wtorek, 28 czerwca 2016

Rozdział 24

Mija kilka dni 'ciszy' między mną, a nim. Nie mam odwagi do niego cokolwiek powiedzieć, nawet nie chcę na niego patrzeć. Dlatego też, jak jest w kuchni czy salonie, przechodzę jak najszybciej do innego pomieszczenia, aby nie kompromitować się jeszcze bardziej. Przez dwie, bądź trzy noce miałam koszmary. Raz śniłam o rodzicach, innym razem miewałam przebłyski tego jakże feralnego dnia, w którym byłam torturowana przez jakiegoś oblecha, a zarazem uratowana przez Stylesa. Jeszcze po raz enty miałam ten sam sen o dzieciach i ich matkach. To już staje się uciążliwe. Najgorsze było to, że w środku nocy budziłam się z krzykiem przez co budziłam jego. W tempie bardzo szybkim zjawiał się u mnie i próbował mnie uspokoić, chociaż nie potrzebowałam takiej troski. Jestem kobietą samowystarczalną, więc nie potrzebuję żadnej opieki. Jedyne co mnie zastanawia to to, czemu tak nagle Harry zmienił swoje zachowanie co do mojej osoby? Czyżby coś w nim pękło? Mam nadzieję, że to nie jest cisza przed burzą, albo jeszcze przed czymś gorszym...
Od jakiegoś czasu myślami znajduję się w przeszłości zastanawiając się, czy kiedykolwiek zobaczę jeszcze Holmes Chapel tak jak to on mówił, że będę bezpieczna. Co on w ogóle zamierza teraz zrobić? Jak na razie to od 2 tygodni że tak powiem - gnijemy w Los Angeles i co? Nic. Zero. Kompletna pustka jeśli chodzi o ten temat. Chyba jestem zmuszona coś z tym zrobić, nie chcę siedzieć tu całą wieczność. 
Z chwilową odwagą, wychodzę z pokoju i kieruję się do jego sypialni. Nawet nie staram się o to, aby zapukać. Po prostu wchodzę otwierając gwałtownie drzwi. Leży na swoim dużym łóżku z laptopem na kolanach. Spogląda na mnie. Unosi prawą brew do góry dziwiąc się moją nagłą odwagą. Nie tylko on jeden...
- Coś chciałaś? - pyta po chwili ciszy wpatrując się w ekran laptopa. 
- Ja, ja... Znaczy ty.. Znaczy, ugh! 
- Spokojnie. - śmieje się cicho - Zamknij drzwi i chodź tutaj. - klepie ręką miejsce obok siebie po lewej stronie łóżka. Niepewnie zamykam za sobą drzwi i podchodzę do niego. Gestem ręki pokazuje mi, abym zajęła wyznaczone miejsce. Gdy tylko siadam na złotawej pościeli, czuję jak materac ugina się pod moim ciężarem. Czemu? Przecież nic takiego nie jadłam dzisiaj! Ani wczoraj, ani przedwczoraj..
Tępo patrzę na szafkę nocną. Od razu przypomina mi się akcja sprzed kilku dni, gdzie prawdopodobnie miałam do czynienia z narkotykami. Potrząsam lekko głową chcąc, aby te niemiłe wspomnienie szybko opuściło moją głowę. 
- O czym chcesz porozmawiać? - zaczyna. Zamyka laptopa i odkłada go na podłogę obok łóżka. Po chwili jego zielone tęczówki wpatrują się we mnie. 
- Bo mówiłeś, że... - wypuszczam głośno powietrze z płuc. Gdzie jest ta odwaga co jeszcze chwilę temu we mnie była? 
- Że co ja mówiłem? Powiedz to w końcu. - opuszkiem palca dotyka mojego ramienia, przez co wzdrygam się.
- Mówiłeś, że jak jja odpocznę, to.. T-to zawieziesz mnie do, do Holmes Chapel. 
- Faktycznie było coś takiego. - wzdycha drapiąc się teatralne po brodzie. - Ale pytanie, czy odpoczęłaś? 
- Tak.
- Nie sądzę. Spójrz na to z innej strony. Czy potrafiłabyś żyć w samotności wiedząc, że nie masz już nikogo? Ani rodziny, ani przyjaciół. Że zostałaś sama jak ostatnie zwierzę na pustyni? Czy umiałabyś żyć wiedząc, że każdego dnia ktoś może cię porwać i wykorzystać seksualnie jak najgorszą dziwkę, a potem bez żadnych uczuć cię zabić? Potrafiłabyś czy nie? Bo ja w to watpię. - patrzę na niego w wielkim osłupieniu. Jak to ktoś ma mnie zabić? Co on sugeruje? Ja.. Mam się bać? Raczej tak. 
- J-jak to zabić? Kkto?
- Czy ty naprawdę myślisz, że to koniec tego całego chaosu? Że wszystko jest już uporządkowane i nic nikomu nie grozi? 
- Przecież zabił-łeś go, prawda? - jąkam się.
- Czy ty na serio myślisz, że to takie proste?! Faktycznie, czasami na zabicie człowieka potrzebuję minimum trzech minut, maks pięć, ale to w sytuacjach, gdzie ktoś nie dotrzymał słowa i zawinił nie robiąc tego, co im kazałem. Poza tym, nie mogłem go zabić.. Możesz wyjść. 
- Allle, przecież to twój szef, t-tak? Więc to ty mogłeś zaw.. Zawinić. To on mógł cię... Cię... Zab-bić.
- Ale nie zawiniłem i się ciesz, że zdążyłem cię uratować. 
- Dlaczego mnie uratowałeś? - mówię szybko i na jednym wdechu.
- Nieważne. - zbywa mnie i wstaje z łóżka nerwowo chodząc po pokoju. Sprawia wrażenie kogoś zamyślonego. Co jakiś czas zerka na mnie i potrząsa przecząco głowa - Słuchaj, na razie nie mam żadnych planów i powodów, aby wylatywać stąd. Nie wiadomo gdzie on jest, czy nie kazał komuś nas obserwować, dlatego też od teraz, od tego momentu, gdy skończę mówić, bez żadnego marudzenia idziesz się pakować. Masz wziąć tylko jedną torbę z najbardziej potrzebującymi rzeczami. Od teraz każda sekunda naszego życia musi być doskonale przemyślana. Więc ruszaj się! Za godzinę widzę cię na dole z rzeczami, no już! - wygania mnie za drzwi i nimi trzaska, aż podskakuję. 
Mamy iść w inne miejsce? Gdzie on chce mnie zabrać, wywieźć? W bezpieczne miejsce? Albo może to kolejna jego pułapka i, gdy tylko w nią uwierzę, okaże się, że każde jego słowo było idealnie zaplanowane, a na miejscu będzie czekać reszta jego otoczenia. Próbuję nie dopuszczać okropnych myśli, co by było gdyby to wszystko okazało się prawdą. 
Przecieram twarz dłońmi i udaję się do swojej oazy, którą będę zmuszona zaraz opuścić. Zamykam za sobą delikatnie drzwi. Z dużej, białej, rozsuwanej szafy wyciągam jedną z tych większych walizek na kółkach i kładę ją na łóżku. Przez chwilę zastanawiam się, jakie mam wziąć ubrania. Przecież nie powiedział gdzie jedziemy, idziemy. A może on sam nie wie gdzie chce nas zabrać?
Najpierw do środka pakuję cztery pary rurek, dwie bluzy, dziesięć koszulek, potrzebną bieliznę wraz ze skarpetkami i inne tego typu rzeczy do noszenia, które z pewnością mi się przydadzą. Staram się brać jak najmniej, chociaż to trudne, ponieważ nie wiem jaka będzie tam pogoda. Czy będzie ciepło czy zimno, słonecznie czy pochmurnie. Następnymi rzeczami jakie biorę ze sobą to kosmetyki, szampony, szczoteczkę do zębów i włosów. Sama się sobie dziwię, że tyle rzeczy zmieściło się do nie za dużej walizki, która ma jeszcze trochę miejsca. 
Myśląc, że najpotrzebniejsze rzeczy mam spakowane, opadam na łóżko ponownie przecierając twarz dłońmi. Ostatnio jestem zbyt uległa, za dużo myślę, za dużo się dzieje i do tego mój własny umysł nie daje mi spokoju. Za każdym razem mam albo dziwne sny, albo przewidzenia, przez które nie funkcjonuję normalnie. Ty nigdy nie funkcjonowałaś normalnie. I o tym właśnie mówię! Czuję się wtedy, jakbym miała jeszcze jeden mózg w swoim ciele poza mną. Tak jakbym miała dwa charaktery, ale ten drugi jest potężniejszy i ten pierwszy nie daje sobie z nim rady, bo jest za słaby, aby walczyć. Nigdy nikomu nie mówiłam o tym problemie, bo pomyśleliby, że już całkowicie postradałam zmysły i wysłaliby mnie na oddział zamknięty, ale mam już tak odkąd skończyłam pięć, może sześć lat. Od tamtej chwili byłam zmuszona stać się dojrzalsza. Musiałam bardziej skupiać uwagę na wszystko co mnie otaczało, na ludzi czy im ufać czy nie. Z zamyśleń wyrywa mnie jego donośny głos:
- Gotowa?! To złaź na dół! Szybko, szybko! Nie mam czasu! - mruczę sama do siebie i niechętnie wstaję z łóżka. Biorę walizkę w ręce i ciągnę ją za sobą. U progu drzwi ostatni raz spoglądam na miejsce, do którego w jakimś stopniu się przyzwyczaiłam. Wzdycham ostatni raz i zamykam drzwi. Schodzę z walizką na dół, gdzie czeka na mnie Styles. W jednej ręce trzyma klucze i telefon, a w drugiej taką samą walizkę jaką mam ja. Bez słowa idzie przed dom. Podążam za nim. Bierze ode mnie walizkę i układa ją w dużym bagażniku srebrnego audi a4. Niepewnie się rozgląda, aby po chwili powiedzieć mi, żebym wsiadła na miejsce pasażera, zaraz obok kierowcy. Spełniam jego prośbę i po chwili znajduję się na wyznaczonym przez niego miejscu. Czekam na niego. Przez lusterko dostrzegam, że zamiast otworzyć bramę, on ją zamyka na wszystkie spusty, po czym podchodzi do garażu, otwiera go i jakimś pilotem sprawia, że podłoga się zniża robiąc wjazd do jakiegoś półciemnego tunelu. Przysięgam, że moje oczy gdyby mogły, wyskoczyłyby ze zdziwienia. Brunet wchodzi do auta, odpala silnik i szybko wjeżdża do podziemia jadąc dalej. Ponownie coś wciska na pilocie. Odwracam się do tyłu i zauważam, że podłoga unosi się ku górze. 
- Har... - gestem ręki pokazuje mi, abym nie kończyła. W ciszy siedzę przez kilka sekund. Nagle auto spowalnia, a po chwili się zatrzymuje. Spoglądam na kierowcę chcąc wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Także zerka na mnie.
- Pewnie chcesz wyjaśnień. - robi krótką przerwę na zastanowienie się co dalej mówić - Jeszcze dwadzieścia minut temu miałem pewność, że jednak dotrzemy do Holmes Chapel bez problemu, ale jak to w życiu bywa, potrafi ono zaskakiwać. Wspominałem ci wcześniej o szpiegach, którzy mogliby cię cały czas obserwować, gdybyś została sama, prawda? Kilku z nich niestety namierzyło mój telefon, który musiałem zniszczyć. Gdybym miał go przy sobie, bez problemu by nas znaleźli. 
- A, a skąd t-to wiesz? - myślałam, że to koniec takich sytuacji. W sumie, spodziewałam się może czegoś, bo było zbyt spokojnie, ale do takiego stopnia, żeby jechać jakimś tunelem?
- Pamiętasz Willa? Włamuje się do komputerów ludzi takich ja. Przez przypadek udało mu się zidentyfikować jednego ze szpiegów, który obserwował cały czas mój dom, nawet jak mnie w nim nie było. Powiedział, że znalazł wiadomość, że za dokładnie trzy dni mieli zrobić niespodziankę wchodząc w nocy do domu. 
- Ja...
- Nie! Nie masz tu nic do gadania! Będziesz trzymać się cały czas mnie, zrozumiano? Nie możemy się teraz rozdzielać, a zwłaszcza ty nie możesz sama nigdzie chodzić. 
- Gdzi.. Gdzie teraz je-jedziemy? - patrzę z przerażeniem na niego ciągle nie dowierzając w to, co usłyszałam przed chwilą. Co by się stało, gdyby Will nie znalazł tej wiadomości? Co ci ludzi by zrobili, gdyby wtargnęli w nocy do domu?
- Nie wiem. Jak najdalej stąd. Na razie będziemy zatrzymywać się w hotelach, motelach albo spać w aucie jeżeli będzie taka konieczność. 
- Dlaczego... Dlaczego mi to mów-wisz?
- Nie chcę cię okłamywać i zadawać ci więcej bólu, Pain. - robi nacisk na dwa ostatnie słowa - Przy mnie jesteś bezpieczna, pamiętaj o tym już na zawsze. - głaszcze moje kolano, po czym ruszamy ponownie przed siebie. To jest zbyt dużo emocji, informacji, miejsc jak na dzisiejszy dzień, a już nie jestem przekonana co do następnych dni.
Odwracam głowę w stronę szyby, chociaż nie ma niczego ciekawego do podziwiania, bo co niby miałoby być w ciasnym tunelu, gdzie mieści się tylko jedno auto i panuje tu półmrok? Jednak błyskawicznie znajduję sobie zajęcie. Co jakiś czas zerkam na bruneta, który wydaje się być skupiony na drodze. O mało nie wbijam się w fotel wykonany z czarnej skóry, kiedy widzę ile jedziemy na godzinę. 
- Przestań się tak gapić na mnie. Lepiej będzie, jak pójdziesz spać. Z jakieś trzy godziny będziemy jeszcze jechać tym tunelem. - od razu robi mi się głupio, bo zauważył, że na niego ukradkiem patrzyłam. Ale to nie moja wina, że nie potrafię się na niego nie patrzeć! Co chwila staje się inny. Raz jest oschły, podły, patrzy na wszystkich z mordem w oczach, a kiedy indziej potrafi być nieco łagodniejszy i zapewnić bezpieczeństwo. Chyba nigdy go nie zrozumiem. 
- Dlaczego mnie u...uratowałeś? - to pytanie nigdy nie przestanie mnie męczyć. Muszę znać odpowiedzieć choćby nie wiem co. Mam kilka swoich teorii jak dla mnie beznadziejnych. Pierwsza to taka, że może on chce się nade mną znęcać. Druga - może ta cała wcześniejsza szopka była na pokaz i teraz udaje, że uciekamy, a tak naprawdę na końcu tunelu wszyscy tam czekają na mnie. Trzecia i ostatnia - ma wyrzuty sumienia i zaczęło mu w minimalnym stopniu zależeć, w co watpię. Od razu trzecią staram się wyrzucić z głowy, ale jest to trudne. Jakaś część mnie chciałaby, aby to była w jakimś stopniu prawda...
- Nie.Waż.Ne. - syczy przez zaciśniętej zęby i po chwili dodaje - Może kiedyś to zauważysz i zrozumiesz. - mówi nieco łagodniej. 
W samochodzie panuje niezbyt miła atmosfera, tak czuję. Jedziemy może z godzinę. Przez ten czas żadne z nas się nie odezwało, może to i dobrze? Chciałabym znać odpowiedzi na dręczące mnie pytania, ale wiem, że ich nie uzyskam. Już przez jakiś czas w głowie układam sobie dialog jaki mógłby być między mną, a nim, gdybym odważyła się jakoś zaglądać. Dziwne. Rano jeszcze nie chciałam go widzieć, a teraz? W sumie nie wiem czemu tak mi zależy. Chęć poznania go? Jaki może być, gdy się go lepiej pozna? Miałam okazję zobaczyć, jaki był w stosunku do Willa - przyjazny, ale muszę wiedzieć, że co do mojej osoby, on taki nie będzie. Nigdy. 
- Możesz włączyć radio jak cisza cię przytłacza. - usłyszałam nagle. Niepewnie zerkam na radio, które przez cały ten czas było wyłączone - No śmiało. - drżącą dłonią klikam mały, czarny przycisk i już po chwili mogę usłyszeć cichą muzykę wydobywającą się z głośników. Przełączam kilka stacji, aż nagle słyszę pierwsze uderzenia piosenki 'Spring Nicht' od Tokio Hotel - jednego z moich ulubionych wykonawców. Mimowolnie się uśmiecham sama do siebie. Mogę słuchać tego utworu wiecznie. Jest w pewnym sensie dla mnie bardzo ważna i związana ze mną, ponieważ dużo razy myślałam o samobójstwie jak i starałam się to zrobić. Pamiętam, że był taki dzień, w ktorym chciałam skoczyć z dachu wieżowca. Gdy byłam o krok od zrobienia tego, naprzeciwko mnie była dyskoteka na dworze. Był tam także średniej wielkości telebim, gdzie widniały piosenki z teledyskami. Wtedy jak zahipnotyzowana patrzyłam się w ekran i wsłuchiwał się w słowa angielskiej wersji. Od tamtego momentu, gdy tylko próbuję się zabić, automatycznie w mojej głowie słyszę tą piosenkę. I właśnie dlatego nie mam odwagi skończyć ze swoim życiem raz na zawsze. Jakoś ta czwórka wariatów wpłynęła do mojego życia w ciagu tych trzech minut. I nie obchodzi mnie fakt, że pochodzą z Niemiec. Zawsze uważałam, że każdy naród trzeba szanować, nawet jeżeli za czasów wojny tępił niewinnych ludzi. A to nie wina Niemców, że byli pod dowództwem tyrana....
Niestety w połowie piosenki odebrano mi przyjemność dalszego słuchania niemieckiego zespołu, gdyż kierowca szybko zmienił stację radiową. Oburzona cofnęłam o jeden kanał, aby ponownie odpłynąć w krainę marzeń spowodowany cudownym głosem wokalisty. Jednak brunet nie chce dać za wygraną. Przełączaliśmy tak stacje, aż w końcu zrezygnowana opadłam na fotel, gdy moja piosenka się skończyła. Kątem oka dostrzegam jego triumfalny uśmieszkiem na twarzy przy okazji ukazując urocze dołeczki w policzkach. Ugh... 
- Jak chcesz, to umiesz walczyć nawet o taką błachostkę, ale doprawdy? Niemcy? 
- Bynajmniej są lepsi niż Eminem.. - co jak co, ale do obrony swego zawsze miałam odwagę, chociaż tego po mnie nie było widać.
- Hmm, tu się raczej z tobą zgodzę. Też nie przepadam za jego muzyką, aczkolwiek lubię rap. Przynajmniej nie mają pedalskich słówek ani podkładu jak ten brytyjski girlsband, One Piction? 
- Raczej chciałeś powiedzieć brytyjsko-irlandzki boysband, One Direction. - syczę przez zęby. Kolejny powód, żeby go nienawidzić. 
- Jeszcze mi powiedz, że słuchasz tego geja Bajbera! - zaczął się śmiać. Już nie chciałam dalej brnąć w ten bezsensowny dialog, więc odwróciłam twarz w stronę okna, głowę kładąc miedzy drzwiami, a zagłówkiem i próbując zasnąć. Jednak nie dane mi odpłynąć w objęcia Morfeusza, ponieważ znowu słyszę jego głos z lekką chrypką.
- No nie obrażaj się, idiotko! Może mi nie uwierzysz, ale jestem osobą tolerującą większość nowoczesnej muzyki. Więc wymień mi, jakie gatunki lubisz? - mocniej zaciskam powieki, ale cicho odpowiadam, bo tego chyba chciałam - rozmowy, co nie?
- Pop, po-pop rock, mmetal, rock-k...
- Twoi ulubieni wykonawcy dwóch ostatnich gatunków to Metallica i Green Day, tak?
- Skąd-d tty...
- Przeczuwam, że w wielu kwestiach jesteśmy tacy sami. - gdy wypowiada te zdanie, coś ściska mnie w żołądku. Nic nie chcę mieć z nim wspólnego. Nawet wykonawców. 
Wzdycham ciężko tym samym nie odpowiadając na jego stwierdzenie. Skąd on tyle o mnie wie? To jest trochę dziwne... Chyba aż za dziwne.... 
*** Harry ***
Muszę przyznać, że nie łatwo było mi podjąć szybką decyzję, co zrobić z zaistniałą sytuacją. Oczywiście, odkąd wziąłem Dianę z jego rąk, wiedziałem, że narażam nie tylko siebie ale i ją na swojego rodzaju śmierć. Nie wiem dlaczego tak bardzo mu na niej zależy, dziewczyna jak inna - depresyjna, łatwowierna, ulegająca chociaż czasami umie pokazać pazurki, ciekawa wszystkiego. Jest wiele takich na świecie! Aczkolwiek nie zaprzeczam, że Diana ma coś w sobie takiego, hm... Dziwnego? Coś, co intryguje mnie jeszcze bardziej i to nie fakt, że ona to ta sama dziewczynka sprzed kilkunastu lat. To jest jeden z niektórych powodów, dla których narażam nas, aby ona miała najlepiej i, żeby była bezpieczna w jakimś tam procencie. 
Trzeba szybko działać. Muszę myśleć tak, aby pozostawić jak najmniej śladów. Jeszcze lepiej by było, jakby w ogóle nie było śladów po nas. 
Na razie zamierzam uciec jak najdalej od Los Angeles. Przez dwa, maks trzy dni zatrzymamy się w pierwszym lepszym motelu na jakimś zadupiu, żeby przemyśleć to wszystko jeszcze raz, tym razem bardziej na spokojnie i nie pod wpływem stresu. Będę też musiał nauczyć Dianę jakiejś samoobrony w razie gdyby. Wiem, że nie da rady pokonać kogokolwiek, bo jest bez szans, ale gdyby tak wykręciła rękę za plecy i przewróciła na podłogę, miałaby jakąś tam szansę na ucieczkę, chociaż niczego nie gwarantuję. Mam nadzieję, że nic takiego się nie stanie w przyszłości.
Przez półtorej godziny panuje cisza w aucie. Jedynie ciche dźwięki z radia nie sprawiają, że zaczynam wariować. Nie cierpię ciszy. Wydaje się być podejrzana, że zaraz coś się stanie, jak w horrorach. Wtedy moje wszystkie zmysły się wyostrzają i działają na największych obrotach. Pomimo że wiem, że ten tunel jest bezpieczny, lepiej zachować powagę. Na początku, gdy kupowałem ten dom, Will wyskoczył mi z pomysłem, żebym zrobił tunel pod sobą. Gdy tylko to usłyszałem, zastanawiałem sie 'Po chuja mi tunel?'. Jak się teraz okazuje, to był genialny pomysł. Teraz, te podziemia ratują mi tyłek. Mam nadzieję, że nikt inny z wyjątkiem Willa nie wie o tym przejeździe, bo byłoby wtedy po mnie. Szybko wytropiliby, gdzie uciekłem. Droga prowadzi na autostradę. Nie byłoby co rozważać, w którą stronę pojechałem - w lewo. Nie byłoby sensu jechać w prawo i wracać do miasta, z którego uciekam, nie?
Tak jak powiedziałem, tunel już się skończył. Zatrzymałem się przed wyjazdem stąd. Spoglądam na brunetkę i dopiero teraz dochodzi do mnie fakt, że ma ścięte włosy. Kiedy ona to zrobiła? Czyżbym był aż tak zajęty wszystkim, że nawet takiej głupoty nie zauważyłem? Zagryzam mocno dolną wargę i zamykam oczy. Łatwiej by było, gdybym spalił samochód razem z nami, ewentualnie beze mnie. Mógłbym zmienić nazwisko, ściąć włosy, przefarbować się na rudy, założyć niebieskie soczewki kontaktowe i żyć normalnie, ale coś by mi nie dawało spokoju, tylko nie wiem co. A gdyby tak....
*** Diana ***
Mała dziewczynka radośnie biega po parku w ręce trzymając różowy balonik z wizerunkiem Królewny Śnieżki. Wokół niej lata kolorowy, mały motylek, a pod jej fioletowymi bucikami na rzepy, wirują delikatnie liście. Za nią biegnie uśmiechnięty chłopczyk, który usiłuje za wszelką cenę dogonić swoją towarzyszkę. Gdy dziewczynka na chwilę odwraca głowę do tyłu wciąż biegnąc, nie zauważa małego rowu w ziemi, przed co upada na trawę. Jej kolega szybko ją wymija myśląc, że to forma zabawy. Gdy orientuje się, że dalej biegnie sam, tyle ile ma sił w swoich nóżkach, zawraca i szybko dopada do swojej małej koleżanki. Jest przerażona, nie wie co zrobić. Myślała, że ją zostawi i pobiegnie do swojej mamy, ale tak nie zrobił. Zawrócił. Zawrócił dla mnie?, zadała sobie pytanie w myślach. 
- Wszystko w porządku? Możesz wstać? A może ci pomóc? Zanieść cię? Albo zawołać twoją mamę? - zasypywał ją pytaniami przerażony chłopczyk. Niestety tylko na pytaniach się kończy...
- Pobudka! Słyszysz mnie? Ej, zdechłaś? O kur...de. - mamroczę coś pod nosem starając otworzyć ciężkie powieki, ale jak na złość nie daję rady. Po kilku próbach udaje mi się osiągnąć cel i pierwsze co moje oczy dostrzegają po otwarciu się to jego twarz bardzo blisko mojej. Odruchowo staram się głowę oddalić od jego. Dlaczego on jest tak blisko? Co zamierzał zrobić? Bądź zamierza? - Wstawaj, nie mamy czasu! Robota czeka. - wysiada z samochodu trzaskając przy tym drzwiami. O co mu chodzi? Jaka robota? Mam się bać? Ale zaraz, moment... Jesteśmy jeszcze w tym przerażających tunelu, czemu nie jedziemy dalej? O matko, a co jak już nas gonią? Są może kilka minut za nami, a my tutaj sobie stoimy. To podstęp! Ja wiedziałam, przeczuwałam, że tak będzie! On przecież ma gdzieś to, co się ze mną będzie dziać, gdy zostanę sama. 
- Ile razy mam powtarzać?! - krzyczy, a raczej ryczy jak jakiś ogr, który nie znosi sprzeciwu. Przerażona tym wszystkim, wychodzę z auta i nieśmiało podchodzę do niego. Spuszczam głowę w dół, a kosmyk włosów daję za ucho. Czuję, że to co zaraz usłyszę, nie będzie przyjemne. - Mniej więcej powiedziałem ci, dlaczego uciekamy. Właśnie, skoro uciekamy, to co za tym idzie? Nie wolno, powtarzam, NIE WOLNO pozostawiać jakichkolwiek śladów, rozumiesz? Na pewno rozumiesz, przecież jesteś mądrą kobietą. - klepie mnie po policzku jak psa i kontynuuje - Nie wiem, czy już nas ścigają czy jeszcze nie, w każdym bądź razie, musimy utrudnić im drogę do n... Do mnie i do ciebie. Zatem, tutaj masz łatwopalny materiał, który rozsypiesz tam - wskazuje ręka fragment podłogi oddalony od nas o kilka metrów - i jeszcze inny kawałek dalej zalejesz benzyną. Później podpalisz materiał łatwopalny i tyle, ile masz sił w nogach, biegniesz i wsiadasz do samochodu. Ja za ten czas, spróbuję otworzyć bramę. Jeżeli wszystko pójdzie tak jak to zaplanowałem, przeżyjemy, a jeżeli nie, to cóż.. Chyba nie muszę ci mówić, prawda? - mogę się przejąć tym, co mi powiedział przed chwilą, ale jakoś w głowie tkwi mi jego błąd. Chciał powiedzieć 'nas', a nie 'do mnie i do ciebie', więc czemu się poprawił? Czemu tak się tym przejmujesz? jesteś nic nie wartym śmieciem w jego oczach! 
Myśli przerywa mi Styles, który podaje do moich rąk średni woreczek czarnego proszku, a pod moimi nogami stawia mały baniak z paliwem. Przełykając narastającą gulę w gardle i z trzęsącymi nogami podążam na wyznaczony teren. Znając swojego pecha, zrobię coś nie tak i będzie po nas, albo po mnie. Zawsze jest opcja, że mnie zostawi, odjedzie jak najdalej stąd i będzie się pławił w luksusach, podczas gdy ja trafię do piekła. W sumie, dlaczego mnie to obchodzi? Coś tam w mojej głowie podpowiada mi, że się zmieniłam i nadal zmieniam, ale szybko tłumię w sobie ten głos.
Nawet nie wiem kiedy wszystko zostało porozstawiane, a w ręce trzymam paczkę zapałek. Patrzę może po raz ostatni na to wszystko, po czym trzęsącymi się rękami odpalame34 jedną zapałkę, która się łamie. Z drugą, trzecią, czwartą i jeszcze siódmą jest to samo. Dopiero za ósmym razem udaje mi się odpalić zapałkę, którą przykładam do jednego końca materiału. Przez chwilę się tylko dymi, a potem zaczyna się wypalać w bardzo szybkim tempie. Gwałtownie się podnoszę i nie odrywając od tego wszystkiego wzroku, biegnę przed siebie. Gdy słyszę swoje imię, odwracam się i dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że biegnę w złą stronę. Zamiast biec w stronę auta i wyjścia, można powiedzieć, że jestem samobójcą. 
Nie wiem co robić. Patrzę wystraszonym wzrokiem na Stylesa, który nerwowo zaciska dłonie w pięści. Robię jeden krok do przodu, a tuż przed moją twarzą wybucha ogień, który zasłania mi samochód i jego właściciela. To już koniec...


Tak jak zawsze - coś od autora, który tylko narzeka i narzeka...
Głupio mi jest, że zaczynałam bloga bez wyjaśnień. O co mi chodzi.. Na przykład o tym anonimie. Nie wiadomo skąd się wziął, tak nagle o nim pisałam i teraz nie ma wzmianki o nim. Ale! Jeżeli wena mi na to pozwoli, jakoś go jeszcze wmieszam w to opowiadanie, chociaż na razie się na to nie zapowiada. Innym przykładem jest Niall, którego Diana spotyka przez przypadek. Tutaj jestem w stu procentach pewna, że pojawi się dopiero pod koniec opowiadania. I zostaje jeszcze kwestia tej dziwnej staruszki, która naszła Harry'ego w jego domu i do której Diana zapukała. To także się wyjaśni, ale nie wiem kiedy. W bohaterach dwuplanowych jest mama i siostra naszego bruneta, tutaj również nie zapowiada się na to, że pojawią się bardzo szybko, a może już się pojawili, a my o tym nie wiemy? ;) W każdym bądź razie można z tego wyczytać, że fanfiction się tak szybko nie skończy, chociaż myślałam, że będzie z 40 rozdziałów, pewnie będzie i więcej, żeby wszystko wyjaśnić. Musicie być cierpliwi!!!
Co do nowego rozdziału - nie zabijać mnie, proszę! Nie mogłam się powstrzymać, aby tak nie zakończyć! Chcę was trochę przytrzymać w niepewności i niecierpliwości i chyba mi się to udało, prawda? 
Mam nadzieję, że wam się podobał rozdział, do następnego! :)
*za błędy przepraszam i mam nadzieję, że długość wam odpowiada*
Theme by violette