niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 23

*** Harry ***
Jestem zdenerwowany jak i bardzo zaskoczony. Zdenerwowany z dwóch przyczyn. Pierwsza to taka, że nie dopilnowałem, aby jakakolwiek broń w domu była pusta. Jedak myślałem, że niczego nie pominąłem. Drugą przyczyną jest postrzał skierowany w moim kierunku i to jeszcze od Diany. Zaskoczyła mnie tym i to bardzo. Kto by pomyślał, że taka płochliwa istota mogłaby nacisnąć spluwę i strzelić do człowieka? Gdy zjawiła się w łazience, miałem ochotę ją zabić i mało by brakowało, a nie wiem co bym jej zrobił. Natomiast ta nienawiść szybko przeminęła, gdy zaczęła mocno zaciskać TEN łańcuszek. To tak, jakby coś, co od dawna we mnie siedzi, nagle pękło. Powiedziałem jej, żeby stąd wyszła, lecz ona nie zdawała się mnie posłuchać. Zamiast wyjść, swoimi opuszkami palców dotykała każdego tatuażu na moim lewym ramieniu. Czułem jej strach na to jak zareaguję, ale nic sobie z tym nie robiłem. Nie mogę pojąć mojej reakcji na ten gest. Oczy samowolnie się zamknęły, a usta rozchyliły. Po chwili otrząsnąłem się i szybko się wycofałem, a ręce dałem za siebie. Język sam się plątał. O mało co nie spytałem jej, dlaczego tak zrobiła i co ją do tego skłoniło. Trzymam się wersji, że zrobiła to pod wpływem emocji i niech takie wytłumaczenie zostanie. Nie wiem co by się dalej działo, gdybym faktycznie się nie odsunął na większą odległość.
Podchodzę do umywalki, puszczam strumień lodowatej wody, daję ręce pod kran i nabieram wodę, aby po chwili poczuć zimną ciecz na twarzy. Powtarzam tą czynność kilka razy, po czym podnoszę głowę i spoglądam na swoje odbicie w lustrze. Moje oczy wyrażają pustkę, nicość. Czuję uczucie, które nie towarzyszyło mi od kilku miesięcy. Jestem poddenerwowany, mam mieszane uczucia czy zrobić to czy nie. Jeżeli wezmę odpowiednią ilość, będzie ze mną wszystko dobrze. Gdy wezmę za mało, będę chciał częściej, natomiast kiedy będzie tego za dużo, mogę stracić nad sobą kontrolę, a nie mogę do tego dopuścić. Nie może być teraz żadnych ofiar, nie mogę się pokazywać zbyt często na ulicy. Oni mogą być gdzieś, gdzie się najmniej ich spodziewam. Zaatakują i co wtedy będzie?
- Opanuj się Styles, opanuj... - pod wpływem przypływu emocji, z całej siły uderzam pięścią w lustro, które rozpada się na duże i małe kawałki upadając na kafelki. Jestem bezradny, stracony. Zapewniałem, a jednak kłamałem. Nigdy nie czułem się tak jak teraz. Nawet nie potrafię opisać tych wszystkich uczuć. Ból spowodowany przez szkło, które weszło mi w rękę jest niczym w porównaniu z bólem głodu. Nie mam zielonego pojęcia skąd to od tak wróciło. Przez pięć miesięcy wszystko było w miarę dobrze, a teraz nagle przybyło i nie chce mnie opuścić, dopóki tego odpowiedni nie zaspokoję. Kurwa, nie wytrzymam! Skręca mnie w tym cholernym żołądku!
Szybko wybiegam z łazienki i pędem biegnę po schodach do swojego królestwa, inaczej pokoju. Zamykam się na zamek dla bezpieczeństwa, żeby Diana nie weszła. Gdyby mnie zobaczyła, doszłoby do rękoczynu, mówię prawdę.Po prostu wpadłbym w furię widząc ją zapatrzoną we mnie i moje poczynania. Także źle bym się czuł, wiedząc, że ona wie.
Szukam po wszystkich szufladach i tajnych skrytkach zbawienia. Po jakimś czasie udaje mi się to znaleźć. Dziękuję Bogu w duchu i czym prędzej znajduję się w mojej łazience. Przymykam lekko drzwi. Z haczyka biorę mały, czarny pasek i usadawiam się obok wanny, opierając się plecami o nią. Do strzykawki nabieram małą ilość białego proszku, a pasek zaciskam na ramieniu. Gdy żyły stają się bardziej widoczne, w jedną z nich celuję strzykawką. Jednorazówka po chwili staje się pusta, a cała jej zawartość znajduje się we mnie. Zamykam oczy opierając głowę o ramę wanny i czekam. Nie wiem ile tak siedzę, ale nie czuję się tak, jakbym miał zaraz skoczyć przez okno. Wzruszam jedynie ramionami i gwałtownie wstaję, co okazuje się złym pomysłem, bo od razu do mojej głowy uderza okropny ból skroni. Pomimo tego, że ból, który nie tak dawno odczuwałem w żołądku minął, teraz czuję się o wiele gorzej. Wszystko zaczyna mi świdrować, przeskakiwać, mieszać. Oczywiście skaleczona ręka i miejsce, gdzie zostałem postrzelony też dają się we znaki. Czuję jak mi pulsuje w skroniach.Upadam i zaczynam krzyczeć. Głosy odbijają mi się echem w uszach, i to nie tylko moje, lecz czyjeś jeszcze. Nie potrafię zlokalizować tego tajemniczego odgłosu, ale jest daleko, bardzo daleko. Tak mi się zdaję. Ten ktoś krzyczy, przeraźliwie krzyczy moje imię. Dotyka mnie, a raczej szarpie z całych sił za ramiona, przez co sprawia mi dodatkowe cierpienie. Nie wiem co dalej się ze mną dzieje..... To wszystko jest za szybkie, nie nadążam....
*** Diana ***
 Tak jak mi powiedział, poszłam do kuchni, co okazało się złym pomysłem. Noże były na widoku, a co za tym idzie? Noży nie używa się tylko w gastronomii, ale jeżeli jesteś seryjnym mordercą, to ich na pewno użyjesz, więc tak szybko jak tam weszłam, tak też wyszłam do salonu. Siadając na kanapie, jeszcze raz na spokojnie analizuję wszystko, co miało miejsce 15 minut temu. Tata nie byłby ze mnie dumny, ani mama.. Twoja matka pracowała dla Harry'ego, nie zapominaj. A co to ma do rzeczy? Bez względu na wszystko, kochałaby mnie, gdyby jeszcze żyła....
Muszę się stąd jak najszybciej wydostać, nie chcę żyć w tym piekle wieczność. Chcę przez chwilę poczuć świeże powietrze w płucach, co jest niemożliwe, bo od x lat na świecie nie ma w stu procentach świeżego i czystego tlenu. To po jaką cholerę żyć? Wiem, że mój stan społeczny sięga dna, nie ma dla mnie przyszłości z karierą, zostanę starą panną z kotami, jeżeli one zechciałyby się przyznawać do kogoś takiego jak ja.
Ciszę i moje myśli przerywa huk tłukącego się szkła i przekleństwa wydobywające się z łazienki, którą opuściłam. Co on zaś robi? Przez moment waham się czy nie zobaczyć, co się stało, ale gdy tylko widzę go pędzącego na schody w górę, przeczuwam, że coś go rozzłościło. Mam nadzieję, że to nie chodzi znowu o mnie. Kto wie, co by mi zrobił...
Słyszę donośny trzask drzwi i zamka. Wyraźnie też słyszę jak szpera w swoim pokoju i ponownie trzaska drzwiami. Przez chwilę panuje grobowa cisza. Gwałtownie podskakuję, gdy do moich uszu dochodzą krzyki. Wstaję i pędem biegnę na górę. Szukam odpowiednich drzwi, z których dobiega odgłos.Gdy je odnajduję, okazuje się, że są zamknięte. No tak, przecież słyszałam jak zamykał się na klucz...
Jednakże muszę szybko działać, bo nie wiem co tam się dzieje. Może wyważyć drzwi? Pozostaje pytanie czym? Młotek nie da rady, nie wiem czy jest tu gdzieś siekiera albo coś podobnego. Co tu robić, co tu robić... Kuźwa, nic nie wymyślę! Co ci tak na nim zależy? Czy ty...? Nie zależy mi na nim, ale strasznie się niepokoję. Przecież nie krzyczałby bez powodu, prawda? Oraz zbyt szybko wybiegł z łazienki, więc coś musiało być na rzeczy.
Po kilku minutach rozglądania się po korytarzu, z całych sił uderzam swoim ciałem w drzwi. Próbuję nie skupiać się na bólu, który z każdym kolejnym uderzeniem czuć coraz mocniej. W końcu nie wytrzymuję i po raz ostatni uderzam z impetem w drzwi ze skutkiem. Drzwi z wielkim hukiem upadają na podłogę, lecz przejmować będę się później, gdy Styles to zobaczy. Nie mam czasu podziwiać jego pokoju, więc w szybkim tempie wparowuję do kolejnego pomieszczenia, którym jest łazienka i od razu moje ciało staje się jak sparaliżowane, każdy włos na skórze mi się jeży. Wcześniej byłam pełna sił i energii, a teraz to uciekło.
- Harry? Harry! Zbudź się, Harry! - upadam na kolana przed nim. Klepię go po policzku, próbuję wyciszyć, bo coraz to głośniej krzyczy - Halo, słyszysz mnie? Powiedz coś, cokolwiek! - w tym momencie zaczynam panikować jak sto choler. Nie wiem co mu jest, co robić.
- Nogi do góry.. Moje nogi na wannę.. Powoli.. - każdej jego słowo było wypowiedziane z wielkim wysiłkiem, lecz go dobrze rozumiem. Pomału, delikatnie chwytam za jego kolana i kładę na wannę, ale po co mi każe tak robić? Co to ma do tego?
I teraz, uważnie rozglądając się po pomieszczeniu, zauważam zakrwawioną strzykawkę. O nie, on chyba.. Nie, on bierze narkotyki? To dlatego kazał mi dać nogi do góry. Matko, on traci przytomność!
- Nie zasypiaj! Słyszysz?! Zbudź się, walcz! Ile tego wstrzyknąłeś? Harry! Harry! Nie umieraj!
- Nic mi nie będzie.. - ledwo co mówi. Ostatni raz patrzy na mnie i zamyka oczy, a ja w tym momencie czuję się winna. On umarł? Nie, to przecież niemożliwe! On nie może!
- Harry! - ostatni raz próbuję coś zdziałać. Do oczu cisną mi się łzy, a gdy tylko ręce i głowę kładę na jego klatce piersiowej, czuję, jak oddycha. Za szybko straciłam nadzieję. Zamiast sprawdzić czy oddycha, wolałam użalać się nad sobą i się obwiniać myśląc, że umarł. Aż zaczynam się śmiać. Może jednak mam coś z głową? Moja podświadomość dobrze mi podpowiada mówiąc, że jestem inna. Psychiczna.
Za bardzo skupiłam się na tym, że pochłonął całą strzykawkę tego świństwa. Skąd on w ogóle ma to?! Kompletnie zapomniałam o jego ranie na barku i .. O Boże! Całą prawą rękę ma we krwi i szkle? Oh, no jasne! Słyszałam jak coś stłukł na dole, ale żeby aż tak? Nie bardzo wiem, czy mu to opatrzyć czy nie. Może spróbuję tylko jakoś zatamować to krwawienie. Zajmuję się pierw ręką, bo sprawniej mi pójdzie, chyba. Pewnie mnie zabije za to, co zaraz zrobię, ale nie chcę mieć nikogo na sumieniu, a zwłaszcza jego. Upewniając się, że nie ześlizgnie się, wchodzę do jego pokoju. Z jednej z szaf biorę najbardziej zaniedbaną koszulę, chociaż to nie takie proste, bo wszystko ma tu w idealnym stanie. Ani jednej bluzy bądź zwykłej koszulki. Wracam do niego. Jest w takiej samej pozycji, w jakiej go zostawiłam. Biorę jego dłoń w swoje ręce i najstaranniej wyjmuję kawałki szkła, co wcale nie jest łatwe. To co umiem chwycić, to wyciągam. Lepsze to niż nic. Pierwszy lepszy ręcznik moczę w chłodnej wodzie i delikatnie obmywam rany, a po chwili wyrywam cały rękaw i owijam jego rękę. Później zobaczę czy nie będzie trzeba jeszcze raz zmienić 'opatrunek'.
Teraz kolej na jego bark. Aż mi się źle robi, gdy widzę tą dziurę. Boże, co ja zrobiłam? Skąd mi przyszedł taki pomysł, żeby strzelać od kogoś, a zwłaszcza do niego do jasnej cholery! Ugh.. 
Szczerze mówiąc, nie wiem co przy tej ranie zrobić. Coś pójdzie źle i co wtedy? 
-Wody.. Pić.. - moje myśli są przerwane przez jego głos. Woda, woda, mam iść na dół i go zostawić? 
- Zaczekaj chwilę, zaraz ci przyniosę coś do picia. - zamierzam wstać, ale gdy tylko palcem dotyka mojej ręki, drętwieję. Czuję jak całe moje ciało pokrywa gęsia skórka. Czemu tak reaguję?
- W szafce nocnej jest butelka wody. - przytakuję, że dotarło to do mnie. Sprawdzam obydwie szafki i wracam z małą butelką wody. Podaję mu, a on od razu wypija większość. 
- Już lepiej? - pytam niepewnie, na co kieruje wzrokiem na mnie i przytakuje twierdząco głową. 
- Jak się tu dostałaś? Z tego co kojarzę, zamknąłem drzwi na klucz, prawda? - wstrzymuję gwałtownie powietrze, po chwili je powoli wypuszczając. Staram się patrzeć wszędzie, tylko nie na niego. I tak by się dowiedział, jakby nie zapytał, to by zobaczył i tak czy owak wpadłby w furię.
- No jak? - ponagla mnie. Lekko otwieram usta z zamiarem wytłumaczenia się mu, ale nie zdążam, bo wstaje i wychodzi. W łazience panuje dziwna cisza jak przed burzą. Gdy słyszę, że wraca, wstaję i szukam czegoś do obrony, ale nie ma nic takiego..
Gdy wchodzi do środka, a nasze spojrzenia się stykają, czuję jak nogi mi się uginają, oddech staje się cięższy, ledwo co mogę oddychać. Biorę ostatnio wydech, podchodzę do niego, formuję ręce w pięści, a oczy zamykam jak najmocniej i czekam na jego atak. To dziwne, a zarazem śmieszne jak szybko człowiek może przyzwyczaić się do innego życia z kimś, kto prawdopodobnie jest ścigany przez policję. O warunkach panujących w jego domu wolę nie wspominać. 
- Co ty robisz? - pyta zdezorientowanych głosem.
- Czekam.
- Na co? 
- Na twój ruch.
- Jaki? - tym razem pyta flirciarsko i mogę przysiąc, że do tego podle się uśmiecha.
- Aż mnie... Uderzysz.. - w samą porę zmieniłam ostatni wyraz. Gdybym powiedziała 'ukarać', zinterpretowałby to w inny sposób niż powinien. 
- Czemu miałbym cię uderzyć? - jedyne co mogę w tej chwili zrobić to nic, bo co niby? Nie wiem co mnie skłania do tego, aby z zamkniętymi oczami wymacać wyjście i uciec jak najdalej stąd, ale jak na złość nie potrafię ich otworzyć. Są zbyt ciężkie. - Bo upadniesz! - w ostatniej chwili, jego ręce chwytają mnie i uniemożliwiają zetknięcia mojego ciała z podłogą. Otwieram szeroko oczy i pierwsze co widzę to jego źrenice ślepo patrzące w moje. Że też nie mogłam chwilę się zastanowić jakie będą konsekwencje tego wszystkiego! - Krzywda ci się na razie nie dzieje, tak? Więc po co uciekasz? - oh, gdybym znała odpowiedź na to pytanie. 
- Ja... Ja... - dlaczego próbuję się wytłumaczyć? - Mogę zadać pytanie? 
- W czym problem?
- W tobie. - mówię i ciągnę dalej, bo już czuję jak jego uścisk staje się mocniejszy - Jesteś dla mnie miły. Dla.. Dlaczego? - głośno wzdycha. Widać wyraźnie, że nad czymś myśli i się z czymś bije w głowie.
- Za kilka dni to zrozumiesz. Jeżeli nie sama to z moją pomocą. - szybko zbliża swoje usta do moich. Nie daje mi ani chwili na obronę, przez co nasze wargi szybko łączą się ze sobą. Całuje mnie zachłannie, gwałtownie, widać jak się stara, żebym poddała się i oddała mu pocałunek, ale aż taka ulegliwa nie jestem. Kiedy widzi, że jego starania idą na nic, przestaje. - Nad tym też popracujemy. Wszystkiego się dowiesz, obiecuję ci to, ale potrzebuję także twoich chęci, jeśli chcesz poznać odpowiedzi na twoje pytania.
- Mam jeszcze jedno... Pytaanie. - unosi lekko brwi so góry na znak, żebym kontynuowała - Możesz.. No wiesz, mnie już... Umm... Pppuścić? - jego wzrok mówi sam za siebie - czuje się zawstydzony. Urocze..
Gdy staję na proste nogi, zwinnie go wymijam i bięgnę do swojego pokoju przeskakując nad tym bałaganem, który zrobiłam. Ciekawe kiedy wróci do tematu wyważonych drzwi.... 



I tak o to moi mili powracam! ( po raz kolejny ... ). Nawet nie wiecie jakie mam mieszane uczucia co do tego rozdziału. Myślę, że wypadłam z fory i obawiam się, że wam się może nie spodobać, ale ... ;)
Na początku chciałabym ogroooooomnie podziękować kilku osobom, które cały czas tutaj ze mną są ( notatka będzie trochę długa :D ) : 
EvaTommo19 - twoje komentarze zawsze sprawiają, że się uśmiecham i mam motywację do dalszego pisania tego opowiadania! Dziękuję ci za to, że starasz się, żebym nie zboczyła z drogi jaką jest pisanie. Dużo też myślałam i wiesz co? Już się nie przejmuję daną ilością komentarzy, ten kto komentuje to komentuje, a ten kto tego nie robi to trudno. Przeboleję jakoś :D 
Michelle Styles - wiem, że ciągle tu jesteś i zaglądasz! :) Nie jestem w stu procentach pewna, ale jesteś drugą osobą, którą kojarzę z samych początków istnienia tego bloga. Twoje komentarze mimo iż są krótkie ( co mi wcale nie przeszkadza ), to potrafią zmotywować do dalszego działania. 
Kinga Miller - nawet sobie nie wyobrażasz jakiego uśmiechu na twarzy dostałam, gdy przeczytałam twój komentarz, że czekasz i czekasz, ale głównie chodzi mi o to, kiedy to napisałaś ( mianowicie 28.03 ). Już myślałam, że nie zobaczę niczego ani nikogo nowego pod postami, a tu taka niespodzianka, czasami warto czekać ;) 
Chciałabym także podziękować wszystkim tym, którzy mimo iż nie komentują, to czytają :) Tylko szkoda, że anonimy się nie podpisują ( !! ), bo tak to nie mam komu jeszcze podziękować. ;) 
Chcę, żebyście wiedzieli, że jestem tu codziennie. Może nie piszę dzień w dzień, ale przychodzę tu poczytać wszyyyystkie komentarze i czytam je nawet po kilkadziesiąt razy! Takie coś też daje motywację, a bynajmniej mi. 
Powracając jeszcze do rozdziału, to porobiło się, nie? Kto by pomyślał, że Diana będzie miała tyle odwagi strzelić z broni i to do samego Harry'ego! Albo te narkotyki.. Wiem, że wcześniej nic o nich nie było, ale obiecuję wam, że wkrótce wszystko się wyjaśni :) 
No cóż, to chyba na tyle, bo zaraz okaże się, że notatka będzie dłuższa niż rozdział haha. Nie zanudziłam was tą gadką, nie? Cieszcie się, że piszę po rozdziale, a nie przed, bo nie wiem czy dałybyście radę przebrnąć przez krótki monolog, czy najpierw rozdział, a potem wracacie do wstępu. :D 
P.S.1 Chyba rozdział nie jest za krótki, nie? ( chociaż zakładam, że jest :D ) 
P.S.2 Za jakiekolwiek błędy przepraszam, większość rozdziału pisałam na telefonie i teraz właśnie też dodaje post z komórki. 
P.S.3 I po raz kolejny nie wiem co się dzieje z tą datą! Jest przecież 31, a nie 29... 

4 komentarze:

  1. Boże dziewczyno! Nareszcie! Doczekałam sie! Nawet nie wiesz jak cierpliwie czekałam na nowy rozdział. Chociaż przez ostatni tydzień wariowalam i co chwila wchodziłam sprawdzić czy cos nowego dodałas czy nie, i tu taka miła niespodzianka! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu nareszcie!Warto było czekać.Co do rozdziału to jest cudowny,już nie mogę się doczekać następnego<3 Życzę dużo weny i żebyś nas już nie zostawiała na tak długi czas.Pozdrawiam i czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaglądam tu co jakiś czas z nadzieją na nowy rozdział<3 Mam nadzieję,że nie długo się pojawi:)Liczę na to,że zaczniesz wstawiać kolejne wspaniałe rozdziały i w miarę systematycznie<3 Bo na prawdę są wspaniałe<3 Pozdrawiam cię bardzo serdecznie i z niecierpliwością czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział piszę już od dwóch dni i jak na razie nie przestaję go pisać :) Po wystawieniu ocen, mam zamiar wszystko uregulować co do dodawania postów :) Ogromnie się cieszę, że czekasz na kolejny przebieg akcji, pomimo że tymczasowo nic aż tak wielkiego się nie dzieje :) ❤️

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette