. Bezczynnie patrzę się przed siebie. Czemu ja to robię? Przecież ja jestem Harry Styles, nie ratuję ludzi tylko ich porywam, wykorzystuję i zabijam bez fatygowania się. No, może tak robię z kobietami, ale mężczyznom nie daję jakieś specjalnej taryfy ulgowej. Jeśli któryś bardzo mi podpadnie, nie ma zmiłuj się.
Kątem oka dostrzegam Willa. Daje mi znak, że mogę wejść. Wychodzę z auta, zamykam go na klucz i biegnę do środka. Razem kierujemy się na część zachodnią tego budynku. Rozdzielamy się. Ja biegnę w lewo, a Will w prawo. Jakby któryś z nas znalazł Dianę, ma dać temu drugiemu sygnał poprzez telefon. Biegam jak głupi patrząc do każdej celi, ale jej nie widzę.
I tak chyba z godzinę, albo i dwie sprawdzam każdy zakamarek tego instytutu. Ostatnie piętro, dziewiąte. Oby była gdzieś tutaj, bo już mam dość. Jestem cały zdyszany i spocony. Już dawno tak nie biegałem, ale chyba zacznę.
Czuję wibracje w kieszeni spodni. Patrzę na wyświetlacz telefonu i szybko odbieram, kiedy widzę imię swojego znajomego.
- Gdzie ona jest? - niemalże krzyczę.
- Szukaj metalowych drzwi numer dwadzieścia jeden na dziewiątym piętrze.
- Już biegnę. - rozłączam się i w pośpiechu biegnę. Gdy z nim przed chwilą rozmawiałem, słyszałem damskie krzyki, a męskie sapanie. Oby to nie było to o czym myślę. Odnajduję dane mi drzwi i Willa przed nimi.
- Są tam. Ona chyba robi mu.. No ten tego... Loda. - czuję jak wszystkie mięśnie jak i ciało się napina, a palce formuję w pięści i wchodzę do środka z wielkim hukiem. Musi najpierw do mnie dotrzeć co tu się dzieje. Szef wpychający swojego fiuta do ust Diany wbrew jej woli. Ma nawet specjalny do tego sprzęt. Pomieszczenie wskazuje na to, że to sala tak zwanych zabaw.
- O, proszę kto tu zawitał. Chcesz się dołączyć? Tak samo jak twój kolega? - zapina rozporek, a ja od razu rzucam się na niego z pięściami wyklinając na niego i mówiąc to, co tłumiłem w sobie przez trzy lata. Na chwilę poprzestaję swoich czynów, odwracam się na oszołomionego Willa.
- No weź ją stąd i uciekajcie, a nie patrz się! - jak na zawołanie, odwiązuje ją z tych wszystkich sznurów i opaski i wychodzą, Przez moment Diana patrzy na mnie ze strachem w oczach tak samo jak z innymi mieszanymi uczuciami. Niestety dostaję cios w nos i muszę oderwać od niej wzrok.Teraz całą swoją uwagę skupiam na nim.
*** Diana ***
Pan Bóg chyba mnie wysłuchał. W pierwszym momencie, gdy usłyszałam jego głos, sama nie wierzyłam w to, ale po chwili, gdy go zobaczyłam... Znalazłam nadzieję na lepsze jutro.
Na razie to biegnę za Willem do auta, a gdy znajdujemy się w środku, odpala pojazd i z piskiem opon odjeżdża tym samym uciekając przed goniącymi nas pracownikami. Ciszę w samochodzie przerywa mój cichy szloch. Jestem prawie naga, można powiedzieć, byłam molestowana, boję się co będzie dalej i boję się też o Harry'ego.
- Wszystko okej? Coś cię boli? - cieszę się, że z tyłu jest nieco ciemniej, nie widzi mojego ciała.
- Gdzie.. Gddzie jest Harrrry?
- Za niedługo powinien być, nie martw się. Nic mu się nie stanie. Wie co robi. - próbuje mnie pocieszać, ale na marne. Lekko trzęsę się z zimna, pomimo że w aucie jest pokojowa temperatura. Na dworze jest ciepło, a w aucie działa klimatyzacja. Okno jednak jest otwarte przez co dwie różnice temperatur mieszają się ze sobą.
- Gdzzie mmmy jesteśmmy?
- Na pewno blisko, aby Harry tutaj dotarł. Nieopodal szpitala, czyli w lesie. O, patrz! Już biegnie. - patrzę przez szybę i faktycznie, biegnie i jest cały we krwi. Wchodzi na przednie siedzenie i mówi, aby Will szybko stąd odjechał. Ponownie, z piskiem opon odjeżdżamy jeszcze głębiej w las.
- Nic ci nie jest? Boli cię coś? Jak się czujesz? Chcesz jeść? Pić? - zasypuje mnie milionami pytań i po prostu szczęka mi opada. Nie wiem co on ode mnie chce. Faktycznie, chciałam, żeby mnie uratował, ale.. Właśnie, ale co?
Zatrzymujemy się po kilkunastu minutach dość szybkiej jazdy. Styles gwałtownie wychodzi z auta i zaczyna wyklinać. Will próbuje go uspokoić.
- Kurwa, to przeze mnie!
- Stary, to nie twoja wina. Ważne, że go załatwiłeś, nie? Teraz jest bezpieczna.
- Właśnie, że nie. W pewnym momencie mnie obezwładnił, okładał pięściami i uciekł. Cienias.
- Teraz liczy się ona. - szturcha go w ramię, a Styles jak poparzony otwiera drzwi z mojej strony. Jego mina mówi sama za siebie, nie jest zadowolony z tego widoku. Siedzę skulona i patrzę fotel przede mną. Brzydzę się sobą. W ustach nadal mam ten paskudny smak. Czuję ich wzrok na sobie. Chowam twarz w kolanach i płaczę nawet nie zwracając uwagi na nich. Jestem bezsilna.
- Czemu jej nie dałeś jakiejś koszuli? - pyta zdenerwowany Styles.
- Myślałem, że coś ma sobie.
- Zorientuj się, gdzie jesteśmy. - mówi nieco łagodniej - Przesuń się. - nie czeka na moją reakcję tylko przesuwa mnie w lewo. Gdy dotyka moje ciało, podskakuję na myśl, że to mógł być jego szef. - Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy. - to zdanie wyprowadza mnie z równowagi i tracę nad sobą kontrolę.
- Nie zrobisz mi krzywdy? Powiedział to ten, co jeszcze parę dni temu krzyczał na mnie, bił mnie, bawił się moimi uczuciami będąc raz miłym, a raz złym i ty mi teraz mówisz, że nic mi nie zrobisz?! Żartujesz sobie, prawda? Co to? Jakaś ukryta kamera? Pewnie zaraz wyskoczy ten twój szef i wszyscy w trójkę weźmiecie mnie zgwałcicie, a potem zabijecie, a co! Kto wam zabroni? Ja? Ja nic nie mogę, stanowię najniższy poziom społeczny! - nie wiedząc co jeszcze mam powiedzieć, znowu zanoszę się donośnym płaczem.  Czuję jak próbuje mnie objąć, ale się wyrywam - Nie dotykaj mnie! Zostaw mnie! Po co mnie ratowałeś?! Żeby ponownie się nade mną znęcać?! Zostaw mnie zboczeńcu, pedofilu, kobieciarzu, morderco! - wyklinam na niego, a on nic sobie z tego nie robi, tylko nadal próbuje mnie uspokoić. Poddaję się, zamyka mnie w szczelnym uścisku, a kolejna fala łez wylewa się na jego białą koszulę.

. Nie wiem co ja właśnie robię, nie myślę racjonalnie.
- Już spokojnie. Nic ci nie grozi.
- Jak to nic mi nie grozi?! Ty mi grozisz! Jesteś mordercą! Gwałcicielem! A w piwnicy przechowujesz trupy, żeby później pociąć ich na kawałki! - próbuję go bić, ale ja jak to ja, nie wychodzi mi. Zaczyna się śmiać, a mnie ogarnia zażenowanie. To i tak nic nie da.
- Uspokój się, ciiii. - zaczyna nami kołysać - Ugh, masz. Ubierz to. - ściąga z siebie koszulę i podaje mi. Nie chcesz mieć przecież na sobie koszuli mordercy, prawda? Na tą myśl usta formuję w wąską linię. Nie chcę, ale też nie chcę siedzieć tu i marznąć, pomimo że na dworze jest upał.
- Mogę cię na chwilę prosić? - Styles delikatnie mnie odstawia i wychodzi z pojazdu. W międzyczasie zakładam jego koszulę i z drugiej strony po cichu wychodzę. Słyszę jak zawzięcie gestykulują, więc bez problemu mogę uciec w środek lasu. Biegnę ile mam sił w nogach, ile mi płuca pozwalają.
- Hej! Czekaj! Gdzie ty uciekasz? - słyszę nawoływanie za mną. Odwracam się na chwilę i widzę Stylesa biegnącego za mną. Ma idealny tors pokryty tatuażami. Tak mnie rozprasza, że nie patrzę gdzie biegnę i wpadam w kolczaste krzaki. Mogę przysiąc, że słychać mnie na cały las. - Czemu uciekłaś? Głupie pytanie, nie dziwię się tobie. Chodź, bo.. - gdy wydostaje mnie z krzaków, jego oczy od razu patrzą na moje ciało. Próbuję się zakryć, ale uniemożliwia mi to - Co on ci zrobił... Zdejmuj koszulę. - sam to robi i tego widoku chyba się nie spodziewał. Zakrywa usta ręką i szybko mnie ubiera.
- Zostaw mmnie.. - mamroczę.
- Nie, nie teraz. Musisz odpocząć. Wracamy do Holmes Chapel, gdy tylko odpoczniesz. Musisz nabrać sił. - bierze mnie na ręce i prowadzi do samochodu. Dziwię się, że potrafi unieść tak grubą osobę jak ja. Usadawia mnie obok siebie na tylnych siedzeniach. Daje znak Willowi, że może jechać. Delikatnie zapinam pas, ale niestety uciska mnie przez co wszystkie rany mnie pieczą. Ostatnie co czuję to niemiłosierny głód, a po chwili zasypiam.


No toooo, co myślicie? Wiem, zjebałam ten rozdział, ale ocenę pozostawiam wam.
Jak osądzacie zachowanie Harry'ego? Czemu on jest taki czuły i opiekuńczy wobec Diany? To chyba niemożliwe, żeby od tak zmienił swoje zachowanie przez wspomnienia, nie? Bo jeśli się mylę to mnie poprawiajcie. ;)
WAŻNE!!
Niepokoi mnie ilość komenatarzy pod ostatnim rozdziałem.. Dodaje ten post bo nie było nic dodawane przez miesiąc i mam nadzieje, że to ostatni raz..
10 komentarzy = next! ( tym razem bez taryfy ulgowej ) 
P.S. Ktoś tu jeszcze jest?
Nie wiem dlaczego pokazuje mi złą datę jak jest 12 sierpień ;/

4 komentarze:

  1. Rozdział naprawdę bardzo bardzo fajny! Mi się podoba :D Harry - I love! Taki kochany! Ta końcówka :D Naprawdę!!!
    Zapraszam cię również na 37 rozdział i bardzo dziękuję za komentarz pod 35!
    http://you-are-my-property-honey.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do Lister Blog Award! Więcej informacji na blogu: ---> http://you-are-my-property-honey.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do przeczytania recenzji twojego opowiadania!
    http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/2015/08/81-diana-harry-styles-fanfiction.html

    I przepraszam, że tyle musiałaś na nią czekać.
    Pozdrawiam,
    Nightingale

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette