piątek, 13 stycznia 2017

Rozdział 27

Cały poranek jak i wczorajszy dzień chodzę z kąta w kąt i się niecierpliwię. Nawet nie wiem czemu! Powinna tu być tego samego dnia, w którym tu przyjechałem i co? Nie ma jej! Chociaż patrząc tak na to z drugiej strony, po raz pierwszy mogę się przyznać, że to przeze mnie. Tak, ludzie! Ja, Harry Styles przyznaję się do winy, że źle zrobiłem zostawiając dwa dni temu Dianę zdaną tylko na siebie. Jednakże zanim ją wywaliłem perfidnie z samochodu, mówiłem w którą stronę ma iść i ile jej to zajmie. Skoro autem było pięćdziesiąt minut, spacerkiem bądź szybszym tempem zajęłoby jej to około... dziesięciu godzin... No tak, Dla mnie jazda samochodem wydaje się łatwiejsza, bo jest szybsza, a ona? Ona mogła gdzieś zasłabnąć, poddać się, zakopać w krzakach i czekać na śmierć w każdej możliwej postaci. Równie dobrze ktoś mógł ją znaleźć i zawieźć do szpitala, do najbliższego motelu czy...
- Dlaczego czasami muszę być taki głupi? - bez zastanowienia biorę kluczyki od samochodu i z prędkością światła biegnę do niego nie fatygując się, żeby zamknąć za sobą motelowy pokój. Wszystkie rzeczy znajdują się w aucie, ponieważ dzisiejszego wieczoru mamy mieć samolot z Kalifornii na Malediwy, ale czy zdążymy? Wątpię.
Wsiadam do pojazdu i z piskiem opon wyjeżdżam z parkingu nie trudząc się zapłacić za mój pobyt tutaj. Ledwie przejeżdżam jeden kilometr, a o mało co nie potrącam jakiejś osoby, która leży centralnie na środku drogi. Hamuję gwałtownie i skręcam w prawo tym samym sprawiając, że wjeżdżam w rów. Zdenerwowany wysiadam z samochodu i podchodzę do tej ofiary. Włosy stają mi dęba, kiedy uświadamiam sobie, że to nie byle jaka osoba tylko Diana. Jakieś dziwne, niezidentyfikowane uczucie ogarnia całe moje ciało, ale staram się to zignorować.
- Ej, wstawaj. Słyszysz mnie? Wstawaj! - szturcham noga jej ciało. Cichy jęk jest  jedyną odpowiedzią, ale przynajmniej wiem, że żyje. Wzdycham cicho i podnoszę ją nie zwracając zbytnio uwagi na fakt, że mogę robić jej krzywdę. Z jednej strony jestem zły na siebie, że tak łatwo ta osoba potrafi wyprowadzić mnie z równowagi, a z drugiej jestem zły na Dianę. Jakby nie mogła czasami zamknąć tej swojej jadaczki, byłby wtedy święty spokój.
- Gdzie... Gdzie mnie zabierasz?
- Trzeba cię doprowadzić do porządku dziennego. Za 5 godzin mamy samolot.
- Gdzie..?
- Do Wiel.. Zobaczysz. - nie wiem czemu chciałem powiedzieć, że do Wielkiej Brytanii. Może mam jej już dosyć? Tak czy owak nie chcę, aby się dowiedziała, gdzie konkretnie się wybieramy. Można to uznać za małą niespodziankę. Czy mięknę? Nie, raczej nie. Will dał mi trochę do myślenia jeżeli chodzi o święta.
Sadzam ją na tyłach samochodu sam zajmując miejsce kierowcy. Teraz muszę tylko zdążyć na lotnisko mniej więcej trzy godziny przed odlotem, żeby Diana miała czas ogarnąć się, co w jej przypadku jest trudne. Musi jeszcze coś zjeść, bo lisa to pewnie nie upolowała i nie spożyła. Na samą myśl, że przez te dwa dni chodziła o głodzie i być może nie spała, coś po raz drugi ściska mnie w żołądku. Jak ja mogłem być tak głupi? Nawet nie przemyślałem konsekwencji tego, co mogłoby być, gdyby bla, bla, bla. Muszę być jeszcze bardziej ostrożny niż dotychczas.
*** Diana ***
Jestem przerażona tym wszystkim. Dwa dni bez dachu nad głową, jedzenia, picia, czystych ubrań.. Dziwię się, że jeszcze żyję. Może jeszcze jeden dzień i bym była po drugiej stronie? Albo..
- Prześpij się, bo pewnie nie zmrużyłaś oka. Jak będziemy na lotnisku to cię obudzę. - mój wewnętrzny monolog przerywa głos Stylesa. Dlaczego mnie szukał? Mógł jechać na lotnisko beze mnie. Po co jestem mu potrzebna? Do czego? Do ciągłego wyśmiewania, poniżania i kto wie czego jeszcze? Tyle pytań, zero odpowiedzi.
Odwracam głowę w stronę szyby. Usiłuję się nad czymś skupić, ale obecnie w mojej głowie jest totalna pustka. Nawet próbuję zasnąć, ale nie wychodzi mi to za bardzo pomimo wielkiego zmęczenia. Sam fakt, że mam na sobie brudne ubrania mnie przeraża i nie pozwala choćby na chwilę spokojnie odpłynąć do krainy snów, gdzie wszystko jest piękne.
- Za siedem dni są święta.. - na jego słowa dostaję chyba chwilowego paraliżu ciała. Ostatnio, gdy to ja mu oznajmiłam, że za niedługo święta, nawrzeszczał na mnie i wiadomo jak to się skończyło później. Perfidnie mnie wyrzucił z samochodu. Niestety jestem w takiej sytuacji, że nie mogę mu nic wypomnieć, bo boje się do czego jeszcze się posunie. Tak więc, dziwi mnie nagła wzmianka o świętach.
- To co z tego... - kątem oka dostrzegam jak zaciska mocno ręce na kierownicy. Traci cierpliwość.
- Nie chciałabyś ich spędzić jakoś... Wyjątkowo? - pyta po czym zerka w moją stronę na dłuższą chwilę, ale zaraz potem wzrok przenosi na jezdnię - A może chciałabyś dostać jakiś prezent? W końcu święta to czas magiczny, pełny troski, miłości, ciepła, tej wyjątkowej atmosfery..
- Oddasz mi ojca to wtedy będę miała udane święta. - tym sposobem schodzę na niewygodny jak dla mnie temat. Boję się chyba usłyszeć odpowiedzi.
- Twój ojciec nie żyje. - mówi bez mrugnięcia okiem, a mnie aż przechodzi dziwny dreszcz. To nie tak, że nie dopuszczałam do siebie takiej myśli. Jak szybko się pojawiały, tak szybko znikały, bo nie chciałam w to wierzyć. Wolałam żyć ze złudną świadomością, że mój ojciec jest gdzieś na tym świecie i żyje, że przeżył i teraz stara się jak może, aby mnie odnaleziono, albo mógłby o mnie zapomnieć i założyć nową, szczęśliwszą rodzinkę.
Wypuszczam głośno wstrzymywane w płucach powietrze. Coś mocno ściska mnie w żołądku i tylko tyle. Czuję tylko ścisk wszystkich moich wnętrzności, a to dziwne, bo zdarza mi się dość często wspomnieć matkę i zanoszę się wielkim płaczem, a teraz? Nawet oczy mi się nie zaszkliły! Czy to oznacza, że ojciec nigdy nie był dla mnie aż tak ważną osobą? Nie, to niemożliwe. Może mu nie wierzę i gdzieś tam we mnie jest płomyk nadziei, że to tylko kłamstwo? Jest jeszcze trzecia opcja, że to Jego wina. On w niewyjaśniony i dziwny sposób na mnie działa, że nie czuję tego, co powinnam. Tego, co dawna ja czułaby. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że na początku tej całej szopki nie byłam w stanie pisnąć chociażby jednego słówka w jego kierunku, a teraz słowa wychodzą mi z ust łatwiej niż wcześniej. On mnie zmienia. Na lepsze czy na gorsze?
- Przykro mi. - cichym głosem przerywa niezręczna ciszę w aucie. Nie reaguję na jego wyznania. Jemu wcale nie jest przykro. Pewnie teraz się szczyci tym, że nie mam już nikogo, do kogo mogłabym uciec, pójść, gdy to wszystko się skończy, o ile się skończy - Jak wyglądają święta w twojej rodzinie?
- Ja już nie mam rodziny.
- Ma.. Miałem na myśli jak wyglądały? Było tak jak w tych wszystkich filmach? Rodzinna atmosfera? - chwilę się zastanawiam, czy wdawać się w rozmowę z nim, aż w końcu odpowiadam.
- Pewnie były jak byłam małym, nic nierozumiejącym dzieckiem, a z czasem... Z czasem wszystko się zmieniało. Tyle.
- A prezenty?
- Co prezenty? Nie jestem materialistką, żeby myśleć o tym, co w tym roku dostanę pod choinkę. To co dostawałam, to brałam. - w tym roku może pomodlę się za wolność od ciebie, dopowiadam w myślach i uśmiecham się delikatnie na tą myśl - A u ciebie?
- Co u mnie? - marszczy lekko brwi. Wygląda teraz słodko.
- Jak u ciebie wyglądały święta? - sama nie wierzę, że o to zapytałam, ale coś mi mówi, że.. Nie, nieważne. Nawet tak nie myśl, Diana. On jest potworem.
- Były całkiem znośne.
- Tylko tyle?
- A co ci mam więcej mówić? Że dopóki moi rodzice byli razem, wszystko było na porządku dziennym, a gdy się rozwiedli, mam wpadła w alkoholizm, a ojciec przepadł i do dzisiaj nie wiem czy żyje, czy może założył nową, lepszą rodzinkę? - niemalże syczy nie spuszczając wzroku z drogi. Dopiero po kilku minutach dociera do niego to, co przed chwila powiedział, ponieważ usta zaciska w wąska linię i nie ciągnie tematu dalej. Wzdycham cicho przymykając oczy. Może spróbuję się przespać.
***
- Tak, jesteśmy na miejscu... Tak, obydwoje. Cali i zdrowi.... Nie, nie wdawałem się w żadne bójki, nikogo podejrzanego nie było... Wspominałem, ale nie w... Zapomnij! Muszę już kończyć, czas mnie goni. Cześć. - zbytnio nie przysłuchiwałam się jego rozmowie. I tak wiem, że rozmawiał z Willem. Zauważyłam, że tylko jemu ufa, bo do nikogo innego nie dzwoni z jakąś ważną sprawą. Poza tym jestem zbyt podekscytowana tym miejscem. Nigdy nie spodziewałabym się, że wyląduję na Malediwach z kimś takim jak Styles.
Podczas lotu myślałam, że zanudzę się na śmierć i spalę ze wstydu. Niecałe półtorej godziny przed odlotem byliśmy na lotnisku. a z tego czego się domyśliłam wcześniej, Stylesowi zależało na czasie, abym mogła się umyć i ogarnąć. Niestety nie było na to czasu, tak więc było mi strasznie głupio siedzieć w pierwszej klasie pośród ludzi ubranych w garnitury bądź obcisłe sukienki. Jedynie widoki za oknem poprawiły mi humor, jednak one są niczym w porównaniu z tym, co teraz widzę. Zawsze chciałam tu przyjechać.
- Widzę, że podoba się miejsce? - słyszę rozbawiony głos za sobą i od razu tracę cały swój  entuzjazm, którego nie miałam od bardzo dawna - Ja ci tego nie wypominam. To nawet miły widok widząc, że się uśmiechasz. - stwierdza patrząc przez kilka dłużących się sekund w moje oczy po czym zabiera nasze walizki i pakuje je do taksówki. Jego spojrzenie było inne niż dotychczas. Widziałam tam ciepło, które sprawiło, że i na mojej twarzy pojawia się delikatny uśmiech na każde wspomnienie tej chwili. Coś czuję, że ten pobyt źle na mnie wpłynie.
Mija może około dwóch godzin drogi kiedy taksówkarz zatrzymuje samochód. Wszyscy wysiadamy. Podczas gdy tych dwóch zamienia ze sobą zdania, ja rozglądam się po okolicy. Nie ma tu za wiele do podziwu, ponieważ otaczają nas drzewa liściaste, a pomiędzy nimi wypatruję żwirową dróżkę, którą zapewne pójdziemy i wcale się nie mylę.
- W razie gdyby państwo czegoś potrzebowali to proszę się ze mną skontaktować. Ma pan mój numer, więc jestem do usług. Życzę udanego wypoczynku i do zobaczenia. - żegna się z nami i odjeżdża wcześniej wyjmując walizki z bagażnika. Bez słowa bierze obydwie torby i kieruje się na ścieżkę wcześniej przeze mnie wspominaną. Mija kilkanaście minut po których czuję wyraźne zmęczenie i suchość w gardle. Plusem jest, że drzewa dają dużo cienia, ale to i tak nie sprawia, że jest nieco chłodniej. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo gorąco. Zapatrzona w swoje poobdzierane buty nie zauważam kiedy Harry staje w miejscu i w niego uderzam.
- Jak będziemy na miejscu, pierwsze co zrobimy to doprowadzimy cię do porządku. W samolocie nic nie jadłaś, więc zapewne jesteś głodna, trzeba cię porządnie wykąpać, rozczesać ci włosy, zdezynfekować rany o ile masz. I nie chcę słyszeć sprzeciwu, bo inaczej sobie wtedy porozmawiamy, zrozumiano? - grzecznie przytakuję i ruszamy w dalszą drogę. Mija kolejne naście minut zanim znajdujemy się na miejscu. Moim oczom ukazuje się mały, drewniany domek umieszczony na plaży, a przed nim krystaliczna woda, gdzie pod nią można dojrzeć osadzony na dnie piasek. Skoro za dnia są tutaj takie widoki, muszę przyjść tu nocą. Na razie idę za Stylesem, który od razu po otwarciu drzwi każe mi iść poszukać łazienki, a on zaraz do mnie dołączy i mi pomoże, ale w czym?
Łazienkę znajduję bardzo szybko, ponieważ to są jedyne drzwi w tym domku, który jak się okazuje jest bez piętra oraz wszystko jest ze sobą połączone. Duże łóżko do spania jest umiejscowione po lewej stronie parteru tuż pod ścianą. Na przeciwko znajduje się mała, czerwona kuchnia z czarną wyspą i wysokimi, białymi stołkami. Od prawej strony kuchni są drzwi prowadzące do łazienki, a od lewej strony ogromne szklane wyjście na taras. Jeszcze między kuchnią, a wyjściem na taras umieszczona jest w kącie mała sofa, na której pewnie będę spać. Ogółem wszystko prezentuje się ciekawie, chociaż wystrój niekoniecznie pasuje do takiego domku.
Jeżeli chodzi o wygląd łazienki, różni się wszystkim. Podłoga jak i ściany są pokryte płaskimi belami z drewna, do tego duża, głęboka wanna w oprawie drewnianej pod oknem naprzeciwko wejścia. Po lewej stronie jest również prysznic, a między wanną i prysznicem wiszą ręczniki. Dalej jest jeszcze pralka i kosz na brudne ubrania. Po drugiej stronie usytuowana jest niewielka umywalka, nad nią dwie półki na czyjeś rzeczy, a nieopodal mieści się toaleta. Wszystko jest w drewnianej oprawie. Jedynie sufit został pomalowany na biało.
- Jeszcze nie jesteś rozebrana? - z zadumy wyrywa mnie zdziwiony głos bruneta. Odwracam się szybko w jego kierunku i zszokowana spoglądam na niego. To ja miałam się rozbierać? - Nie patrz tak na mnie, tylko się rozbieraj. Mówiłem ci, że trzeba będzie cię porządnie wykąpać i uwierz mi, że sama nie dasz rady. - mówi i wymija mnie, aby zacząć nalewać wody do wanny. W międzyczasie dochodzi do mnie fakt, że to JA będę MYTA przez NIEGO. Na samą tą myśl cała zaczynam się trząść i to nie przez klimatyzację.
- Jaa...
- Dobrze, w takim razie ci pomogę. - nie zdążam się odwrócić, aby stąd wyjść, a on już stoi przy drzwiach i je zamyka. Na klucz. - Nie masz się co bać, nic ci nie zrobię, dobrze? Chcę ci pomóc, zaufaj mi, tak jak wtedy.
- Wtedy...? Kiedy?
- Jak cię ratowałem z łap tego paskudnika. Możesz nie wierzyć, ale to prawda - zaufałaś mi. Byłaś zbyt przerażona tym, co się wokół ciebie działo, żeby to dostrzec. To jak będzie? Ręce będę trzymał przy sobie, obiecuję. - ręce daje do góry na znak prawdziwości jego słów. Chciałabym mu zrobić awanturę, ale boję się, że jak go rozzłoszczę to nie będzie potrzebna mu moja zgoda. Wobec tego zrobiłby to jeszcze bardziej się nakręcając, gdy zaczęłabym się sprzeciwiać. Nie chcę, żeby oglądał mnie nago, żeby widział te wszystkie blizny i wystające kości. Natomiast jest pewna część mnie, która mogłaby zrobić i oddać wszystko, aby tylko poczuć jego dłonie na moim ciele, żebym po raz kolejny poczuła to bliżej nieokreślone uczucie kiedy mnie całuje. Wariujesz, złotko. Może i wariuję, ale to jest silniejsze ode mnie. To tak jakby wpaść w nałóg, a Jego dotyk, zakazany dotyk działa na mnie pobudzająco. Nawet teraz, gdy tak sobie o tym myślę, coś dziwnie przyjemnego ląduje w moim żołądku.
- Oke.. Okej, dobrze. - nie mija sekunda, gdy czuję jego dłonie na moich ramionach, które zaraz potem wiodą wzdłuż moich bioder, aż do końca bluzki. Zaciska na niej palce i unosi do góry, po chwili rzucając ją niedbale na podłogę. Przymykam lekko oczy oddając całe swoje ciało w Jego ręce. Odwraca mnie przodem do siebie, unosi do góry i usadawia na pralce. Rozpina mój rozporek i ściąga ze mnie spodnie, po chwili też skarpetki. Czuję jak się czerwienię na twarzy, ale on zdaje się tego nie zauważyć.
- Nie boli cię jak to robisz? - pyta przerywając tym samym ciszę. Wskazuje na jedną z moich starych i większych blizn na zewnętrznej stronie uda. Uznając, że nie dostanie żadnej odpowiedzi, pomaga mi wejść do wanny co mnie dziwi zważając na bieliznę, którą mam na sobie.
- A.. Bielizna?
- Nie chciałem, żebyś czuła się jeszcze bardziej niekomfortowo, więc możesz ja ściągnąć pod wodą. Dałem dużo piany, żeby nie było widać. - oznajmia i odwraca się do mnie tyłem gestem ręki pokazując, abym zrobiła to, co przed chwilą powiedział. Niezdarnie, ale jakoś daję radę. Brudną bieliznę kładę obok wanny. Moment później znowu widzę jego skupiony wyraz twarzy. Sięga po gąbkę, moczy ją oraz nalewa dużej ilości płynu do kąpieli. Ściska ją kilka razy sprawiając, że powstaje dużo piany i patrzy na mnie.
- Odwróć się do mnie plecami. - gdy wykonuję jego prośbę, mogę poczuć jak gąbka przyjemnie ociera się o moje plecy. Kieruje gąbką od karku po sam dół pleców. Po kilku kursach w górę i dół, zaczyna myć moje boki, żebra, brzuch oraz okrężnymi ruchami piersi z lekkim naciskiem. W międzyczasie czuję obce mi uczucie pod brzuchem i wcale nie mówię, że mi się to nie podoba.
Mój umysł szybko wraca do trzeźwego myślenia, kiedy czuję jego ręce oplatające moją szyję. Od razu próbuję się wyrwać, żeby nie zrobił mi krzywdy.
- Hej, hej, hej. Spokojnie, co się dzieje? Co sobie pomyślałaś? - pyta nad wyraz przejęty, co nie uchodzi mojej uwadze.
- Jaa.. N-nic. Przepr.. Przepraszam.
- Czy ty myślałaś, że zamierzam cię udusić? - śmieje się, ale widząc, że mnie to nie bawi nachyla się nad wanną, aby spojrzeć na moją twarz - Diana? Czy to pr.. - nie dokańcza, ponieważ ręka na której się podpiera, wyślizguje mu się i ląduje w wannie. Zdążam dać pod siebie kolana. Chwilę na niego patrzę, a kiedy widzę jego zdezorientowaną minę oraz mokre włosy, zaczynam się śmiać. Pierwszy raz od dawna szczerze się śmieję. Kątem oka dostrzegam, że chce coś powiedzieć, ale widząc mój obecny stan, sam zaczyna się śmiać. Nawet nie czuję skrępowania, że siedzimy razem w wannie, gdzie ja jestem naga, a jemu przemokła koszulka idealnie przylega do umięśnionego torsu przez co nie mogę oderwać wzroku od tego widoku. Dopiero jego chrząknięcie sprawia, że wracam na ziemię.
- Doprawdy myślałaś, że chce cię udusić? - pyta poważnie, a mnie bierze na łzy. Nagle przed oczami mam wszystkie artykuły o nim. Co on to zrobił, komu i jak. Zaczynając od porywania niewinnych dziewczyn takich jak ja po sprzedawanie ich aż do gwałtu i zabójstwa - Wszystko w porządku?
- Możesz... Wyjść? Z.. Łazzienki?
- Jak cię porządnie umyję. - wychodzi z wanny. Ignoruje fakt, że jest cały mokry. Szuka w wodzie gąbki, a gdy ja odnajduje zaczyna wycierać moje nogi. Próbuję nie myśleć o tym, że jego ręka jest w niebezpiecznych okolicach jak dla mnie. Nikt mnie tam nie dotykał, nikt w ogóle nie widział mnie nagą! A jednak...
- Przestań! - krzyczę rozpaczliwym głosem. Jak na początku podobało mi się to w pewnym sensie, tak teraz jego dotyk mnie wręcz parzy jak zakazany dotyk.
- Mówiłem przecież, że nie zrobię ci krzywdy.. - mówi już bardziej rozdrażnionym głosem po chwili coś sobie uświadamiając - Jesteś dziewicą?! - odskakuje ode mnie jak poparzony jakbym była pierwszą dziewicą, którą widzi na oczy. Patrzę na niego zmieszana i z niezrozumieniem. Na pewno było wiele dziewczyn przede mną, które brutalnie rozdziewiczał i porzucał.
Patrzy na mnie jeszcze przez moment po czym szybko wychodzi z łazienki. Słyszę jak drzwi frontowe otwierają się i zamykają, więc wnioskuję, że wyszedł. Nie powiem, dziwi mnie jego zachowanie i nie wiem czego mam się spodziewać po nim jak wróci.
Szybko jeszcze myję włosy jakimś szamponem kokosowym i wychodzę z wanny. Owijam się jednym z wiszących ręczników i opuszczam to pomieszczenie. Wynajduję jakieś swoje rzeczy, przebieram się, tęsknym wzrokiem patrzę na to wielkie łóżko i idę w stronę kanapy, aby po chwili móc zasnąć. Może na zawsze?


Cześć, hej i czołem! Nie będę się usprawiedliwiać i obiecywać co do tego kiedy będzie kolejny rozdział, także przyjmę wasze hejty TERAZ! Ale mam nadzieję, że chociaż długość wam odpowiada. Starałam się go przedłużyć jeszcze, ale co za dużo to niezdrowo ;)
Poza tym chciałabym przyspieszyć troszkę akcję, więc się nie zdziwcie jak w następnym poście będą już święta.
Chciałabym jeszcze podziękować dwóm anonimom, którzy czekali cierpliwie ( albo i niecierpliwie ) na nowy odcinek. Szkoda, że się nie podpisali, bo nie mam komu podziękować za komentarze. ;)
Za błędy przepraszam. x
EDIT1: chciałabym podziękować za ponad 25 tysięcy wyświetleń! <3
EDIT2: Również chcę wam życzyć wszystkiego najlepszego z okazji dwóch lat tego bloga! Pamiętam jak rok temu pisałam, że chciałabym za rok móc po raz drugi napisać wam jak strasznie się cieszę, że są tutaj osoby, które z chęcią to czytają ( widzę ile osób widziało i czytało dany post ). Może za rok znowu mnie zaszczycicie i będziemy spędzać razem trzy latka? W każdym bądź razie dziękuję, że jesteście ze mną mimo iż nie ujawniacie się. :)

4 komentarze:

  1. Dziękujemy, że wróciłaś! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jest nowy rozdział! <33 Nie przejmuj się tym, że tak rzadko dodajesz rozdziały. Warto czekać.
    Życzę weny <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział. Zresztą jak każdy<3 Bardzo się cieszę, że znów zaczęłaś pisać<3
    Serdecznie cię pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie przestałam pisać, brak czasu, weny i czasami chęci robi swoje, ale teraz zaczynam ferie, więc spodziewam się dużo wolnego czasu. :)
      Pozdrawiam i dziękuję, że wciąż tu jesteś! <3

      Usuń
  3. Hejka :) Chciałabym Cię zaprosić do przeczytania bloga, gdzie są one shoty o One Direction i nie tylko. Zapraszam do obserwowania bloga, a może nawet zapraszam do ekipy, jeśli oczywiście masz czas.
    Może znajdziesz one shoty, które przypadną ci do gustu, a może sama złożysz zamówienie.
    Zapraszam :)
    https://czytanie-jest-lekarstwem-dla-umyslu.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń

Theme by violette